wtorek, 21 kwietnia 2015

MÓJ HIT: Cienie Make Up Atelier Paris - T22

Z marką Make Up Atelier Paris miałam styczność po raz pierwszy oczywiście w internecie. Czytałam wiele pozytywnych recenzji na ich temat więc wybierając się na warsztaty makijażu ślubnego do Państwa Folaronów ucieszyłam się, że będę mogła wypróbować je na własnej skórze. Do wyboru miałam całą ofertę marki ale najbardziej w pamięci utkwiły mi dwa produkty, bez których dzisiaj nie wyobrażam sobie mojego kufra: podkłady i cienie. Dziś kilka słów na temat tych drugich. 


Make Up Atelier Paris to doskonale znana francuska marka, kojarzona z profesjonalnymi produktami. Jej współzałożycielka, Helene Quille, jest cenioną na całym świecie wizażystką. W swojej bogatej ofercie proponuje zarówno kosmetyki do makijażu jak i do charakteryzacji. Zdecydowanie mocnym atutem są moim zdaniem właśnie cienie do powiek. 

OPAKOWANIE
Cienie na pierwszy rzut oka przypominają paletki innych znanych marek. Okrągłe wkłady (5 sztuk, o średnicy 2,5 cm) umieszczone są w zgrabnych i eleganckich plastikowych kasetkach o wymiarach 16x4 cm. To zdecydowanie moje ulubione opakowanie: jest lekkie, solidne i bardzo wygodne. Napisy nie ścierają się, zawiasy pracują bardzo płynnie, pudełeczko zamyka się na charakterystyczny klik. Dzięki przezroczystemu wieczku widzę dokładnie kolory więc kiedy moja kolekcja się powiększy, będę dokładnie widziała, po co sięgam. Obok wkładu znajduje się maleńki otworek, który umożliwia jego wymianę bez ryzyka uszkodzenia. Dodatkową zaletą jest to, że mimo codziennego używania, wciąż wygląda czysto i estetycznie, jestem z niej bardzo zadowolona. Sprawdza się znacznie lepiej niż MAC, Inglot i jakiekolwiek inne kasetki.


KOLORY
Minusem cieni jest to, że są już skompletowane i nie ma możliwości samodzielnego doboru kolorów. Z drugiej zaś strony oferta jest tak urozmaicona, że bez problemu znajdziemy co najmniej kilka propozycji dla siebie. Możemy wybierać wśród cieni matowych, satynowych, satynowych z drobnym brokatem, perłowych, z drobinkami brokatu i satynowo-metalicznych. Moja paletka należy do pierwszej grupy. Postawiłam na uniwersalny, ponadczasowy zestaw, który składa się z neutralnych odcieni. 

U góry cienie bez bazy, na dole na Urban Decay Primer Potion
Pierwszy to odcień śmietankowy. Używam go do rozświetlenia wewnętrznego kącika i pod łukiem brwiowym. Daje bardziej naturalny efekt niż biel ale jednocześnie pięknie rozjaśnia.  Drugi z kolei to typowy  kolor nude, najbardziej naturalny jak się da, maksymalnie podobny do pigmentu skóry. Jest idealny jako bazowy: wyrównuje koloryt powiek, pozwala miękko nakładać i rozcierać każdy kolejny cień. Niby nie daje wyraźnego koloru ale nie wyobrażam sobie nie mieć go w ogóle w codziennej paletce, to jest najczęściej przeze mnie zużywany wkład ever (z powodzeniem zastępuje mi dotychczasowych ulubieńców w tej kategorii: MAC brule i Inglot 353). Środkowy to piękny, ciepły karmel, którego uwielbiam używać w załamaniu powieki do modelowania kształtu oka, kiedy chcę zachować jasny, lekki look. To jest mój wybraniec z całej paletki :) Pięknie, miękko się rozciera i rewelacyjnie wygląda na oku. Kolejny to ciepły brąz, który daje już więcej możliwości: czasem przyciemniam nim zewnętrzny kącik, czasem tylko linię rzęs, a czasem nakładam na całą powiekę, jeśli chcę wykonać nieco mocniejszy makijaż. Ostatni, chłodny odcień brązu, jest idealny do smoky ale ja najczęściej robię nim kreskę - na mokro, kiedy chcę uzyskać graficzny efekt, lub na sucho, kiedy zależy mi na miękkiej, nieco mglistej linii. Nadaje się do tego idealnie bo nie osypuje się na rzęsy, nie kruszy a jest na tyle napigmentowany, że z powodzeniem zastępuje liner, dając bardziej subtelny efekt.  Cały zestaw pozwala mi na stopniowe budowanie intensywności makijażu: od lekkiego, jasnego na dzień, po naprawdę ciemne, eleganckie smoky na większe wyjścia.

JAKOŚĆ
Pamiętam, jak podczas malowania na kursie mówiłam modelce, że jestem zaskoczona jakością tych cieni. Od pierwszej chwili zauważyłam, że mimo mocnych kolorów, są niesamowicie łatwe w aplikacji. Nie sprawiają żadnych trudności w nakładaniu, pięknie nabierają się na pędzelek, nie osypują się, nie tworzą plam. Są idealne zarówno dla osób początkujących, które nie mają jeszcze wprawnej ręki, jak i dla bardziej doświadczonych, ceniących czas i komfort pracy. Uwielbiam je za to, że w ogóle nie pylą. Mam bardzo podobną kasetkę matowych cieni marek konkurencyjnych i ciągle jest zanieczyszczona a paletka MAP, mimo codziennego używania przez ostatni miesiąc, wygląda wciąż ja nowa. Nie widzę też ubytku w cieniach, dokładnie tyle, ile nabieram, nakładam na skórę. Są jedwabiste, gładkie a przy tym niesamowicie mocno napigmentowane. Nałożone dodatkowo na bazę pod cienie, wyglądają nieziemsko! Nie blakną, nie rolują się ani nie zanikają w ciągu dnia. Trwałość jest ich kolejną zaletą: cienie pozostają na powiece w stanie nienaruszonym aż do wieczornego demakijażu (ale zaznaczam, że zawsze na bazie, bez tego nie zasiadam do malowania oka :)).


PRZYDATNE INFORMACJE
Formuła cieni jest na bazie silikonu z talkiem, wzbogacona formułą kwasów tłuszczowych. Dokładny skład dla bardziej wtajemniczonych: 

TALC, CYCLOMETHICONE, PARAFFINUM LIQUIDUM, DIMETHICONE, HYDROGENATED POLYISOBUTENE, ARACHIDONIC ACID, LINOLEIC ACID, LINOLENIC ACID, PHENOXYETHANOL, SODIUM METHYLPARABEN, SODIUM ETHYL PARABEN, SODIUM BUTHYLPARABEN, SODIUM PROPYLPARABEN (+/- may contain: CI 77019, CI 77891, CI 77492, CI 77491, CI 77499, CI 77007, CI 77742, CI 77288, CI 77289, CI 9140:1, CI 42090:2)

Cienie w paletce (10g) należy zużyć w ciągu 18 miesięcy od ich otwarcia. Kosztują 122 złote (niestety) i można je kupić w sklepie Ladymakeup: http://www.ladymakeup.pl/sklep/make-up-atelier-paris-paleta-5-cieni.html

 
Przyznam szczerze, że ta paletka przebiła moich dotychczasowych ulubieńców z Inglota i MAC'a, a nawet powszechnie wychwalaną Naked. Aktualnie to są moje najlepsze cienie i na pewno kupię kolejne zestawienia kolorystyczne. Dzięki temu, że mają wodoodporną formułę, na pewno po nie właśnie sięgnę malując się na własny ślub. Są miękkie, pięknie się ze sobą łączą, rozcierają, nie tworzą plam, nie osypują się, dzięki czemu umożliwiają czysty, estetyczny makijaż w krótkim czasie. Czaję się jeszcze na kolejne maty (tym razem w szarościach i oberżynie) oraz na wersje satynowe, z myślą o odważniejszych makijażach (fiolety, błękity). Jeśli macie już z nimi doświadczenie i możecie coś polecić, koniecznie dajcie znać, to będzie mój ulubieniec tego roku! :)

Ala

9 komentarzy:

  1. Przebiła Naked, Inglota i MACa, czyli coś musi być na rzeczy! :) Ładne kolorki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam tej marki (jako blogerka chyba powinnam, co?), ale zrobiła na mnie wrażenie, bo stanowi niejako miniaturkę paletki Marca Jacobsa. Będę tu zaglądać;).

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękne kolory. To zestawienie podoba mi się chyba najbardziej z wszystkich dostępnych. Przyznam, że mile zaskoczyło mnie także nasycenie tych cieni. Już na dłoni prezentują się fantastycznie. Ach, jak żyć! ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. :)) zdecydowanie bosko, mam zamiar pokusić się na tą T13 no i chodzi za mną T28 :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Zestawienie kolorystyczne moim zdaniem jest genialne i przypadnie do gustu większości dziewczyn. Make up Atelier Paris to marka z którą nie mam najmniejszego doświadczenia, ale jeżeli jakość ich cieni dorównuje, a nawet przebija MACa to czuję się zaintrygowana :)

    OdpowiedzUsuń
  6. pigmentacja godna podziwu :) i w sumie ładnie skompletowana paletka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. przepiękne i chwalone, ale ta cena, uh

    OdpowiedzUsuń
  8. Idealna do codziennego makijażu :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze :)

Niestety z powodu olbrzymiej ilości spamu, muszę wyłączyć możliwość anonimowego komentowania. Jeśli chcecie zostawić mi wiadomość, jestem dla Was dostępna na profilu Facebook.

UA-49610063-1