piątek, 8 stycznia 2016

Zimowy must have - Auriga Flavo C

Dwa razy w roku wprowadzam do swojej pielęgnacji poważne zmiany. Jednym z takich okresów jest zima, kiedy robi się ciemno, wietrznie a kaloryfery ruszają pełną parą. Moja skóra buntuje się szarzejąc, tracąc energię i witalność. Wówczas dbam jeszcze bardziej o jej nawilżenie i sięgam po odżywcze kremy i serum. 

Dziś o serum, które znam już dobrze ale które nie od razu przypadło mi do gustu. Mowa o jednym z bestsellerów, najsłynniejszych kosmetyków z witaminą C, Flavo C marki Auriga. 



Pierwszą buteleczkę otrzymałam do przetestowania i niestety początkowe kroki zaowocowały u mnie wysypką maleńkich krostek na całej twarzy. Oprócz nich nie pojawiły się żadne inne dolegliwości typu podrażnienie, pieczenie ale mimo to zraziłam się na jakiś czas do dalszych eksperymentów. Po jakimś czasie zaczęłam używać go ostrożniej, w mniejszych ilościach i co kilka dni. Moja skóra zaczęła reagować bardzo pozytywnie, rano była wyraźnie wygładzona, miękka, wypoczęta i promienna, zniknęły drobne zmarszczki a koloryt ładnie się wyrównał. Widocznie cera musiała się do niego stopniowo przyzwyczaić. 



Myślę, że ten kosmetyk ma wiele plusów ale polecam podejść do niego ostrożnie, szczególnie na początku. Nie przesadzajcie z dozowaną ilością, kilka kropel z powodzeniem wystarczy. Ja używam dokładnie 5, aplikuję je rozcierając w dłoniach i przykładając do twarzy. Nie trę, nie naciągam ani nie masuję skóry, po prostu przykładam ciepłe dłonie kawałek po kawałku, pozwalam się wchłonąć serum a ciepło sprawia, że się odprężam. Samo serum jest wodniste, ma brunatną barwę i charakterystyczny zapach. Pipetka dołączona do zakrętki precyzyjnie odmierza krople. Kosmetyk szybko wchłania się w skórę ale zostawia nieco lepkie wrażenie, które znika po aplikacji kremu na noc i pod oczy. Jest bardzo, bardzo wydajny. Na opakowaniu widnieje adnotacja, że powinnam je zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia ale nie jest to takie proste nawet jeśli nakładam serum także na dekolt i szyję. 

Moja skóra bardzo lubi działanie tego produktu. Jest wyraźnie gładsza, jędrniejsza i rozświetlona. Muszę jednak pamiętać by sięgać po krem z wysokim filtrem, który chroni przed przebarwieniami. Używam serum co drugi dzień (aktualnie naprzemiennie z olejkiem z pestek śliwki) choć producent sugeruje aplikację zarówno rano jak i wieczorem. Dla mnie wystarczy kilka kropel przed snem, obawiam się, że większa częstotliwość spowodowałaby ponowną reakcję alergiczną skóry (witamina C jest wyjątkowo alergenna).

Szczerze mówiąc nie zauważyłam większej różnicy w wersji forte, ma bardzo podobne działanie do wersji zielonej. Na plus zaliczam mniejszą pojemność (15 ml) więc większa szansa, że zużyjemy zawartość przed upływem 6 miesięcy. 


Podsumowując, myślę że w jesienno - zimowej kosmetyczce warto mieć kosmetyk z witaminą C, która przywraca blask i witalność skórze w szare dni. Flavo C lubię i polecam choć warto zachować ostrożność wprowadzając je do pielęgnacji. Mimo to jest jednym z moich zeszłorocznych ulubieńców. 

Ala  

3 komentarze:

  1. Nie polubiłam się z Flavo-C - nie widziałam żadnych efektów. Za to pokochałam serum z witaminą C z Norel <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze to pierwszy raz słyszę o tej firmie. :)

    http://fromcarolinee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze :)

Niestety z powodu olbrzymiej ilości spamu, muszę wyłączyć możliwość anonimowego komentowania. Jeśli chcecie zostawić mi wiadomość, jestem dla Was dostępna na profilu Facebook.

UA-49610063-1