wtorek, 29 kwietnia 2014

Wysuszacze lakieru Essie - Good to go vs Quick-e

Cześć! :) Dzisiaj opowiem w kilku słowach o wysuszaczach lakieru Essie. Nie jestem specjalistką w manicure i niezbyt często noszę kolorowe paznokcie. Brakuje mi wprawy i czasem nawet malowanie ich mlecznym, półprzezroczystym odcieniem doprowadza mnie do szału :) Do tego jestem ekstremalnie niecierpliwa i wiecznie się spieszę, sięgam więc po produkty, które ograniczą czas na manicure do minimum. Jako, że idealnie wpisuję się w target, zrecenzuję dla Was dwa wysuszacze jednej z popularniejszych marek kosmetyków do paznokci - Essie.  


Obie buteleczki kupiłam w Stanach. Niestety nie pamiętam już dokładnie ceny Good to go, stawiam na coś w okolicach $8. Quick-e dorwałam za $10 (+tax) w grudniu tego roku, skuszona nowością. To dwa zupełnie różne produkty, o innej formule, właściwościach, efekcie końcowym. 

GOOD TO GO
To wysuszacz w formie bezbarwnego lakieru z cienkim, precyzyjnym pędzelkiem. Aplikowałam go na mokry jeszcze lakier, nie ściągał go ani nie rozmazywał. Początkowo miał przyjemnie rzadką konsystencję ale przy tym nie rozlewał się na skórki. Łatwo mogłam pokryć płytkę paznokcia a w przypadku, gdy nieprecyzyjnie nałożyłam lakier kolorowy, wyrównywał wszystko w magiczny sposób. To, za co wyjątkowo go polubiłam to przepiękny, długotrwały połysk i rzeczywiście błyskawiczne wysychanie. Zaraz po malowaniu mogłam wrócić do normalnych zajęć bez obawy o uszkodzenie lakieru. Dzięki Good to go wreszcie nie budziłam się z odbitą pościelą i matem, co miało miejsce za każdym razem, kiedy robiłam manicure wieczorem. Nie wysuszał paznokci ani skórek wokół nich, wszystko wyglądało bardzo estetycznie i było łatwe w obsłudze...do czasu. Niestety po jakimś czasie top gęstniał aż wreszcie zaczął się ciągnąć niczym karmel. Zostawiał na paznokciach nierówności, ściągał lakier, który krótko po aplikacji mogłam zdjąć z paznokcia płatkami, niemal bez użycia zmywacza. Niestety udało mi się wykorzystać zaledwie 2/3 opakowania, 1/3 muszę już wyrzucić. Z tego co wiem, w Polsce kosztuje on blisko 36 złotych więc jest to spory minus.

QUICK-E
Ten wysuszacz ma formę płynną niczym woda. Aplikuję się go kroplomierzem dołączonym do opakowania. Jedna kropelka wystarcza na cały paznokieć, skórki dookoła i całkiem sporą powierzchnię blatu stołu :D Nie przyspiesza wysychania lakieru ani odrobinę, trzeba więc bardzo uważać, żeby go nie uszkodzić. Kiedy malujemy wieczorem, rano budzimy się z precyzyjnie odbitym wzorem pościeli na płytce - różyczki, gwiazdki, co tam macie, a wszystko połączone z modnym w zeszłym sezonie matem. Co więcej, płyn doskonale eksponuje wszelkie przesuszenia skórek tworząc białą obwódkę wokół paznokcia. Nie wpływa na trwałość manicure, nie wpływa na połysk lakieru, nie wpływa w ogóle na nic. Zdecydowanie go odradzam.


Podsumowując, ani jeden ani drugi produkt nie jest ideałem ale na tle totalnej porażki Quick-e, Good to go wypada naprawdę dobrze. Jestem w stanie przełknąć, że wykorzystam zaledwie ponad połowę opakowania, w końcu nie zdarzyło mi się jeszcze zużyć jakiegokolwiek lakieru do paznokci w całości. Do momentu zgęstnienia działa bez zarzutu i daje taki efekt, jaki oczekuję od tego typu produktów więc pewnie jeszcze kiedyś do niego wrócę. Chyba, że...

Chyba, że polecicie mi jakiś skuteczniejszy zamiennik :) Dajcie znać czy używacie wysuszaczy i jakie się u Was sprawdziły. A Quick-e omijajcie szerokim łukiem :) 

Ala






poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Clinique Cheek Pop czyli róż idealny?

Gdybym musiała ograniczyć się do trzech kosmetyków do makijażu, jednym z nich byłby z pewnością róż. Jest istnym czarodziejem, za jego pomocą w ciągu kilku sekund twarz staje się młodsza, wypoczęta i bardziej promienna. Sięgam więc po róże każdego dnia, niezależnie od tego czy maluję siebie, czy kogoś, czy makijaż jest dzienny czy okazjonalny. 

Wiosenna nowość od Clinique zauroczyła mnie od pierwszego wejrzenia, kiedy tylko zobaczyłam przepiękne tłoczenie w kształcie gerbery. Zobaczcie same, jak mu się oprzeć? :) 


Jak już wspomniałam, róż Cheek Pop to wiosenna propozycja marki Clinique. Występuje w czterech odcieniach: Plum Pop, Berry Pop, Peach Pop i widoczny na zdjęciach Ginger Pop. Kolor, który posiadam jest wielowymiarowy - starałam się to uchwycić na zdjęciach, mam nadzieję, że coś tam dostrzegacie :) Trudno mi go jednoznacznie opisać ale kierowałabym się w stronę stonowanego koralu. Podobają mi się wszystkie wersje ale Ginger idealnie wpisuje się w mój ulubiony typ makijażu - super naturalny, niemalże makeup no makeup :)


Polubiłam ten kosmetyk od pierwszego użycia i nadal jestem mu wierna. Do jego głównych zalet zaliczam:

  • Opakowanie: plastikowe, bezbarwne ale nie tandetne. Materiał jest gruby, solidny, nie łamie się a napisy się nie ścierają. Dzięki temu, że jest przezroczyste, doskonale eksponuje piękne kwiatowe tłoczenie, które naprawdę cieszy oko. Uwielbiam takie detale! Jeśli skusicie się na kilka kolorów, rozróżnicie je bez sprawdzania etykietki. 
  • Formułę: trudną wbrew pozorom do określenia. Róż jest prasowany ale pudrowo - kremowy, satynowy, jedwabisty, idealny!
  • Aplikację: dzięki formule, róż nie pyli ani odrobinę. Nakładam go różnymi pędzlami - syntetycznymi, naturalnymi, ściętymi, okrągłymi i każdym z nich świetnie współpracuje. Nie smuży, nie tworzy plam, łatwo się rozciera. Będzie idealny dla osób, które dopiero uczą się malować bo jest naprawdę łatwy w obsłudze. 
  • Kolor, który można budować - od bardzo delikatnego, ledwo zauważalnego rumieńca, po intensywny akcent kolorystyczny. Nie sugerujcie się całkiem odcieniem w opakowaniu - choć nie można mu zarzucić słabej pigmentacji, na skórze efekt jest znacznie bardziej naturalny. 
  • Efekt - uwielbiam sposób, w jaki ożywia, odmładza i odświeża. Wystarczy delikatne muśnięcie pędzlem a twarz nabiera wyrazu. Jest idealny na wiosnę - kiedy nasza cera jest zmęczona i poszarzała po sezonie zimowym, a jeszcze nie opalona letnim słońcem.
  • Połysk, który jest bardzo subtelny, niewidoczny z bliska ale dzięki temu, że pięknie odbija światło, daje ten magiczny efekt odświeżenia, o którym pisałam wyżej. Nie obawiajcie się, drobinki są naprawdę niezauważalne, maleńkie i nie migrują. 
  • Uniwersalność - używam go także do powiek. Nauczyłam się tego tricku w szkole wizażu - był elementem tak zwanego makijażu młodej matki, ponieważ naniesiony w załamanie powieki, momentalnie pozwala uzyskać efekt wypoczętego spojrzenia. Uwielbiam się tak malować kiedy się spieszę do pracy a chcę zamaskować zmęczenie i niewyspanie. 
  • Wydajność i trwałość - niezwykła formuła tego różu sprawia, że wystarcza niewielka ilość by zaakcentować policzki na naprawdę długie godziny. Kosmetyk pięknie stapia się ze skórą i pozostaje na niej przez większość dnia. Wieczorem kolor nie jest już tak intensywny jak rano ale ja mam niestety tendencję do częstego dotykania twarzy dłońmi więc często zdarza mi się po prostu ścierać makijaż :) Jeśli jednak utrwalę go fixerem, trwałość jest naprawdę zadowalająca. Używam kwiatuszka już od jakiegoś czasu i rzeczywiście lekko wytarłam jego powierzchnię ale zanim zużyję całość, miną wieki. 

Poniżej starałam się uchwycić kolor na skórze. Nie jestem mistrzynią autoportretów więc musicie mi wybaczyć durną minę - robienie sobie samej zdjęć trochę mnie stresuje. Z setki zdjęć wybrałam te najmniej kompromitujące ;) Skupmy się na różu, on tu jest bohaterem ;)

Po lewej stronie róż prosto z palucha, po prawej lekko roztarty.

Podsumowując, bardzo go polubiłam. Róż jest plastyczny, ma niezwykłą formułę. Świetnie się sprawdzi zarówno jeśli jesteście już wprawione, jak i próbujecie dopiero swoich makijażowych sił - pracuje się nim bardzo łatwo, intensywność koloru można stopniować i nie sprawia problemu z rozcieraniem. Najbardziej jednak lubię go za efekt - naturalny, subtelny i bardzo delikatny rumieniec. Uwielbiam, kiedy makijaż jest nieoczywisty, niemal niewidoczny i ten kosmetyk idealnie się nadaje do jego wykonania. 

Róż Cheek Pop kosztuje 135 zł za 3,5g. Nie zrażajcie się, że dostępne są tylko cztery kolory. Znajdziecie wśród nich odcienie zarówno ciepłe jak i chłodne więc na pewno wybierzecie coś dla siebie, niezależnie od karnacji. Wszystkie wersje zobaczyć tutaj: KLIK

A jaki jest Wasz ulubiony róż na wiosnę? Dajcie znać w komentarzach czego najchętniej używacie.
Ala


środa, 23 kwietnia 2014

Codzienne oczyszczanie skóry

Dokładny demakijaż i oczyszczanie skóry jest dla mnie obowiązkowym punktem na koniec każdego dnia. Wyrobiłam sobie ten nawyk ładnych kilka lat temu, kiedy zaczęłam bardziej świadomie o siebie dbać i rozpoczęła się moja przygoda z makijażem. Nauczyłam się tego od bliskiej mi wówczas osoby, z którą przechodziłam okres 'wyszumienia się' - kiedy wracałyśmy ze studenckich imprez, choćbyśmy nie wiem jak były padnięte, szłyśmy do łazienki i myłyśmy twarz :) Przyjaźń niestety nie przetrwała, dobre nawyki tak. Dziś wieczory spędzam zupełnie inaczej ale kończę je dokładnie tak samo - porządnym oczyszczeniem cery :)

Makijaż wykonuję do pracy każdego dnia więc po powrocie zmywam go za pomocą płynu micelarnego i wacika. Nie daje mi to jednak wystarczającego komfortu - aby czuć, że skóra jest czysta muszę użyć wody i czegoś, co się pieni :) Najczęściej sięgam po pianki lub żele. Twarz osuszam małymi ściereczkami do sprzątania z Biedronki :) Moją ulubioną jest niebieska ściereczka z mikrofibry do kuchni i łazienek, zaś żółtą wersją - do szyb i luster - często zmywam olejki lub maseczki. Brzmi to może śmieszne ale ma to sens - ściereczki są tanie (ok.3 zł), niewielkie, lekkie, mięciutkie i łatwo można je przeprać po każdym użyciu więc mam pewność, że wycieram twarz w czysty ręczniczek a nie taki, który wisi w wilgotnych warunkach przez kilka dni. Nie ma mowy o mnożeniu się bakterii. Mikrofibra zaś ma wyjątkowe właściwości dzięki ultracienkim włóknom (40 razy cieńsze od jedwabiu i aż 100 razy cieńsze od ludzkiego włosa!), które doskonale oczyszczają z kurzu i brudu. Ta z Was, która kiedykolwiek stosowała metodę OCM na pewno je zna :) 


Do mycia używam w ostatnim czasie żelu SVR PROVEGOL. Mam skórę normalną w kierunku mieszanej (latem), która nie sprawia mi na co dzień większych problemów, więc postawiłam na kosmetyk o szerokim zastosowaniu. Żel sprawdził się u mnie świetnie, bo:
  • jest uniwersalny: do skóry normalnej, wrażliwej i suchej, do mycia twarzy, ciała i włosów 
  • skutecznie i szybko oczyszcza nie zaburzając warstwy hydrolipidowej skóry
  • jest bardzo delikatny, nie wysusza ani nie podrażnia, nawet przy dwukrotnym stosowaniu w ciągu dnia, jest więc idealny do codziennego użycia
  • nie szczypie w oczy, co ma dla mnie duże znaczenie ze względu na soczewki i długie godziny pracy przed komputerem
  • posiada wygodne, duże opakowanie (500 ml) z niezawodną pompką
  • jest przezroczysty i ma przyjemny, łagodny i świeży zapach
  • jest gęsty a więc i wydajny, jedna pompka wystarczy by umyć całą twarz mimo, że żel niespecjalnie się pieni.
Poniżej znajdziecie jego skład, dla ciekawskich :) 


Oprócz codziennego oczyszczania żelem, dwa razy w tygodniu wykonuję peeling SVR XERIALINE także z tej samej serii. Zawiera on, oprócz bazy myjącej, mocznik i wiele małych, złuszczających drobinek, które delikatnie ale skutecznie oczyszczają i pozbywają się martwych komórek naskórka. Peeling ma odpowiednią konsystencję, przyjemny odświeżający zapach i wystarczającą ilość maleńkich kuleczek. Nie powoduje podrażnień ani zaczerwienienia, cera jest po nim wyraźnie miękka i gładka. Bardzo lubię go stosować, delikatny masaż pozwala się odprężyć i zrelaksować po ciężkim dniu. Całość łatwo się zmywa wodą, nie pozostawia na skórze żadnego filmu ani dyskomfortu.


Zawsze, kiedy mowa o pielęgnacji twarzy, nie może zabraknąć wody termalnej Uriage, która jest jednym z moich hitów kosmetycznych i zawsze mam ją w łazience. Pisałam już o niej tak dużo, że nie będę się tym razem powtarzać. Jeśli jesteście ciekawe, polecam użyć blogowej wyszukiwarki, na pewno znajdziecie opis i szczegółową recenzję :)

Minusem tych produktów z pewnością może być dostępność (wyłącznie apteki) i cena (około 50-60 zł, w zależności od miejsca) ale biorąc pod uwagę wydajność, uniwersalność, delikatność i skuteczność działania, myślę że warto.

A jakie są Wasze ulubione metody na oczyszczenie skóry? Dajcie znać w komentarzach jak wygląda Wasz wieczorny rytuał :) 
Ala


środa, 16 kwietnia 2014

Wiosenne nowości w makijażu

Cześć! :) Wraz z nadchodzącym wiosennym sezonem, na sklepowych półkach pojawiło się wiele nowości wśród kosmetyków zarówno pielęgnacyjnych, jak i kolorowych. Dzisiaj pokażę Wam kilka świeżych, nowych produktów w  akcji :)


Makijaż to typowy zwyklak, którego potrafi zrobić każdy w kilka minut :) Użyłam do niego następujących kosmetyków: 
  • Estee Lauder Clear Difference - serum, którego używam jako bazy pod makijaż - pięknie wygładza skórę i do tego ma obłędny zapach :) Zastąpiłam nim dotychczasowy Idealist, o którym będziecie mogły poczytać niebawem. 
  • Estee Lauder Clear Difference BB Creme - krem BB z filtrem, który jest lekki ale świetnie wyrównuje koloryt skóry. Idealnie nadaje się do codziennego makijażu i jeszcze nie raz go zobaczycie na blogu - muszę się do niego jednak troszeczkę opalić :)
  • baza pod cienie Urban Decay Primer Potion oraz cienie w kredce Clinique Chubby Stick. Odcień bountiful beige położyłam na całej powiece ruchomej, a przy linii rzęs użyłam koloru lavish lilac. W pierwszym przypadku aplikowałam cień prosto ze sztyftu na powiekę i lekko roztarłam granice, w drugim użyłam skośnego pędzelka Real Techniques. 
  • Clinique Lash Power to nowy tusz marki. Przyznam, że nie jestem wielka fanką maskar tej firmy ale ta zaskoczyła mnie szczoteczką, która nigdy nie brudzi powieki, nawet gdy się spieszę i jestem wyjątkowo niezdarna :)  Efekt jest bardzo naturalny ale można go stopniować kolejnymi warstwami bez obawy o sklejone rzęsy.
  • cień w kremie Maybelline Color Tattoo w odcieniu permanent taupe świetnie się sprawdza do podkreślenia brwi i zastąpił mi wszelkie produkty temu dedykowane :) 
  • różem Clinique Cheek Pop (01 ginger pop) delikatnie podkreśliłam policzki. Kolor jest tak delikatny i subtelny, że nie udało mi się uchwycić go odpowiednio na zdjęciach ale niedługo pojawi się recenzja i postaram się pokazać go w pełnej okazałości. Odrobinę tego różu nałożyłam też na załamanie powieki. 
  • balsam do ust Clinique Chubby Stick Intense to główny bohater dzisiejszego wpisu. Użyłam dwóch kolorów - curviest caramel jest idealny do codziennego makijażu, do szkoły lub pracy, grandest grape spodoba się tym dziewczynom, które lubią odważne kolory na ustach. Przyznam, że oba odcienie totalnie mnie zauroczyły. Po jaśniejszy sięgam w ciągu dnia, a ciemniejszy zostawiam sobie właśnie na większe wyjścia.


To na pewno nie jest ostatni makijaż z wykorzystaniem nowości w kuferku. Gdybyście jednak chciały przeczytać recenzję i zobaczyć niektóre kosmetyki z bliska, dajcie mi znać w komentarzu, przygotuję dla Was pełną recenzję :)

Która wersja kolorystyczna podoba Wam się bardziej? :D
Ala


środa, 9 kwietnia 2014

My Esotiq Dream

Mam blisko 160 cm wzrostu, jestem niezbyt proporcjonalna, a i aparat niekoniecznie mnie kocha :P Dlatego też modelką nigdy nie zostanę ale czasem mam to szczęście stać po drugiej stronie i wykonywać makijaże :) Taka praca, czy to przy pokazach czy przy sesjach zdjęciowych, zawsze jest dla mnie dużą przyjemnością i ciekawym doświadczeniem. Spotkałam wiele pięknych dziewczyn, które dziś pracują w różnych miejscach na świecie, czego im strasznie pozytywnie zazdroszczę :) 

Dlaczego dzisiaj o tym? Marka ESOTIQ zaproponowała mi poinformowanie Was o konkursie, jaki organizuje we współpracy z wiodącą agencją modelek AVANT MODELS.


My ESOTIQ Dream: Zostań Modelką to autorski projekt marki ESOTIQ we współpracy z AVANT MODELS, wiodącą agencją modelek w Polsce, która pod swoimi skrzydłami ma tak znane top-modelki jak Joanna Krupa czy Kasia Struss. Celem konkursu jest spełnienie dziewczęcych marzeń o karierze modelki. Nagrodą główną jest uczestnictwo w kampanii reklamowej marki ESOTIQ na sezon jesień-zima 2014 oraz możliwość podpisania kontraktu z agencją modelek oraz wiele innych atrakcyjnych nagród! Aby wziąć udział w konkursie wystarczy wypełnić formularz zgłoszeniowy dostępny na www.mydream.esotiq.com!

Nie czekaj! Zgłoś się i przeżyj niezwykłe chwile razem z ESOTIQ!

Myślę, że wśród Was albo wśród Waszych znajomych znalazłaby się atrakcyjna dziewczyna, która choć przez chwilę chciała spróbować swoich sił jako modelka. To ciekawy zawód, możliwość poznania interesujących ludzi i odwiedzenia inspirujących miejsc. To też możliwość oddania się w ręce makijażystów, fryzjerów, stylistów, fotografów i niezliczonej ilości metamorfoz. Która z nas tego nie lubi? :D 

Jeśli myślałyście kiedykolwiek choć przez chwilę o karierze w modelingu, zachęcam Was do udziału. Warto walczyć o swoje marzenia, zawsze! :)

Ala


wtorek, 8 kwietnia 2014

Baza pod makijaż Smashbox Photo Finish

Za każdym razem kiedy myślę o bazie przypomina mi się jedna z kampanii reklamowych (klik) która zaczynała się słowami: makijaż zaczynam od podkładu.... Wówczas mój M. automatycznie odpowiadał z dumną miną znawcy: makijaż zaczyna się od bazy! Nieustannie mnie to rozśmiesza ale ma rację! Każdy makijaż na większe okazje zaczynam właśnie tak i dziś kilka słów na temat mojej ulubionej - Smashbox Photo Finish.


Ilość opakowań, jaką posiadam jest najlepszym dowodem na to, że naprawdę lubię ten kosmetyk ;) Za co?
  • za konsystencję: aksamitną, żelową i ultra lekką
  • za błyskawiczną aplikację - baza wchłania się natychmiast, można ją szybko rozprowadzić na skórze, zarówno pędzlem jak i palcami i od razu przystąpić do podkładu
  • za beztłuszczową formułę, dzięki czemu sprawdza się także na cerach tłustych lub mieszanych
  • za natychmiastowy efekt wygładzenia skóry, cera w mgnieniu oka staje się matowa i jedwabista w sposób, który uwielbiam!
  • za to, że nie obciąża skóry, pozostaje na niej całkowicie niewyczuwalna
  • za to, jak dobrze współpracuje z każdym podkładem - dzięki gładkiej powłoce, którą tworzy na skórze, nawet podkład o cięższej konsystencji można łatwo zaaplikować dowolną techniką, ponieważ lepiej się na niej rozprowadza; nie roluje się ani nie waży
  • za wydajność: używam porcji wielkości fasolki, wystarcza mi to na pokrycie całej twarzy więc tubka wystarcza mi na bardzo długo
  • za lekkie, plastikowe i miękkie opakowanie, co dla makijażystów często podróżujących z kufrem na pewno ma duże znaczenie; aplikacja jest higieniczna, produkt można szybko wycisnąć w idealnej, pożądanej ilości.

Stosowałam już wiele różnych baz ale żadna nie zachwyciła mnie swoją uniwersalnością i efektem tak, jak ta. Używam jej niemal za każdym razem kiedy przygotowuję modelkę do zdjęć lub klientkę do ślubu. Gwarantuje mi to trwałość makijażu, jedwabistą gładkość skóry a więc i łatwość aplikacji podkładu. Jeśli chodzi o zmatowienie, nie oceniałam jej nigdy solo - zawsze przy cerze, która ma skłonność do błyszczenia, utrwalam makijaż transparentnym pudrem sypkim i w mojej ocenie to on głównie odpowiada za długotrwały efekt matu. Myślę, że przy mocno tłustej cerze warto sięgnąć po cięższy kaliber czyli coś typowo 'anti - shine', co redukuje produkcję sebum.

Nie używam tej bazy codziennie więc nie jestem w stanie zapewnić, cz stosowana długotrwale w jakikolwiek sposób wpływa na stan cery ale przy makijażu okazjonalnym jest dla mnie etapem obowiązkowym. Warto też pamiętać, że nie zastąpi ona porządnego nawilżenia skóry, a to właśnie odpowiednia pielęgnacja jest kluczem do pięknego makijażu :)

Swoje bazy kupiłam w dobrej cenie za granicą ale w Polsce możecie je dostać choćby w Sephorze. Koszt pełnego opakowania 30 ml to 149 złotych więc warto zamówić miniaturkę 12 ml - teraz jest nawet w promocyjnej cenie - klik

Biorąc pod uwagę zapas, jaki mam, nie wiem kiedy teraz będę szukać innego kosmetyku o podobnym działaniu :D Jeśli jednak macie swoich innych ulubieńców, chętnie poczytam o nich w komentarzach :) 

Ala


wtorek, 1 kwietnia 2014

Makijaż ślubny Marty

Cześć! :) Dziś pokażę Wam zdjęcia z wyjątkowego dla mnie spotkania. Wyjątkowego za sprawą kilku kwestii, w tym nieporozumienia i pomyłki, które mimo dokładnie przemyślanej stylizacji panny młodej, pozmieniały nam szyki ;) Nie ten makijaż do upięcia, nie ta sukienka do makijażu i moment, w którym wszyscy to sobie uświadomiliśmy patrząc na siebie - bezcenny :)

Mimo tego, że ostateczny efekt rozminął się z moim zamierzeniem całkowicie, chcę Wam te zdjęcia pokazać bo uważam, że są przepiękne. Wszystko za sprawą niesamowitych ludzi i magicznego miejsca. Wybrałam te, na których dobrze widać makijaż, wszystkie prace możecie zobaczyć tutaj - KLIK












Tego dnia poznałam niemal całą ekipę, która pracowała przy zdjęciach. Muszę powiedzieć, że mam szczęście do ludzi :) Od razu złapałam z wszystkimi dobry kontakt. Było maksimum profesjonalizmu ale też mnóstwo żartów i śmiechu, dobra atmosfera i życzliwość. Bardzo się cieszę, że mogłam ich wszystkich poznać i mam nadzieję, że jeszcze spotkamy się przy innych projektach. 

Udział wzięli :) 

Sylwana Nowicka – salon R.SMARZ Professional Hair (www.professionalhair.pl)
Dagmara Sierańska – Atelier Suknie Marzeń (www.sukniemarzen.pl)
Iwona Przybojewska – Event by Ev (www.eventbyev.pl)
Da Vinci Tailoring – (www.davinci.pl)
Marta Czajkowska – Panna Młoda
Daniel Sitek – Pan Młody (www.danielsitek.com)
Agnieszka i Przemek Potoccy – subObiektywna fotografia (http://subobiektywna.pl/)
w: Dwór Oliwski (www.dworoliwski.pl)

Czy ta sukienka nie jest obłędna? Panna Młoda piękna? Pan Młody przystojny i czarujący? Kwiaty i biżuteria idealne? Fryzura elegancka? Wnętrze klimatyczne? :) 

Wyjątkowo cieszą mnie zdjęcia i to, że mogłam wziąć udział w sesji w roli makijażystki. Cały czas myślę sobie, jakie to jest niesamowite, że z nieśmiałych marzeń tak szybko udało mi się przejść do realizacji. Cały czas się uczę i mam świadomość, że jeszcze przede mną długa droga ale mimo to już teraz wiem, że to była dobra decyzja, bo jak mało co procentuje teraz dużą dawką życiowej radości! :) 

Sięgajcie po swoje marzenia! Zawsze. :)
Ala



UA-49610063-1