niedziela, 26 października 2014

Różowy październik

Przypuszczam, że niewiele jest osób, które nie znają symbolu różowej wstążki. Ostatnio widujemy go wyjątkowo często, bo październik to miesiąc poświęcony działaniom, które mają szerzyć świadomość dotyczącą raka piersi. Czy wiecie, że to drugi najczęściej diagnozowany nowotwór na świecie?

Postanowiłam przyłączyć się do akcji mimo, że nie doświadczyłam nigdy tego problemu bezpośrednio. W tym roku jednak zmagam się z innymi zdrowotnymi kłopotami i zaczęłam doceniać jak ważne jest nasze zdrowie i dobre samopoczucie. Jednocześnie dotknęło mnie upośledzenie polskiej opieki medycznej i wyjątkowo poczułam, jak wiele jest w naszych rękach, jak wiele zależy od nas samych. Dlatego zdecydowałam się na wsparcie akcji Pokonajmy raka piersi. Razem mamy większą siłę i dziś Wam trochę o niej opowiem.


Firma Estee Lauder Companies już od 1992 roku prowadzi Kampanię na rzecz Walki z Rakiem Piersi. Zapoczątkowała ją synowa Estee Lauder, Evelyn H. Lauder i to właśnie ona rozpropagowała znak różowej wstążki, symbolizujący zdrowe piersi i walki z nowotworem.Kampania od wielu już lat buduje świadomość, edukuje i zachęca do regularnych badań. Dziś jest już globalnym ruchem, który pomógł zwalczyć chorobę i ocalić wiele ludzkich istnień. Aktualnie działa w ponad 70 krajach i pozwolił zgromadzić ponad 53 milionów dolarów w celu wspierania badań, edukacji i usług medycznych.


Tegoroczna kampania przebiega pod hasłem Pokonajmy raka.Razem mamy większą siłę i przyłączyło się do niej wiele innych firm. W Polsce do organizatora dołączyły takie marki jak perfumerie Douglas i Sephora, Polskie Linie Lotnicze LOT (obsługa nosi charakterystyczne różowe kokardki), linie regionalne Eurolot (widziałyście obrandowany samolot?:)), Medicover, Universal Music Polska, Ania Kruk, Wittchen i Yankee Candle. Firmy oznaczyły swoje produkty symbolem różowej wstążki i część dochodu ze sprzedaży przeznaczają na badania medyczne nad rakiem piersi u kobiet z mutacją w genie BRCA1, prowadzone pod kierunkiem profesora Jana Lubińskiego w Ośrodku Nowotworów Dziedzicznych przy Pomorskim Uniwersytecie Medycznym w Szczecinie. 

Widziałyście podświetlony na różowo Pałac Kultury i Nauki w Warszawie? To część projektu Globalnej Inicjatywy Iluminacji, na całym świecie oświetlonych zostało tak ponad 200 charakterystycznych budowli :) 

Co Ty możesz zrobić?

Każda z nas może także przyłączyć się do akcji - przede wszystkim badając się i zachęcając do tego samego bliskie osoby. To bardzo ważne aby czuwać na własnym zdrowiem i bezpieczeństwem. Nie czekajcie na niepokojące sygnały, nie dajcie się zbyć lekarzom, nie zniechęcajcie się długim oczekiwaniem na wizytę, po prostu to zróbcie :-)

Prawdopodobnie wiele z Was widziało już 'różowe posty' na wielu blogach. I bardzo dobrze! Nie jestem fanką fali jednoczesnych wpisów na jeden temat ale tym razem to bardzo potrzebne i pięknie, że tak wiele blogerek wspiera akcję. Im więcej o tym mówimy, im większy zasięg, tym lepiej. Mam nadzieję, że chociaż część z Was przemyśli ten temat i umówi się na badania albo przynajmniej sama będzie się kontrolowała raz na jakiś czas. 

Produkty, które wspierają akcję są często z limitowanej serii. Która z nas nie lubi nowości, tym bardziej, kiedy prezentują się tak wyjątkowo? Zbliżają się powoli Święta, może to dobry moment, by podarować bliskiej osobie prezent z przesłaniem? :-) Wybór jest tak szeroki i różnorodny, że na pewno znajdziecie coś odpowiedniego. Perfumerie Douglas i Sephora prowadzą w październiku sprzedaż limitowanych edycji produktów takich marek jak Estee Lauder, Clinique, La Mer, Bobbi Brown, Lab Series,Tommy Hilfiger, Bumble and bumble a 20% ceny sprzedaży firma Estee Lauder Poland przeznacza na wsparcie badań w ośrodku, o którym wspomniałam wyżej. Przy kasach otrzymacie też symboliczne, różowe wstążeczki.




Powyżej widzicie limitowany zestaw Estée Lauder Dream Pink Collection Evelyn Lauder i Elizabeth Hurley. Piękna kopertówa zawiera szminkę Pure Color w odcieniu Dream Pink oraz dwa miniaturowe lakiery do paznokci: Blushing Lilac i Berry Hot. (cena: 150 zł). Oprócz niej wyjątkowo zauroczyła mnie torebka Wittchen, na którą mam nieodpartą ochotę :)

Pamiętajcie, razem mamy większą siłę! 
Ala



czwartek, 23 października 2014

Makijaż inaczej - kolejna propozycja na Halloween

Jest mi niezmiernie miło, że moje początkowe zmagania z charakteryzacją Wam się spodobały. Zachęcona wstawiam jeszcze jedną propozycję. Tym razem zmieniłam mojego Ukochanego w ofiarę bójki ;) 


Tak jak przy poprzedniej charakteryzacji, uznałam że im brzydziej tym lepiej :) Nie starałam się za bardzo, cała praca opierała się na trzech elementach: podbitym oku, odrobiny sztucznej krwi i elementach techniki postarzania. 

Okolice oka 'podbiłam' używając cieni w sinych kolorach, intensyfikując je w odpowiednich miejscach, aby jak najwierniej odwzorować podbiegłą krew. Zewnętrzne krawędzie roztarłam, używając nieco żółtego. Drugie oko także nieco wycieniowałam aby wyglądało na zmęczone.

Używając chłodnego brązu podkreśliłam wszelkie zmarszczki i załamania skóry aby wydawały się głębsze niż w rzeczywistości. Dla bardziej naturalnego efektu, delikatnie roztarłam je opuszkami palców. Maskarą w białym kolorze posiwiłam brwi, włosy i brodę, wyczesując jej nadmiar czystą szczoteczką. Nos zaczerwieniłam nieco bordowym odcieniem, dokładnie go rozcierając. 

Poprosiłam M. o ściągnięcie ust w 'dziubek' i delikatnie pokryłam je podkładem, co pozwoliło podkreślić linie i dało efekt suchej, spierzchniętej skóry. Jedno z załamań wypełniłam ciemnym cieniem rysując pionową kreskę, którą następnie pokryłam odrobinką sztucznej krwi. Kiedy zaschła, sprawiała wrażenie rozcięcia i strupka. Okolicę pod nosem podkreśliłam bordowym cieniem, zmieszanym z odrobiną czerni a następnie nałożyłam spore krople krwi, które zaczęły naturalnie spływać w okolice górnej wargi.

Nie mogę się doczekać kolejnego malowania. Wygląda na to, że M. zostanie moim modelem na dłużej, niż się tego spodziewaliśmy ;))) 

Jak Wam się podoba ta propozycja? 
Ala



środa, 22 października 2014

Moja pierwsza rana :) Propozycja na Halloween

Nie mam doświadczenia w charakteryzacji ale zbliżające się Halloween i wysyp związanych z nim makijażowych tutoriali zachęciły mnie do eksperymentów. Bardzo chciałam nauczyć się w malowaniu czegoś nowego. Wiem, że przede mną jeszcze dużo ćwiczeń ale ta zabawa tak mi się spodobała, że postanowiłam podzielić się efektami na blogu. To jedna z pierwszych takich prac więc proszę o wyrozumiałość :)


Rana powstała z plastycznej masy, którą kupiłam w sklepie Kryolan. Rozgrzałam odrobinę w palcach, zupełnie jak modelinę i uformowałam ją na nadgarstku. Starałam się połączyć ją ze skórą w niewidoczny sposób, rozcierając gładko na zewnątrz. Przez środek zrobiłam nacięcie, używając drewnianego patyczka do odsuwania skórek od paznokci :) Rozchyliłam nieco brzegi na środku nacięcia aby nadać jeszcze więcej głębi. Moja plastelina ma cielisty kolor ale mimo to mocno odcinała się od naturalnej skóry więc pokryłam 'ranę' zwykłym podkładem dobierając odpowiednio odcień. Całość dość mocno oprószyłam pudrem fixującym aby masa się nie kleiła. Najgłębsze miejsce w nacięciu pomalowałam czarnym eyelinerem używając cieniutkiego pędzelka - sprawiło to, że w tym miejscu krew jest naturalnie ciemniejsza. Okolice skóry pomalowałam cieniami, sięgając po sine kolory - bordo, fiolet, chłodny brąz. Kolejnym krokiem była sztuczna krew, którą kupiłam gotową. Wypełniłam nią ranę i za pomocą kawałka gąbki do mycia naczyń pobrudziłam skórę w jej okolicach. Resztkę wytarłam w palce i chusteczkę. 

Fajne w tej zabawie jest to, że nie trzeba być precyzyjnym i dokładnym, im brzydziej tym lepiej :) Podoba mi się też formuła sztucznej krwi - dość szybko zastyga, nie brudzi ubrań, nie ściera się a przy tym wciąż wygląda naturalnie i 'mokro'. Ta ranka to dopiero początek, nabrałam ochoty na coś odważniejszego :) Postaram się następnym razem zrobić zdjęcia w trakcie i pokazać jak wszystko powstaje krok po kroku.

Oglądając różne tutoriale zauważyłam, że wiele osób używa mieszanki gliceryny, żelatyny i wody a zamiast sztucznej krwi sięga po barwnik lub szminkę. Jak widać brak produktów dedykowanych charakteryzacji nie jest przeszkodą, by stworzyć coś ciekawego :) Na blogu na pewno pojawią się jeszcze inne propozycje bo zaczęło mi się to naprawdę podobać. Może wykorzystacie coś na halloweenową imprezę? 

Próbowałyście kiedyś wykorzystać kosmetyki do innych celów niż podkreślenie urody? :) 
Ala
 
 


poniedziałek, 20 października 2014

Miles of MAC

Dzisiaj przychodzę do Was z kilkoma (żeby nie zdradzać za dużo) zdjęciami z albumu Miles of MAC. Mam go już od tygodnia i jestem przekonana, że to najlepsza publikacja, jaką kiedykolwiek miałam w rękach. To aż 255 stron genialnych realizacji z sesji reklamowych marki, kipiących kreatywnością, kolorami, profesjonalizmem i pracą na najwyższym, światowym poziomie. Album jest pięknie i starannie wydany, ma twardą, solidną oprawę obłożoną dodatkowo przezroczystą okładką. Nie ma tu ściemy, książka jest gruba, ciężka, wypełniona treścią po brzegi (dałam się ostatnio nabrać na inną, polską publikację, która przyszła w 1/3 cieńsza niż na zdjęciu promocyjnym więc jestem na to wyczulona...). Nie przestaje mnie zachwycać, zresztą zobaczcie same: 



Nie chcę publikować zbyt wielu zdjęć, żeby nie psuć niespodzianki tym, którzy się skuszą :) Powiem tylko, że warto kupić ten album bo w Polsce nie pojawiło się do tej pory nic, co mogłoby się choć trochę równać z Miles of MAC. Koszt to $45 plus przesyłka (idzie szybko i jest bardzo dobrze zabezpieczona ;)). Polecam!

Dziękuję M. za idealny prezent :) 
Ala




czwartek, 16 października 2014

Spotkanie przy kawie i nowościach w Douglas

W miniony wtorek miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu zorganizowanym przez Anię i Kubę z bloga http://fashionable.com.pl/. Tym razem ugościła nas perfumeria Douglas, gdzie mogłyśmy zapoznać się z nowościami w pielęgnacji skóry. Niezbyt często chodzę na takie wydarzenia ale to było wyjątkowo zabawne i bogate w wiedzę na tematów mitów kosmetycznych i składników działających dobroczynnie na naszą cerę. 


Zaczęło się nietypowo, bo od siorbania ;) Zaproszeni byli bowiem także Panowie bariści z sieci Starbucks, którzy uczyli nas degustacji kawy i opowiadali o jej odmianach i pochodzeniu. Nie jestem znawcą, chociaż dziennie wypijam przynajmniej dwa kubki tego napoju ale przyjemnie było dowiedzieć się kilku ciekawostek na ten temat. Zaczęłyśmy od wąchania, następnie trzykrotnego siorbania, by wyraźnie poczuć smak i aromat, a na koniec... zagryzałyśmy łyki serem pleśniowym. Wrażenia? Wolę być kawowym barbarzyńcą i pozostać przy swoich przyzwyczajeniach ;) Mimo to fajnie było rozpocząć nasze posiedzenie tym nietypowym, sympatycznym i wesołym akcentem (wyobraźcie sobie blogerki, które głośno siorbią i pomlaskują z uznaniem, zagryzając gorzki napar pleśniowym serem :D).


Tematem głównym spotkania były jednak kosmetyki, a dokładniej nowości w pielęgnacji marek Douglas Beauty System i Juvena. Obalałyśmy mity, poznawałyśmy nowe formuły, sprawdzałyśmy na własnej skórze a część z kosmetyków otrzymałyśmy do przetestowania w domu. Największą moją ciekawość i niestety chęć posiadania wzbudziła soniczna szczoteczka Foreo Luna Mini. Od listopada powinna wejść do regularnej sprzedaży, zarówno w tej wersji, jak i nieco większej. Szczerze mówiąc byłam nieco sceptyczna po fali promocji, która zalała blogi ale miałam możliwość sprawdzić ją osobiście i wygląda na to, że efekt jest rzeczywiście zaskakujący. To kolorowe maleństwo będzie kosztowało niestety aż około 500 złotych (duża wersja ok. 700 zł).

Nie mam obycia w świecie blogerskich spotkań ale starałam się przyjść przygotowana. Pamiętałam, żeby wrzucić do torebki aparat fotograficzny, jak się okazało po kilku mniej udanych ujęciach, z rozładowaną baterią ;) Na szczęście mogłam liczyć na pomoc Łukasza i Kasi, dziękuję ;)




Wtorek był dla mnie wyjątkowo paskudny. To spotkanie okazało się zbawienne dla mojego nastroju -  nie ma nic lepszego niż babski wieczór w luźnej atmosferze, przy kubku dobrze zaparzonej kawy ;) 

Dziękuję Ani i Kubie za zaproszenie, Kasi i Łukaszowi za zdjęcia. Oby więcej okazji do tak niezobowiązujących spotkań.
Ala



czwartek, 9 października 2014

Mistrzostwa wizażu - moje wrażenia

Dzisiaj chcę opowiedzieć w kilku słowach o tym, jak wyglądały Mistrzostwa Wizażu i Stylizacji, w których wzięłam udział w miniony weekend. Jeśli jesteście ciekawe jak wygląda taka impreza lub jak mi poszło, zapraszam do lektury :) 


Konkurs odbył się w ramach Targów Kosmetycznych i Fryzjerskich Uroda 2014 i przebiegał pod hasłem My, Słowianki. Zdecydowałam się na udział już jakiś czas temu ale oczywiście zgłoszenie przygotowywałam i wysyłałam na ostatnią chwilę ;) Umówiłam się z moją siostrą, która zgodziła się zostać modelką, z fotograf Agnieszką i zrobiłyśmy stylizację, makijaż i kilka zdjęć wymaganych regulaminem. Wysłałam je do organizatora i po kilku dniach otrzymałam maila z informacją o zakwalifikowaniu się do ostatecznego etapu. Jak się później dowiedziałam, znalazłam się w grupie dwunastu finalistek spośród dwudziestu kilku nadesłanych prac. W porównaniu do ubiegłorocznego konkursu, na scenie było nas naprawdę dużo. Temat okazał się wdzięczny i chwytliwy. Osobiście się odnalazłam się w nim do końca ale potraktowałam go jako wyzwanie i w sobotę o 9:00 stawiłam się na miejscu. Miałyśmy blisko półtorej godziny na przygotowanie fryzury i stylizacji. Nie jestem mistrzem w tej dziedzinie więc postawiłam na prosty, dobierany warkocz. Jak się okazało, nie ja jedna wymyśliłam sobie takie uczesanie, a ponieważ podobnych było więcej niż się spodziewałam, w ostatniej chwili zmieniłam koncepcję i powstało spontaniczne upięcie ;) U góry upięłam koronę ze świeżej jarzębiny, bohatersko zrywanej dzień wcześniej przez mojego M. :) Ubranie też stanowiło dla mnie wyzwanie - miało być ludowo, kolorowo czyli zupełnie inaczej niż sama preferuję. Dzięki wcześniejszej pomocy życzliwych osób udało mi się zebrać całkiem sporą kolekcję ubrań wpisujących się w klimat folk i złożyłam naprędce projekt stylizacji. Pozostało to, na co czekałam najbardziej - makijaż. 


Make up wykonywałyśmy na scenie, przed publicznością i jury. Miałyśmy na to równe 60 minut, co było w zupełności wystarczające. W międzyczasie naszą pracę obserwowało baczne oko kamery i jurorów, którzy przechadzali się między nami wypełniając tajemnicze tabelki z punktacją. Po raz kolejny byłam zdumiona, że w ogóle nie towarzyszył mi stres, bardziej ekscytacja i poczucie dobrej zabawy. Czas zleciał szybko ale zdążyłam w punkt, zrobiłam dokładnie taki makijaż jaki planowałam zrobić. Była kreska w trzech odcieniach zieleni (czego w ogóle nie widać na zdjęciach :D) i usta w kolorze jarzębiny. Później nadeszła próba dla mojej siostry, która pierwszy raz wcieliła się w rolę modelki :) Po krótkiej prezentacji mogłyśmy udać się na zakupy - w końcu byłyśmy na targach kosmetycznych i postanowiłyśmy nagrodzić się za włożony trud :) 



Nie udało się ani poszaleć, ani wygrać. Nie zepsuło nam to jednak w ogóle zabawy. Uważam, że zwyciężyła praca, która rzeczywiście była najlepsza i zasłużyła na wyróżnienie. Dla mnie było ważniejsze doświadczenie, kolejny sprawdzian własnych możliwości niż rywalizacja i potrzeba wygranej. Poziom był naprawdę wysoki, dziewczyny były liczne i uzdolnione więc cieszę się, że w ogóle znalazłam się w takim gronie. Makijaż to dla mnie głównie fun, gdybym dzisiaj mogła powtórzyć konkurs, zrobiłabym identyczny look, pozostając wierna swojemu klasycznemu stylowi, dalekiemu od artystycznych fantazji :)

Jeśli pasjonujecie się makijażem i myślałyście o sprawdzeniu swoich umiejętności na takim właśnie konkursie, nie zastanawiajcie się długo :) To niepowtarzalna okazja do świetnej zabawy, możliwość zdobycia doświadczenia, fajne znajomości i emocje. Dla mnie pozostaną fajne wspomnienia, dyplom uczestnictwa i przepiękna sesja, która powstała przy okazji zgłoszenia do mistrzostw. Pokazywałam ją w poprzednim poście więc jeśli jeszcze nie widziałyście, zapraszam serdecznie.

Przede mną niedługo następne wyzwanie i kolejny kroczek na makijażowej drodze. Wyjątkowo przydadzą się Wasze zaciśnięte kciuki :)
Ala


poniedziałek, 6 października 2014

My, Słowianki czyli moja wersja jesiennego makijażu

Dzisiaj przychodzę do Was z porcją zdjęć, jakie powstały przy okazji zgłoszenia do Mistrzostw Wizażu i Stylizacji, w których miałam okazję uczestniczyć. Konkurs odbył się podczas Targów Kosmetycznych i Fryzjerskich Uroda w minioną sobotę. Nagrody nie zdobyłyśmy ale pozostały nam doświadczenie, fajne emocje i piękne kadry. Temat przewodni - My, Słowianki :) 



Głównym punktem tego makijażu są usta w kolorze jarzębiny (piękna szminka Rimmel In love with ginger), mocno zaakcentowane brwi i kreska w odcieniach zieleni.

Pozowała moja siostra Alena (http://zpiatkunasobote.blogspot.com/)
Zdjęcia zrobiła Agnieszka (http://subobiektywna.pl/)

Przebieg samego konkursu, moje wrażenia z targów i kosmetyczne zakupy już w następnym poście. 
Jak Wam się podoba taka jesienna odsłona słowiańskiej urody?
Ala



UA-49610063-1