czwartek, 21 listopada 2013

PROMOCJA W SIECI ROSSMANN - CO POLECAM

Od jutra drogeria Rossmann rusza z dużą promocją, bo aż - 40%. Nie planuję wielkiej napaści i dzikich zakupów ale pomyślałam, że to dobra okazja, by podzielić się z Wami kilkoma perełkami, które są dostępne w tej sieci sklepów. To produkty, które mam, sama używam i jestem z nich bardzo zadowolona. Takie, po które wracam i mogę z czystym sumieniem polecić, jeśli jeszcze nie wiecie co wrzucić na swoją zakupową listę :)


Trzy pokłady, które widzicie na zdjęciu to moi aktualni ulubieńcy z drogeryjnej półki. 

LIRENE UNDER 20 świetnie się sprawdza na co dzień - pięknie pachnie, ujednolica koloryt skóry, kryje niewielkie niedoskonałości i przebarwienia, matuje. Ma lekkie, plastikowe opakowanie z pompką, kosztuje kilkanaście złotych w regularnej cenie i choć nie wygląda zachęcająco, potrafi zaskoczyć pięknym efektem na twarzy. Uwaga na kolor - dla bladolicych nawet najjaśniejszy może się okazać za ciemny więc radzę sprawdzić tester przed zakupem lub zostawić go sobie na lato.

REVLON COLORSTAY to już legenda. Jeden z niezawodnych podkładów na zimę i większe wyjścia, choć i na co dzień spisuje się świetnie (mieszam go z kremem nawilżającym, żeby nadać mu lekkości). Uwielbiam go za porządne krycie, trwałość, konsystencję i zapach. Wciąż dokupuję kolejne buteleczki w kolorze Ivory. Zwróćcie uwagę na typ skóry na opakowaniu - różnice między podkładami są zauważalne. Minusem jest brak pompki.

BOURJOIS HEALTHY MIX to mój obowiązkowy podkład na lato choć używam go też przez cały rok. Pięknie pachnie owocami, ma lekką konsystencję i doskonale stapia się ze skórą, która wygląda zdrowo, gładko i promiennie. Jest idealny, gdy chcemy dodać cerze blasku i świeżości. Jest lekki ale zadowalająco kryjący. Miałam wersję klasyczną oraz Serum i oba jednakowo przypadły mi do gustu. Właśnie skończyłam kolejną butelkę więc ten pokład na pewno kupię przy okazji promocji. Zawsze sięgam po najjaśniejszy numer 51. 

Często kupuję szminki w drogeriach bo tu można znaleźć bardzo dobrą jakość za przystępną cenę. Moim aktualnym faworytem są szminki RIMMEL z serii KATE MOSS. Nie wysuszają ust, mają szeroką gamę kolorystyczną, przyjemną konsystencję, piękne wykończenie i są naprawdę bardzo trwałe. Polecam spróbować, każdy znajdzie w ofercie coś dla siebie.

Podczas ostatniej takiej promocji udało mi się kupić kredkę MAX FACTOR w cielistym kolorze i od tamtej pory sięgam po nią w niemal każdym moim makijażu. Jest idealnie miękka, wyrazista, nie wypłukuje się zbyt szybko i sprawia, że prosty trick rozjaśnienia linii wodnej wyraźnie otwiera oko, optycznie je powiększa, sprawia, że spojrzenie jest wypoczęte i bardziej wyraziste. Polecam kolor cielisty, jest znacznie bardziej dyskretny i naturalny niż biały.

MAX FACTOR jest u mnie absolutnym numerem jeden jeśli chodzi o tusze do rzęs. W ostatnim czasie testowałam mnóstwo tego typu produktów - od niskopółkowych 'hitów' po drogie, selektywne marki i bez wątpienia te od Max Factora są najlepsze. Z każdego z nich byłam zadowolona i każdy polecam choć silikonowe szczotki sprawdzają się u mnie najlepiej. Jutro na pewno zapoluję przynajmniej na jeden z nich. 

MAYBELLINE COLOR TATTOO to ostatnio król blogosfery, któremu ja też uległam. Posiadam kolor Permanent Taupe, który uwielbiam, szczególnie teraz, jesienią. Nie jestem fanką kremowej formuły cieni ale ten naprawdę wyjątkowo przypadł mi do gustu. Jeśli jeszcze nie macie żadnego koloru, polecam się rozejrzeć :)

Ciekawa jestem co jest na Waszej liście perełek z Rossmanna. Koniecznie dajcie znać, co polecacie. 
Ala


czwartek, 14 listopada 2013

LISTOPADOWY GLOSSYBOX

Wyjątkowo ciężki, wyjątkowo wypchany produktami ale...



Co w środku?
  • BALANCE ME, nabłyszczający balsam do ust w kolorze soft beige - pełny produkt 10 ml
  • EMITE MAKE UP, cień do powiek - pełny produkt 3,5 g
  • VICHY Idealia - rozświetlający krem wygładzający oraz serum - próbki 
  • SCHWARZKOPF PROFESSIONAL, szampon do włosów - pełny produkt 250 ml
  • TOŁPA, modelujący koncentrat wyszczuplający - pełny produkt 200 ml
  • KATY PERRY, perfumy Killer Queen - próbka w prezencie
W tym miesiącu pudełko jest bogate ale czytając niezwykle entuzjastyczne opinie na fan page'u marki dziewczyn, które dostały pudełko wcześniej, spodziewałam się większego wow. Po otwarciu swojej przesyłki, byłam trochę rozczarowana. 
Do gustu przypadł mi balsam do ust, choć początkowo brązowy kolor nieco mnie przeraził. Na szczęście na skórze pozostaje niewidoczny. W nadchodzącym sezonie na pewno się przyda, tym bardziej, że stale gubię szminki i balsamy ochronne :) Obiecująco wygląda też cień - jest w naturalnym, jasnym kolorze więc będzie pasował każdemu. Pięknie odbija światło ale nie zawiera drobinek więc mam nadzieję, że będę z niego równie zadowolona jak z cienia Becca, który kiedyś był w pudełku.

Reszta produktów niespecjalnie mnie przekonuje. W Glossyboxie już nie raz znajdowałam 'profesjonalne' szampony, które albo okazywały się przeciętne albo wręcz szkodziły moim włosom (Aussie). Z dużą rezerwą podchodzę więc do tej dużej butli, zobaczymy. Koncentrat wyszczuplający brzmi świetnie ale nie wierzę w działanie tego typu kosmetyków. Testowałam już różne marki ale widziałam jedynie wygładzenie skóry. Producent obiecuje zmniejszenie objętości tkanki tłuszczowej - nie oszukujmy się, bez racjonalnego odżywiania się i dużej dawki ruchu nic się samo nie wydarzy. Kremy Vichy, mimo sporej akcji promocyjnej - także wśród blogerek - nadal mnie nie przekonują. Piękne dla oka opakowania kryją niestety nieciekawe składy, a i opinie są mocno podzielone. Na pewno nie jest to kosmetyk, który wywołuje u mnie entuzjazm. Na koniec próbka perfum w maleńkiej fiolce, którą można dostać bez łaski w każdej perfumerii, która też niespecjalnie mnie cieszy. Co innego miniaturki butelek - uwielbiam je, nawet jeśli zawartość niespecjalnie trafia w mój gust :D 

Trzeba jednak przyznać, że wartość pudełka znacznie przewyższa jego cenę - już same pełne produkty kosztują ponad 250 złotych. Podsumowując, na bogato ale niestety nie trafiło w mój gust i potrzeby.

Co myślicie o zawartości w tym miesiącu? Zamówiłybyście? 

EDIT: Entuzjazm dodatkowo ostudziła data ważności szamponu - grudzień 2013. Wietrzenie magazynów przed nowym rokiem? :D 

wtorek, 12 listopada 2013

SESJA Z KAROLINĄ

Jakiś czas temu uczestniczyłam w sesji zdjęciowej z Karoliną Henning, byłą uczestniczką programu Top Model. To było dla mnie duże wyzwanie i doświadczenie ale cieszę się, że się na nie odważyłam. Efekty możecie zobaczyć poniżej.


modelka: Karolina Henning
zdjęcia: Patrycja Stefanowska / Anna Kosik 
stylizacja: Ewa Cięszka / 3BOXES
fryzury: Magda Komoń
mua: ja

Wiem, że jestem świeżakiem i jeszcze dłuuuuuga droga przede mną ale niezmiernie się cieszę, że mogę już teraz pracować z tak fantastycznymi, zdolnymi ludźmi. Kolejne sesje za mną, kolejne zdjęcia czekają na publikacje a ja z każdym wykonanym makijażem jestem pewniejsza siebie i pewna, że to jest to, co uwielbiam i chcę robić!
Ala

poniedziałek, 4 listopada 2013

MOBILE MIX #7

1. Kocham figi / 2. W drodze do pracy  / 3. Od L'Occitane / 4. Od M. / 5. Wreszcie moja! Zuca! / 6. Gdańsk by night / 7. Zapowiedź sesji, która jeszcze w tym tygodniu na blogu / 8. Kraków by night / 9. Hotelowe śniadanie / 10. Delegacja, widok z 22 piętra / 11. Kudłata miłość /12.Weekendowa Norwegia

W ostatnich dniach przypomniałam sobie, jak lubię być w drodze. Tym razem był Kraków, Warszawa, Norwegia, dziś znów jestem w Trójmieście. Były sesje zdjęciowe, dużo pracy zawodowej ale i czas na domowe lenistwo. I planowanie, dużo planowania, bo najbliższe dni zwiastują nowe przygody, doświadczenia i nowe zdjęcia! :) Zachęcam do śledzenia na Instagramie - KLIK

Jeśli robicie takie podsumowania, kolaże zdjęć, zostawcie proszę linki w komentarzach, bardzo chętnie czytam tego typu posty. Buziaki!
Ala


niedziela, 3 listopada 2013

PROJEKT ŚMIETNIK


..czyli dosłownie kilka recenzji produktów, które zużyłam w ostatnim czasie.



MAX FACTOR, tusz do rzęs CLUMP DEFY. Muszę przyznać, że gdybym miała wybrać markę, której maskary lubię najbardziej, byłby to zdecydowanie Max Factor. Ten tusz nie zmienił mojej opinii - doskonale rozczesywał włoski, wydłużał je, pogrubiał i podkręcał. Efektem sztucznych rzęs bym tego nie nazwała ale na co dzień byłam z niego bardzo zadowolona. Nie osypywał się, nie rozmazywał, trzymał się aż do wieczornego demakijażu i tu także nie sprawiał trudności. Kolor był głęboki, prawdziwie czarny. Bardzo odpowiadała mi też szczoteczka - giętka, silikonowa, półokrągła, niezbyt ostra. Dobry tusz za dobre pieniądze - polecam.

YVES ROCHER, korektor rozświetlający COULEURS NATURE w kolorze różowym. Nie jestem wielką fanką kosmetyków tej marki, ale sięgnęłam ostatnio po korektor pod oczy w formie pisaka z pędzelkiem. Ani mnie nie zachwycił, ani nie rozczarował, nazwałabym go mocno przeciętnym. Pierwszym minusem jest mały wybór kolorów - dostępna jest jedynie wersja różowa i żółta, przy tym druga jest dość ciemna. Syntetyczny pędzelek dozuje odpowiednią ilość produktu - nic się nie rozlewa, korektor ma fajną konsystencję ale wydajność, w porównaniu do konkurencyjnych firm jest nieco niższa. Krycie i rozświetlenie określiłabym jako średnie w kierunku zadowalającego.Nie zawiera drobinek odbijających światło ale jest bardzo jasny, przez co okolice oczu wyglądają na świeże i wypoczęte. Korektor wymaga przypudrowania i wyczucia w ilości - potrafi się nieznacznie zebrać w załamaniach skóry. Osobiście wolałabym wersję jasną z żółtymi tonami dlatego już do niego nie wrócę, tym bardziej, że cena około35-39 złotych za 1,5 ml jest dość wysoka.

 
TOŁPA, nawilżający krem odprężający DERMO FACE HYDRATIV to jedno z największych zaskoczeń z Glossyboxa. Długo się do niego zbierałam, bo nie byłam przekonana do marki, ale już po pierwszym użyciu wiedziałam, że się polubimy - przede wszystkim za obłędny zapach! Jest świeży, lekki i naprawdę odprężający, jeden z ładniejszych zapachów jakie spotkałam w kosmetykach. Konsystencja jest aksamitna, kolor mleczno - żółty a aplikacja bajecznie prosta. Niestety krem zostawia wyczuwalną warstwę na skórze więc mimo, że producent zaleca go na dzień, pod makijaż się nie sprawdzał i używałam go na noc. Skóra była wówczas intensywnie nawilżona, gładka, miękka i jaśniejsza. W moim odczuciu to krem, który daje wyraźnie zauważalne efekty już na początku stosowania. Niestety na minus zaliczam opakowanie - jest w twardej, aluminiowej tubce (jak maść apteczna) co utrudnia wydobycie go pod koniec. Poza tym w połowie użytkowania zepsuła się nakrętka więc musiałam przełożyć zawartość do mniej higienicznego słoiczka. Mimo wszystko byłam z jego działania bardzo zadowolona i prawdopodobnie kupię kolejne opakowanie bo to jeden z fajniejszych kremów nawilżających, jakich używałam przed snem. Często jestem pytana o kosmetyki tej marki ale nie mam z nimi dużego doświadczenia.Ten produkt zdecydowanie polecam, ale na noc. Kosztuje blisko 35-37 złotych /40 ml, można go kupić w drogeriach typu Rossmann albo na stronie internetowej Tołpa (KLIK).
 
EQUILIBRA, szampon aloesowy, o którym wszystko napisałam w tej recenzji (KLIK). Nadal jest na liście moich włosowych ulubieńców. Jest skuteczny a przy tym delikatny dla skóry głowy. Nie obciąża, nie plącze, nie przesusza, nie przyspiesza przetłuszczania. Pięknie pachnie, radzi sobie z olejami, jest bardzo wydajny i niedrogi. Włosy są po nim miękkie, lśniące i przyjemne w dotyku. Na minus zaliczam mu chyba jedynie dostępność- na swoje poluję w aptekach internetowych ale wymaga to cierpliwości ;) Mimo wszystko będę do niego wracać i zdecydowanie polecam!
 
GARNIER FRUCTIS, odżywka wzmacniająca OLEO REPAIR znalazła się u mnie dzięki pozytywnym recenzjom i nie rozczarowałam się. Zawiera trzy olejki: z oliwek, awokado i karite ale nie obciąża włosów, wprost przeciwnie: są lekkie, miękkie i jedwabiste. Dużo łatwiej się rozczesują i układają. Uwielbiałam po nią sięgać także ze względu na długo utrzymujący się zapach- wyraźnie owocowy, słodki ale orzeźwiający. Konsystencja jest idealna, niezbyt gęsta ale też nie spływa z dłoni, łatwo rozprowadza się na pasmach i spłukuje. Mam wrażenie, że odżywka dodaje energii moim włosom :) Nie byłam przekonana do marki Garnier ale po zachwycie wersją z awokado, postanowiłam spróbować. Nie liczyłam na szczególną regenerację suchych włosów ale mimo to jestem z niej zadowolona. Z pewnością kupię kolejną butelkę, bo do codziennego stosowania, za cenę blisko 10 zł / 200 ml, naprawdę warto.
 
RENE FURTERER suchy szampon NATURIA był w Glossyboxie, sama z pewnością nie kupiłabym tego kosmetyku. Nie lubię suchych szamponów, na moich włosach się nie sprawdzają i już, a tę butelkę wyrzucam, ponieważ minął jej termin przydatności. Suche szampony działają u mnie wysuszająco, bardzo krótko, poza tym nie mogę pozbyć się wrażenia nieświeżości i obawy, czy aby nie ma pozostałości białego proszku na włosach. Mam w łazience jeszcze dwa inne i czekają na skrajne przypadki typu pobyt w szpitalu. W normalnych warunkach wolę poświęcić te kilkanaście minut na umycie włosów, nawet jeśli nie zdążę ich dobrze wysuszyć. Wiem, że są zwolennicy metody odświeżania na sucho ale ja do nich nie należę i nie polecam.
 
BIODERMA, płyn micelarny SENSIBIO H2O to mój zdecydowany, absolutny ulubieniec w kategorii demakijaż. Testowałam już Bourjois, micela z Biedronki, Lierac, Yasumi, Ziaję, Daxa i nie wiem co jeszcze, i nie znalazłam godnego zamiennika. Dokładniejszą recenzję Biodermy, także w porównaniu z innymi, znajdziecie tutaj i tutaj. Nadal uważam, że to najdelikatniejszy i zarazem najskuteczniejszy płyn do demakijażu oczu. Cena może początkowo zniechęcać ale raz na jakiś czas pojawiają się w aptekach naprawdę atrakcyjne promocje (przykładowo, swoje dwie butle po 500 ml kupiłam za blisko 70 zł, więc naprawdę było warto). Biorąc pod uwagę spory zapas i wydajność, nieprędko sięgnę po inny produkt. Polecam, zdecydowanie.
 
URIAGE, krem matujący HYSEAC MAT mam od bardzo, bardzo dawna i szczerze mówiąc, zestarzał się zanim zdążyłam go zużyć do końca. Moja skóra nie potrzebuje na co dzień specjalnego zmatowienia, dlatego stosowałam go najczęściej pod makijaż tylko w letnie, upalnie dni. Świetnie nadawał się jako baza pod podkład, odświeżał skórę, wygładzał ją, błyskawicznie się wchłaniał i delikatnie matowił. Nie wiem jak sprawdziłby się na skórze tłustej ale biorąc pod uwagę moje potrzeby, byłam zadowolona. Wszystko napisałam o nim tutaj. Nie wiem czy do niego wrócę, gdybym miała większe kłopoty z błyszczeniem cery, możliwe że tak. Nie jestem jednak grupą docelową, więc powstrzymam się od rekomendacji :) Powiem tylko, że marka Uriage jeszcze mnie nie zawiodła.

Używałyście kiedykolwiek tych produktów? Zachęcam do wymiany opinii w komentarzach :)
Ala




UA-49610063-1