sobota, 29 marca 2014

Manicure bynajmniej nie wiosenny ;-)

Sezon na brokaty, błyskotki, glittery właśnie minął. Przez cały karnawałowo - zimowy sezon obeszło mnie zainteresowanie tego typu wykończeniem w manicure ale jako, że bywam mocno opóźniona i wywrotowa, u progu wiosny postanowiłam po nie sięgnąć i wypróbować na sobie.

Na różowy, mieniący się lakier Golden Rose Jolly Jewels patrzyłam dłużej za każdym razem, kiedy oglądałam kolekcję mojej siostry. Wreszcie skusiłam się na tę 'nowość' :D Koniec końców zostanę jednak przy klasyce ale skoro już się trochę namordowałam przy aplikacji, pokażę Wam efekty. 

Mówcie co chcecie, lepiej wygląda w buteleczce niż na paznokciach :) 


Lakier Golden Rose Jolly Jewels połączyłam z kremowym Miyo, który doprowadził mnie prawie do zapaści nerwowej podczas aplikacji. Niestety ani jeden ani drugi lakier - pomijając kwestie kolorów - nie przypadł mi do gustu, ani pod względem formuły, ani aplikacji, ani efektu końcowego. Czułam się nie po swojemu. Pozostanie mi podziwianie takich eksperymentów na cudzych dłoniach i powrót do klasyki :)

Na plus zasługuje trwałość - oba lakiery trzymały się dzielnie i nawet zmywacz miał trudności, żeby sobie poradzić, szczególnie z brokatem.

Jak widzicie, posty lakierowe to nie jest mocna strona mojego bloga ;) Jeśli takie lubicie, bardzo Wam polecam wpisy u niesamowitej Mani  albo Urbanka

Ciekawostka - kilku facetów z mojego otoczenia dało mi wyraźnie do zrozumienia, że mężczyźni nie lubią takiego manicure u kobiet. Jak to jest z Waszymi - znoszą szalone eksperymenty lakierowe bez komentarzy czy wyrwie im się czasem kąśliwa uwaga? :D

Ala


środa, 26 marca 2014

Ślubny makijaż Magdy

Dziś poznajcie Magdę - moją koleżankę, która wystąpiła tu w roli modelki i którą już wkrótce będę miała przyjemność malować na jej własny ślub! :)

Makijaż wykonałam cieniami Inglot i Sleek, na twarzy podkład Revlon Photoready, odrobina różu, rozświetlacz Make Up Studio i szminka - jeśli mnie pamięć nie myli - Airy Fairy Rimmel.
Uwielbiam te delikatne piegi! :)






Zdjęcia zrobiła niesamowicie zdolna Agnieszka http://subobiektywna.pl/
Przepiękna suknia Very Wang pochodzi z http://www.sukniemarzen.pl/

Jak Wam się podoba taka odsłona makijażu ślubnego?
Ala




piątek, 21 marca 2014

MAKIJAŻ DO SESJI - DARIA

Ta sesja zdjęciowa od początku była wyjątkowa. Przepięknie położony Dwór Oliwski, ośnieżony las, cisza i spokój wokół działały bardzo inspirująco. Do tego modelka o wyjątkowej urodzie i bardzo zdolna Pani fotograf, to się musiało udać! :) Zdjęcia urzekły mnie swoim klimatem, szczególnie analogowe. Na bloga wybrałam te, na których dobrze widać makijaże. W sumie wykonałam ich trzy - od bardzo delikatnego, z zaznaczonymi ustami, po mocniejsze, bardziej wyraziste oko. 








make up: ja 

Jak Wam się podoba? Dużo więcej wyjątkowo pięknych zdjęć możecie zobaczyć na profilu Ani: KLIK.

To już tyle z 'zimowych' sesji, czas na wiosenne przyjemności. Już niedługo kolejne ślubne propozycje i duuużo nowości kosmetycznych.

Ala


czwartek, 20 marca 2014

Złoty kwiat i akacja czyli pielęgnacja z L'Occitane


Pierwszy dzień kalendarzowej wiosny skłonił mnie do napisania kilku słów na temat kosmetyków pielęgnacyjnych o niesamowitym zapachu, których używałam przez ostatnie tygodnie. 

Zimą wiele z nas sięga po ciężkie, otulające wonie - sezonowe kolekcje kosmetyków opierają się często na bazie czekolady, kawy, wanilii, piernika, orzecha. Nie przepadam za takimi 'lepkimi' zapachami i choć lubię domowe peelingi kawowe czy czekoladowe, na co dzień zwykle sięgam po coś lekkiego i pobudzającego. W tym czasie wyjątkowo lubię dodać sobie energii, szczególnie podczas szybkiego, porannego prysznica. Z dużą przyjemnością przyjęłam propozycję przetestowania produktów L'Occitane w ramach Akademii Zmysłów. Kosmetyki trafiły do mnie już dawno temu ale nie spieszyłam się z ich recenzją, chciałam je dokładnie przetestować do samego końca, nie sugerując się wcześniejszymi opiniami innych uczestniczek akcji. 


ŻEL POD PRYSZNIC

Żel zamknięty jest w przezroczystej butelce o pojemności 175 ml z solidnym zamknięciem. Ma idealną konsystencję - nie jest ani zbyt gęsty ani zbyt lejący. Posiada zatopione w nim złote drobinki, które rozpuszczają się w wodzie, nie pozostawiając po sobie śladu na skórze. Trudno mi recenzować tego typu produkty bo nie jestem szczególnie wymagająca - dla mnie to mydło, które jeśli spełnia trzy podstawowe cechy, jestem zadowolona :) Mianowicie ma dobrze myć pieniąc się, ładnie pachnieć i nie wysuszać skóry. Produkt L'Occitane spełnia wszystkie - tworzy przyjemną myjącą piankę, jest skuteczny i pozostawia skórę czystą i komfortową, nawet bez użycia balsamu. Nie podrażnia, nie powoduje niepożądanych reakcji, jest delikatny. Jego najmocniejszą cechą jest natomiast zapach - przyjemny, intensywny, pobudzający, długo pozostaje wyczuwalny zarówno w łazience jak i na skórze. Niestety ma też wadę, w postaci pięknego ale niepraktycznego opakowania. Butelka wykonana jest z twardego plastiku i posiada dozownik w postaci zatyczki unoszonej do góry z niewielkim otworem dozującym. Wydobycie porcji żelu mokrą dłonią jest niemożliwe - trzeba go ściskać oburącz, szczególnie pod koniec. Kiedy już się wkurzymy i wyciśniemy pożądaną ilość, możemy cieszyć zmysły wspaniałym zapachem :) Trzeba przyznać, że to bardzo, bardzo wydajny kosmetyk. Sądząc po niewielkiej butelce spodziewałam się, że wystarczy mi na krótko ale okazało się to bardzo mylące. Biorąc to pod uwagę, cena 50 zł / 175 ml nie jest już taka okrutna (choć i tak, moim zdaniem, jak za żel pod prysznic bardzo wysoka). 

Podsumowując: 
ZALETY: przepiękny, otulający, luksusowy zapach, spójne graficznie opakowanie cieszące oko, zaskakująco wysoka wydajność i funkcjonalność: żel dobrze myje nie wysuszając skóry;
WADY: opakowanie z twardego plastiku utrudnia wydobycie produktu, szczególnie pod koniec.

Zdjęcie zrobione jakiś czas temu; puste opakowanie znajdziecie w najbliższym poście 'denkowym' :) 


BALSAM DO CIAŁA

Balsam jest w identycznej, plastikowej butelce, spójnej graficznie z żelem więc równie ładnej i równie wkurzającej przy aplikacji ;) Wchodzi w skład kolekcji i idealnie uzupełnia się z żelem pod prysznic. Pierwsze, co poza zastosowaniem zauważyłam, to zapach. Moim zdaniem jest zupełnie inny niż zapach poprzedniego produktu, mimo tej samej linii. W butelce przepięknie pachnie akacją. Wąchając go widzę wyraźnie białe kwiaty i maj - chyba żadna inna woń nie kojarzy mi się z tym miesiącem tak jak ta odkryta w L'Occitane. Zakochałam się w tym zapachu a amen, koniecznie muszę powąchać wodę toaletową! W zetknięciu balsamu z moją skórą, zapach zupełnie się zmienia - w momencie aplikacji jest znacznie mniej przyjemny. Z czasem na szczęście wietrzeje i zyskuje na delikatności choć to wciąż nie to samo co w opakowaniu. Sam balsam ma aksamitną, kremową, lekką konsystencję, bardzo łatwo się rozsmarowuje i szybko wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy. Z powodzeniem można go nałożyć rano i chwilę później się ubrać, nie brudzi ciuchów ani nie 'przylepia się'  do nich. Pozostawia skórę gładką, miękką, pachnącą i odpowiednio nawilżoną. Podobnie jak żel, jest bardzo wydajny. Na plus można też zaliczyć skład: zaraz po wodzie, która jest bazą, mamy wartościowe masło shea. Poniżej możecie zobaczyć dokładne składy.


Podsumowując:  
ZALETY: jeszcze piękniejszy od poprzedniego zapach - cudowny, kwiatowy, majowy! Nawilżenie skóry, wygładzenie, świetne wchłanianie. 
WADY:  w pierwszej chwili balsam na skórze zmienia zapach na niezbyt przyjemny, szybko jednak wietrzeje; bardzo twarda butelka z maleńkim dozownikiem utrudnia aplikację kosmetyku. Cena: 79 zł / 175 ml. 


CIEKAWOSTKI. CZY WIESZ, ŻE... 
  • Zapach użyty w linii Złoty kwiat i akacja został stworzony przez Karine Dubreil i jest darem ziemi Grasse - najpiękniej pachnącego miasta świata, na pewno znanego fanom "Pachnidła". 
  • Grasse to miasto jest zbudowane na wysokiej skale w regionie Prowansja - Alpy - Lazurowe Wybrzeże i nazwane jest światową stolicą perfum. Słynie z licznych fabryk i perfumerii, które powstawały tu już w XVI wieku, kiedy to rękawicznicy okryli zapachy tego regionu i zaczęli perfumować rękawiczki ze skóry. Na miastem unoszą się zapachy mimozy, jaśminu, róży czy lawendy a aromaty zmieniają się wraz z porami roku. 
  • Karine Dubreil pochodzi z Prowansji i ukończyła szkołę perfumiarzy Roure w Grasse. Została poproszona przez twórcę marki L'Occitane o skomponowanie zapachu, który później został nazwany właśnie Złotym kwiatem i akacją i którym możemy cieszyć się dziś w zaciszu swoich domów. 
  • Złotym kwiatem nazywa się kwiat mimozy, typowej rośliny z południa Francji. Posiada małe, puszyste żółte kwiaty dające efekt miękkości. Zapach mimozy jest bardzo naturalny i delikatny ale jednocześnie uzależniający i wciągający.  
  • Akacja jest kwiatem ciepłym, delikatnym, dającym pozytywne, pocieszające wibracje. Wiele kwiatów akacji ma piękny zapach ale tylko dwa z nich używane są w przemyśle perfumeryjnym. 

Ogólnie rzecz biorąc, kosmetyki L'Occitane kojarzą mi się z nieco ekskluzywną półką Ceny są zbyt wysokie jak na przeciętne zarobki i produkty do codziennego stosowania ale kiedy już po nie sięgniemy, czujemy się zadbane i przyjemnie rozpieszczone. Jeśli chcemy się poczuć wyjątkowo, szukamy kosmetyków na specjalną okazję lub prezent, będą dobrym wyborem. Doceniam estetykę opakowań, naturalne składniki, działanie i wyjątkowe, obłędne zapachy. W tym przypadku jednak wrażenie nieco zepsuły niefortunnie wybrane butelki a właściwie aplikatory - myślę, że pompki byłyby dodatkiem, które pozwoliłyby się cieszyć kosmetykiem bez zastrzeżeń. 

Złoty kwiat i akacja to tylko fragment kolekcji z Grasse. Więcej możecie zobaczyć na stronie: KLIK.

Opisane produkty zostały mi przekazane przez firmę L'Occitane w ramach akcji Akademia Zmysłów, nie wpływa to jednak na treść recenzji.

___________________________________

Jakiś czas temu na blogu pojawił się wiśniowy mini konkurs z marką L'Occitane. Wybrałam zwycięski kolaż Marysi - Marysiu, bardzo proszę o kontakt i dane do wysłania nagrody :)

Pięknej wiosny!
Ala



poniedziałek, 17 marca 2014

SMOKY EYE

To już ostatni dzwonek, żeby pokazać na blogu ten makijaż. Już za chwilę, już za moment będzie ciepło, wiosennie, lekko i kolorowo. Tu zaś mamy jeszcze klimat zimowy i piękne czarno - białe zdjęcia. Tak na koniec sezonu :)


Zdjęcia: Patrycja Stefanowska http://www.patrycjasteff.blogspot.com/
Modelka: Ola 
Makijaż: ja 

Było bardzo zimno, był deszcz ale morze szumiało, i piękna modelka, i zdolna ekipa i malowanie. Mogło się nie udać? :) 

Uściski :)
Ala





środa, 12 marca 2014

WIOSENNY MAKIJAŻ Z KRESKĄ

Czujecie wiosnę? :) Ja już zdecydowanie otrząsnęłam się z zimowego marazmu, co owocuje nowymi, świeżymi makijażami. Dziś więc coś zielonego, bo ten kolor właśnie najbardziej kojarzy mi się z wiosną.


Na twarz nałożyłam podkład Bourjois Healthy Mix i róż MAC Well dressed. Powieki pomalowałam lekko satynowym cieniem w kolorze nude, załamanie zaznaczyłam różem, kreskę zrobiłam dwoma cieniami Inglot na mokro. Wytuszowałam rzęsy czarną maskarą, brwi podkreśliłam cieniem w kremie Maybelline a usta szminką MAC Fanfare. Miało być bardzo szybko, lekko, świeżo i wiosennie :)

Modelką jest oczywiście moja siostra, Alena.

Jak Wam się podoba taka kreska? Nosiłybyście? :) 
Ala



poniedziałek, 3 marca 2014

ŚLUBNY MAKIJAŻ PATRYCJI KROK PO KROKU

Dziś wracam ze ślubnym makijażem, jaki wykonałam Patrycji na potrzeby sesji zdjęciowej, którą niedawno pokazywałam na blogu. Ponieważ rzadko opisuję krok po kroku wykonany makijaż, a w tym przypadku mam kilka zdjęć 'backstage'owych', postanowiłam pokazać go nieco bliżej i napisać kilka słów na temat mojej wizji wersji ślubnej.


Jak widzicie to bardzo prosty makijaż więc dużego zaskoczenia nie będzie :) Muszę jednak przyznać, że bardzo lubię malować w taki sposób. Owszem, fajnie czasem zaszaleć ale najbardziej lubię makijaże klasyczne, podkreślające urodę, w których nie czujemy się przemalowane.

Zaczęłam od pomalowania oka. Nałożyłam bazę na powieki, utrwaliłam ją matowym cieniem w cielistym kolorze. Całą ruchomą powiekę pokryłam jasnym cieniem, który pięknie odbija światło a przestrzeń pod łukiem brwiowym rozjaśniłam mieszając maty - znów cielisty i biały.


Zewnętrzny kącik oka zaznaczyłam brązem, w międzyczasie pojawiło się tam też trochę fioletu :) Granice nad załamaniem rozcierałam różem, którego później użyłam na policzki, a wewnątrz, przy nosie, naniosłam odrobinę rozświetlacza. Dolną powiekę podkreśliłam brązem, linię rzęs zaznaczyłam czarnym linerem, który podkreślił dodatkowo kształt oka.


Pełne skupienie :)
Na całą twarz nałożyłam wygładzającą bazę, lekki podkład i matujący puder transparentny. Kontury zaznaczyłam bronzerem, policzki podkreśliłam różem a na ich szczyty zaaplikowałam niewielką ilość prasowanego rozświetlacza. 
 
Na koniec pozostało podkreślenie brwi, wytuszowanie rzęs i pomalowanie ust. Użyłam do tego pomadki a na środek warg nałożyłam odrobinę błyszczyka wymieszanego z rozświetlaczem. Jasną kredką zaznaczyłam łuk kupidyna, by jeszcze bardziej uwydatnić usta. Pomalowałam i przypudrowałam dekolt, zaznaczając delikatnie obojczyki bronzerem i pudrem odbijającym światło. I voila, gotowe :)






Zdjęcia wykonała Agnieszka, która na swojej stronie zamieściła też kilka zdań ode mnie na temat tego i makijażu ślubnego w ogóle. Znajdziecie też kilka dodatkowych porad, serdecznie zapraszam: http://subobiektywna.pl/makijaz-slubny-trwaly-i-naturalny/

Mam nadzieję, że będę miała możliwość zamieszczania tutaj tak pięknych zdjęć częściej :)

Jaki makijaż wybrały(by)ście na swój ślub? Jeśli macie zdjęcia, podeślijcie, jestem bardzo ciekawa.
Uściski,
Ala





sobota, 1 marca 2014

POLECANE I PRZEREKLAMOWANE

Wraz z nadejściem marca zabrałam się za wiosenne porządki, także w kosmetykach. Dziś pokażę produkty, które całkowicie zużyłam w ostatnich dniach i podpowiem, co moim zdaniem warto przetestować, a co okazało się totalnie przereklamowane. Zapraszam :)



POLECANE:

BIODERMA Photoderm Max SPF 50+
Filtry Biodermy zdecydowanie należą do moich ulubionych. Ten, do skóry normalnej i suchej, służył mi wyjątkowo dobrze, zarówno w upalnych warunkach a także w codziennej pielęgnacji. Szybko się wchłaniał, nadawał się pod makijaż, nie zapychał skóry ani nie zostawiał tłustej, białej warstwy. Jest fototrwały i wodoodporny. Myślę, że jeszcze do niego wrócę, mimo wysokiej ceny (75,99 zł / 40 ml w Superpharm).

EQUILIBRA Szampon aloesowy
Szampon, do którego ciągle wracam, jest idealny do codziennej pielęgnacji. Nie wysusza, nie plącze włosów, jest delikatny ale przy tym skuteczny. Radzi sobie ze zmywaniem olejków już za pierwszym razem. Jeden z najlepszych szamponów dla moich cienkich, delikatnych włosów.

SCHWARZKOPF Szampon do włosów farbowanych
Znalazłam go w pudełku Glossybox i muszę przyznać, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Był delikatny dla włosów, nie plątał ich, wręcz przeciwnie, miałam wrażenie, że ułatwiał rozczesywanie. Włosy były po nim miękkie, sypkie i puszyste. Minusem może być dla niektórych charakterystyczny, trudny do opisania zapach, ja się szybko do niego przyzwyczaiłam. Do kupienia wyłącznie w salonach fryzjerskich więc pewnie nie sięgnę po niego ponownie. 

GARNIER FRUCTIS Odżywka Oleo Repair
Kupiłam ją zachęcona wieloma pozytywnymi opiniami i trzema olejkami w składzie: z oliwek, awokado i karite. Może nie odbudowuje ani nie odżywia dogłębnie suchych włosów, jak deklaruje producent, ale z pewnością je wygładza, ułatwia rozczesywanie i poprawia ich kondycję. Przyznam, że obok odżywki Garniera z awokado i karite oraz Nivea Long Repair, to moja ulubiona z drogeryjnej półki. Plus za świeży, owocowy zapach :)

ALTERRA Olejek z migdałami i papają
Uwielbiam wszelkie olejki za ich wszechstronność. Alterrę kupiłam ze względu na wygodny dozownik ale działanie też mile mnie zaskoczyło. Oliwka sprawdziła się zarówno w pielęgnacji twarzy, włosów i ciała choć nie przebiła mojej ulubionej z Hipp. Ogromnym plusem jest dla mnie znaczek vegan, na minus zaliczam jej zapach (wolę delikatniejsze nuty) i wydajność. Możliwe, że sięgnę po inne wersje. Którą szczególnie polecacie? 

HIPP Oliwka do ciała 
Ulubiona oliwka! Idealna, niedroga (ok.10 zł / 200 ml), łatwo dostępna o prostym składzie (olejek słonecznikowy, migdałowy, tocopherol i zapach). Stosuję ją na mokrą skórę po kąpieli i nie potrzebuję już dodatkowego nawilżania w postaci balsamów. Najlepsza :) 

BIODERMA Płyn micelarny Sensibio H2O
Nie znalazłam jeszcze nic lepszego od tego płynu, od dawna jest moim numerem 1 w demakijażu. Delikatna dla skóry, super skuteczna, wydajna ale i niestety droższa od drogeryjnych zamienników. Moim zdaniem jednak warto, zawsze do niej wracam.

ISANA Zmywacz do paznokci
Kolejne opakowanie i na pewno nie ostatnie. Na dzień dzisiejszy to mój ulubiony zmywacz. Tani, łatwo dostępny w każdym Rossmanie, skuteczny i bardzo wydajny. Nie wysusza skórek wokół paznokci, nie zostawia białych śladów a jednocześnie świetnie radzi sobie z usunięciem lakieru. Zawsze sięgam po zieloną wersję, jest lepsza niż różowa. 

ESSIE Top Good to go 
Bardzo przydatny dla zabieganych i niecierpliwych. Rzeczywiście bardzo przyspiesza wysychanie lakieru, pięknie go nabłyszcza i przedłuża trwałość manicure. Niestety z czasem gęstnieje i 'ściąga' lakier. Mi udało się zużyć 3/4 butelki, pozostałą część niestety muszę wyrzucić. Mimo wszystko polecam i kupię kolejną butelkę, bo dzięki niemu zapomniałam jak wygląda odbita pościel na paznokciach ;)

INGLOT Puder brązujący 
W wersji prasowanej (przynajmniej zanim spadł mi na podłogę...), nr 75. Bardzo fajny bronzer, bez pomarańczowych tonów i świecących drobinek. Całkowicie matowy, umożliwia stopniowanie efektu bez trudnych do roztarcia plam. Ekstremalnie wydajny, zużycie go zajęło mi wieki :) Na plus zaliczam bardzo solidne opakowanie.

LOVELY Pump Up Mascara  
Idealny przykład na to, że tanie nie znaczy gorsze. Ta maskara jest lepsza od niejednego tuszu selektywnych marek, których używałam! Może nie zostanie moim ulubieńcem ale zdecydowanie jest warta przetestowania, szczególnie kiedy fundusze nie pozwalają nam zaszaleć. Ma świetną silikonową szczoteczkę, która rozczesuje i rozdziela rzęsy, głęboki czarny kolor, idealną konsystencję i zaskakującą trwałość. Nie osypuje się, nie kruszy, nie rozmazuje, umożliwia stopniowanie efektu warstwami bez sklejania rzęs. Opakowanie może nie jest szczególnie eleganckie ale za cenę 10 zł można przymknąć na to oko. Moim zdaniem to jedna z lepszych maskar z 'niższej półki'. 

WIBO Growing Lashes Mascara
Kolejny tani, łatwo dostępny tusz ale nie tak dobry jak poprzedni. Ma bardziej suchą konsystencję i zupełnie inną, choć też silikonową szczoteczkę - ta jest krótka, prosta, dzięki czemu umożliwia dotarcie do najkrótszych włosków. Świetnie też tuszuje się nią dolne rzęsy. Nie podkręca ich już jednak jak Lovely ale i tak uważam, że jest warta przetestowania.


 PRZEREKLAMOWANE 

NONI CARE Nawilżający żel zmywający
Ta niemiecka marka jest dla mnie całkowitą nowością. Bardzo zachęcił mnie naturalny skład (sok z owocu noni, oliwa z oliwek, aloes, olej z awokado) i przyjemne dla oka, praktyczne opakowanie. Żel dobrze oczyszczał skórę ale mam jednak wrażenie, że był zbyt delikatny. Myślę, że osoby z wrażliwą cerą powinny być z niego bardziej zadowolone. Zapach nie każdemu może przypaść do gustu ale do wszystkiego można się przyzwyczaić :) Ja do niego nie wrócę, wolę porządne mydła :)

BATH&BODY WORKS Żel antybakteryjny 
Żel antybakteryjny mam przy sobie zawsze. Tę miniaturkę dostałam, ale nie wydałabym na nią 7,99 (za jedynie 29 ml), mimo wysokiej wydajności. Sam żel jest bardzo fajny - oczyszcza i dezynfekuje, ładnie pachnie, nie wysusza skóry ale za tę cenę można znaleźć coś o większej pojemności i identycznym działaniu. Moim aktualnym ulubieńcem jest w tej kwestii L'Occitane i nie wiem co jest w stanie go przebić :)

LOVE ME GREEN Organiczny peeling do twarzy 
Lubię naturalne kosmetyki ale ta marka wciąż mnie nie przekonuje. Peeling ma niezbyt przyjemny zapach, bardzo rzadką, lejącą konsystencję i zero właściwości peelingujących. Drobinek jest zbyt mało więc dla mnie to bardziej żel do codziennego mycia twarzy i tak też go stosowałam. Niestety przez płynną  formułę jest mało wydajny. Ekologiczne pomarańcze i puder z ziaren arganu może i brzmią fajnie ale nie wrócę do niego ponownie. 

EOS Balsam do ust 
To super staroć, który znalazłam przy porządkach :) Kupiłam go w 2011 roku, kiedy był  prawdziwy szał. Kosztował mnie blisko $3, czyli wówczas niecałe 10 zł. Nie rozumiem jego ówczesnego fenomenu - jest mocno zbity, dość suchy i trudny do rozprowadzenia. Nie nawilża, ma mocno chemiczny zapach. Fajny, miły dla oka gadżet, to wszystko.

MARY KAY Facial Highlighting Pen
Po wielu pozytywnych opiniach spodziewałam się po nim lepszych efektów. Niestety jestem rozczarowana bo to nic innego jak po prostu jasny korektor pod oczy. Fakt, dobrze się go aplikuje, nie gromadzi się w załamaniach skóry, ładnie współpracuje z innymi kosmetykami ale oczekiwałam większego efektu rozświetlenia. Nie widzę różnicy między nim a innymi produktami tego typu, choć cena wskazywała mi co innego (zapłaciłam około 70 zł.). Dodatkowym minusem jest dość niska wydajność - skończył mi się zaskakująco szybko, w najmniej odpowiednim momencie, kiedy malowałam jedną z modelek. 
To wszystko na dziś. Mam nadzieję, że moje krótkie recenzje okażą się dla niektórych z Was pomocne. Dajcie znać czy znacie te kosmetyki i co o nich myślicie. 

Ściskam :)
Ala




UA-49610063-1