środa, 31 grudnia 2014

Podsumowanie 2014 roku

Cześć :) Dzisiejszy dzień sprzyja wszelkiego rodzaju podsumowaniom i mnie także naszła ochota na zebranie wszystkiego, co się wydarzyło w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Szczególnie, że rok 2014 był dla mnie wyjątkowy, zarówno w kwestiach prywatnych, jak i zawodowych...

Zaczęło się w styczniu, podczas podróży do Stanów. Do dziś kręcę głową z niedowierzaniem, że wszystko, co wówczas wypowiedziałam, ziściło się z nawiązką. Pamiętam jak jadąc samochodem przez Texas, Luizjanę, Missisipi, Alabamę i Florydę dłuuugo opowiadałam mojemu M. o tym, że marzę o pracy makijażystki. Ówczesne okoliczności dodawały wiary w to, że wszystko jest możliwe, trzeba tylko bardzo, bardzo chcieć. Z tej podróży wróciłam z zaręczynowym pierścionkiem i taką dawką szczęścia, że nie wierzyłam, że cokolwiek może się nie udać. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie bardziej optymistycznego startu w nowy rok. Niezapomniana podróż, miejsca o których od dawna marzyłam, miłość, kumulacja optymizmu i duch wielkiej przygody dały mi siłę aż do teraz. Nie spodziewałam się, że realizacja planów snutych z amerykańskich autostrad zacznie się tuż po powrocie do Trójmiasta! :) 

Rok rozpoczęłam od dodatkowej nauki. Trafiłam na kurs harmonii kolorystycznej w makijażu ślubnym w szkole Anity Folaron w Poznaniu, gdzie oprócz właścicieli miałam okazję spotkać też Magdę, której pracę obserwuję już od dłuższego czasu oraz Monikę, właścicielkę sklepu http://www.ladymakeup.pl/

 

Zaraz po powrocie otrzymałam propozycję wykonania makijaży modelkom dla salonu sukien ślubnych Celebrity Bridal podczas Targów Ślub i Wesele w Gdańsku. Współpraca z Panią Asią okazała się na tyle satysfakcjonująca, że spotkałyśmy się ponownie podczas otwarcia nowego salonu Celebrity Bridal Exclusive w Gdyni, pokazu nowej kolekcji Yolan Cris oraz Pomorskiej Gali Ślubnej, która miała miejsce niedawno. Miałam tam swoją minutkę  na scenie podczas pokazu makijażu. Było to stresujące ale cenne doświadczenie :) Napisałam też krótki artykuł na temat makijaży ślubnych dla Celebrity Bridal Magazine, możecie go przeczytać tutaj: KLIK


Tematyka ślubna stała mi się jeszcze bliższa kiedy poznałam dwie fantastyczne dziewczyny, które zajmują się organizacją tego typu uroczystości. Z Valentiną poznałam Was już na łamach bloga, kiedy pokazywałam makijaż do jej sesji wizerunkowej. Ostatnio znów się spotkałyśmy realizując wspólnie sesję Jesień w Toskanii, którą możecie zobaczyć w jednym z ostatnich postów. Z Iwoną widywałyśmy się kilkakrotnie kiedy malowałam Panny Młode, które były jej klientkami. Dziewczyny są niezwykle pomysłowe, kreatywne i profesjonalne. Jeśli planujecie swój ślub i potrzebujecie wsparcia, bardzo Wam polecam! 

 
Podpatrywałam przy okazji wiele rozwiązań na własny ślub. Zaangażowało mnie to do tego stopnia, że razem z siostrą, która jest skrzypaczką, miłośniczką makijażu, moją druhną i ślubnym doradcą, założyłyśmy na facebooku stronę Mój piękny ślub (KLIK). Walczymy tam z weselnym obciachem, zamieszczamy inspiracje, pomysły i wszystko, co nam się podoba. Mam nadzieję, że mój wielki dzień będzie przypominał choć trochę to, co na stronie ;) 

Pracując przy ślubnych stylizacjach, odnalazłam swoją specjalizację. Lubię różne typy makijażu, od wybiegowych, fashion przez charakteryzację ale to właśnie te najbardziej naturalne, kobiece looki są najbliższe mojemu sercu. Uwielbiam całą otoczkę, która nam towarzyszy tego dnia, atmosferę, kwiaty, piękne suknie i biżuterię, emocje. Cieszę się, że mogę być tego częścią, że mój styl pracy wzbudza zaufanie dziewczyn i mogę z nimi być w tak ważnym dniu. To były niezapomniane przeżycia także dla mnie. Magia działa nawet wtedy, kiedy sesja jest aranżowana a Pan Młody podstawiony ;) 


Pozostając w temacie sesji zdjęciowych - mijający rok postawił na mojej drodze wielu fantastycznych fotografów: Agnieszkę Potocką (http://subobiektywna.pl/), Anię Kosik (http://aniakosik.carbonmade.com/), Anię Nowocińską (http://annanowocinska.tumblr.com/), Rafała Mrozińskiego (http://trochefajnyfotograf.pl/) czy Zbyszka Skupińskiego (http://mojeaberracje.pl/). Miałam niesamowite szczęście, że mogłam z nimi pracować i mam nadzieję, że będziemy się spotykać także w kolejnych miesiącach. To były profesjonalne, rzetelne sesje w świetnej atmosferze. 


W międzyczasie wkręciłam się niesamowicie w charakteryzację. Kupiłam kilka podstawowych kosmetyków, szukałam inspiracji i próbowałam :) Na szczęście znajomi chętnie poddawali się moim eksperymentom, żebym mogła ćwiczyć. Po raz kolejny też stanęłam do mistrzostw wizażu, które odbywały się podczas Targów Uroda w Gdańsku pod hasłem My, Słowianki. Udało mi się zakwalifikować do finału ale niestety nagrody nie zdobyłyśmy. Mimo to cieszę się, że mogłyśmy stanąć koło tak zdolnych i kreatywnych dziewczyn. 


Rok zakończyłam z przytupem :) Spędziłam dwa dni w siedzibie marki Kryolan na szkoleniu z niesamowitymi kobietami: Izą Śmieszek i Jolantą Pełką. 05 grudnia w Warszawie zdałam egzamin czeladniczy w zawodzie wizażysta z celującym wynikiem :) Jest to najlepsze przypieczętowanie pracy w minionym roku jakie mogłam sobie wymarzyć. Do tej pory, kiedy wspominam styczniową rozmowę w aucie, nie mogę uwierzyć jak wiele planów udało się zrealizować. Musiałam oczywiście zrezygnować z wielu rzeczy, notatek na blogu pojawiło się też znacznie mniej niż w 2013, nie chodziłam na spotkania blogerskie ale mimo wszystko jestem naprawdę zadowolona. Mam nadzieję, że kolejny rok otworzy przede mną nowe możliwości i będę mogła przekuć pasję w zawód na całego. 

Starałam się nie odpuszczać bloga ale siłą rzeczy, było mnie tu nieco mniej. Myślałam nawet przez chwilę o jego usunięciu obserwując kierunek, w którym wiele moich dotąd ulubionych stron podążyło, stając się głównie powierzchnią reklamową albo upodobniając do setek innych. Uwielbiam jednak kontakt z Wami, czytanie komentarzy, testowanie kosmetyków, dzielenie się opiniami lub szukanie inspiracji. Sama podjęłam nieliczne ale udane współprace z marką L'Occitane (Akademia Zmysłów), SVR/Uriage i Estee Lauder/Clinique. Były to jednak pojedyncze przesyłki, bez kasy, napinki i wymagania pozytywnych recenzji, w duchu wzajemnego zrozumienia. Nie wiem czy będą kontynuowane w przyszłym roku. Planując dalsze blogowanie, moje myśli krążą wokół makijaży i pielęgnacji ale w bardziej minimalistycznej formie. Obserwując ilość wyrzucanych opakowań lub niezużytych kosmetyków czuję potrzebę ograniczenia gromadzonych produktów. Mam jednak nadzieję, że nadal znajdziecie tutaj coś dla siebie. 

Kończąc tę przydługą notkę nie pozostaje mi życzyć Wam wiary we własne marzenia, samych okoliczności sprzyjających, szczęścia i realizacji. Wszystko może się udać, trzeba tylko mocno chcieć. Nowego Roku pełnego sukcesów i satysfakcji. Mam nadzieję, że jeszcze się tu spotkamy! :)

Ala


wtorek, 23 grudnia 2014

Santa Claus is coming...

To już jutro... Ja jednak spotkałam go już kilka dni temu, a w zasadzie miałam swój skromny udział w kreowaniu jego wizerunku ;) Ten, którego widzicie na zdjęciu rozdawał prezenty w jednej z trójmiejskich firm. Był niewiele starszy ode mnie więc musieliśmy znaleźć mu odpowiedni strój, brodę oraz dodać nieco lat w postaci nowych zmarszczek i siwizny. Mrozu nad morzem jak na razie brak więc policzki i nos zaczerwienił mu róż w kremie. Wykorzystałam kilka zasad postarzania, jakich nauczyłam się na zajęciach z charakteryzacji i oto jest. Mam nadzieję, że wygląda bardziej jak Mikołaj niż menel ale to była druga taka praca w moim życiu, musicie mi wybaczyć :)


Życzę Wam magicznych, ciepłych, rodzinnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia 
i spełnienia wszystkich, najskrytszych marzeń wraz z pierwszą Gwiazdką. 
Ala 
 




czwartek, 18 grudnia 2014

Ślub w Toskanii

Cześć :) Wiem, że najbardziej aktualnym tematem przewodnim są choinki, świece, pierniczki i wszystko, co związane ze świętami :) U mnie też pojawi się wpis tematyczny ale zanim to nastąpi, chciałabym jeszcze zaprosić Was na krótki pobyt w Toskanii...

Jakiś czas temu zapowiadałam na blogu ciekawą sesję, w której miałam możliwość uczestniczyć jako makijażystka. Właśnie otrzymałam ciepłe jeszcze zdjęcia. Przyznam, że efekt bardzo pozytywnie mnie zaskoczył więc postanowiłam się z Wami podzielić, tym bardziej, że sama jestem w amoku przedślubnych przygotowywań więc choć grudzień za oknem, temat nadal bardzo aktualny ;)


Wiem, że ostatnie zdjęcie nijak się ma do makijażu ale nie mogłam się powstrzymać, kocham jedzenie tak samo jak malowanie :P Poza tym przy sesji napracowało się wiele super zdolnych osób...

W rolach głównych wystąpili: 
Miejsce - Grono di Rucola (www.gronodirucola.pl)
Pomysł, tekstylia na stół i krzesła oraz papeteria (menu i winietki) - Be My Valentine Wedding Alchemy by Valentina (www.bemyvalentine.pl)
Zdjęcia - Agnieszka Potocka (www.subobiektywna.pl), Jarosław Klechowicz (www.klechowicz.com)
Dekoracje kwiatowe oraz bukiety - Projekt Kwiaty (www.projektkwiaty.pl)
Suknie - YolanChris oraz Rosa Clara z salonu Celebrity Bridal exclusive (www.celebritybridalexclusive.pl)
Fryzura - Fabryka Urody (Beata Leśniak MUA) (Beata Leśniak MUA) (www.fugdynia.pl)
Modelka - Aleksandra Winiarczyk Photomodel (MaxModels)
Propozycja menu przygotowana przez szefa kuchni Grono di Rucola - Marcina Kowalskiego
Makijaż: ja :) 

Niestety sesja odbyła się już jakiś czas temu i nie mam pojęcia, czym dokładnie malowałam. Podkład to na pewno Make Up Atelier Paris (innych już od jakiegoś czasu nie używam), cienie to zapewne mix Inglota, na ustach Clinique Chubby Stick w kolorze grandest grape, pomieszany z czymś jeszcze (urok nieoznakowanej paletki...).

Jak Wam się podoba taka propozycja? 
Ala 



czwartek, 11 grudnia 2014

Nie tym razem, Pani Estee...

Wracam do Was po dłuższej przerwie. Wiele spraw zawodowych, prywatnych i wizażowych nałożyło się jednocześnie z wątpliwościami w sens pisania i chwilowym kryzysem blogosferowym w ogóle. Mocno we znaki dał mi się brak czasu i tempo działań - korpo-szał na koniec roku, ślubne przygotowania, które wreszcie czas zacząć i nauka do egzaminu czeladniczego na wizażystkę pochłonęły mnie całkowicie. Nie chcę rezygnować z bloga ale mam nadzieję, że rozumiecie ten chwilowy zastój i czasem tu jeszcze zaglądacie :)

Dzisiaj chcę pokazać jeszcze jesienną propozycję Estee Lauder, którą część z Was już pewnie dobrze zna: paletkę Pure Color Envy Sculpting Eyeshadow w wersji kolorystycznej 10 Envious Orchid.


To kosmetyk, który wizualnie mocno zachęca. Opakowanie jest niezwykle eleganckie i przyjemne dla oka a przy tym bardzo solidne. Zawiera duże lusterko i porządne, magnetyczne zamknięcie, dzięki czemu możemy włożyć cienie do torebki lub kosmetyczki, bez obawy o ich uszkodzenie. Wieczko jest lśniące, odporne na zarysowania, z wytłoczonym dyskretnie logo. Design jest spójny z całą linią, połączenie głębokiego granatu i złota wygląda naprawdę pięknie. Całość jest lekka, poręczna i prezentuje się bardzo luksusowo. Osoby, które przywiązują dużą uwagę do strony wizualnej kosmetyków, będą usatysfakcjonowane :)

W środku znajdziemy pięć dobrze skomponowanych kolorów: biało-srebrzysty, delikatne połączenie chłodnego, nieco przybrudzonego, jasnego różu i lilii, szary brąz / taupe i najciemniejsze - klasyczna, matowa czerń i fiolet. Odcienie idealne dla posiadaczek brązowych, orzechowych lub zielonych tęczówek, o chłodnym typie urody.

Muszę przyznać, że nadal mam co do nich mocno mieszane uczucia. Początkowo, w opakowaniu, mocno mnie urzekły ale niestety na powiece szybko straciły swój czar. Są zaskakująco słabo napigmentowane - aby były widoczne na skórze, trzeba się niestety sporo namachać a i tak efekt jest bardzo płaski. Nieco lepszy rezultat osiągam nakładając je wilgotnym pędzelkiem, metodą wklepywania. Rozcieranie ich i mieszanie jest natomiast prostą drogą do uzyskania szaro-burej plamy na oku. Niestety kolory pięknie się łączą jedynie w opakowaniu :( Możliwe, że brakuje mi techniki, może jeszcze się ich nauczę ale na chwilę obecną uważam, że to nie są cienie dla osób, które lubią łączyć w makijażu różne kolory. Ja najczęściej wykorzystuję je solo: róż lub szary nanoszę na całą powiekę, rozcierając jedynie granice. Zawsze stosuję bazę, która dodatkowo podbija ich kolor. Czarnym cieniem na mokro robię kreskę wzdłuż linii rzęs i muszę przyznać, że się nie osypuje i daje naprawdę niezły efekt. Niestety na większych powierzchniach brak mu głębi, wygląda płasko i szaro. Najrzadziej natomiast sięgam po najjaśniejszy odcień (w wewnętrzny kącik oka lub na środek powieki) i fiolet, który ma najsłabszą pigmentację. 


 

Wnętrze tego pięknego opakowania nieco mnie rozczarowało. Może to kwestia niewłaściwej techniki i cierpliwości, może, pracując często na kosmetykach dla zawodowych makijażystów, mam zawyżone oczekiwania co do formuły czy pigmentacji? Z drugiej strony czytałam wiele zachwytów na blogach więc nie wiem dlaczego nie potrafię doszukać się balansu pomiędzy jakością, sympatią do marki i ceną (230 zł!). Może trafiłam na felerny egzemplarz? Jeśli mimo wszystko czujecie się zainteresowane, tu znajdziecie więcej informacji oraz pozostałe warianty kolorystyczne: KLIK.

Ta paleta, mimo całej sympatii do marki i niesłabnącego zachwytu nad stroną wizualną, nie znajdzie się niestety w moich tegorocznych ulubieńcach. Mam nadzieję, że następne kolekcje przypadną mi bardziej do gustu.

Ala



UA-49610063-1