środa, 18 listopada 2015

Polecane i przereklamowane - pielęgnacja i makijaż

Po poprzednim poście, dotyczącym pielęgnacji cery, dzisiaj czas na pielęgnację ciała, włosów i coś do makijażu. Zacznę od ostatniej kategorii, jak przystało na wizażystkę i fankę wszystkiego, co nadaje się do malowania :)


MAX FACTOR, 2000 CALORIE
Dwa puste opakowania, które  widzicie to dramatic volume i waterproof volume, czyli wersja pogrubiająca i wodoodporna kultowego tuszu. Przetestowałam już niezliczone ilości mascar i szczerze mówiąc nie widzę sensu wydawania więcej niż 100 zł na ten kosmetyk, a na drogeryjnych półkach niejednokrotnie znajdziemy takie, które biją na głowę propozycje selektywnych marek (tusze Estee Lauder są pod tym względem chyba najgorsze). Ofertę Max Factora bardzo lubię i chętnie do niej wracam a wersja wodoodporna królowała w tym roku w makijażach okolicznościowych, które miałam okazję robić. Powiem więcej, sama po niego sięgnęłam malując się na własny ślub więc lepszej rekomendacji nie mam :) Jeden z tuszy ze zdjęcia jest w kolorze black, drugi w kolorze rich black ale nie widzę między nimi różnicy. Wersja wodoodporna ma nieco smuklejszą szczoteczkę ale efekt daje bardzo podobny. Rzeczywiście jest super wodoodporna, na moim ślubie rzęsy przetrwały w nienaruszonym stanie łzy wzruszenia i taniec w strugach deszczu :) Plus za łatwą dostępność i niską cenę. 

MAKE UP ATELIER PARIS, FLUID WODOODPORNY
Mój ukochany podkład na większe wyjścia i do zadań specjalnych. Idealnie sprawdza się w makijażach okolicznościowych, ślubnych, fotograficznych czy przy charakteryzacji. Jego główną zaletą jest ładne krycie przy maksymalnie naturalnym efekcie na twarzy i uniwersalność względem różnego rodzaju cer - dobrze wygląda zarówno u nastolatki jak i kobiety dojrzałej, choć wiadomo, wiele zależy od techniki aplikacji. Lubię go też za super trwałość, jest wodo- i potoodporny, nie ściera się i nie waży ale nie będę się rozpisywać bo szykuję dla Was większą recenzję ze swatchami wszystkich odcieni, jakie posiadam w kufrze. Na razie oczywiście polecam bardzo tym bardziej, że nie odbiega cenowo od odpowiedników dostępnych w sklepach (110 zł / 30ml) a wybór kolorów jest naprawdę imponujący. 


HOLIKA HOLIKA BABY SIKY FOOT, PEELINGUJĄCE SKARPETKI 
Pewnie już dobrze znacie ten dziwny produkt - zakładacie na stopy specjalne skarpetki, wlewacie do środka płyn z saszetek, czekacie półtorej godziny, zdejmujecie, po kilku dniach gubicie skórę jak gad jakiś i cieszycie się miękkością niemowlęcych stópek. Tak jest za pierwszym razem. Później niestety to już tak nie działa i nie wiem od czego to zależy. Robiłam zabieg już trzykrotnie i tylko przy pierwszym efekt był zaskakujący mimo, że od ostatniego minął rok. Nie kupię ponownie choć przyznam, że zabawa była wesoła :)

ECOLAB, SZAMPON OBJĘTOŚĆ I WZROST
Nie pamiętam już kiedy sięgałam po drogeryjny szampon, niemal całkowicie przestawiłam się na kosmetyki naturalne (w tym rosyjskie) i metodę kubeczkową. Wybrałam EcoLab ze względu na roślinny skład (97%) w tym olejek jojoba, olejek z kiełków pszenicy, macadamia, ekstrakt z hibiskusa, oczaru wirginijskiego, masło shea. Szampon miał regenerować, wzmacniać, odżywiać i chronić włosy, sprawiać, że będą miękkie i puszyste. Efekt? Pozytywny ale nie szokujący :) To dobry produkt do codziennej pielęgnacji, łagodnie oczyszczał, nie wysuszał, nie plątał a olejki zawarte w składzie nie obciążały moich cienkich i delikatnych pasm. Nie zauważyłam ani spektakularnego wzrostu ani objętości ale włosy ładnie się układały i były przyjemnie miękkie w dotyku. Na dodatkowy plus z pewnością zaliczam zapach i praktyczną, poręczną butelkę (250 ml). Możliwe, że jeszcze kiedyś do niego wrócę, tym bardziej, że kosztuje zaledwie kilkanaście złotych.

SALLY HANSEN, INSTA-DRI, WYSUSZACZ DO LAKIERU
Produkt, bez którego nawet nie siadam do malowania, nie ważne jakim kolorem. Błyskawicznie wysusza lakier, już po chwili można wrócić do normalnych czynności a malując wieczorem położyć się spać bez odbitej pościeli na powierzchni paznokci. Ma odpowiednią konsystencję, idealny pędzelek i nie zbiera koloru, dzięki czemu do końca pozostaje czysty nawet gdy poprzednia, kolorowa warstwa jest jeszcze całkiem mokra. Niestety gęstnieje i nie da się go zużyć do końca ale to się zdarza każdemu, jeszcze nie zużyłam nigdy żadnego lakieru do ostatniej kropli. Faktem jest jednak, że od połowy jego aplikacja zaczyna przysparzać trudności. Drugim minusem, który irytuje jeszcze bardziej jest łuszczący się czerwony lakier ze szklanej buteleczki, który jakimś cudem migruje na pędzelek i do środka. O ile maluję odcieniami czerwieni, nie przeszkadza mi to w ogóle, gorzej jeśli sięgam po odcienie mleczne lub przezroczyste. Mimo to kupiłam kolejną buteleczkę bo jest znacznie tańsza od Essie Good to go a spełnia swoje zadanie równie dobrze.

BUMBLE AND BUMBLE, HAIRDRESSER'S INVISIBLE OIL
Odżywka, która spełnia obietnice producenta w 100%: przygotowuje włosy do stylizacji, zmiękcza je, ułatwia rozczesywanie, chroni przed uszkodzeniami, ciepłem suszarki i promieniami uv. Idealna, jeśli nie mam czasu na spłukiwanie - wystarczy odrobina by bez problemu i bólu rozczesać wilgotne pasma. Produkt jest w plastikowej, wygodnej butelce z atomizerem, która umożliwia pokrycie włosów równą mgiełką. Ja jednak wolę dwa, trzy psiknięcia rozetrzeć w dłoniach i tak nanieść na włosy. Oprócz działania ma też inną zaletę - przepięknie pachnie :) Na minus mogę zaliczyć tylko dostępność (Sephora) i wysoką cenę (109 zł / 250 ml) ale jeśli chcecie ją przetestować przed zakupem, niedawno weszły wersje podróżne w cenie 39 zł / 60 ml, warto skorzystać.

PLANETA ORGANICA, MYDŁO DO CIAŁA I WŁOSÓW ALEPPO
W grudniu dostałam pierwsze opakowanie i pamiętam, że nie bardzo wiedziałam co z nim zrobić :) Mydło przypominało wyglądem smar, było ciemne i lepkie i miałam opory przed użyciem, szczególnie na włosy. Szybko okazało się jednak, że to doskonały kosmetyk i od tamtej pory kupiłam już kilka opakowań dla siebie i najbliższych. Mydło jest bardzo uniwersalne, nadaje się do oczyszczania twarzy, ciała i włosów (metodą kubeczkową, nie polecam nakładać bezpośrednio na mokre pasma). Nie wysusza skóry, wręcz przeciwnie - nawilża, odżywia, oczyszcza i odświeża. Jest dosłownie napakowane drogocennymi, naturalnymi składnikami a przy tym pięknie pachnie - rozpuszczone w wannie pełnej wody gwarantuje relaksującą kąpiel. Sprawdzi się też, jeśli macie twardą wodę, która powoduje swędzenie skóry - mydło jest delikatne i łagodzi dyskomfort. Na plus także duże, wygodne opakowanie i cena - około 39 złotych za piękny skład i wysoką wydajność. Jeśli jeszcze go nie używałyście, bardzo polecam.

ORGANIQUE, SPICY SUGAR BODY PEELING
Skończyłam już to opakowanie już jakiś czas temu ale nie doczekało się wcześniejszej recenzji. Nie wiem dlaczego o nim nie wspomniałam, bo to naprawdę fajny kosmetyk. Peeling ma przede wszystkim przepiękny, korzenny zapach i solidne cukrowe drobinki ścierające, przez co spełnia swoje zadanie wzorowo. Jest idealny na chłodniejsze miesiące bo oprócz tego, że oczyszcza, odświeża i złuszcza martwy naskórek, także głęboko odżywia i rozgrzewa (zawiera masło shea, olej sojowy, cynamon, imbir, kompleks protein z nasion ryżu i soi oraz witaminę E). Pozostawia na skórze ochronną warstwę, więc efektami zabiegu możemy cieszyć się przez dłuższy czas. Bardzo polecam powąchać a na pewno go kupicie! :) Organique nie zawodzi, jak zwykle!

MASKA DO WŁOSÓW
Niestety pod wpływem wilgoci całkowicie zniszczyła się etykieta z napisami po polsku ale to termoaktywna maska do włosów z miodem i ekstraktem z łusek cebuli :) Dostałam ją w prezencie od Sylwii (pozdrawiam! :)), u której działała bardzo przeciętnie, a ponieważ mamy zupełnie inny typ włosa, ja bardzo lubię jej buble i odwrotnie, miałam nadzieję, że dla mnie okaże się hitem. Niestety u mnie także okazała się przeciętna, nawet w kierunku słabej. Nie radziła sobie z odżywieniem moich włosów, blaskiem a nawet łatwym rozczesywaniem. Określiłabym ją raczej jako odżywkę do spłukania. Zużyłam ją do zabezpieczenia końcówek włosów podczas mycia przed szamponem.

To wszystko jeśli chodzi o zużyte kosmetyki w ostatnim czasie. Niebawem jesienne nowości w pielęgnacji :) Gorące uściski, 
Ala 


14 komentarzy:

  1. Top Coat Sally Hansen też bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że szybko gęstnieje i bąbelkuje :(

      Usuń
  2. przez jakiś czas 2000 Calorie był moim ulubionym :) na prawdę godny polecenia tusz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co teraz lubisz najbardziej? Ja wciąż szukam ideału :)

      Usuń
  3. Tusz MF 2000 bardzo lubię :) A tego podkładu mam odlewkę i u mnie się warzy przy nosie niestety :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to mnie zaciekawiłaś. Przyznam, że do tej pory też mi się raz zważył na jednej dziewczynie. Ale to jeden jedyny przypadek...

      Usuń
  4. A jakie masz odcienie podkładów z Map? Szukam porownania 1NB do 2NB i nigdzie nie mogę znaleźć. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1NB, 2NB, 3NB, 4NB i 5NB. Mogę dla Ciebie zrobić takie porównanie, jeśli chcesz. Ja kupuję najjaśniejsze podkłady (np. Bourjois 51) a tu 2 jest idealna, nie wygląda tak 'trupio' :)

      Usuń
    2. Bardzo bym chciała! :) Wczoraj kliknęłam zamówienie i wstrzymuję się z opłaceniem go bo ciągle dumam nad tym odcieniem. Byłabym ogromnie wdzięczna. :)

      Usuń
    3. Będę bardzo wdzięczna. :)

      Usuń
  5. To znowu ja. :) Jest szansa na fotkę tak do piątku? bo mi anulują zamówienie. :( A ciągle się wstrzymuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, przepraszam. Dziś wieczorem Ci wyślę na priv, nie dam rady przygotować notki. Zostaw mi plis kontakt do siebie.

      Usuń

Bardzo dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze :)

Niestety z powodu olbrzymiej ilości spamu, muszę wyłączyć możliwość anonimowego komentowania. Jeśli chcecie zostawić mi wiadomość, jestem dla Was dostępna na profilu Facebook.

UA-49610063-1