wtorek, 28 stycznia 2014

KOSMETYKI Z AMERYKI :)

Jedną  z moich ulubionych podróżnych pamiątek (poza masą zdjęć, jedzeniem i magnesami) są kosmetyki. Uwielbiam przywozić ze sobą to, co u nas niedostępne lub ceny takimi je czynią ;) I tym razem nie wróciłam z pustymi rękami. Postanowiłam pokazać swoje zdobycze i napisać kilka słów, dlaczego te, a nie inne i co warto kupić w Stanach. Jednym słowem: kosmetyki z Ameryki :) 


Na maskarę Covergirl miałam już ochotę od jakiegoś czasu, a przekonała mnie do niej Nissiax83 Swoją kupiłam za około $6 w supermarkecie. Jestem bardzo ciekawa czy rzeczywiście jest tak dobra jak False Lash Effect Maxa Factora - jeśli tak, będę się bardzo cieszyła z oszczędności (MF kosztuje w polskich drogeriach około 50 zł). To, co bardzo mi się podoba w Stanach to to, że tusze są zamknięte w blistrze a szczoteczka dołączona jest osobno. Dzięki temu mam stuprocentową pewność, że maskara nigdy nie była otwierana ani macana, a więc jest świeża. Testy dopiero za jakiś czas bo mam kilka otwartych tuszy ale recenzja na pewno pojawi się na blogu.


Swoje gorzkie żale na temat wysuszacza Essie pisałam w poprzedniej notce. Dziś żałuję, że pokusiłam się na testowanie nowości, powinnam zdecydować się na sprawdzony Good to go. Na razie nie polubiłam tej wersji, nie przyspiesza wysychania lakieru ani nie poprawia jego trwałości. Z recenzją jeszcze zaczekam ale na chwilę obecną uważam, że nie był wart wydanych $10. 


Rzęsy Ardell widziałam już na wielu blogach, a ponieważ moje z Inglota przestały już trzymać kształt, z chęcią skorzystałam z promocji i kupiłam połówki. Każda z nich kosztowała mnie nieco ponad $2 więc cena była bardzo zachęcająca. Jestem bardzo ciekawa jak będą wyglądały na oku. Do rzęs dokupiłam też klej Duo w mniejszym opakowaniu niż miałam dotychczas, dużo rozsądniejszym (czy ktoś zużył w ogóle kiedyś cały klej do rzęs w całości zanim zaczął okazywać oznaki starości? :D). Ceny niestety dokładnie nie pamiętam ale myślę, że też było to kilka dolarów.


Baza Urban Decay  była na mojej liście do kupienia jeszcze przed wyjazdem. Poprzednie opakowanie służyło mi bardzo, bardzo długo ale powoli się kończy. To najlepsza baza ever! Jest bardzo skuteczna i bardzo wydajna - używałam jej na sobie niemal codziennie, na klientkach i modelkach do makijaży sesyjnych i okolicznościowych więc to jeden z najbardziej wydajnych produktów w moim kufrze. Z pewnością będę kupowała kolejne opakowania.


Puder HD Make Up For Ever chodzi za mną od dłuższego czasu za sprawą setek pozytywnych opinii. Skład to czysta silica ale podobno jest w nim coś magicznego, co daje niesamowity efekt :) Cena w polskich perfumeriach była dla mnie zdecydowanie za wysoka. Udało mi się kupić miniaturę w tamtejszej Sephorze - w sam raz żeby przetestować i przekonać się, czy rzeczywiście słusznie jest bestsellerem marki. Mój prasowany puder Guerlain pokazuje już coraz to większe denko więc niedługo przerzucę się na wersję sypką i dam znać.


Carmex znają już chyba wszyscy. Niestety nie docierają do nas limitowane serie. Ta, którą widzicie na zdjęciu skusiła mnie głównie kolorami :) A że sam produkt znam i lubię, postanowiłam za całe $3 nacieszyć się pięknym opakowaniem :) Kończę właśnie różową wersję Moisture Plus i zabieram się za tę nowość. Aloes i waniliowy smak zapowiadają się całkiem przyjemnie.


Podkłady Revlon to od trzech lat stały punkt moich amerykańskich zakupów :) Można je tam kupić za $10- $13. Tym razem postawiłam na dwa ciemniejsze kolory, choć jak się okazało Nude całkiem nieźle dopasowuje się do mojej bladej skóry. Kolory można ze sobą dowolnie mieszać więc jest to dobra opcja do kuferka. Same podkłady są jednymi z moich ulubieńców. Uwielbiam je za konsystencję, krycie, zapach, trwałość, wszystko :)


Nie mogłabym wyjechać choćby bez jednego kosmetyku MAC. Poprzednie zakupy okazały się bardzo udane - ani jeden produkt mnie nie zawiódł, wręcz przeciwnie - róż, korektor, szminka i pędzel trafiły na listę moich ulubieńców 2013 (o których już - dopiero? - niebawem).  Tym razem postanowiłam dokupić jeszcze jeden korektor a do niego wpadły mi podkład i bronzer. Nie mogłam się powstrzymać, od razu zaczęłam je testować i wygląda na to, że nadal zostanę wielką fanką tej marki. 


I to tyle, tym razem nie było tego dużo. Bardzo żałuję, że w USA kosmetyki nie są sprzedawane w takiej pojemności jak jedzenie ;)  

*Pierwsze zdjęcie zrobiłam około trzech tygodni temu w Miami, a dokładnie na South Beach. Absolutnie uwielbiam to miejsce! Polecam wpisać na listę 'do zobaczenia' jeśli jeszcze tego nie zrobiłyście :)

Upatrzyłyście coś ciekawego? Co Wy przywozicie do domu w podróżnej kosmetyczce? :D 

35 komentarzy:

  1. Baza UD jest na mojej liście. Miałam jedynie odlewkę i byłam zachwycona jej jakością. Orientujesz się może czy i gdzie jest dostępna u nas? Podkład CS jest moim niekwestionowanym faworytem, z kolei z korektora Pro Longwear nie do końca byłam zadowolona- fakt, kryje idealnie, ale lubi wchodzić w zmarszczki, a spojrzenie robi się automatycznie jakieś takie stare i zmęczone. Także lubię przywozić z podróży nieznane mi kosmetyki albo takie, które u nas są dużo droższe. Jeszcze parę lat temu znacznie częściej gdzieś latałam i często robiłam zakupy na lotniskach w sklepach bezcłowych- najczęściej to były perfumy i pielęgnacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem szczerze mówiąc czy można ją gdzieś dorwać, nie chcę wprowadzać Cię w błąd. Poprzednie zakupy robiłam przez internet, z jakiejś zagranicznej strony, w Polsce nigdy jej nie kupowałam. Mi korektor MAC bardzo pasuje, zużyłam już jedno opakowanie. Mieszam go nawet czasem z kremem kiedy nie mam pod ręką podkładu ale wiadomo, każdemu pasuje co innego :)

      Usuń
    2. Ja odlewkę zamawiałam na Allegro, ale szczerze powiedziawszy pełnowymiarowe opakowanie wolałabym kupić gdzie indziej. Tam jednak nigdy nie ma się pewności co do oryginalności produktu. Mimo wszyskto dziękuję, że odpisałaś :)

      Co do korektora to prawda, każdy lubi co innego :) Fajnie, że u Ciebie się sprawdza :)

      Usuń
    3. Sprawdziłam starego posta ale nie napisałam wtedy, gdzie kupiłam bazę. Wiem tylko, że płaciłam około 70 zł (z przesyłką czy bez - nie wiem). Może ktoś inny, lepiej poinformowany się tutaj wypowie :)

      Usuń
  2. Piękne to pierwsze zdjęcie!
    Zazdroszczę wypadu do Ameryki, chciałabym kiedyś się tam wybrać, mam kilka "punktów" na oku ;-) może kiedyś, kiedyś?
    Świetne zakupy, choć rzeczywiście puder HD to czysta krzemionka i nie widzę różnicy między tym pudrem a krzemionką sferyczną. Ta magia to pewnie marketing :-))

    Podkład Revlon Colostay w odcieniu 180 to mój ulubieniec życia :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam, to super kraj do podróżowania :) Magia MUFE jest pewnie kwestią marki i opakowania ale chciałam się przekonać osobiście :)

      Usuń
    2. Rozumiem, my kobiety tak mamy :-))

      Usuń
  3. W mojej kosmetyczce zawsze jest podkład Revlon, nawet jeśli zachwycam się innym, to i tak do niego wracam. Taki pewniak ;) Rzęsy Ardell będą w następnym zamówieniu, a Carmex... Oj jak bym chciała pełny asortyment w Polsce!
    Regularnie bywam w Niemczech i moja kosmetyczka na powrocie zawsze jest dwa razy większa niż w pierwszą stronę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie to samo ;) Czasem specjalnie czegoś nie zabieram, żeby kupić na miejscu :D

      Usuń
  4. super kosmetyki, ja jestem w odcieniu buff podkładu Revlon. Tusz ma super szczotkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie nie wiem, byłam Ivory ale teraz chyba mi się zmieniło bo mieszam. Szczota trochę duża ale silikonowa, taka jak lubię :)

      Usuń
  5. Tego Carmexu jeszcze nie widziałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątpię, żeby był dostępny w naszych sklepach, niestety.

      Usuń
  6. Świetne zakupy, zazdroszczę Ci możliwości bycia w USA i robienia takich zakupów tanich :D

    Kasieńka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co zazdrościć tylko założyć fundusz podróżny ;) Prędzej czy później się uzbiera :)

      Usuń
  7. Jaki cudowny Carmex :D Chyba najbardziej Ci go zazdroszczę! Och żeby u nas też były wszystkie dostępne wersje limitowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupowałabym dla samych kolorów opakowania :P

      Usuń
  8. Ja zawsze staram się przywieźć kosmetyki, do których nie mam dostępu w żaden sposób albo też jakieś lokalne wyroby.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zazdroszczę Mac'a chętnie bym coś wypróbowała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety ceny w Polsce są dużo wyższe, nie mówiąc o przesyłce :/

      Usuń
  10. piękne zakupki Ciekawi mnie ten puder HD podobno jest genialny hhmmm ciekawe

    OdpowiedzUsuń
  11. Pierwsze zdjęcie śliczne, zazdroszczę Ci podróży! :)

    Carmex ma przepiękne opakowanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podróż była wspaniała, teraz kiedy już jestem w domu, też sobie zazdroszczę :)

      Usuń
  12. Jestem ciekawa pudru HD:)
    A z wakacji z reguły przywoze perfumy(z Francji szczególnie) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Perfumy też mam z podróży, coś w tym jest ;)))

      Usuń
  13. Genialny sposób na tusze do rzęs. Na pewno nie są otwierane, wyschnięte i wymacane. Ja najczęściej z podróży przywożę regionalne smakołyki :D

    OdpowiedzUsuń
  14. mama przywiozła mi kiedyś ten tusz Covergirl ze Stanów. od tego czasu używałam wielu różnych tuszy, czasem lepszych, czasem gorszych, ale za każdym razem wracam do pomarańczowego Covergirl albo fioletowej wersji Lashblast. jak dla mnie, nie ma lepszego tuszu :))) (a naprawdę przetestowałam całe mnóstwo ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też je bardzo lubiłam ale ostatnie opakowanie w ogóle mi nie podeszło, nie wiem dlaczego. Mam wrażenie, że opakowanie jest takie samo ale zawartość inna... Może coś grzebali w formule.

      Usuń
  15. Ciekawa wersja Carmexu :) Na rzęsy mam ochotę od jakiegoś czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On jest paskudny. Jedyne, co mi się w nim podoba to opakowanie. Nie wart nawet dolca! :/

      Usuń
  16. Rzeczywiście interesujące produkty. Ciekawe dlaczego kosmetyki z Ameryki mimo rosnącej popularności wciąż nie są zbytnio popularne. Ale może się mylę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wręcz odwrotne wrażenie - są coraz łatwiej dostępne i popularniejsze :) Ale może dlatego, że bardzo się tym interesuję i sama ich szukam na polskich stronach :)

      Usuń

Bardzo dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze :)

Niestety z powodu olbrzymiej ilości spamu, muszę wyłączyć możliwość anonimowego komentowania. Jeśli chcecie zostawić mi wiadomość, jestem dla Was dostępna na profilu Facebook.

UA-49610063-1