sobota, 28 czerwca 2014

WYNIKI KONKURSU Z URIAGE

Cześć! Przepraszam Was za opóźnienie z wynikami konkursu. Jak potwierdza częstotliwość dodawania wpisów na blogu, jestem ostatnio wyjątkowo zamotana. Mam nadzieję, że niedługo wszystko wróci do normy a ja będę pojawiała się tu częściej :)


Słoneczny zestaw kosmetyków Uriage Bariesun trafi do czytelniczek: 

Ag Kaczmarek - wolontariat w Indiach brzmi wspaniale! Pomagając innym pamiętaj, żeby dbać także o siebie i swoją skórę :) Mam nadzieję, że zestaw, który Ci wyślę, idealnie się do tego przyda! 

Szpinakożerca - nie być na urlopie od czterech lat to grzech! Mam nadzieję, że uda Ci się to nadrobić na jednej z greckich wysp, które są piękne i które też lubię :) Polecam Ci Mykonos i oczywiście Uriage do ochrony skóry przed śródziemnomorskim słońcem :) 

włosowo - kosmetycznie - festiwal w Ostrawie brzmi cudnie! Nie zapomnij zabrać filtrów przeciwsłonecznych, które niebawem do Ciebie trafią :) Korzystaj ze słońca, dobrej zabawy. Życzę niezapomnianych wrażeń i zdrowej opalenizny! :)

Wyślijcie mi swoje dane adresowe: aiwanczuk@gmail.com

Wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie bardzo dziękuję i życzę niezapomnianych, słonecznych i radosnych wakacji! Korzystajcie z lata na całego ale nie zapomnijcie mnie tu jeszcze odwiedzić od czasu do czasu :) Buziaki!
Ala


wtorek, 10 czerwca 2014

Clinique Lash Feathering Mascara

Dawno nie pisałam na blogu o tuszach do rzęs, a przecież używam ich każdego dnia. Mam swoich ulubieńców, chociaż ciągle testuję nowości. Dziś o jednej z nich, którą od kwietnia tego roku proponuje w swojej ofercie marka Clinique czyli Lash Feathering Mascara

 

Tusz otrzymałam dzięki uprzejmości marki Clinique pod koniec marca i używałam go niemalże do końca maja więc mogę śmiało napisać, że opakowanie 5,5 ml wystarczyło mi na dwa miesiące, co jest bardzo dobrym wynikiem.

Ciekawostki od producenta: 

Lash Power Feathering Mascara to najnowsza pozycja w cieszącej się wielkim uznaniem kolekcji Lash Power Mascara, oparta o nowoczesną technologię termiczną opracowaną z myślą o wilgotnym klimacie Azji i gwarantującą odporność na łzy, deszcz, pot, wodę i wilgoć. Innymi słowy, ta niezwykle długotrwała, utrzymująca się na rzęsach przez cały dzień formuła nie kruszy się, nie rozmazuje i nie ścieka. Do jej zmycia wystarczy ciepła woda (39°C).

Nowatorska, zapobiegająca sklejaniu rzęs formuła Lash Power Feathering Mascara powstała w oparciu o supernowoczesną technologię rozciągania polimerowego inspirowaną wyjątkowymi właściwościami miodu. Naukowcy z laboratoriów Clinique wykorzystali miodopodobną konsystencję polisacharydu o nazwie Pullulan do nadawania rzęsom sprężystości podczas nakładania mascary.  Miękka formuła przypominająca teksturą toffi - jest plastyczna i umożliwia dostosowaną do indywidualnych potrzeb każdej kobiety aplikację, której efektem są doskonale rozdzielone, zaakcentowane i usztywnione rzęsy.



Pierwszą rzeczą, jaką polubiłam w tym tuszu nie była miodowa konsystencja ani tekstura toffi, a opakowanie :) Chciałabym, żeby wszystkie maskary zamknięte były w podobnych - lekkich, krótkich oraz bardzo poręcznych. Doceniłam to szczególnie podczas licznych ostatnio wyjazdów i pakowania kosmetyczki ograniczając bagaż do minimum. Naprawdę bardzo, bardzo mi się to podoba i myślę, że będzie też świetnym rozwiązaniem do kufra, w którym targam niby drobiazgi, ale zebrane wszystkie w jedną torbę stanowią już wyzwanie dla kręgosłupa. 

Szczoteczka tuszu również przypadła mi do gustu mimo, że do tej pory wybierałam raczej silikonowe. Skąd więc ta sympatia? Ona w ogóle nie brudzi powieki! Dość często noszę no make up make up i przy 'nagiej' powiece dość często powstawały ślady tuszu kiedy chciałam pomalować rzęsy od nasady (tu jak na złość mam je jaśniejsze :)). W tym przypadku byłam zaskoczona estetyką stosowania - zero odbicia na skórze, czarnych kropek, zabrudzeń. Lubię też tę szczotkę za długość - uwierzcie, dla krótkowidza z dużą wadą wzroku, przy malowaniu oka bez soczewek, długość trzonków pędzli i innych akcesoriów do makijażu ma duże znaczenie ;) Ponadto odpowiednio długie i miękkie włoski nabierają odpowiednią ilość tuszu, rozdzielają rzęsy i unoszą je bez sklejenia i efektu 'owadzich nóżek'.

Jeśli chodzi o konsystencję, jest ona typowa dla maskar - początkowo nieco rzadsza, z czasem gęstnieje. Ja akurat wolę tusz, który delikatnie przyschnie, wydaje mi się wówczas bardziej plastyczny. Mimo, że od początku używało mi się go dobrze, po jakimś czasie znalazłam idealny dla siebie 'moment' na wykorzystanie jego maksymalnych możliwości.


Aplikator został stworzony z myślą o efekcie 'pierzastych rzęs'. U siebie takiego nie zauważyłam, bynajmniej nie jest to powód do niezadowolenia. Tusz daje bowiem bardzo naturalny look, idealny do dziennego, subtelnego makijażu, co bardzo lubię. Myślę, że miłośniczki konkretnego efektu, wyrazistych, niemal teatralnych rzęs mogą być zawiedzione jego delikatną formułą. W moim przypadku jedna, dwie warstwy wystarczyły aby włoski były pogrubione, wydłużone, uniesione a spojrzenie stawało się bardziej wyraziste. 

Komfort noszenia także oceniam pozytywnie. Tusz nie kruszy się ani nie rozmazuje w ciągu dnia. Jest trwały a jednocześnie łatwy do usunięcia bez pocierania powieki. Do demakijażu używałam płynu micelarnego Garnier, który usuwał go bez efektu 'pandy'. Myślę, że sprawdzi się też jeśli macie oczy wrażliwe. Ja noszę soczewki i bardzo dużo pracuję przy komputerze więc moje oczy bywają często zmęczone i podrażnione. Ten tusz jest na tyle delikatny, że mogłam go używać bez obaw o ich stan.

 
Powyżej 'nagie' oko, jedna warstwa i dwie wyczesane grzebykiem Inglot. Dolnych rzęs nie maluję bo wyglądam jak jelonek - na zdjęciach tego nie widać, bo końcówki włosków są jasne ale uwierzcie, są dłuższe niż bym chciała ;) 


Tusz występuje w dwóch kolorach: Black Onyx oraz Dark Chocolate. Zapłacimy za niego blisko 114 zł / 5,5 ml (na przykład tutaj: KLIK). 

Używałam wcześniej innych tuszy marki Clinique (High Impact i High Impact Curling Mascara) i przyznam, że na ich tle dzisiejszy wypada najlepiej. Sięgałam po niego bardzo chętnie, głównie za sprawą super poręcznego, ultra lekkiego i niewielkiego opakowania i naturalnego efektu, który bardzo lubię w codziennym makijażu. Jeśli malujecie się delikatnie i cenicie wygodę używania, przypadnie Wam do gustu. 

Jakiej maskary używacie aktualnie? Dajcie znać czy jesteście zadowolone, chętnie przetestuję coś nowego! 
Trzymajcie się w te upały dzielnie :) 
Ala



sobota, 7 czerwca 2014

Delikatny makijaż dla Valentiny

Dziś chcę przedstawić Wam piękną Valentinę, która trafiła ostatnio pod moje pędzelki :) Makijaż robiłyśmy na potrzeby sesji wizerunkowej albowiem Valentina zajmuje się organizacją ślubów. Już niebawem będę  mogła zaprosić Was na stronę jej firmy Be My Valentine a tymczasem, dzięki uprzejmości Pani Fotograf, kilka zdjęć z naszego spotkania. 


modelka: Valentina Pokrovskaya
zdjęcia: Agnieszka Potocka (http://subobiektywna.pl/)
makijaż: ja  :) 

Użyte kosmetyki:
twarz: podkład Make Up Atelier Paris 3NB, puder Grimas, bronzer The Balm i róż Kryolan. 
oczy: cienie Inglot, kredka Max Factor, tusz Estee Lauder
usta: Estee Lauder Pure Color Envy

Jak Wam się podoba taka delikatna odsłona?
Ala

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Makijaż ust z Estee Lauder

Szminki, o których dzisiaj napiszę kilka słów pojawiły się w wiosennych nowościach marki Estee Lauder już jakiś czas temu i jeśli śledzicie kosmetyczne trendy i nowe kolekcje, na pewno już je widziałyście. Pisały o nich dziewczyny na wielu blogach ale ja potrzebowałam więcej czasu, żeby dobrze się z nimi zapoznać i napisać recenzję. Po wielu tygodniach testowania jestem gotowa :) 


Przedstawiam Pure Color Envy Sculpting Lipstick, wiosenną propozycję Estee Lauder. Posiadam i pokażę trzy kolory: Insatiable Ivory, Desirable oraz Rebellious Rose. 

Wszystkie szminki mają identyczne cechy, różnią się tylko kolorem. Bardzo polubiłam je za: 
  • opakowania - piękne, eleganckie, proste i klasyczne, utrzymane w kolorystyce charakterystycznej dla Estee Lauder. Połączenie granatu ze złotem oddaje luksusowy charakter i jest niezwykle miłe dla oka. Plastik jest bardzo wysokiej jakości, całość jest dość ciężka jak na tego typu kosmetyk i pewnie leży w dłoni. Nowością jest magnetyczny system, dzięki któremu szminka zamyka się charakterystycznym 'kliknięciem' a my mamy pewność, że nie otworzy się w torebce lub kosmetyczce. Logo jest dyskretnie umieszczone na górnej części oraz wewnątrz opakowania. To najładniej zamknięte szminki, jakie mam w swojej kolekcji :)
  • delikatny zapach i smak - nie toleruję sztucznej, intensywnej woni na swoich ustach, szybko mnie to męczy i przyprawia o mdłości. Tutaj tego problemu nie ma, szminka jest bardzo subtelna i niewyczuwalna nawet dla czułego nosa.
  • aplikację, która jest łatwa i przyjemna dzięki kremowej konsystencji. Szminka jest idealna, nie za sucha, nie za mokra, gładko sunie po ustach niczym balsam zostawiając równy kolor. Dobrze nakłada się zarówno bezpośrednio ze sztyftu, jak i pędzelkiem. Nie waży się, nie zbiera w załamaniach ani nie podkreśla suchych skórek. Nie wylewa się za kontur ust, sama doskonale go podkreśla nadając im pełny, kuszący wygląd. Pozostaje niewyczuwalna, nie obciąża ani nie klei warg.
  • nawilżenie, dzięki kompleksowi z kwasem hialuronowym. Szminka daje całkowity komfort noszenia, nie wysusza ust, wręcz przeciwnie - są miękkie i gładkie. Zwykle makijaż poprzedzam aplikacją balsamu nawilżającego ale nawet jeśli pominę ten krok, nic się nie dzieje. 
  • nasyconą pigmentację - zarówno ciemniejszy, jak i dwa jaśniejsze odcienie są naprawdę świetnie napigmentowane. Wystarczy jedna warstwa by przykryć kolorem całe usta. Rebellious Rose była dla mnie początkowo zbyt intensywna na co dzień ale wklepana delikatnie opuszkami palców daje delikatniejszy, idealny efekt. Odcienie można też ze sobą mieszać. Często stosuję ciemniejszy kolor a jaśniejszym dodaję 'światła' na wypukłościach ust, w ich środkowej części. Dzięki temu makijaż jest jeszcze bardziej trójwymiarowy a efekt zmysłowy i kuszący, gdyż usta wydają się pełniejsze.
  • trwałość przy tak delikatnej formule jest naprawdę dużą zaletą. Producent zapewnia, że szminka trzyma się na ustach 6 godzin. Ja dużo mówię, non stop coś jem lub piję ale rzeczywiście, na kilka godzin jestem spokojna o makijaż ust. Kolor schodzi równomiernie, w ciągu dnia pracy wystarczy mi jedna poprawka. 
 

Podsumowując,  jestem z nich naprawdę bardzo zadowolona. Jasne odcienie sprawdzają się idealnie na dzień oraz do ślubnych makijaży (zdarzyło mi się już kupić jedną dla klientki, która była zachwycona kolorem :)). Ciemniejszy odcień mieszam z jaśniejszymi lub wklepuję delikatnie opuszkami palców, solo zaś stosuję na większe wyjścia. Szczerze mówiąc Pure Color Envy mają duże zadatki na zdetronizowanie moich dotychczasowych ulubieńców i już przyglądam się kolejnym kolorom. Bardzo kuszą mnie róże, idealne na nadchodzące lato. 

W skład kolekcji wchodzi 18 kolorów, od nude i brązów, przez róże, czerwienie i korale po fiolety i śliwki. Szminka kosztuje 135 zł i moim zdaniem jest naprawdę warta spróbowania. Przyjrzyjcie im się bliżej a przepadniecie :)

Ala


niedziela, 1 czerwca 2014

100 happy days i maj w zdjęciach

Maj to mój ulubiony miesiąc w roku. W tym jest dla mnie jednak szczególnie trudny dlatego postanowiłam coś z tym zrobić. Wiele blogerek wprowadziło w życie 100 happy days, co bardziej do mnie przemówiło niż wszystkie chodakowskie akcje razem wzięte ;) Postanowiłam znaleźć w ciągu dnia chwilkę na celebrowanie małych przyjemności, każdego dnia wieczorem przypominać sobie, co sprawiło że się uśmiechnęłam. Chwytam to w kadry i wrzucam na mój instagramowy profil. To tylko część z nich, po więcej zapraszam tutaj


Sama się zdziwiłam, że wbrew pozorom nie żyłam samą pracą ;) Wydawało mi się, że ta pochłania mnie ostatnio bez reszty, a jednak trafiło się kilka całkiem miłych chwil... 

W ostatnim czasie przeniosłam nieco swoją aktywność na Instagram. Światło sprzyja wreszcie fotografowaniu a Facebook ostatnio mocno przegina z ograniczaniem treści, wymuszając płatną reklamę. Jeśli macie ochotę do mnie napisać lub o coś zapytać, wiecie gdzie mnie znaleźć :)

Dajcie znać czy chwytacie w ten sposób swoje małe radości. Z chęcią podejrzę więc śmiało zostawiajcie linki do swoich instagramowych profili. 

Dobrego czerwca!
Ala




UA-49610063-1