środa, 7 stycznia 2015

Polecane i przereklamowane cz. 2

Wracam z drugą częścią wpisu polecane i przereklamowane, który będzie poświęcony tym razem pielęgnacji twarzy. Pojawi się też kilka drobiazgów do makijażu, zapraszam :)


ORGANIC THERAPY PIANKA DO MYCIA TWARZY
Kolejne opakowanie mojego ulubieńca ostatnich miesięcy. Ma urzekający, bardzo przyjemny zapach, leciutką konsystencję, jest delikatna dla skóry i przy tym bardzo skuteczna. Z makijażem sobie nie poradzi ale jest doskonałym uzupełnieniem płynu micelarnego. Łatwo ją zaaplikować, łatwo spłukać, nie ściąga ani nie wysusza skóry. Cena niewygórowana, bo kilkanaście złotych za 150 ml, przy czym jest bardzo wydajna. Używam już kolejnego opakowania co jest najlepszym przykładem na to, że lubię ten kosmetyk i bardzo polecam :) 

GARNIER PŁYN MICELARNY 3w1
Najlepszy drogeryjny płyn do demakijażu, jaki do tej pory znalazłam, doskonały zamiennik słynnej Biodermy. Bardzo skuteczny ale jednocześnie delikatny dla skóry, także tej wokół oczu. Dobry dla osób, które noszą soczewki kontaktowe i myślę, że sprawdzi się także w przypadku wrażliwej cery. Jest wydajny, wygodny w użyciu i niedrogi, bo za butelkę 400 ml płacimy ok. 17 złotych. Nie wiem ile już zużyłam buteleczek ale wciąż kupuje następne, także do pracy, do kufra. Na pewno pojawi się w odkryciach i hitach 2014 roku :) 

BLISTEX CLASSIC
To najlepszy sztyft ochronny i nawilżający do ust, z jakim się do tej pory spotkałam. Moim zdaniem bije Nivea i Carmex na głowę. Ma przyjemny zapach i smak, odpowiednią konsystencję i niską cenę (ok. 10 zł.). Lubię go nakładać solo i przed pomadką bo pięknie wygładza skórę warg. Na tę chwilę nie szukam innego, polecam spróbować :)

ESTEE LAUDER CLEAR DIFFERENCE SERUM
Pełna recenzja tego kosmetyku znajduje się na moim blogu tutaj: KLIK. Nadal uważam, że to świetny produkt. Z dużym żalem wyrzucam to zachomikowane opakowanie bo nowy zakup to koszt aż 380 zł / 50 ml.  Na pewno zobaczycie je jeszcze raz w poście o ulubieńcach i hitach minionego roku, bo obok kremu pod oczy to najlepszy kosmetyk marki, jakiego używałam.

SVR CHRONOLYS CREME
Krem do twarzy o działaniu energizującym i nawilżającym. Starej wersji używałam już w 2011 roku (pisałam o tym tutaj: KLIK) ale oprócz opakowania niewiele się zmieniło, skład pozostał ten sam. Buteleczka jest teraz przyjemniejsza dla oka, ma bardziej nowoczesny design. Ciekawym doświadczeniem było porównanie działania na moją skórę po prawie czterech latach. Okazuje się, że chociaż moja świadomość pielęgnacji i znajomość kosmetyków wzrosła, potrzeby mojej skóry niespecjalnie się zmieniły. Krem nadal wypadł bardzo dobrze: cera była gładka, uspokojona, nawilżona i wypoczęta. Formuła współgrała z innymi produktami do pielęgnacji i makijażu, nie mam mu nic do zarzucenia. Jeśli lubicie marki apteczne, polecam przyjrzeć mu się bliżej, szczególnie jeśli jesteście w przedziale wiekowym 25-35. 

SVR XERIALINE GOMMAGE
Wydajny skubaniec :) Używałam go dobrych kilka miesięcy jeśli nie prawie rok. Miał delikatny, świeży zapach, kremowo-żelową konsystencję z zatopionymi drobinkami, które dobrze ścierały skórę, przyjemnie masując. Peeling łatwo się spłukiwał, nie pozostawiając żadnego filmu ani tłustej warstwy. Skóra była miękka, gładka, bez zaczerwienień czy podrażnień. Bardzo przyjemny w stosowaniu, polecam jeśli lubicie mechaniczne złuszczanie. 

LA ROCHE POSAY EFFACLAR DUO
Mój ulubieniec do zadań specjalnych, kolejne opakowanie już stoi na półce w łazience. Doskonale radzi sobie z niedoskonałościami skóry, wypryskami i zaskórnikami. Wygładza, oczyszcza, łagodzi i leczy wszelkie zmiany. Niestety potrafi wysuszyć więc stosuję go co drugi dzień lub na noc, kiedy działanie kremu jest najsilniejsze, a rano stawiam na intensywne nawilżenie. Ulubieniec od wielu, wielu miesięcy, nie tylko ubiegłego roku i na pewno będę do niego wracać, o ile nowa formuła okaże się równie skuteczna.


YVES ROCHER SEXY PULP MASCARA
To jeden z absolutnych hitów glossyboxa, który poznałam dawno, dawno temu i od razu bardzo przypadł mi do gustu. Niestety okazało się, że pełnowymiarowe opakowanie już nie jest takie cudowne (będzie o tym osobny wpis). Dlatego tym bardziej się ucieszyłam kiedy kilka miesięcy temu zobaczyłam, że za kilka złotych można kupić próbki. Zrobiłam spory zapas, którym cieszę się do dziś. Tusz w tej wersji jest chyba najlepszym dla moich rzęs, jakiego kiedykolwiek używałam. Uwielbiam go za uniesienie, rozdzielenie, zagęszczenie i wydłużenie, wszystko w jednym! Jeśli miniaturki jeszcze są, koniecznie spróbujcie, ta szczotka działa cuda!

CARMEX MOISTURE PLUS
Carmex to chyba jedna z najpopularniejszych marek do pielęgnacji ust. Ja mam do niej mieszane uczucia, trochę przeszkadza mi zbyt intensywny zapach i smak.  Różową wersję kupowałam jednak ze względu na kolor, jaki zostawia na ustach. Wielokrotnie byłam pytana, jaką noszę szminkę :) Teraz przepadłam wśród pomadek więc już do niego nie wracam.

INGLOT EYE SHADOW 353
Idealny cielisty, matowy cień, który powinien być w każdej kosmetyczce. Doskonały solo, do makijażu dziennego, jako baza pod inne cienie lub do rozcierania Bardzo lubię pracować na cieniach tej marki, uważam, że choć są trochę nierówne, niejednokrotnie biją na głowę marki selektywne. Kupuję je zwykle w formie wkładów do palety ale ponieważ to kolor, którego zużywam najwięcej i najszybciej, nabyłam go luzem. W tej chwili używam MAC Brule i nie widzę między nimi żadnej różnicy poza ceną.

SMASHBOX HIGH DEFINITION FOUNDATION
Kupiłam ten podkład po bardzo okazyjnej cenie (razem z pudrem i korektorem). Sądziłam, że to kwestia mało popularnego koloru (Dark D1) ale zdążyłam użyć go raptem kilka razy kiedy zaczął się paskudnie rozwarstwiać i chlupotać. Do kosza z nim! :)

SEPHORA SMOOTHING PRIMER
Baza, którą kupiłam z polecenia jako rzekomy zamiennik mojej ulubionej Smashbox Photo Finish. To nie do końca prawda ale i tak jestem z niej zadowolona. Przyjemnie wygładza i matuje tworząc na skórze gładką, miłą w dotyku powłoczkę ale jest też dużo mniej wydajna. Smashbox wystarcza mi naprawdę na długo a Sephorę zużyłam w dwa dni (!) intensywnej pracy przy sesji. Świetnie sprawdza się na specjalne okazje, nie używam i nie polecam jej na co dzień. Nie wiem czy jeszcze do niej wrócę bo jestem nieco rozpieszczona przez konkurencyjną markę ale jeśli potrzebujecie tego typu kosmetyku od ręki, warto się jej przyjrzeć. 

To już koniec zdenkowanych produktów, idę wyrzucić śmieci ;) 
Ala


25 komentarzy:

  1. Piankę Organic Therapy miałam okazję testować i fajnie się sprawdzała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ją bardzo polubiłam od pierwszego użycia i właśnie mam trzecie opakowanie :)

      Usuń
  2. Dobre zestawienie, sama również umieściłabym niektóre z tych kosmetyków w moich ulubionych.

    OdpowiedzUsuń
  3. Micel z Garniera uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobry produkt z drogeryjnej półki, prawda? :)

      Usuń
  4. Micel z Garniera i. Blistex to świetne produkty

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten cień Inglot muszę wypróbować, taki odcień to obowiązkowy punkt w mojej paletce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jest tak uniwersalny, że na pewno Ci się przyda. Polecam :)

      Usuń
  6. Micel z garniera jest najlepszy :) Bazę z Sephory miałam i mile ją wspominam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. Myślę, że to fajna alternatywa cenowa dla Smashboxa jeśli ktoś używa bazy naprawdę okazjonalnie :)

      Usuń
  7. Właśnie zastanawiałam się skąd ten zachwyt nad miniaturką Sexy Pulp. Miałam pełnowymiarowe i szału nie robił... A cena jest w jego wypadku wygórowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, za tę cenę można kupić znacznie lepsze tusze. Szkoda, bo te miniaturki obiecywały naprawdę wiele. Mam nadzieję, że będą się pojawiały w sprzedaży co jakiś czas.

      Usuń
  8. Bardzo lubię micel Garnier :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba ma całkiem spore grono zwolenniczek :)

      Usuń
  9. Cień 353 to u mnie też MUS! Tusz z YR również polubiłam, ale szkoda, że kosztuje 50zł. Mój egzemplaz bardzo szybko wysechł, chociaż nie mam w nawyku "pompowania" tuszy, ani nic z gorszych rzeczy.. Przy 3-miesięcznej użyteczności mogłabym wydawać takie pieniążki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż muszę sprawdzić ile ja używam pełnego opakowania. Mam jeszcze jedno całkiem nowe, przetestuję. Może trafiłaś na jakiś felerny albo otwierany w sklepie egzemplarz?

      Usuń
    2. Z moim 'szczęściem' to pewnie był to felerny egzemplarz, chociaż zapakowany w folię. Na jakiejś promocji chętnie się o tym przekonam :)

      Usuń
  10. A ja pełnowymiarowy Sexy Pulp lubię bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że dużo zależy od rzęs i tego, jaki efekt chcesz uzyskać :)

      Usuń
  11. Sexy Pulp to mascara z mojej czołówki.
    Blistex jest genialny! Jest też wersja w kolorze, nazywa się Lip Brillance, pięknie pachnie, doskonale nawilża, i daje lekki, naturalny kolor - warto spróbować, na pewno się sprawdzi! ^_^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, w takim razie chętnie wypróbuję. Nie wiedziałam, że mają też kolorową wersję :)

      Usuń
  12. Też mam ten carmex tylko wersję brzoskwiniową i jakoś nieszczególnie przypadł mi do gustu. Za wersją klasyczną też nie przepadam. Moim zdecydowanym faworytem w pielęgnacji ust jest sztyft Burt's Bees. Jest najlepszy :)

    PS ciekawy blog, będę do Ciebie zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edyta, miło mi będzie Ciebie tutaj gościć, zapraszam :) Słyszałam wiele dobrego o Burt's Bees, może się skuszę jak mnie najdzie na coś nowego :)

      Usuń

Bardzo dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze :)

Niestety z powodu olbrzymiej ilości spamu, muszę wyłączyć możliwość anonimowego komentowania. Jeśli chcecie zostawić mi wiadomość, jestem dla Was dostępna na profilu Facebook.

UA-49610063-1