środa, 14 października 2015

Jak rozpoznać dobrą makijażystkę?

Kiedy rozpoczynałam szkołę wizażu, zawód makijażystki stawał się coraz bardziej popularny ale nie był chyba tak bardzo modny jak teraz. Niestety nadal nie ma u nas jasnych kryteriów, które z ogromnej grupy miłośniczek makijażu wyłoniłyby zawodowców. Obecnie makeup artist może nazywać się zarówno domorosła pasjonatka jak i osoba z państwowym dyplomem i tytułem mistrza. Wywołuje to wiele kontrowersji w środowisku ale nie o tym chciałam dzisiaj dyskutować :) Dziś chcę napisać o tym, na co warto zwrócić uwagę aby mieć pewność, że spośród olbrzymiej ilości ofert, wybrałyśmy dobrze.


Pytaj znajomych 
Opinie w Internecie bywają cenną wskazówką ale nigdy nie wiesz kto je pisze, jakie ma oczekiwania i gust :) Najlepiej zapytaj koleżanek czy nie znają kogoś godnego polecenia.

Przejrzyj portfolio
Kiedy już zdecydujesz się na konkretną osobę, przejrzyj jej portfolio lub zdjęcia dotychczasowych makijaży. Pozwoli Ci to poznać jej styl i zorientujesz się czy maskuje niedociągnięcia photoshopem, czy ma lekką rękę czy idzie raczej w kierunku ciężkich, mocnych makijaży. Wybierz kilka prac, które podobają Ci się najbardziej i powiedz o nich podczas pierwszej wizyty.

Nie bój się pytań
Spisz sobie pytania, które chcesz zadać. Może jesteś ciekawa na jakich kosmetykach pracuje, jakie ma doświadczenie itp. Masz prawo wiedzieć komu powierzasz usługę, szczególnie w tak ważnym dniu jak ślub. Nie przejmuj się też, jeśli to ona zasypie Cię pytaniami. Widząc i malując kogoś po raz pierwszy, trzeba wręcz zapytać o możliwe alergie, preferencje i oczekiwania. Jeśli to jest makijaż ślubny, dobra makijażystka zada wiele pytań o całą masę szczegółów takich jak odcień i krój sukni, kolory dodatków, charakter przyjęcia czy jego porę. Nie myśl, że jest wścibska, próbuje jedynie idealnie dopasować look do okoliczności (no chyba, że ma jeden, uniwersalny makijaż, który trzaska jak leci - jeśli nie pyta o nic tylko od razu bierze się za malowanie, bądź czujna ;)). 

Umów się na makijaż próbny 
Jest konieczny. Nie oszczędzaj na nim pieniędzy a oszczędzisz nerwy i stres w dniu ślubu.  Pozwoli Ci to zorientować się czy osoba do której przyszłaś rzeczywiście spełni Twoje oczekiwania. Pamiętaj, że to Ty masz wyjść zadowolona. Jeśli pierwsza propozycja Ci się nie spodoba, poproś o inną, próbuj do skutku aż będziesz miała pewność, że to jest to, w czym czujesz się pięknie :) Przy okazji przekonasz się też czy dana osoba potrafi wykonać tylko jeden rodzaj makijażu czy jest wszechstronna.Wiele makijażystek niestety uważa, że kreska i doklejenie sztucznych rzęs robi całą robotę, umiejętność modelowania oka schodzi na drugi plan.


Zrób zdjęcie, poproś bliskich o opinię
Po skończonej pracy, warto zrobić zdjęcie, zarówno w świetle naturalnym jak i sztucznym, po kilku godzinach. Dzięki temu przekonasz się, że piękny efekt nie zniknie jak tylko wyjdziesz za drzwi ale jest zasługą dobrej techniki, profesjonalnych produktów i utrwalenia. Poproś bliską i szczerą osobę by oceniła jak makijaż prezentuje się na Tobie.
 
Obserwuj - safety first!
To jest moim zdaniem najważniejszy punkt. Domyślam się, że próbny makijaż może się wiązać z emocjami i nie rejestrujemy wielu szczegółów ale warto rozejrzeć się, zanim zaczniesz być malowana. Zobacz jak wizażystka przygotowuje się do pracy - czy ma czyste dłonie, czy je myje lub dezynfekuje zanim dotknie Twojej twarzy, czy posiada płyn odkażający, czy kosmetyki w kuferku nie wyglądają na prastare i czy panuje w nim porządek. Zawsze, ale to zawsze upewnij się czy pędzle, których zamierza użyć są czyste! Nie wahaj się zaprotestować jeśli narzędzia budzą Twoje wątpliwości, bardzo łatwo zarazić się w ten sposób chorobami skóry czy opryszczką, a takiej pamiątki szybko nie zapomnisz. Bądź czujna jeśli makijażystka pracuje taśmowo i przyjmuje wiele osób jednego dnia. Higiena i Twoje zdrowie są najważniejsze!

Bądź krytyczna :)
Nie bój się otwarcie powiedzieć, jeśli coś Ci się nie podoba. Najgorzej kończy się wizyta u makijażystki, kiedy obie nie jesteście zadowolone z efektu końcowego ale żadna nie powie tego wprost. Makijaż to nie tatuaż, wszystko można szybko poprawić :) Właściwa osoba nie obrazi się, jeśli poprosisz o coś innego tylko będzie szukała najlepszego rozwiązania. Możliwe, że sama zauważy, że coś jej nie gra, zmyje fragment i poprawi. Tak jest zdecydowanie lepiej niż przybieranie dobrej miny do złej gry :) Gwarantuję, że jeśli zagrasz w otwarte karty, od razu rozpoznasz fachowca i większa szansa, że wynik Waszej współpracy będzie satysfakcjonował Cię znacznie bardziej.

Nie sugeruj się wyglądem makijażystki
To jest bardzo kontrowersyjny punkt i pewnie wiele osób się ze mną nie zgodzi ale mimo wszystko uważam, że tu trzeba wrzucić trochę na luz. Nie wyobrażam sobie wykonywać codziennie pełnego makijażu, szczególnie kiedy pracuję wiele godzin w trudnych warunkach. Zdarzało mi się słuchać, że powinnam być własną wizytówką, że wygląd wizażysty jest bardzo ważny ale to nie ja mam być gwiazdą tylko osoba, która siada pod moje pędzle. Rozumiem osoby, które dbają o swój nienaganny wizerunek ale uważam, że malowanie siebie a malowanie kogoś to dwie różne historie. Często się zdarza, że ktoś kto wygląda przepięknie i robi perfekcyjną kreskę stopami przy zamkniętych oczach, słabo radzi sobie z malowaniem kogoś i odwrotnie ;) Makijażysta powinien być przede wszystkim czysty i schludny, osoba zaniedbana lub przesadnie wystylizowana i wymalowana nie wzbudziłaby mojego zaufania.

Uwzględnij koszty i czas
Ceny to temat bardzo kontrowersyjny i indywidualny. Unikam komentowania cennika innych bo za każdym stoi inna droga do zawodu ale wątpię aby ktoś kto poświęcił mnóstwo pieniędzy i czasu na naukę, szkolenia, warsztaty, egzaminy, ktoś kto ma kufer wyposażony w wysokiej jakości, profesjonalne i świeże kosmetyki i narzędzia, ktoś kto dojeżdża do klienta wyceniał swoją pracę na 50 złotych :) Ustal też z makijażystką czas, jaki będzie potrzebny na malowanie, żebyś nie zdziwiła się jeśli będziesz gotowa po kwadransie albo ponad dwóch godzinach :) Każda z nas ma inny styl pracy ale lepiej unikać skrajności. Pamiętaj, że makijaż fotograficzny, kamuflujący czy makijaż próbny do ślubu trwają zawsze dłużej niż klasyczne, okolicznościowe. 













Oczywiście nie uważam się za wyrocznię, makijaż to moja pasja a nie źródło utrzymania i tak go traktuję. Nie chcę uderzać w mądraliński ton bo mi też darzyło się zaliczyć kilka wpadek, z których nie byłabym zadowolona jako klient ale staram się traktować dziewczyny, które siadają pod moje pędzle tak, jak sama chciałabym być potraktowana. Zdarzało mi się też odmówić pracy w sieciówce (akcja typu tydzień z makijażem, darmowe malowanie, nie pamiętam dokładnie). bo nie zapewniono mi higienicznych podstaw a nie mogłam zabrać swoich pędzli konkurencyjnej marki. Pomyślałam więc, że taki post może okazać się przydatny dla tych z Was, które pierwszą wizytę u makijażystki mają jeszcze przed sobą.

Pamiętajcie - czyste narzędzia i higiena pracy to absolutna podstawa. Profesjonalista zawsze przygotowuje warsztat i dba zarówno o bezpieczeństwo klienta, jak i własne. Jeśli jest brudno, wiejcie, choćbyście nie wiem jak pragnęły metamorfozy! :)

Bardzo jestem ciekawa czy Wy macie już jakieś doświadczenia w tej kwestii. Byłyście kiedyś u makijażysty? Koniecznie dajcie znać o swoich wrażeniach.
Ala





poniedziałek, 12 października 2015

Polecane i przereklamowane #5 - pielęgnacja cery

Dziś kilka słów o kosmetykach do pielęgnacji twarzy, których używałam w ostatnim czasie. Skończyłam całe opakowania więc mogę wreszcie napisać o nich kilka słów rzetelnego komentarza. Po statystykach widzę, że lubicie te krótkie recenzje więc zapraszam :) 


NATURA SIBERICA, PIANKA DO MYCIA TWARZY
Jak już pisałam wielokrotnie na blogu, uwielbiam pianki do mycia twarzy. Są lekkie, łatwo się rozprowadzają i zmywają, są delikatne ale jednocześnie dobrze radzą sobie z usunięciem zanieczyszczeń. Ostatnio chętnie sięgałam po produkty zza wschodniej granicy ale akurat do tego już nie wrócę. Samo działanie oceniam przeciętnie, pianka nadaje się raczej do odświeżenia po nocy niż do zmycia resztek makijażu. Ma lekką, nawet zbyt luźną konsystencję, ja wolę kiedy produkt jest bardziej zbity i trzyma się skóry. Największym jej minusem jednak jest zapach, już od pierwszego użycia wiedziałam, że jej wykończenie będzie ciężkim zadaniem. Trudno go opisać, bo z niczym mi się nie kojarzy ale naprawdę zniechęcał mnie do sięgnięcia po produkt. Na plus zaliczam niską cenę (nieco ponad 20 zł/150 ml, w zależności od sklepu), wiele ekstraktów w składzie, ładne opakowanie, dobry aplikator i super wydajność do ostatniego mililitra (dosłownie, pompka podawała jeszcze piankę jak opakowanie było już puste :D). Mimo wszystko poszukam czegoś bardziej przyjemnego dla nosa.

THE BODY SHOP, OLEJEK Z DRZEWA HERBACIANEGO
Produkt do zadań specjalnych, a mówiąc wprost, do pryszczy ;) Antybakteryjny, kojący, idealny na wypryski, skaleczenia, ugryzienia czy drobne niedoskonałości. Nałożony szczypie jak dziki ale po chwili pięknie wysusza, goi i oczyszcza problematyczne miejsca. Olejek jest bestsellerem marki i ma już 20 lat więc w tym roku firma postanowiła wypuścić go w większej, limitowanej buteleczce (klik). Ja jednak sięgnęłabym i tak po małą bo to produkt super ekstra wydajny, 10 ml wystarcza na naprawdę bardzo, bardzo długo jeśli tak jak ja, stosujecie tego typu specyfiki punktowo (podobno można dodawać go do maseczek, kremów albo używać do inhalacji). Ma charakterystyczny, mocny zapach, lekką, nietłustą konsystencję i wygodne, szklane opakowanie z dozownikiem kropel. Kosztuje około 20 zł/10 ml, minusem jest niestety jego dostępność (tylko w salonach TBS) ale jeśli zmagacie się z problematyczną cerą, warto go poszukać. 

LA ROCHE POSAY, EFFACLAR DUO
Podobnie jak poprzednik, krem na okolicznościowe niedoskonałości. Pisałam już o nim wcześniej na blogu, to nie pierwsze moje opakowanie i na pewno nie ostatnie. Bardzo go lubię choć sięgam po niego zwykle raz w miesiącu, kiedy moja cera staje się na kilka dni bardziej problematyczna ;) Szybko zwalcza niedoskonałości, zatkane pory, działa oczyszczająco, antybakteryjnie i łagodząco. Uwielbiam jego świeży zapach, kremowo- żelową konsystencję i szybkie wchłanianie. Nie ściąga skóry, nie wysusza, łatwo się rozprowadza i idealnie nadaje pod makijaż. Uratował mnie już nie raz dlatego przymykam oko na dość wysoką cenę (ok. 50 zł/40ml) bo jest bardzo wydajny. Polecam.

ESTEE LAUDER, KREM POD OCZY REVITALIZING SUPREME
Mini krem (5ml), który kupiłam w zestawie promocyjnym z korektorem pod oczy za 39 zł. Bardzo polubiłam oba produkty, a najbardziej ich cenę (sam krem, 15 ml, kosztuje 249 zł!). O korektorze jeszcze napiszę, dzisiaj o kosmetyku pod oczy. Krem jest bardzo dobry, przyjemnie pachnie, ma lekką konsystencję, szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej ani tłustej warstwy. Nie walczę jeszcze ze zmarszczkami ale widzę, że dobrze nawilża i wygładza okolice oczu, skóra jest wypoczęta i odżywiona a spojrzenie świeże. Nadaje się zarówno rano, pod makijaż, jak i na noc (wówczas nakładam nieco grubszą warstwę). Jest wydajny, ma piękne opakowanie i świetnie sprawdza się w podróżnej kosmetyczce. Na pewno będę polowała na tę ofertę bo jestem fanką mniejszych opakowań, bardzo się opłaca cenowo i spełnia moje aktualne oczekiwania w 100%.

CLINIQUE, MOISTURE SURGE INTENSE
Beztłuszczowy, bezzapachowy i antyalergiczny nawilżający krem do skóry suchej lub odwodnionej. Tak deklaruje producent. 15ml produktu wystarczyło mi by przekonać się, że nie do końca. Kosmetyk ma rzeczywiście przyjemną, nieco żelową, chłodną konsystencję, szybko się wchłania, pachnie charakterystycznie dla marki Clinique ale nie daje spektakularnego nawilżenia. Nie czułam obiecanego 24-godzinnego komfortu a mam cerę normalną dlatego zużyłam go na dekolt i szyję. Myślę, że dla cery suchej będzie mimo wszystko zbyt lekki. Koszt jest dość spory, za 50 ml płacimy 199 zł. Poszukam w tej cenie czegoś bardziej odżywczego.

SYLVECO, LEKKI KREM BRZOZOWY
Jeden z popularniejszych kremów marki, skusiłam się na niego po wielu recenzjach. Rzeczywiście jest bardzo lekki, napakowany drogocennymi, wartościowymi składnikami naturalnymi (betulina, mydlnica lekarska, ksylitol, oleje, masło shea, witamina E, aloes itp). idealny do codziennej pielęgnacji cery. Skóra jest po nim miękka, elastyczna i nawilżona. Świetnie sprawdza się pod makijaż, wchłania się bardzo szybko do matu. Posiada bardzo praktyczne, lekkie i ładne opakowanie z pompką, która dozuje odpowiednią ilość produktu. Na plus działa też niska cena (ok. 30 zł) i coraz lepsza dostępność kosmetyków tej marki. Działanie oceniam dobrze ale: krem sprawdzi się raczej latem, raczej na dzień, raczej dla mało wymagającej cery. Na noc i na chłodniejsze dni wybieram bardziej odżywcze kremy dlatego teraz sięgnęłam po wersję nagietkową i jestem z niej znacznie bardziej zadowolona.

LOVE ME GREEN, REGENERUJĄCY KREM NA NOC
Próbka kremu z ekologicznym mleczkiem pszczelim. Nie pamiętam już skąd ją wzięłam ale okres letnich wyjazdów zmotywował mnie do jej zużycia. Jak to bywa w wakacje, to znajomość krótka i raczej bez powrotów i tęsknot ;) Krem miał fajne, miękkie opakowanie, ładny, świeży zapach i bardzo przyzwoity, bogaty skład pełen naturalnych dobroci ale nie zachęcił mnie do dłuższej znajomości. Ot, zużyłam i zapomniałam.

SYLVECO, TYMIANKOWY ŻEL DO TWARZY
Moje pierwsze zetknięcie z marką Sylveco, kupiłam go pod wpływem recenzji Nissiax83 i choć kosmetyki tej marki wzbudziły moją ogromną sympatię, do tej wersji już nie wrócę. Żel ma typową dla tych kosmetyków konsystencję, ładnie się pieni, dość dobrze oczyszcza skórę bez efektu ściągnięcia ale ma zbyt intensywny zapach. Mogłam się tego spodziewać, skoro w składzie ma olejek tymiankowy i kwas jabłkowy ale trudno mi się było do niego przyzwyczaić. Skład oczywiście bardzo na plus, kwas jabłkowy rozjaśnia i wygładza (próbowałyście domowego toniku z octem jabłkowym? cudo!) tymianek i pantenol łagodzi i koi, sam żel jest delikatny i  łagodny dla skóry. Na plus pompka, która dozuje odpowiednią ilość produktu, niska cena  i ładne, bardzo poręczne opakowanie (150 ml, idealnie do podróżnej kosmetyczki). Zamiast kolejnej buteleczki wybrałam wersję Biolaven, która pachnie zdecydowanie przyjemniej. Rozważam też wersję rumiankową ale jeśli nie macie wyjątkowo wrażliwych nosów, tymiankowa też jest warta wypróbowania. Tak czy inaczej, brawa dla Sylveco! :)

To tyle na dzisiaj. Dajcie znać czy miałyście te kosmetyki albo jakie zamienniki polecacie, chętnie poczytam Wasze opinie.
Ala



niedziela, 4 października 2015

Targi URODA - ulubione stoiska i zakupy

Co roku w Gdańsku, w okresie jesiennym, odbywają się Targi Kosmetyczno - Fryzjerskie URODA. W dwóch poprzednich edycjach brałam udział jako uczestnik Mistrzostw Wizażu, tym razem ze względu na temat konkursu postanowiłam odpuścić. Nie mogłam jednak odmówić sobie odwiedzenia ulubionych stoisk i choć nie miałyśmy z siostrą szczególnych zakupowych zamiarów, nie obyło się bez niewielkich zdobyczy :) Dziś więc o tym, co według mnie warto było kupić i których wystawców warto odwiedzić przy najbliższej okazji.


MAKE-UP TRENDY 
Bardzo lubię i regularnie kupuję ten kwartalnik. Znajdziecie w nim mnóstwo fantastycznych makijaży zarówno profesjonalistów światowej sławy, jak i amatorów o wielkim talencie. Do tego wiele wartościowych artykułów, porad, przegląd nowości na rynku i firm branżowych. Jestem pełna uznania dla wydawcy za jakość, otwartość na publikacje i konkurs, jaki stworzyli dla osób, których prace znalazły się w druku. Jestem zaszczycona, że udało mi się zamieścić tam także swój makijaż. Na targach co roku jest Pani Beata Marek, naczelna pisma, która jest niesamowicie radosna, sympatyczna i komunikatywna. Na stoisku można kupić najnowsze wydanie oraz uzupełnić kolekcje o numery przegapione. 

SKIN79
Tę markę widziałam na targach po raz pierwszy ale ponieważ właśnie miałam klikać swój krem online, postanowiłam jednak go zakupić na miejscu - jak się okazało z zaskakującym rabatem bo zamiast 100 kosztował mnie 80 zł. Wybrałam swojego ulubieńca marki, Hot Pink - będzie idealny na okres jesienno-zimowy. Cieszę się, że pojawili się ze swoim stoiskiem, na którym można było przetestować każdy z kremów BB. To moja ulubiona azjatycka marka, pewnie odwiedzę ich znów za rok. 


KRYOLAN
Chyba jedno z najlepiej wyposażonych stoisk. Co roku jestem zaskoczona ilością asortymentu, jaki ze sobą przywożą. Znajdziecie tu wszystko do makijażu i charakteryzacji oraz wszelkie akcesoria. Ja w tym roku nie miałam wielkich potrzeb, jestem już po sprzątaniu kufra po sezonie ślubnym i muszę jedynie uzupełnić braki w podkładach więc zdecydowałam się tylko na jednorazowe szczoteczki do tuszu, które kupuję regularnie, oraz szpatułkę. To, co z czystym sumieniem mogę polecić to fixer w sprayu, puder matujący, paletkę na szminki (identyczna jak Japonesque), szminki, róże, żelowe eyelinery oraz produkty do charakteryzacji - lakiery, lateks, sztuczną krew, co tylko podpowiada wyobraźnia. Na minus zaliczam ceny - takie jak w regularnym sklepie, bez zniżek nawet przy większych zakupach (w zeszłym roku zaszalałam, teraz za szczoteczki i szpatułkę zapłaciłam ponad 50 złotych - sporo).

MAESTRO
Ilość pędzli na stoisku Maestro naprawdę robi wrażenie. Znajdziecie tam dosłownie wszystkie możliwe rodzaje pędzli i wszystkie macie ochotę zabrać ze sobą :) Ja uzupełniłam swoją kolekcję na bogato dwa lata temu i ponieważ nic się z nimi przez ten czas nie stało, w tym roku zakupy zrobiłam bardzo skromne - kupiłam trzy pędzelki do eyelinera - jeden prosty i dwa skośne oraz jeden języczkowy do bazy i podkładu. Uwielbiam te krótkie trzonki z travel set, są idealne nie tylko w podróży ale też dla krótkowidzów, którzy tak jak ja uderzają trzonkiem o lusterko :) Moim ulubieńcem jest ten czerwony ze zdjęcia - posiadam kilka sztuk bo są najwygodniejsze podczas robienia makijażu komuś, szczególnie z drżącą powieką. Na targach można je kupić pojedynczo na sztuki, na stronie niestety sprzedawane są w zestawie, który u mnie kompletnie się nie sprawdził. 


KOSMETYKOMANIA
Najbardziej oblegane stoisko na targach :) Niestety trzeba odczekać swoje żeby cokolwiek kupić lub zadać pytanie. W tym roku wystawione były głównie woski Yankee Candle, babeczki do kąpieli, kosmetyki Sleek, Makeup Revolution i The Balm. Sam sklep uwielbiam ale po raz kolejny miałam wrażenie, że głównym towarem jest marka Makeup Revolution, która w moim odczuciu jest bardzo tandetna i nie umiem zrozumieć zachwytu blogerek - podejrzewam, że jest to sprytny marketing bo kosmetyki wyglądają jak dla małych dziewczynek albo lalek, a po ich stanie na stoisku wnioskuję, że nie są też zbyt solidne. Mam to szczęście, że Kosmetykomania ma sklep w Gdańsku więc w każdej chwili mogę podjechać na spokojne zakupy wśród szerokiej gamy marek oferowanych stacjonarnie.  

GLAM BRUSH 
Także po raz pierwszy na trójmiejskich targach. Tym razem nic nie kupiłam ale cieszę się, że miałam możliwość spotkać Hanię na żywo i chwilkę porozmawiać. Moja siostra zdecydowała się na gąbeczkę do makijażu więc jeśli jesteście ciekawe, podpytam ją o wrażenia.  

SYLVECO 
Zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie - stoisko z pełnym asortymentem, przemiłą i pomocną obsługą, niskimi cenami (niestety wielu wystawców podczas targów ma ceny jak w regularnych sklepach) oraz masą próbek i gratisów do zakupów. Ponieważ mam już jakieś doświadczenie z marką, wymieniłam się z Panią spostrzeżeniami a w zamian otrzymałam wiele wskazówek, sugestii i rekomendacji. Zdecydowałam się na ich bestseller, lipowy płyn micelarny oraz peeling i żel myjący (miałam kupić jakąś naturalną piankę ale uwiódł mnie jego obłędny zapach). Gratis otrzymałam dwie pełnowymiarowe szminki (jedną z nich podarowałam siostrze) oraz garść próbek - miły gest, który na pewno zachęci mnie do ponownych odwiedzin za rok.


Wśród wystawców z branży kosmetycznej znajdziecie na targach też produkty fryzjerskie, do pielęgnacji włosów i do manicure oraz takie, które ciężko zakwalifikować - przypominają wszystko po 5 złotych made in China :) Zwykle omijałam je bez większego zainteresowania ale tym razem moja siostra wypatrzyła na jednym z nich moje ukochane rzęsy Stars Colors. Kupuję je dużych ilościach przez internet (Allegro) i wiem, że sprawdzają się doskonale, to moje ulubione kępki. Klei się je banalnie łatwo, są na maleńkim pasku a nie na supełku, dzięki czemu są przyjemniejsze w aplikacji. Ich największą zaletą jest to, że są bardzo lekkie i wygodne, niemal niewyczuwalne na oku. Pięknie zagęszczają i unoszą naturalne rzęsy, wyglądają super naturalnie i nie wymagają tuszowania. Mają piękny profil i kilka długości do wyboru, ja najczęściej sięgam po 8 i 10 mm. Mogłabym się nimi jeszcze długo zachwycać ale chyba wystarczającą rekomendacją jest to, że zdecydowałam się użyć ich do własnego makijażu ślubnego :) Są prawdziwą perełką wśród innych produktów na tym stoisku. Ja zdecydowałam się jeszcze na buteleczkę z pompką z zamiarem używania jej z płynem do demakijażu. Czasem podczas malowania kogoś brakuje mi rąk, muszę wszystko odłożyć by nabrać odrobinę na wacik a często zdarza mi się przesadzić z ilością bo mój ulubiony różowy Garnier dozuje płyn dość obficie. Mam nadzieję, że ten drobiazg ułatwi mi pracę.


Czy warto wybrać się na targi? 
To zależy. Wejściówka na jeden dzień to koszt 15 zł, na dwa 25 zł plus płatny parking.
Jeśli nastawiacie się na duże zakupy i macie sporo czasu, to warto - wystawców jest naprawdę wielu, oferta bogata i różnorodna i u niektórych można otrzymać naprawdę spore zniżki. W programie jest sporo atrakcji, warsztaty, konkursy i pokazy. Na miejscu można też umówić się na zabieg kosmetyczny, zrobić paznokcie, fryzurę, makijaż albo masaż (nigdy z tego nie korzystałam więc nie wiem do końca na jakich to działa zasadach ale stanowiska oferujące takie usługi są zawsze mocno oblegane; wydaje mi się, że trzeba po prostu stanąć w kolejce i poczekać). Przy odrobinie szczęścia można pewnie się odstawić od stóp do głów i wyjść z siatami pełnymi cudów :) Dla fanek urody lub osób pracujących w branży, skupienie wszystkich wystawców w jednym miejscu to nie lada gratka.
Jeśli jednak nie macie dużych potrzeb, doskonale wiecie czego szukacie i nie potrzebujecie konsultacji, nie lubicie tłumów a w dodatku mieszkacie w Trójmieście, to nie warto. Wiele marek (Kryolan, Bikor, Kosmetykomania, Sylveco) jest dostępnych stacjonarnie - sklepy mają pełen asortyment i nie trzeba się przepychać, żeby coś obejrzeć. Cenowo zwykle wychodzi bardzo podobnie a nawet jeśli chcecie zamówić coś online, koszt dostawy pewnie będzie niższy niż koszt uczestnictwa i parkingu. 

Ja swoją wejściówkę otrzymałam od Make-up Trendy i cieszę się, że zdecydowałam się pojechać. Fajnie było obejrzeć mistrzostwa wizażystów ze strony widowni, spotkać znajomych, odwiedzić wykładowców szkoły wizażu, do której chodziłam, przyjrzeć się kosmetykom z bliska i poznać nowe marki. IMATS to to nie jest ale mimo zmęczenia, maleńkich zakupów i późnej godziny udział bardzo poprawił mi nastrój :) 

Na koniec szczypta złośliwości - na targach możecie zaobserwować wachlarz fatalnych makijaży :D Nie wiem na czym to polega, czy wydarzenie zobowiązuje i niektóre uczestniczki chcąc pokazać się jak najlepiej nakładają wszystkiego za dużo, czy eksperymentują na każdym stoisku i wychodząc przybierają karykaturalne formy ale my z siostrą, w delikatnych makijażach, czułyśmy się nagie :P Szaleństwo! :)

A Wy, bierzecie udział w tego typu wydarzeniach? 
Ala




UA-49610063-1