piątek, 24 stycznia 2014

ESSIE DRYING DROPS


W zasadzie chciałam, i powinnam, zatytułować posta Essie, wtf?! Nie jest to jeszcze recenzja a jedynie moje pierwsze wrażenia. Wrażenia na tyle mocne, że aż powstanie o tym post.

Tegoroczny urlop znów spędziłam w Stanach, co oczywiście wiązało się z kosmetycznymi zakupami. Nie wiem dlaczego wśród nich zawsze znajduje się coś z Essie, bo ceny, w przeliczeniu na złotówki, wcale nie są niższe niż w Polsce (ok. $8 plus tax). Tym razem miałam w rękach dwa produkty – top Good to go i ten oto wysuszacz w kropelkach. To, że jest to nowość chyba właśnie najbardziej mnie podkusiło.  Wysupłałam więc dziesięć dolców i nastawiłam się na wielkie testowanie. 


Cóż…Pierwsze wrażenia to przede wszystkim rozczarowanie. Malowałam paznokcie wieczorem lakierem Essie Mademoiselle. Na każdy paznokieć naniosłam kropelkę wysuszacza i czekałam na obiecany efekt. Paznokcie schły w żółwim tempie, lakier jeszcze długo po pomalowaniu był miękki, przez co łatwo było go uszkodzić. Rano obudziłam się z idealnie odbitym wzorem pościeli i matem na paznokciach. Skórki dookoła są suche i białe choć sam wysuszacz ma oleistą formułę. Bardzo przypomina mi odpowiednik z Essence, który kosztował kilka złotych i robił dokładnie to samo, czyli nic :) 

Przetestuję go jeszcze na spokojnie ale już żałuję, że nie wybrałam jednak sprawdzonego Good to go. Za jakiś czas zrobię recenzję porównawczą ale jak widzicie, miłości od pierwszego wejrzenia z tego na pewno nie będzie ;)


Ala

32 komentarze:

  1. Czyli Good To Go jednak jest niezastąpiony. Choć taki wysuszacz w kropelkach to fajna rzecz, ale najważniejsze żeby działał i robił to co ma robić. Szkoda, że Essie się tym razem nie popisało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem Good to go to najlepszy wysuszacz, jaki miałam.

      Usuń
  2. Uuu, szkoda. U mnie essie GTG sprawdzał się znakomicie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też, pewnie i tak do kupię już tu, na miejscu.

      Usuń
  3. Te wynalazki zawsze jakoś się nie sprawdzają… Pamiętam taką nowość od Alessandro, top który po nałożeniu na lakier naświetlało się lampą UV tak jak żel, miał być zaraz suchy i lśniący i trzymać się super długo, takie początki hybrydy ;) W rezultacie paznokcie miałam pomalowane po południu, nie dość że zanim dojechałam do domu miałam na nich pełno pamiątek to jeszcze rano miałam podbijaną pościel i włosy…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam jakiś top Alessandro ale nie pamiętam dokładnie jaki. Odchodził z końcówek paznokci płatkami, więc chyba podzielam Twoje zdanie... Odbite włosy i pościel, jak ja tego nie znoszę.

      Usuń
  4. Ja mam w planach zakupić Seche, tylko się o nim naczytałam zachwytów, że muszę mieć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie miałam ale też trochę kusi :)

      Usuń
  5. Hmm no cóż nawet Essie nie jest idealną marką i mam buble ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie miałam tego i raczej nie kupię. Raz mi robiła tym kosmetyczka, też nie zauważyłam żeby paznokcie schły jakoś szybciej niż normalnie. Mam 3-way glaze, jestem zadowolona. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie warto, naprawdę. Dużo lepiej sprawdził się Good to go.

      Usuń
  7. szkoda, że się nie sprawdził. ja do essie nie mam zaufania, jeśli nie mówimy o kolorowych lakierach. bo te uwielbiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, szczególnie z europejskimi, szerokimi pędzelkami :)

      Usuń
  8. Lubię tego specyfiki, ale na Essie bym się nie skusiła. Mam już ulubione z innych marek, jak Sally Hansen czy My Secret.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, Sally Hansen. Ten czerwony, prawda? Myślałam nad nim niedawno.

      Usuń
  9. U mnie z kropelkowych wysuszaczy sprawdził się (nieznacznie, ale jednak) tylko taki w sprayu od Lovely chyba. Niewydajny, ale rzeczywiście zauważałam różnice w czasie wysychania. W przypadku innych, czy to Essence, czy dwie wersje Sally Hansen, nie widzę różnicy przy zastosowaniu a bez.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jednak wersja w pędzelku sprawdza się najlepiej...

      Usuń
  10. Wielka szkoda, bo miałam ochotę ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam trochę pozytywnych opinii w internecie więc może u niektórych działa lepiej. Jeszcze go przetestuję kilka razy ale pierwsze wrażenie zrobił fatalne więc radzę się jeszcze zastanowić :)

      Usuń
  11. Nie podejrzewałabym Essie o taki bubel, ale cóż... Żadna marka nie jest idealna, pozostaje tylko mieć nadzieję, że może uda Ci się znaleźć jakiś sposób na te kropelki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałam się jak je mogę zużyć i nic nie przychodzi mi do głowy :)

      Usuń
  12. Essie i taki bubel... Aż się wierzyć nie chce... Chciaż wszyscy chwalą Dry&shine z inglota a dla mnie to też ogromny bubel...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Inglocie się mocno przejechałam. Jeszcze kilka lat temu mieli świetne lakiery a ostatnio mam wrażenie, że ich jakość mocno spadła. Z Essie miałam też pastelowe lakiery w wykończeniu kremowym i też je oddałam. Kolory świetne ale prześwity i trudna aplikacja doprowadzała mnie do szału więc aż takim ideałem ta marka też nie jest ;)

      Usuń
  13. czyli wiadomo już czego nie kupować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie 'nie kupować' ale zdecydowanie się zastanowić :)

      Usuń
  14. Mam tylko kilka lakierów essie, tego typu specyfików z szyldem essie jeszcze nie poznałam. Ale już wiem, że tych kropelek nie chcę, skoro nic nie robią. Szkoda kasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Lepiej kupić jakiś nowy lakier :D

      Usuń
  15. Jakie kolory polecasz z Essie ? Zabieram się do kupna mojego pierwszego lakieru tej firmy i szukam odcienia, z którego byłabym w 100% zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, zależy co lubisz i jaki masz styl. Na co dzień uwielbiam delikatne Mademoiselle i Sugar Daddy. Sprawiają, że dłonie wyglądają na bardzo zadbane. Jedna warstwa jest bezbarwna, dwie lub trzy dają ładny mleczny róż, bardzo dyskretny i elegancki. W swojej kolekcji mam też klasyczną czerwień (Aperitif). Pięknie się nakłada, nie robi smug ani prześwitów. Pasuje do wszystkiego i na każdą porę roku. Na lato zdecydowanie ulubieńcem jest Cute as a button, kolor który w różnym świetle wygląda inaczej ale zawsze super optymistycznie. Najbardziej go lubię w zestawieniu z opaloną skórą. Przymierzam się jeszcze do zakupu Watermelon, też na lato :) Wszystko zależy jakie kolory lubisz i nosisz. Uważałabym jedynie na pastele w kremowej formule - kolory mają piękne ale fatalnie się nakładają. Puściłam je dalej w świat bo aplikacja wymagała tyle cierpliwości, że nie podołałam :) Daj znać na co się zdecydowałaś :)

      Usuń

Bardzo dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze :)

Niestety z powodu olbrzymiej ilości spamu, muszę wyłączyć możliwość anonimowego komentowania. Jeśli chcecie zostawić mi wiadomość, jestem dla Was dostępna na profilu Facebook.

UA-49610063-1