wtorek, 10 czerwca 2014

Clinique Lash Feathering Mascara

Dawno nie pisałam na blogu o tuszach do rzęs, a przecież używam ich każdego dnia. Mam swoich ulubieńców, chociaż ciągle testuję nowości. Dziś o jednej z nich, którą od kwietnia tego roku proponuje w swojej ofercie marka Clinique czyli Lash Feathering Mascara

 

Tusz otrzymałam dzięki uprzejmości marki Clinique pod koniec marca i używałam go niemalże do końca maja więc mogę śmiało napisać, że opakowanie 5,5 ml wystarczyło mi na dwa miesiące, co jest bardzo dobrym wynikiem.

Ciekawostki od producenta: 

Lash Power Feathering Mascara to najnowsza pozycja w cieszącej się wielkim uznaniem kolekcji Lash Power Mascara, oparta o nowoczesną technologię termiczną opracowaną z myślą o wilgotnym klimacie Azji i gwarantującą odporność na łzy, deszcz, pot, wodę i wilgoć. Innymi słowy, ta niezwykle długotrwała, utrzymująca się na rzęsach przez cały dzień formuła nie kruszy się, nie rozmazuje i nie ścieka. Do jej zmycia wystarczy ciepła woda (39°C).

Nowatorska, zapobiegająca sklejaniu rzęs formuła Lash Power Feathering Mascara powstała w oparciu o supernowoczesną technologię rozciągania polimerowego inspirowaną wyjątkowymi właściwościami miodu. Naukowcy z laboratoriów Clinique wykorzystali miodopodobną konsystencję polisacharydu o nazwie Pullulan do nadawania rzęsom sprężystości podczas nakładania mascary.  Miękka formuła przypominająca teksturą toffi - jest plastyczna i umożliwia dostosowaną do indywidualnych potrzeb każdej kobiety aplikację, której efektem są doskonale rozdzielone, zaakcentowane i usztywnione rzęsy.



Pierwszą rzeczą, jaką polubiłam w tym tuszu nie była miodowa konsystencja ani tekstura toffi, a opakowanie :) Chciałabym, żeby wszystkie maskary zamknięte były w podobnych - lekkich, krótkich oraz bardzo poręcznych. Doceniłam to szczególnie podczas licznych ostatnio wyjazdów i pakowania kosmetyczki ograniczając bagaż do minimum. Naprawdę bardzo, bardzo mi się to podoba i myślę, że będzie też świetnym rozwiązaniem do kufra, w którym targam niby drobiazgi, ale zebrane wszystkie w jedną torbę stanowią już wyzwanie dla kręgosłupa. 

Szczoteczka tuszu również przypadła mi do gustu mimo, że do tej pory wybierałam raczej silikonowe. Skąd więc ta sympatia? Ona w ogóle nie brudzi powieki! Dość często noszę no make up make up i przy 'nagiej' powiece dość często powstawały ślady tuszu kiedy chciałam pomalować rzęsy od nasady (tu jak na złość mam je jaśniejsze :)). W tym przypadku byłam zaskoczona estetyką stosowania - zero odbicia na skórze, czarnych kropek, zabrudzeń. Lubię też tę szczotkę za długość - uwierzcie, dla krótkowidza z dużą wadą wzroku, przy malowaniu oka bez soczewek, długość trzonków pędzli i innych akcesoriów do makijażu ma duże znaczenie ;) Ponadto odpowiednio długie i miękkie włoski nabierają odpowiednią ilość tuszu, rozdzielają rzęsy i unoszą je bez sklejenia i efektu 'owadzich nóżek'.

Jeśli chodzi o konsystencję, jest ona typowa dla maskar - początkowo nieco rzadsza, z czasem gęstnieje. Ja akurat wolę tusz, który delikatnie przyschnie, wydaje mi się wówczas bardziej plastyczny. Mimo, że od początku używało mi się go dobrze, po jakimś czasie znalazłam idealny dla siebie 'moment' na wykorzystanie jego maksymalnych możliwości.


Aplikator został stworzony z myślą o efekcie 'pierzastych rzęs'. U siebie takiego nie zauważyłam, bynajmniej nie jest to powód do niezadowolenia. Tusz daje bowiem bardzo naturalny look, idealny do dziennego, subtelnego makijażu, co bardzo lubię. Myślę, że miłośniczki konkretnego efektu, wyrazistych, niemal teatralnych rzęs mogą być zawiedzione jego delikatną formułą. W moim przypadku jedna, dwie warstwy wystarczyły aby włoski były pogrubione, wydłużone, uniesione a spojrzenie stawało się bardziej wyraziste. 

Komfort noszenia także oceniam pozytywnie. Tusz nie kruszy się ani nie rozmazuje w ciągu dnia. Jest trwały a jednocześnie łatwy do usunięcia bez pocierania powieki. Do demakijażu używałam płynu micelarnego Garnier, który usuwał go bez efektu 'pandy'. Myślę, że sprawdzi się też jeśli macie oczy wrażliwe. Ja noszę soczewki i bardzo dużo pracuję przy komputerze więc moje oczy bywają często zmęczone i podrażnione. Ten tusz jest na tyle delikatny, że mogłam go używać bez obaw o ich stan.

 
Powyżej 'nagie' oko, jedna warstwa i dwie wyczesane grzebykiem Inglot. Dolnych rzęs nie maluję bo wyglądam jak jelonek - na zdjęciach tego nie widać, bo końcówki włosków są jasne ale uwierzcie, są dłuższe niż bym chciała ;) 


Tusz występuje w dwóch kolorach: Black Onyx oraz Dark Chocolate. Zapłacimy za niego blisko 114 zł / 5,5 ml (na przykład tutaj: KLIK). 

Używałam wcześniej innych tuszy marki Clinique (High Impact i High Impact Curling Mascara) i przyznam, że na ich tle dzisiejszy wypada najlepiej. Sięgałam po niego bardzo chętnie, głównie za sprawą super poręcznego, ultra lekkiego i niewielkiego opakowania i naturalnego efektu, który bardzo lubię w codziennym makijażu. Jeśli malujecie się delikatnie i cenicie wygodę używania, przypadnie Wam do gustu. 

Jakiej maskary używacie aktualnie? Dajcie znać czy jesteście zadowolone, chętnie przetestuję coś nowego! 
Trzymajcie się w te upały dzielnie :) 
Ala



21 komentarzy:

  1. O ile za produkty typu podkład, puder, korektor, cienie, pędzle itp. jestem w stanie wydać duużo. tak w życiu nie pokusiłabym sie na tusz do rzęs za tyle kasy, jeśli mam tańsze i lepsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klaudia, to fakt, cena jest wysoka jak na tusz o tej pojemności. Nie wiem czy kupiłabym go w ciemno, raczej nie :)

      Usuń
  2. Bardzo ładne zdjęcia :) Ja z Clinique nic jeszcze nie miałam a jako tusz polecam WONDER z Oriflame :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basia, dziękuję, miło mi to czytać :) Oriflame jakoś do mnie zupełnie nie przemawia...

      Usuń
  3. Tuszu z tej marki nie miałam - jestem ciekawa, bo pielęgnacja jest super:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, a co z pielęgnacji mogłabyś polecić? Ja robiłam kilka podejść ale nic mnie szczególnie nie porwało...

      Usuń
  4. Mam go i ja, ale wolę High impact :) "Pierzasty" daje mi efekt bardzo naturalny, i faktycznie pierzy rzęsy , co niekoniecznie mi sie na moim oku podoba. Wole rzesy pogrubione, nawet na co dzien:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a ja się z High Impactem z kolei niezbyt polubiłam... :)

      Usuń
  5. Do tej pory moim ulubieńcem był High Impact, ale zainteresowałaś mnie właśnie tym. Muszę się za nim rozejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anita, tyle dobrego czytam o HI, że chyba do niego wrócę :) Na mój gust ten jest zdecydowanie lepszy.

      Usuń
  6. ja używam teraz max factor taki w czarnym opakowaniu podwojnym- nie.pamietam nazwy. Powiem tak, miłość przyszła z czasem:D na poczatku nawet sie nie lubilismy ale teraz jest super:) fajna szczotka, formula tuszy nieosypujaco-nierozmazujaca- jeden minus za krotki patyk miedzy szczotka a zakretka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo lubię tę markę. Też wolę jak tusz sobie trochę poleżakuje :)

      Usuń
  7. Jak widać daje fajny wydłużający efekt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda :) Moje rzęsy bez tuszu to jest totalna padaka :)

      Usuń
  8. Dzieki za pomysł :) ja obecnie mam jakiś z Eveline, ale planuje zmienic ;) buziaki, zapraszam na nowy wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla mnie efekt jest za delikatny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaki tusz u Ciebie się sprawdza do mocniejszego efektu?

      Usuń
  10. subtelny dziewczęcy efekt - podoba mi sie :))
    u mnie już ostatnie dni urodzinowego Konkursu, byłoby mi miło gdybyś zajrzała :)) mybeautyjoy.blogspot.co.uk/2014/05/urodzinki-konkurs-rozdanie.html Serdecznie zapraszam :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Czy są już wyniki konkursu z Uriage?

    OdpowiedzUsuń
  12. Dear, randomly found your blog and I’d like to say that you have amazing design, beautiful photos and interesting posts! I’m also impressed by your style! Everything is magnificent!

    would you like to follow each other?
    will be happy to see you in my blog)

    www.dianacloudlet.com

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze :)

Niestety z powodu olbrzymiej ilości spamu, muszę wyłączyć możliwość anonimowego komentowania. Jeśli chcecie zostawić mi wiadomość, jestem dla Was dostępna na profilu Facebook.

UA-49610063-1