środa, 9 września 2015

Ogród miłości - makijaż do sesji zdjęciowej

Jakiś czas temu znów miałam okazję pracować z fantastyczną ekipą, tworząc stylizowaną sesję zdjęciową, składającą się aż z kilku części. Realizowaliśmy ją w czerwcu, pokazała się już na kilku stronach więc czas i na bloga :) Pierwsza odsłona do Piknik, do którego zrobiłam bardzo lekki makijaż, który miał pasować do stylizacji i subtelnej urody modelki, Ani oraz niewielką korektę modela, Radka.









Takie sesje to niesamowita lekcja współpracy z wieloma osobami, od stylisty, fryzjera, dekoratorów, samych modeli, po fotografów i realizatorów materiału wideo. To jest dla mnie prawdziwy zaszczyt, że mogę być częścią teamu profesjonalistów i zdobywać doświadczenie przy takich projektach! :)

Pomysł i produkcja: Valentina Pokrovskaya - Be My Valentine Wedding Alchemy by Valentina​ (www.bemyvalentine.pl) / Zdjęcia: Agnieszka Potocka (www.subobiektywna.pl), Jarosław Klechowicz (www.wedding-movies.pl) / Wianek oraz dekoracje kwiatowe: Justyna Stachowska z Projekt Kwiaty​ (www.projektkwiaty.pl) / Miejsce: Pałac Ciekocinko Hotel Resort & Wellness​ (www.palacciekocinko.pl) / Ubiór Narzeczonego: PAWO Gdańsk Alfa Centrum / Stylizacja fryzur: Aleksandra Czerwińska​ / Stylizacja narzeczonych, ozdoby i inne akcesoria: Wedding Art - butik ślubny​ (www.weddingart.com.pl) / Modele: Anna Krawczyk​ i Radek Janowicz / Makeup: Alicja Jublewska

Zamieściłam tylko część sesji. Jeśli interesuje Was całość, zajrzyjcie na przykład tutaj: 
http://www.wnetwesele.pl/artykuly/ogrod-milosci-sesja-zareczynowa-105.html 

Uściski!
Ala


 

wtorek, 1 września 2015

Letni niezbędnik czyli moje najlepsze kremy z filtrem

Wstyd się przyznać, ostatni wpis jest z czerwca a tego posta zaczęłam dwa miesiące temu! Przygotowania, ślub, miesiąc miodowy pochłonęły mnie na tyle, że na jakiś czas odłożyłam blogowe obowiązki. Po powrocie jedna z czytelniczek tak mi suszyła głowę, że postanowiłam nieśmiało wrócić i napisać kilka zdań - Justyna, ten wpis jest z dedykacją dla Ciebie :D

Miałam pisać o filtrach więc konsekwentnie dokończę ten temat. Co prawda w wielu miejscach robi się już nieco jesiennie ale wciąż jest upalnie i słonecznie! Poza tym te produkty przetestowałam solidnie w trakcie tropikalnego urlopu więc teraz lepiej wiem, co mówię :) Filtry, bo o nich mowa, stosuję przez cały rok, bez względu na opinie, które krążą w sieci. Nie twierdzę, że chemia w nich zawarta jest neutralna dla zdrowia ale mimo wszystko traktuję je jako ochronę mojej skóry i podstawowy etap pielęgnacji przeciwzmarszczkowej :) Po wielu próbach wybrałam te, które u mnie wypadły najlepiej.



Pozwólcie, że daruję sobie tysiąc zdjęć pudełek z każdej strony, kopiowanie informacji od producenta i szczegółowe analizy ;) Chciałabym, żeby moje nowe recenzje ograniczały się tylko do podstawowych informacji i rzeczywistych wrażeń. Wierzę w Waszą inteligencję i umiejętność wyszukiwania informacji a jednocześnie chcę, żeby moje notatki nie były katalogiem reklamowym sampli tylko krótką, szczerą opinią. 

Gdybym miała ułożyć powyższe kremy według pozytywnych wrażeń z używania, na pierwszym miejscu bezapelacyjnie znalazłby się SVR Defense Anti-Age. Spodobał mi się najbardziej pod względem działania - przy nim najlepiej czułam, że oprócz ochrony przeciwsłonecznej, pielęgnuje moją skórę, która była miękka, promienna i odżywiona. Krem ma cudowny zapach, doskonale się rozprowadza i wchłania, nadaje się pod makijaż nawet gdy się spieszymy. Moim zdaniem sprawdzi się przy każdego rodzaju cerze. Dodatkowym plusem jest witamina C, którą moja skóra uwielbia. Dostałam go do przetestowania ale kiedy skończę wszystkie filtry, których używam aktualnie, pewnie do niego wrócę. Minusem jest niestety jego cena, kosztuje ponad stówkę (w sieci Dbam o zdrowie nawet 170 zł!) ale warto polować na promocje bo rozrzuty cenowe są kosmiczne.

Następnym w kolejności byłby Vichy Capital Soleil. Kupiłam go z myślą o bardzo suchej skórze mojego męża (wow, napisałam to pierwszy raz! męża! :D) ale podkradałam regularnie do samego końca. Doskonale sprawdził się także na mojej mieszanej/normalnej cerze, dając maksymalną ochronę. Ten produkt najlepiej 'czułam' na skórze, jest dość ciężki w porównaniu do pozostałych i dobrze na niej siedzi. Zapach jest mniej przyjemny niż powyżej ale najbardziej neutralny z tych wszystkich więc jeśli macie wrażliwe nosy, ten najlepiej przypadnie Wam do gustu. Myślę też, że sprawdzi się idealnie przy cerach suchych i wrażliwych, rzeczywiście jest aksamitny. Czy coś mnie wkurza? Niekonsekwencja w opakowaniach, nie dość, że w na stronie producenta jest w innym kolorze, to wypuścili jeszcze wersję matującą, niemal identyczną wizualnie. Trzeba się mieć na baczności, żeby kupić rzeczywiście ten, o który nam chodzi. Plusem jest cena, nie odstaje na półce z kremami przeciwsłonecznymi tak jak poprzednik.

Ostatnim jest La Roche Posay Anthelios AC, nie oznacza to jednak, że był kiepski. Wręcz przeciwnie, bardzo go lubiłam za skuteczność, praktyczne i 'bezpieczne' opakowanie i lekka formułę. Jest zdecydowanie najbardziej płynny z nich wszystkich ale dzięki solidnej buteleczce, bez obaw mogłam wrzucić go do torebki czy podróżnej kosmetyczki. Niestety ma dość specyficzny i intensywny zapach ale za to łatwo się rozprowadza (dobrze jest wstrząsnąć przed otwarciem). Ten moim zdaniem dobrze sprawdzi się przy cerach mieszanych lub tłustych, ładnie się wchłania nie pozostawiając lepkiej warstwy. Niemal od razu można zrobić makijaż choć zdarzyło mu się kilka razy zrolować, nie wiem od czego to zależy, możliwe, że moja skóra po prostu potrzebowała peelingu. Jest najbardziej matujący ze wszystkich. Jeśli nie lubicie filtrów za ich treściwą formułę i kłopotliwą aplikację, ten powinien sprostać Waszym oczekiwaniom. Cena też nie zabija więc warto wypróbować :)

O tym jak ważne i skuteczne są filtry przeciwsłoneczne przekonałam się podczas jednego dnia wakacji. Był pochmurny dzień a ja w pośpiechu nie użyłam żadnego kremu. Poparzyłam skórę i do dziś mam na ciele całą paletę brązów w różnych odcieniach ;)

Oprócz filtrów używam bez przerwy wody termalnej Uriage. Jestem od niej uzależniona, do Stanów zabrałam 5 butelek (!!!), trzy średnie i dwie małe. To nie jest normalne ale co zrobić, to mój must have i już :)

I to tyle. Mam nadzieję, że gorący okres już powoli minie i będę mogła wrócić do spokojnego ale w miarę regularnego blogowania. Dajcie znać czy jeszcze tu w ogóle jesteście :)

Uściski,
Ala



UA-49610063-1