poniedziałek, 13 stycznia 2014

GLOSSYBOX 2013 - PODSUMOWANIE

Zanim zacznę dzisiejszego posta chcę Was przeprosić za przestój bez słowa wyjaśnienia. Wyjechałam na dłuższy urlop, żeby się przewietrzyć, przemyśleć i przeorganizować. Wróciłam z planami, o których będę pisać, tymczasem styczniowe notki będą pod hasłem podsumowań. Przeróżnych, nie tylko kosmetycznych. Mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu i znajdziecie w nich coś dla siebie :) 

Dzisiejsze podsumowanie dotyczy subskrypcji Glossyboxa. Pisałam o nim niemal co miesiąc, kiedy otrzymywałam pudełko. Nie jestem ambasadorką, nie otrzymuję go za reklamę, po prostu uznałam, że to ciekawa forma testowania kosmetyków więc pokazywałam, co do mnie docierało i pisałam o swoich wrażeniach. Z końcem roku zaczęłam się zastanawiać nad kontynuowaniem subskrypcji i postanowiłam zrobić podsumowanie, które może się okazać pomocne w podjęciu decyzji. Czas więc na krótkie recenzje tego, co ekipa Glossy zafundowała nam w minionym roku..


STYCZEŃ
 
Rok 2013 nie zaczął się szczególnie zachęcająco. W pudełku zachwycił mnie tylko jeden produkt, a mianowicie róż Kryolan, którego chętnie używam do tej pory. Ma świetną konsystencję i pigmentację, rewelacyjnie się rozciera i pięknie ożywia twarz. Reszta niespecjalnie przypadła mi do gustu - kosmetyki Innamorata miały bardzo ciężki, męczący zapach i bardzo przeciętne działanie, krem pod oczy Siquens powędrował w inne ręce a olejek pozostawiłam w nasłonecznionym miejscu, przez co zmętniał, zmienił kolor na przezroczysty i wylądował w koszu. Opaska na oczy niespecjalnie mi się przydaje. Gdyby nie róż, byłabym mocno zawiedziona. 

 
W lutym spodziewałam się wyjątkowej zawartości, jako że było to pudełko urodzinowe. Początkowo byłam zawiedziona, później okazało się jednak, że znalazłam w nim perełkę, nawilżający krem odprężający Tołpa, który zużyłam w całości i bardzo dobrze działał na moją skórę. Reszta mocno przeciętna i nie warta uwagi - lakier w totalnie nietrafionym kolorze (niebieski), odżywka i szampon o kiepskim składzie, cienie, których w ogóle nie używam. Miłym akcentem były foremki do babeczek ale nie tym byłam zainteresowana zamawiając pudełko. Podsumowując, mało udane urodziny. 

  
Marcowe wrażenie zrobiła głównie kosmetyczka, która na początku wydała mi się fatalnej jakości. Otrzymałam porwany egzemplarz, który mi wymieniono na nowy i ten, o dziwo, służy mi do dziś. Nie jest może najpiękniejsza ale za to spełnia swoją funkcję - można w nią spakować miniatury na wyjazd, nawet nieco dłuższy. Zawartość niestety zachwyciła mniej - znów jedna perełka, reszta mocno przeciętna. Do gustu przypadł mi błyszczyk Jelly Pong Pong w kolorze różowym. Używałam go wyjątkowo często całą wiosnę i lato. Reszta, która mi się trafiła to płyn Lierac, serum do włosów, krem Clarena, balsam Pink Chiffon i żel pod prysznic Pink Sugar - żadnego z nich nie zapamiętałam dzięki wyjątkowemu działaniu i żaden nie zachęcił mnie do kupienia pełnowymiarowych opakowań.

KWIECIEŃ
 
Kwietniowe pudełko podtrzymało poziom przeciętności. Znów jednen super wyjątek - peeling Yasumi - reszta bez szału. To są kosmetyki, których używałam bez większej przyjemności ani systematyczności, bo nie było w nich nic zachęcającego ani wyjątkowego. Zaskoczeniem był dezodorant, którego w Glossyboxie się nie spodziewałam a okazał się nie najgorszy. Nic nie zachęciło mnie do ponownego kupna. 

Maj to zwykle dla mnie dobry miesiąc. Pudełko też było majowe, dobre. Znalazłam tu kilka całkiem przyjemnych kosmetyków,  w tym dwa hity - piankę do mycia Organique i perfumy w miniaturce Cavalli.  Z ciekawością przetestowałam też żel LRP, krem z aloesem Santaverde i róż w płynie do policzków i ust. Żaden kosmetyk nie okazał się totalnym bublem, sporo naprawdę ciekawych nowości. 

Czerwiec przyniósł jedno z najlepszych pudełek. W środku znalazłam maszynkę Gillette, olejek rozświetlający Pat'n'Rub idealny na lato, porządną zalotkę, kredkę Jelly Pong Pong i dwa mniej udane produkty - błyszczyk Figs'n'Rouge i suchy szampon Batiste. Nie przepadam za suchymi szamponami i kiedy naprawdę nie muszę to ich nie używam. Błyszczyk na początku bardzo mi się spodobał ale z czasem okazało się, że drobiny migrują po całej buzi, konsystencja jest piaskowa, chropowata a smak mocno nieprzyjemny. Mimo wszystko byłam z tej przesyłki bardzo zadowolona :) 

LIPIEC

Lipcowe pudełko zapunktowało wakacyjną, letnią kolorystyką i gratisem w postaci maseczki żelowej pod oczy, z której korzystam dość często (trzymam ją w lodówce). Równie fajny okazał się mini lakier w pięknym, koralowym kolorze, idealnym na tę porę roku oraz chłodzący i przyjemny żel do stóp. Artego i Avon to nie są marki, które chciałabym odkrywać w pudełku ale tym razem ogólne wrażenie pozostało pozytywne :) Krem pod oczy poszedł w inne ręce, mam nadzieję, że służy komuś równie dobrze, jak mi krem do twarzy z tej samej serii. 

W sierpniu pudełku było sporo niespodzianek. Trafiłam na luckybox, w którym znalazłam tandetny łańcuszek w srebrnym kolorze, którego nie noszę, bo nie lubię sztucznej biżuterii. Zaskoczeniem był też pędzel, który okazał się świetny...do czyszczenia klawiatury :D Do makijażu to się on raczej nie nadaje ;) Reszta początkowo mnie zaciekawiła, później niestety rozczarowała. Lawendowa mgiełka Anatomicals okazała się mocno sztuczna, ciężka i pozostawiała wyczuwalną warstwę na skórze. O żelu John Masters Organics czytałam same pozytywy a to była najgorsza miniaturka, jaką miałam. Super gęsta konsystencja zamknięta w super twardej plastikowej butelce, której nijak nie można było ścisnąć, szczególnie mokrymi rękami. Tusz Avon, mimo kosmicznej, interesującej szczoteczki okazał się typowym przerostem formy nad treścią a kosmetyki Aussie w tym samym czasie można było kupić w Rossmannie za 10 zł. Żaden z produktów nie przypadł mi do gustu.


  
Wrzesień znów przyniósł mocno mieszane uczucia. Pojawiły się rozczarowania - kolejną odżywką Artego, wyschniętym i starym linerem, powtórzonymi żelami JMO i mini próbką perfum, którą rozdają popularne perfumerie bez konieczności zakupów. Pudełko uratowało masło miodowe The Body Shop i peeling Yves Rocher, który jednak wciąż jest średniopółkowy.



To był zdecydowany miesiąc Kasi Tusk :D Z ciekawością czekałam na zawartość i byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, nie często się zdarza, że podoba mi się cała zawartość pudełka. Znałam już wcześniej Biodermę (mój hit w demakijażu) i lakier Golden Rose. Miałam szczęście trafić na piękną czerwień z mieniącymi się drobinkami. Peeling Pat'n'Rub także nie zawiódł, reszta kosmetyków jest jeszcze w fazie testowania ale wielkiego rozczarowania działaniem nie zanotowałam. Jedno z lepszych pudełek, zdecydowanie!

Listopadowe pudełko było zdecydowanie najcięższe z wszystkich dotychczasowych, głównie za sprawą pełnowymiarowego koncentratu wyszczuplającego Tołpy i szamponu, który okazał się niestety starociem wypchniętym z magazynów :/ Nie podzieliłam też entuzjazmu próbkami Vichy, za to spodobał mi się naturalny, jasny cień i bezbarwny błyszczyk do ust. Wszystko jest na razie w fazie testowania więc recenzje pojawią się może za jakiś czas, ale ogólnie spodziewałam się lepszej zawartości biorąc pod uwagę ciężar i wypełnienie pudełka. 

  
Na grudniowe pudełko czekałam wyjątkowo niecierpliwie. Bardzo ucieszył mnie olejek Nuxe - tym razem w wersji z drobinkami oraz lakier w kolorze, który od jakiegoś czasu już za mną chodził :) Testuję też olejek na końcówki włosów. Nie spróbowałam jeszcze maski pod oczy Orientana ani kremu Siquens (nie jestem przekonana do marki), natomiast zużyłam w podróży żel Yves Rocher i podtrzymuję swoje zdanie - nie jest to firma, którą chciałabym testować w Glossyboxie. 

Jak widzicie, zawartość pudełek jest mocno zróżnicowana. Zastanawiając się nad sensem kontynuowania subskrypcji starałam się wypisać jej plusy i minusy i to kilka moich wniosków i obserwacji: 

PLUSY: 
  • Glossybox oferuje miniatury, których nie można kupić. Jest to idealne rozwiązanie, jeśli chcemy przetestować kosmetyk zanim zdecydujemy się na pełnowymiarowe opakowanie. 
  • Małe opakowania idealnie sprawdzają się w  podróży. Wyjeżdżam dość często i z przyjemnością zabieram miniaturki zamiast dużych opakowań lub odlewek. To bardzo wygodne rozwiązanie. 
  • Dość często trafiają się marki trudno dostępne lub nieznane w Polsce. 
  • Uwielbiam oczekiwanie na niespodziankę i niepewność, co znajdzie się w mojej przesyłce. Lubię też podglądać wpisy na blogach na ten temat.
  • Jeśli trafi się produkt uszkodzony, przeterminowany, wyschnięty lub w innym sensie niepełnowartościowy, ekipa Glossybox sympatycznie i szybko ogarnia ponowną wysyłkę bez żadnego problemu - wystarczy jeden mail z informacją. 
  • Nie ma problemu z płatnością i dostarczeniem - kliknęłam subskrypcję  raz, na samym początku i od tamtej pory niczym się nie przejmuję - przesyłka dociera do moich drzwi na drugi dzień po wysyłce z magazynu. Tylko raz mi się zdarzyło opóźnienie z winy kuriera - paczka dotarła dzień później. 
  • Jeśli nie jesteśmy zadowolone z zawartości, można wymienić poszczególne produkty za pośrednictwem tablicy na fanpage'u marki na facebooku. Korzystałam już z tego nie raz i byłam zadowolona. 
  • Punkty za polecenie subskrypcji i wypełnienie ankiety z oceną produktów można zamienić na darmowe pudełko - sprawdziłam i działa bez zarzutu :) 

MINUSY: 
  • Kiepska komunikacja na facebookowym profilu. Ekipa często pozostaje głucha na sugestie i uwagi klientów, odpowiada wklejając stałą formułkę o kontakcie mailowym, słabo reaguje w sytuacjach kryzysowych jak np. przeterminowane, stare produkty.
  • Mimo wypełniania profilu piękności, kosmetyki nie są dostosowane do podanych tam informacji. 
  • Powtarzalność - był czas, że w niemal każdym pudełku był żel pod prysznic, odżywka do włosów, krem pod oczy itp.
  • Czyszczenie magazynów z produktów z kończącą się datą, przeterminowanych, o mało popularnych kolorach.
  • Tanie marki - ideą jest testowanie luksusowych kosmetyków, natomiast w środku Yves Rocher, Pierre Rene, Avon i inne tanie przeciętniaki. Nie oczekuję cudów na patyku ale za każdym razem czuję się zawiedziona, kiedy odkrywam podobne firmy w środku. 
  • Losowość- bywa, że trafiam na przeciętny produkt kiedy w innych pudełkach są perełki znanych marek. Czasem wolałabym, żeby była jedna wersja, jednakowa dla wszystkich. 

W 2012 roku zrobiłam podobne porównanie zawartości - możecie je zobaczyć tutaj: KLIK. Po tegorocznym zestawieniu wniosek jest chyba ten sam - mam nadal mocno mieszane uczucia :) Z jednej strony, po podsumowaniu wydanej kwoty, mogłabym kupić kilka kosmetyków z naprawdę wysokiej półki, z drugiej zaś oczekiwanie i niepewność oraz urocze miniatury są niesamowicie uzależniające :) Niebawem podzielę się z Wami moimi hitami, które odkryłam dzięki subskrypcji i które skusiły mnie na zakup pełnowymiarowych opakowań, bo i takie się zdarzyły przez prawie dwa lata glossy-przygody :)

Jak to jest z Wami? Zrobiłyście sobie podobny rachunek plusów i minusów, porównanie zawartości i ogólny bilans? Jestem ciekawa Waszych wniosków.

Cieszę się, że wróciłam do Was i do pisania :) 
Noworoczne uściski! 
Ala
 


Zdjęcia pochodzą ze strony http://www.glossybox.pl/. Zdjęcia moich pudełek i ich zawartości możecie zobaczyć klikając w poszczególny miesiąc nad zdjęciem (o ile taka notka powstała, wówczas jest podlinkowana :)).


21 komentarzy:

  1. No właśnie, denerwują mnie w nich te marne produkty. Co ja mam później z nimi zrobić? Przerwałam subskrypcję po kolejnym nieudanym pudełku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie raz byłam bliska takiej decyzji, z tego samego powodu :)

      Usuń
  2. trafne podsumowanie, ale wg mnie jet tu więcej minusów niż pozytywnych aspektów dlatego dawno zrezygnowałam i nie zamierzam do tematu powracać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz częściej myślę o podobnej decyzji, szczerze mówiąc. Stara baba jestem a zachowuje się jak dziecko koło choinki :P

      Usuń
  3. Od ponad pół roku nie zamawiam pudełeczek, mam do wykorzystania jedno darmowe i czekam aż któreś powali mnie na kolana żeby je zamówić a tu nic......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że trochę poczekasz ;) Oby punkty się nie przeterminowały ;)

      Usuń
  4. Fajne podsumowanie. Ja subsrybowałam pudełka przez pierwsze 6 miesięcy, potem jednak - z uwagi na mocno mieszane uczucia właśnie - wyłączyłam się z zabawy, woląc kupić sobie za te 49 zł coś, co do mnie będzie pasowało / będzie mi naprawdę potrzebne.

    A Anatomicals to w ogóle nieporozumienie - miałam kiedyś ich szamon i żel pod prysznic, kupiony samodzielnie - MASAKRA, którą pamiętam do dziś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie miałam nigdy wcześniej nic od nich ale mgiełka niespecjalnie mnie zachęciła do poznania oferty... Skoro się wycofują z rynku to znaczy, że wielkiego sukcesu nie odnotowali ;)

      Usuń
  5. Mnie w ogóle te pudełka nie kręcą, nie miałam ani jednego i nie planuję zakupu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę dzięki temu zaoszczędziłaś ;)

      Usuń
  6. Świetne podsumowanie, ja nigdy nie rozumiałam tego całego szumu wokół tych pudełek ;) Raczej bym się nie pokusiła na takie nie zawsze potrzebne niespodzianki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi niespodzianki potrzebne są zawsze :) Szkoda, że z Glossybox nie zawsze są trafione...

      Usuń
  7. Tak się zastanawiam czy w tym roku nie warto zakupić chociaż jednego pudełeczka, ale do myślenia dał mi ostatni akapit. Są kosmetyki górno-półkowe, które z chęcią bym nabyła, a 50 zł piechotą nie chodzi, więc może warto darować sobie GlossyBox i odłożyć na coś wartego tych pieniędzy? Nie mówiąc już o tym, że kupując pudełko co miesiąc wydaje się przez rok jakieś 500-600 zł, a to już poważna kwota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Mi na perełki z wyższej półki szkoda pieniędzy, a to czasem kwestia 2-3 pudełek przecież... Pomijam już fakt samego gromadzenia opakowań. Mam tego już trochę i nie bardzo wiem co z nimi zrobić. A wyrzucić szkoda, choć to idiotyczne :)

      Usuń
  8. Jeszcze GB nie miałam, każdego miesiąca myślę - zamawiać czy nie zamawiać - ciekawe kiedy się skuszę :D

    OdpowiedzUsuń
  9. a mnie od dłuższego czasu o wiele bardziej przekonuje ShinyBox. też ma swoje słabsze momenty, ale jakoś lepiej to wszystko wygląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpatruję Shinyboxa i rzeczywiście coś w tym jest...

      Usuń
  10. wiele z tych pudełek jest bardzo atrakcyjnych, a żel pod prysznic zawsze się przyda :)

    OdpowiedzUsuń
  11. fajne podsumowanie, wszystko pięknie i ładnie z Twojej strony, ale glossy jednak się nie popisało.
    Śledziłam zeszłoroczne pudełka na wielu blogach, w kilku znalazłam kosmetyki, które chciałabym wypróbować, ale wolałam je kupić sama niż dostać miniaturę, czy płacić co miesiąc 49 zł.
    to zawsze jest własna decyzja, ja skusiłam się na Paese Boxa i byłam zadowolona, jednak za inne oferowane w "pudełkowym świecie" boxy podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc z każdym miesiącem zaczynam podzielać takie stanowisko. Zobaczymy co dadzą w lutym i jeśli będzie bez szału, pewnie sobie odpuszczę.

      Usuń

Bardzo dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze :)

Niestety z powodu olbrzymiej ilości spamu, muszę wyłączyć możliwość anonimowego komentowania. Jeśli chcecie zostawić mi wiadomość, jestem dla Was dostępna na profilu Facebook.

UA-49610063-1