poniedziałek, 23 marca 2015

Bursztynowy konkurs makijażowy

Nie biorę nigdy udziału w konkursach makijażowych, a takie na żebrolajki to już w ogóle omijam z daleka. Tym razem jednak postanowiłam spróbować i ku mojemu dużemu zaskoczeniu, nie tylko dostałam się do finału, ale wygrałam też w swojej kategorii! To zjawisko równie rzadkie co zaćmienie słońca, więc postanowiłam się z Wami podzielić ;) Poniżej relacja z naszych finałowych zmagań. 


Tematem przewodnim była Bursztynowa gorączka sobotniej nocy. Od razu przyszła mi do głowy opcja graficznej kreski, choć początkowo myślałam o wersji ombre. W trakcie wykonywania makijażu zmieniłam koncepcję i efekt końcowy był nieco inny ale generalnie trzymałam się takiego oka i mocnych, wyrazistych ust. Bazowałam na kolorach, które kojarzą mi się z bursztynem najbardziej: złotem, pomarańczy, brązach i czerni. Dokleiłam w zewnętrznych kącikach połówki rzęs aby nadać całości bardziej zmysłowego, wieczorowego akcentu. Twarz wykonturowałam naprawdę delikatnie a policzki musnęłam odrobinką różu. Mocnym akcentem były usta, które pomalowałam bordową szminką a środek zaznaczyłam złoto-pomarańczowym kameleonem (Inglot), którym malowałam całą powiekę oka. Całość dopełniła prosta, czarna sukienka i bursztynowa kolia. Włosy zebrałyśmy wysoko i zaplotłyśmy w kłosa. Zobaczcie jak wyglądały prace nad stylizacją, którą bacznie obserwowała sympatyczna komisja :)



Przyznam, że chciałabym mieć więcej czasu podczas konkurencji i dopracować całość, końcówka działa się naprawdę bardzo szybko :) Jestem jednak zadowolona z tego, że odważyłam się stanąć do konkursu tym bardziej, że zostałyśmy tak miło wyróżnione. 

Bardzo dziękuję za fotorelację Krzyśkowi Ziętarskiemu (http://krzysztofzietarski.pl/), który dyskretnie chwytał postępy naszej pracy :)  Jeśli chcecie zobaczyć wszystkie zdjęcia, tu możecie zajrzeć do galerii: KLIK. Zapraszam też do odwiedzenia, choćby wirtualnie, salonu Balola, który był organizatorem i stworzył nam super sympatyczne warunki do rywalizacji. Gratuluję wszystkim uczestniczkom, to była super zabawa! :) 

A Wy bierzecie udział w konkursach makijażowych? 
Ala





niedziela, 15 marca 2015

Wiosenne nowości

Jestem niemal pewna, że wiosną Was też nachodzi ochota na nowe ciuchy, kosmetyki, kolory. Odświeżamy szafy, kosmetyczki i chętniej sięgamy po to, co producenci oferują nam wraz z pierwszymi dniami pełnymi słońca. Jakoś chętniej robi się wtedy zakupy, prawda? ;) Ja poluzowałam sobie już jakiś czas temu i dziś w kilku słowach o tym, na co się skusiłam.


Jeśli jesteście mniej więcej na bieżąco z moim blogiem albo Instagramem (https://instagram.com/alicjamakeup/) to pewnie wiecie, że paletkę Urban Decay Naked kupiłam jeszcze przed świętami. Zrobiłam sobie prezent, w dużej mierze z myślą o własnym makijażu ślubnym. Nie uważam, żeby to był najlepszy zakup życia bo cienie, choć owszem, przyzwoite, nie powaliły mnie na kolana. Używam cierpliwie ale czuję, że zachwyt już nie nadejdzie ;) 

Bardzo pozytywnie natomiast zaskoczyły mnie błyszczyki NYX Butter Gloss. Widziałam mnóstwo pochlebnych recenzji, moje makijażowe idolki wypowiadały się o nich bardzo pozytywnie więc będąc przy okazji w Krakowie (w Gdańsku nie mogłam ich nigdzie dostać), kupiłam cztery sztuki. Testuję najczęściej Peaches and cream i Vanilla cream pie, który póki co jest moim ulubieńcem. Rzeczywiście są super, nie kleją się, nie wypływają poza kontur ust, nawilżają i dają bardzo ładny, zdrowy kolor. Szkoda, że trudno je tutaj dostać ale pewnie przy okazji kupię jeszcze inne kolory, do kuferka.



Kolejną z nowości do makijażu był bronzer Kobo w odcieniu Sahara Sand. Tu również kierowałam się pozytywnymi opiniami i promocyjną ceną. Szybko okazało się, że polubiłam go bardziej niż słynną Bahama Mama z The Balm. Jest łatwiejszy w obsłudze, subtelniejszy, pięknie się rozciera i nie zostawia plam. Wydaje mi się doskonały do konturowania właśnie w okresie zimowym, kiedy cera jest wyjątkowo blada, dla blondynek i osób, które dopiero uczą się sztuki modelowania. Jakoś w stosunku do ceny jest tu bardzo przyjemnym zaskoczeniem i mocno rozważam zakup ciemniejszej wersji.


Dobra, tu się przyznam, że wszystkie kosmetyki z tego posta kupiłam na podstawie opinii innych :) Szczęśliwie większość okazała się trafiona, w tym odżywka bez spłukiwania Bumble and bumble Invisible oil. Heat / UV protective primer. Długo koło niej chodziłam, bo tania nie była (109 zł) a ostatnio nacięłam się właśnie na taki cholernie drogi blogowy 'hit' (Cleanic Take the day off). Okazało się jednak, że uwielbiam ją od pierwszego użycia, sięgam codziennie i moje włosy są z tego wyboru bardzo zadowolone. Będzie recenzja ale jeśli się wahacie czy spróbować, mówię Wam - próbować! :)



Serum Auriga Flavo C już na blogu pokazywałam. Pisałam wówczas, że dostałam po nim paskudnego uczulenia w postaci drobniutkich krostek na twarzy. Postanowiłam jednak dać mu drugą szansę, kiedy w trakcie zimy moja cera stała się poszarzała i zmęczona. Okazało się, że tym razem nic złego się nie stało a sam kosmetyk zadziałał wręcz fenomenalnie. Dawno nie miałam tak gładkiej, promiennej cery. Używam go ostrożnie i podejrzewam, że kiedy pojawią się już naprawdę słoneczne dni, będę musiała je odstawić ale póki co to wiosenny zachwyt :) 

Ostatni zestaw kupiłam spontanicznie po przeczytaniu jednego z komentarzy na czyimś blogu :) Jedna z czytelniczek chwaliła ofertę promocyjną Douglasa, a że rzeczywiście wydała mi się bardzo korzystna, a ja wciąż szukałam dobrego kremu pod oczy, postanowiłam spróbować. Okazało się, że to był kolejny świetny wybór i żałuję, że kliknęłam tylko dwie sztuki :) Krem jest bardzo wydajny, odżywczy, nawilża i pięknie wygładza moją skórę wokół oczu a korektor genialnie ukrywa zmęczenie czy zasinienia. Początkowo obawiałam się, że odcień medium może się okazać zbyt ciemny ale pasuje idealnie. Sama jestem zaskoczona ale uważam, że to naprawdę godny rywal mojego dotychczasowego ulubieńca, MAC Pro Longwear!. Dobrze, że kupiłam zapas bo ten zestaw na pewno zachowam na ślubne upiększanie. I do tego te miniaturowe, przesłodkie opakowania, do których mam taką słabość... :)



I to tyle na dziś. Dwa razy w jednym poście wspomniałam o zbliżającym się ślubie. Bez obaw, nie będę zasypywać bloga wpisami o przygotowaniach ale muszę przyznać, że absorbują mój czas i uwagę bardziej, niż przypuszczałam. Z tego powodu pojawiam się tu mniej regularnie ale mam nadzieję, że niebawem się to zmieni :) 

Jakie nowości pojawiły się u Was? 
Ala


czwartek, 5 marca 2015

Polecane i przereklamowane #2

W poprzednim poście pisałam o kosmetykach, których używałam ostatnio w pielęgnacji. Dziś kilka recenzji produktów do makijażu. Kupiłam, zużyłam, czas na małe podsumowanie :)


SKIN 79 - BB CREAM 
To już kolejne opakowanie tego kremu a ja nadal nie wiem jaka jest jego pełna nazwa: Super +, VIP Gold Collection? Mniejsza. To jest prawdziwy krem BB a nie jakiś tonujący badziew, któremu zmieniono nazwę na fali mody i żądzy sukcesu odniesionego na plecach innych ;) Rozjaśnia, pielęgnuje, chroni przed słońcem i zmarszczkami, wyrównuje koloryt i zastępuje podkład. Dobrze się rozprowadza, wchłania, pięknie wygląda na twarzy tworząc bardzo naturalny efekt. Lubię go stosować zarówno latem, jak i zimą, idealnie się dopasowuje bez względu na aktualny odcień skóry. Nie utlenia się i nie ciemnieje w ciągu dnia, dobrze współpracuje z innymi kosmetykami do makijażu a cera jest gładka i nawilżona. Bardzo lubię markę Skin79 i choć moim ulubieńcem jest wersja Hot Pink, do złotej wersji pewnie jeszcze wrócę nie raz. Duży plus za poręczne, lekkie opakowanie, drobny minus za dostępność ale od czego mamy internety ;) 

KRYOLAN DERMACOLOR - FIXER SPRAY
Kto maluje zawodowo, na pewno zna bo to chyba już produkt kultowy. Utrwalacz do makijażu, który scala jego wszystkie warstwy, sprawia, że staje się wodoodporny i ogólnie nie do zdarcia. Kupowałam małe opakowania (150 ml) ze względu na ich lekkość i poręczność przy sesjach wyjazdowych. Spray sprawdza się doskonale, utrwala na wiele godzin bez sztucznego efektu maski czy ściągnięcia. Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby mnie zawiódł lub ktokolwiek się poskarżył na trwałość wykonanej pracy. Nie podrażnia, nie szczypie, równo się rozpyla i osiada na skórze, naprawdę nie mam mu nic do zarzucenia. Nie polecam go do stosowania na co dzień ale jeśli malujecie się na wielkie wyjścia, warto od czasu do czasu po niego sięgnąć.

STARS COLORS - KĘPKI JEDWABNE
Nie do końca jestem pewna czy taka jest ich nazwa i nigdy nie wiem jak ich szukać w internecie :) Podpatrzyłam je u Daniela Sobieśniewskiego i postanowiłam spróbować bo te, których używałam wcześniej nie do końca mi odpowiadały. Wybór okazał się strzałem w dziesiątkę i już wiem, że będę je kupowała stale. Niestety moja ulubiona długość, 10 mm, jest trudno dostępna ale warto na nie polować. Inne dostępne długości to 8 i 14 mm, można je dowolnie przycinać bez utraty kształtu. Łatwo się je aplikuje, są super delikatnie, lekkie, elastyczne i niemal niewyczuwalne na powiece. Efekt, jaki dają na oku jest absolutnie fenomenalny! Jeśli lubicie bawić się w klejenie, bardzo polecam.

YVES ROCHER - SEXY PULP MASCARA
Próbka jednego z moich ulubionych tuszy do rzęs. Pisałam już o nim na blogu wielokrotnie, całkiem niedawno zresztą. Używam miniaturki i widzę jej znaczną przewagę nad wersją pełnowymiarową. Nie wiem na czym to polega ale zdecydowanie wolę małe tubki. Szczoteczka pięknie rozdziela, unosi i wydłuża rzęsy a efekt można stopniować bez obawy o sklejanie. Jedno, ostatnie opakowanie zostawiłam sobie na czarną godzinę (własnego ślubu ;)) ale mam nadzieję, że będzie je można jeszcze złapać w salonach bo naprawdę warto! 

MAKE-UP ATELIER PARIS - WODOODPORNY PODKŁAD
...bez którego nie wyobrażam już sobie swojego kufra. Póki co ideał, nadaje się do każdego typu cery i na każdą okazję. Tu akurat widzicie butelkę po odcieniu 3NB, mam jeszcze cztery inne, które mogę z łatwością mieszać by uzyskać odcień, którego akurat potrzebuję. Gama kolorystyczna daje naprawdę ogromne możliwości, na pewno każda z Was znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Ten kosmetyk ma wiele zalet ale najbardziej cenię go za trwałość, krycie i jednocześnie naturalny efekt. Aplikuję jego niewielką ilość beauty blenderem i to mi wystarcza by ujednolicić cerę, przykryć przebarwienia i niedoskonałości. Krycie można oczywiście stopniować bez płaskiego efektu maski. Podkład jest lekki, ma płynną konsystencję, dobrze stapia się ze skórą, nie roluje się ani nie waży w ciągu dnia. Niebawem pokażę swatche i efekt na twarzy.

To tyle na dziś. Jeśli jesteście ciekawe któregoś z kosmetyków, chcecie go zobaczyć w akcji lub macie jakiekolwiek pytania, piszcie śmiało :)

Buziaki,
Ala
 


poniedziałek, 2 marca 2015

Glamorous marsala

Długo czekałam na możliwość opublikowania tej sesji i wreszcie jest :) Niecierpliwie tupałam nogami bo te zdjęcia są dla mnie niezwykłe. Jakiś czas temu podziwiałam fotograficzny talent Ani i fotogeniczność pięknej Magdy. Nawet nie przypuszczałam, że tak szybko nadejdzie okazja do współpracy. Jestem prawdziwą farciarą, że mam możliwość rozwijania się makijażowo w takim towarzystwie :)

Inspiracją dla nas była marsala, kolor roku według Pantone. Odważna ale jednocześnie kobieca i elegancka mieszanka rdzawego, winnego bordo z ziemistym odcieniem i szczyptą brązu. Przywołuje na myśl włoskie wino ale także przepych i klasę. Idealny kolor makijażu dla tych Pań, które chcą poczuć się kobieco i jednocześnie glamour :) Zobaczcie same.


Makijaż zaczęłam od wersji no make up, super naturalnej i delikatnej by jedynie podkreślić piękno modelki. Efekt budowałyśmy poprzez akcentowanie ust i oczu, przyciemniając je stopniowo. Całość opierałyśmy oczywiście o nasz kolor przewodni. 

Zdjęcia: Ania Kosik Photography http://aniakosik.carbonmade.com
Modelka: Magda Winiarek - Żurawska
MUA: ja 

Co myślicie o takim makijażu? Odważyłybyście się sięgnąć po marsalę? :)
Ala



UA-49610063-1