sobota, 28 września 2013

DENKO CZYLI GARŚĆ KRÓTKICH RECENZJI

Dziś przychodzę z kilkoma słowami komentarza o produktach, które zużyłam w ostatnim czasie. Część polecam, część odradzam.Tym razem nic z kolorówki, sama pielęgnacja :)


Zużyłam sporo produktów do włosów. Po sezonie letnim potrzebuję regeneracji i przygotowania na sezon grzewczy. Po słońcu i morskiej wodzie przychodzi czas na czapki, kaptury, zimne wiatry i kaloryfery na pełnej - oł jeeee. Więc tak:

GARNIER ULTRA DOUX odżywka z olejkiem awokado i masłem karite - to mój zdecydowany ulubieniec! Moje włosy bardzo lubią jej działanie, o czym już pisałam nie raz. Pomaga rozczesać mokre pasma, odżywia je, wygładza, sprawia że są miękkie i lśniące. Jest odżywcza, kremowa, pięknie pachnie, ma dobry skład, kosztuje kilka złotych i jest łatwo dostępna w każdej drogerii. Mój hit!

MRS. POTTERS balsam z aloesem i jedwabiem kupiłam po wielu pozytywnych opiniach włosomaniaczek. Bardzo wydajny, o przyjemnym, świeżym zapachu i odpowiedniej konsystencji, tani (kilka złotych za butelkę 500 ml!). Najczęściej używałam go jako pierwszej odżywki do OMO lub w mieszankach ale samodzielnie też dawał świetnie radę. Uwielbiam aloes w kosmetykach i z pewnością kupię kolejne opakowanie. Wygląd może nie zachwyca, trzeba się po niego nisko schylić na półce ale zapewniam, że warto :)

BABYDREAM FUR MAMA balsam do kąpieli dla matek to jeden z najbardziej uniwersalnych kosmetyków, z jakimi się spotkałam. Usuwa makijaż, delikatnie myje włosy i dba o skórę w kąpieli lub pod prysznicem. W funkcji szamponu spisuje się świetnie - dzięki olejkom w składzie włosy są odżywione, miękkie i lśniące. Balsam nie przesusza ich ani nie plącze, doskonale zmywa oleje. Dobrze działa także na skórę - jest miękka, gładka, nie wymaga użycia balsamu. Ze względu na jego delikatność nadaje się do demakijażu albo higieny intymnej. Niezastąpiony w podróżnej kosmetyczce. Jedynym minusem może być zbyt lejąca konsystencja i przez to mniejsza wydajność ale niska cena (niecałe 10 zł / 500 ml) i dostępność w każdym Rossmannie sprawia, że nie stanowi to większego problemu. Jeśli jeszcze nie znacie, polecam wypróbować.

JOANNA NATURIA szampon z miodem i cytryną kupiłam, aby raz na jakiś czas oczyszczać włosy z nadbudowujących się składników, typu oleje czy silikony. W tej roli spisał się idealnie. Jest tani (kilka złotych za 200 ml), łatwo dostępny (w każdej niemal drogerii i supermarkecie), ma piękny zapach i jest bardzo, bardzo wydajny. Świetnie się pieni i dobrze oczyszcza włosy i skórę głowy. Na co dzień wybieram delikatniejsze produkty ale raz na kilka dni jest super! Polecam. (Po stanie butelki widać, jak twardą mam w domu wodę, fuj :( ). 

AUSSIE odżywka 3 Minute Miracle - nie jestem fanką ani marki, ani jej produktów, podziwiam za to skuteczną kampanię wizerunkową. Firma weszła na rynek z takim przytupem, że prawie uwierzyłam. Jestem baba z natury ciekawska, w dodatku blogerka, więc postanowiłam kupić miniaturkę (w Rossmannie blisko 10 zł / 75 ml). Po przeczytaniu składu już znałam tajemnicę: silikony + zapach balonowej gumy. Okej, zapach ma przyjemny, włosy są wygładzone, sypkie i przyjemnie się układają, ale szał mnie nie porwał, a na pewno nie na tyle, żeby kupić pełne opakowanie, tym bardziej, że Glossybox uraczył nas ostatnio identyczną buteleczką (ach te luksusy :D). O żadnej rekonstrukcji nie ma mowy - jest tylko powierzchowne poprawienie wizualnego stanu włosa. Co kto lubi, ja jestem na nie.

ARTEGO odżywka Aqua Plus, które z upodobaniem ekipa Glossy wrzuca do pudełek. Miałam już kilka produktów tej marki i żaden mnie nie zachwycił ani nie zaciekawił. Tę odżywkę mogę określić jednym słowem - przeciętna. Na drogeryjnej półce znajdziemy o wiele lepsze i o wiele, wiele tańsze. Noł. 

ARTEGO Ampułka Easy Care Dream Repair też była w Glossy - widać mają jakąś większą umowę podpisaną :D Nie wiem, może ja nie umiałam jej odpowiednio użyć - niestety nikt nie pomyślał o dołączeniu informacji, jak ją zastosować. Internety poradziły, żeby nałożyć na umyte, wilgotne włosy, zawinąć w czepek, ogrzać suszarką, zawinąć w ręcznik, potrzymać i zmyć. Tak zrobiłam ale uzyskałam taki sam efekt, jak przy zwykłej odżywce. Nie sądzę, żeby po jednej aplikacji móc ocenić jej działanie ale nie czuję się zachęcona.



VIVHY antyperspirant w kulce  - raczej nie piszę na blogu o antyperspirantach i innych bardzo osobistych kosmetykach ale tym razem zrobię wyjątek bo to najlepszy dezodorant, jakiego do tej pory używałam. Zdecydowanie wart swojej ceny (ok. 30 zł / 50 ml) bo daje nieporównywalny komfort. Jest bardzo wydajny, ma świeży, piękny zapach, szybko się wchłania i nie brudzi ubrań. Na pewno do niego wrócę, bo mam do niego pełne zaufanie.

AVENE woda termalna zastąpiła mi chwilowo ulubioną Uriage, bo udało mi się ją kupić za 9 złotych w promocji. To niepozorny ale doskonały produkt, którego używam cały rok, choć szczególnie często latem - w domu, w biurze, w 'plenerze', wszędzie! Jest kolejnym kosmetykiem, którego uniwersalność bardzo doceniam. Można by powiedzieć, że woda to woda i trudno dostrzec różnicę, ja ją jednak widzę i już wróciłam do Uriage, której nie trzeba zbierać z twarzy. Tak czy inaczej polecam wypróbować. 

DECUBAL olejek pod prysznic i do kąpieli stosowałam wyłącznie pod prysznic. Czytałam o nim mnóstwo pozytywnych opinii i chyba niepotrzebnie, bo czułam się zawiedziona. Jak na olejek mocno wodnisty, lejący - z dłoni spływał, w gąbkę momentalnie wsiąkał. Bardzo słabo się pienił i nie dawał mi wystarczającego uczucia oczyszczenia skóry. Mimo 66% zawartości substancji tłuszczowych nie zauważyłam wyraźnego wpływu na przesuszone partie mojej skóry. Myślę, że dużo lepiej mógłby sprawdzić się w kąpieli ale niestety z powodu braku wanny nie mogłam się przekonać. Duży plus za opcjonalną saszetkę zapachową (śliczny, świeży i orzeźwiający zapach) i poręczne, szczelne i wygodne opakowanie, które nie pozostawało tłuste. 

ZRÓB SOBIE KREM organiczny hydrolat z liści oczaru kupiłam zachwycona hydrolatem z Biochemii Urody. To zupełnie dwa różne produkty. Ten jest bezzapachowy a to właśnie zapach poprzedniego polubiłam najbardziej. Nie dawał już takiego przyjemnego uczucia odświeżenia skóry. Miałam wrażenie, że przecieram twarz zwykłą wodą. Po krótkim czasie odkąd zaczęłam go używać pojawiło się uczulenie, a ponieważ nie zmieniałam kosmetyków do pielęgnacji, podejrzenie padło na niego właśnie. Zużyłam go więc jako bazę pod mgiełki do włosów, dodając do niego hydrolizat keratyny, olejki, odżywki, żel aloesowy, hialuronowy i inne półprodukty. Nie kupię ponownie choć nadal mam ochotę na inne hydrolaty jako alternatywę dla toników. 

FIGS&ROUGE balsam z miętą pieprzową znalazłam w jednym z Glossybox. Początkowo byłam zachwycona organicznym składem i pięknym retro opakowaniem ale szybko zaczęło mnie ono wyprowadzać z równowagi. Nie dość, że zrobiło się lepkie, to bardzo trudno było mi je otworzyć i najczęściej musiałam prosić kogoś o pomoc. Grzebanie palcem w słoiczku, który nie jest zakręcany pomijam. Sam balsam miał ciekawą, choć grudkowatą konsystencję, która w połączeniu z ciepłem ciała stawała się wręcz lejąca. Zapach i smak jest kwestią gustu, w mój nie trafił, szczególnie, kiedy po jakimś czasie zaczął śmierdzieć, jakby był zepsuty. Nie wiem dlaczego tak się stało, nie zdążyłam go zużyć do końca ale ląduje w koszu. Plus za organiczny skład i piękne opakowanie - choć niepraktyczne, które rozpoczyna listę minusów. Rozważałam wykorzystanie puszki do innych celów ale przypomniałam sobie jak się wkurzałam próbując dostać się do środka i szybko się z nim rozstałam. Nie polecam.

To na razie na tyle. Zwolniłam miejsce w siatce 'na denka' i biorę się za zbieranie kolejnych pustaków. Mam nadzieję, że moje krótkie recenzje okazały się dla Was w jakimś stopniu pomocne. Jeśli macie jakieś pytania lub sugestie, piszcie śmiało. Każdy Wasz komentarz jest dla mnie niezwykle cenny. 

Ala


czwartek, 26 września 2013

Akademia Zmysłów z L'Occitane

Jakiś czas temu zostałam zaproszona do udziału w akcji L'Occitane Akademia Zmysłów. W ramach tego otrzymałam dzisiaj przesyłkę, której motywem przewodnim jest masło shea. Będę miała okazję przetestować produkty marki, które zawierają w sobie ten składnik oraz podzielić się informacjami o jego działaniu i właściwościach.

Na początek zdradzę zawartość przesyłki :) 





W pięknym, spersonalizowanym i starannie przygotowanym pudełku znalazły się: 
  • krem do ciała o zapachu fiołka (100 ml)
  • krem do rąk (30 ml)
  • próbki produktów 'ultra rich' - krem do ciała, krem do twarzy oraz serum. 
 
Krem do rąk już doskonale znam, to jeden z bestsellerów firmy. Kupiłam kiedyś duże opakowanie. Bardzo go polubiłam za działanie, zapach, konsystencję, wchłanianie. To był jeden z lepszych kremów do rąk, z jakimi miałam styczność więc z przyjemnością do niego wrócę, zwłaszcza teraz, kiedy chłody już dają się we znaki. 

Bardzo jestem ciekawa masła o zapachu fiołków. Nie byłam fanką smarowideł do ciała ale ostatnio miałam okazję testować kilka naprawdę solidnych produktów i zaczynam się powoli do nich przekonywać :) Na razie oceniam po okładce, a okładka jest przepiękna. Masło zamknięto w lekkiej i niezwykle miłej dla oka puszce, z której wydobywa się przepiękny, delikatny ale świeży zapach. Niesamowicie mnie zachęca :)

Szczerze mówiąc nie byłam przekonana decydując się na udział w akcji, słysząc jeszcze echo poprzedniej, niezbyt udanej. Wygląda jednak na to, że firma wyciągnęła z tej lekcji wnioski. Jestem mile zaskoczona komunikacją z osobą prowadzącą akcję, podejściem do warunków współpracy, szybkością, z jaką doręczono paczkę, dbałością o jej stronę wizualną, listem z personalizacją i wreszcie samą zawartością. Zapowiada się ciekawa, prowansalska przygoda.

I co Wy na to? :) 
Ala


środa, 25 września 2013

NA ZAKUPY

...czyli zbieranina tego, co za mną chodzi ostatnio i szepcze- kup :D

  1. Jedną z moich aktualnych faz jest faza na dresowe ciuchy, szczególnie sukienki. Jedną już kupiłam (Mosquito), teraz czaję się na te dwa modele z ByInsomnia: Marina i Megan.
  2. Lakier w kolorze bordo, najlepiej Essie. 
  3. Lampa pierścieniowa, żeby jesienne ciemności nie zakatrupiły mojego bloga do wiosny. Kto robi zdjęcia na amatorszczaka ten wie, ile nerwów kosztuje fotografowanie w ciemnościach... Nie mam tych wszystkich profesjonalnych gadżetów więc wspomogę się przynajmniej lampą. 
  4. Komin. Kocham miękkie, otulające kominy i z chęcią nabędę kolejne. 
  5. Sweter oversize. Wygoda i komfort przede wszystkim. 
  6. Klasyczny model czarnej, porządnej torebki. Niezobowiązujący, pasujący do wielu rzeczy, nie wymagający kombinowania.
Szukam jeszcze butów ale w całym internecie nie znalazłam takich, które by mi odpowiadały :P W sklepach tym bardziej, bo przecież jeszcze nikt u nas nie wpadł na to, że ktoś może mieć bardzo małą stopę i bardzo wielką łydę. Tacy ludzie są, i chcieliby czasem ubrać kozaki, jak zimno. Podobnie ze spodniami, płaszczami i co tam jeszcze. Nie każdy ma figurę manekina i czasem miło by było kupić spodnie bez skracania nogawek o połowę ;) Marudzę, bo wishlista długa a motywacji do zakupów brak. Jakieś rady dla opornych? :)
Ala


wtorek, 24 września 2013

Gdyńskie spotkanie blogerek z marką NYX

W miniony czwartek miałam przyjemność uczestniczyć w kolejnym spotkaniu blogerek. Tym razem w Gdyni, a dokładnie w gdyńskim Douglasie, gdzie bohaterem była nowa na polskim rynku marka NYX. Były znane już mi blogerki, były nowe ciekawe znajomości, a to wszystko w otoczeniu kosmetyków do makijażu. Jestem w domu :)


Przy słodkich babeczkach mogłyśmy posłuchać o historii marki i jej założycielce, obejrzeć trzy krótkie ale ciekawe filmy ze współpracy z vlogerkami, zapoznać się z okolicznościami wejścia na polski rynek i wreszcie samymi produktami. Wszystkiego, co było dostępne mogłyśmy dotknąć, spróbować, przetestować, powąchać, co tam kto lubi ;) Z rękami umazanymi po łokcie od cieni, szminek, błyszczyków, róży i podkładów patrzyłyśmy, jak wizażystki perfumerii malują dwie z naszych koleżanek - ochotniczek. Jak to przy takich okazjach, było mnóstwo śmiechu i co zauważyłam - znacznie mniej skrępowania. Pamiętam, jak olbrzymia trema towarzyszyła mi przy pierwszych spotkaniach :) Poza tym ogromne podziękowania należą się Ani, organizatorce. Była z nami cały czas w kontakcie, od pierwszego maila z zaproszeniem, po dzień spotkania. Dbała, żeby każda z nas czuła się dobrze i komfortowo i wszystko udało się na 100%. Jestem bardzo zadowolona ze spotkania. Nie było nachalnej promocji marki, czułyśmy się swobodnie, mogłyśmy się nagadać i przy okazji przyjrzeć kosmetykom, które zaskoczyły mnie przystępnością cen, pięknymi kolorami i jakością. 

Dziewczyny w rękach wizażystek Douglas
Monika z bloga www.wielkikufer.blogspot.com
Magda z www.mygreekshopping.blogspot.com

Ciekawe nowości...
Kogo rozpoznajecie?
Organizatorka Ania z bloga http://www.fashionable.com.pl/
...i jej zasłużona nagroda za trud organizacji spotkania :)
 

Daleko mi do drogeryjnej celebrytki ale bardzo się cieszę z tego spotkania :) Przede wszystkim ze względów towarzyskich, ogromnie mnie cieszy, że mamy z dziewczynami świetny kontakt, spotykamy się w podobnym gronie i zawsze jest wesoło :) Plusem było też poznanie marki. Nie miałam wcześniej okazji, żeby przetestować te produkty, choć znałam je oczywiście z internetu i magazynów. To, co zaskoczyło mnie najbardziej to ceny - są na każdą kieszeń. Dzięki Pani Kasi, przedstawicielowi Nyx, mogłyśmy dowiedzieć się o nich wszystkiego, wypróbować na sobie i wypytać o perełki. Oprócz bazy i linera, które znalazłyśmy w torebce prezentowej, kupiłam też kultową białą kredkę Jumbo za całe 19,90 złotych polskich :) Już niedługo wyspy NYX będą we wszystkich Douglasach więc polecam się rozglądać, bo oferta wygląda naprawdę ciekawie.  Tutaj możecie podejrzeć wszystkie dostępne kosmetyki na stronie perfumerii: http://www.douglas.pl/douglas/NYX/index_b1664.html

Na koniec lista blogów, których autorki uczestniczyły w spotkaniu. Zapraszam na ich strony, jeśli jeszcze nie znacie :) 


Dziękuję za udostępnienie zdjęć Innookiej Kasi, Ani, Justine i Ruth  :* 
Do następnego! Mam nadzieję, że będzie przychodzić nas więcej i więcej :)
Buziaki!
Ala



niedziela, 22 września 2013

mobile mix 6

Mix telefonicznych zdjęć z minionych dni. To był dobry czas :)

1. Orłowo spacerowo / 2. Ulubione Conversy / 3. Zupa dyniowa u Mamy / 4. Home / 5. BB - czyżby? / 6. nadmorskie tęczowe mosty / 7. malinowe / 8. Dar Młodzieży / 9. Pierwsze woskowe love 

Bardzo lubię oglądać takie posty na blogach. Jeśli wrzucacie podobne notatki, koniecznie podzielcie się linkami :) Dobrej jesieni Wam!

Ala

piątek, 20 września 2013

CZAS NA BURGUND

Od jutra mamy jesień, a ja jesienią mam fazy na kolory. Oficjalnie chowam neony i rozbielone pastele a wyciągam fiolety, złoto, szmaragdy i co tam jeszcze teraz modne :)
Burgund był kolorem zeszłorocznej jesieni ale wówczas mnie do siebie nie przekonał. Teraz dojrzałam do niego i przepadłam totalnie. Niestety nie dane mi nosić takiej szminki na ustach ale na paznokciach, bardzo proszę :) Dziś więc o lakierze Golden Rose Rich Color nr 30

Miałam ochotę na Essie Bahama Mama. Już miałam go kupić, kiedy przypomniało mi się, że rok temu kupiłam inny lakier w podobnym kolorze. Pomalowałam nim paznokcie może raz czy dwa i przeleżakował do teraz. Do dnia, kiedy zapaliła mi się lampka, że chcę :) Zrobiłam manicure i zaczęłam się zastanawiać jak to się stało, że w zeszłym sezonie byłam mu tak oporna. 

Niespecjalnie lubię u siebie ciemne kolory, bo nie opanowałam jeszcze techniki malowania, która dawałaby mi zadowalający efekt. Zawsze coś mi wyjdzie nierówno, rozleje się, dotknie skórek albo zrobi smugi. Z tego powodu też niespecjalnie pokazuję swoje mani na blogu. Oglądam czasem zdjęcia, od których robi się fuj, albo wręcz przeciwnie - dziewczyny robią to po mistrzowsku, z linijką w oku, co mnie dość onieśmiela :) Tym razem jednak postanowiłam się nie przejmować i ćwiczyć, ćwiczyć aż wyjdzie spoko. Dlatego nie zwracajcie proszę uwagi na niedociągnięcia - bohaterem tego wpisu jest kolor :D 

Lakier sam w sobie jest bardzo w porządku jak na jego cenę (nie pamiętam dokładnie ale na pewno nie więcej niż 10 złotych). Jest odpowiedniej konsystencji, równo pokrywa płytkę, nie rozlewa się, nie smuży ani nie maże. Ma wygodny, szeroki pędzelek, który baaaardzo pomaga takiemu gamoniowi jak ja :D Wysycha w standardowym tempie, chociaż ja mu pomagam wysuszaczem z Essie, bez którego nawet nie siadam do malowania. Podobnie nie jestem w stanie ocenić, czy nie odbarwia paznokci - nie wiem, nie ryzykowałam :) Trwałość ma bardzo przyzwoitą - do kilku dni, przy codziennych czynnościach bez oszczędzania się i uderzania w klawiaturę od świtu do nocy. Krycie też typowe dla ciemnych kolorów - dwie warstwy dają równy kolor, trzy już mocno przyciemniają. Jedna - o której pisze producent na opakowaniu - to moim zdaniem zbyt mało. Reszta to prawda - piękny połysk nawet bez topa i łatwa aplikacja. W składzie brak formaldehydu. Bardzo fajny więc bardzo polecam. 

Czas na dokumentację, która zawiera lokowanie produktu ;)










Im dłużej przyglądam się zdjęciom, tym jestem bardziej pewna, że niektóre paznokcie pomalowałam dwa, a niektóre trzy razy... Bez komentarza :P 

Wszelkie rady odnośnie malowania paznokci ciemnymi lakierami mile widziane, bo wygląda na to, że jeszcze nie raz po nie sięgnę w najbliższym czasie. Dajcie też proszę znać jakie kolory Wy macie aktualnie na paznokciach, ciekawa jestem co dominuje w tym roku, w tym czasie :) 

Ala


czwartek, 19 września 2013

Pielęgnacja włosów. Olejek Khadi - czy warto?

Olejek Khadi kupiłam, kiedy ogarnęła mnie mania naturalnej pielęgnacji i olejowania włosów. Wcześniej próbowałam olejków Alterra i Sesa, polecanych przez inne blogerki, które u mnie sprawdziły się całkiem nieźle. Skoro Khadi był równie popularny i równie często chwalony, postanowiłam spróbować. 


Olejek ma przede wszystkim stymulować wzrost włosów. Jest wykonany głównie na bazie oleju sezamowego, kokosowego i rycynowego. Więcej o nim oraz szczegóły na temat jego składu możecie przeczytać na stronie tutaj (klik). Ja nie jestem szczególnie obeznana z orientalnymi składnikami, zaufałam opinii i opisowi na stronie - napisy na kartoniku zupełnie nic mi nie mówią ;)

Olejek przyspiesza porost włosów i zapobiega ich utracie. Jest wykonany z najlepszych naturalnych ziołowych składników. Odżywia włosy, sprawia, że stają się sprężyste. Zawarta w nim Amla nadaje włosom blask, wzmacnia, ochrania przed infekcjami skóry. usuwa łupież.

Szczerze mówiąc nie miałam zupełnie ciśnienia na dłuższe włosy i nie bardzo wierzyłam w jego działanie. Moje włosy rosną w swoim tempie, nie zapuszczam ich do żadnej wymyślonej długości. Zależało mi na poprawieniu ich kondycji, nawilżeniu i odżywieniu bez silikonowych wspomagaczy. 

STOSOWANIE: Używałam olejku średnio dwa razy w tygodniu, na całą noc. Wieczorem wmasowywałam go w skórę głowy i włosy na długość. Stosowałam olejek zarówno na włosy suche jak i mokre, przy czym druga opcja dawała moim zdaniem nieco lepsze efekty. Bardzo lubiłam też robić z niego serum olejowe, dodając dowolną odżywkę, hydrolat, hydrolizat keratyny, żel hialuronowy i inne półprodukty, które miałam akurat pod ręką. Spryskiwałam taką mgiełką włosy, rozczesywałam, wiązałam w lekki koczek i szłam spać. Rano bez problemu zmywałam olejek zwykłym szamponem, którego używam na co dzień (Babydream fur Mama balsam do kąpieli, szampon aloesowy Equilibra lub oczyszczająca Natura). Włosy pozostawały skutecznie oczyszczone już za pierwszym razem, drugie mycie było zbędne. Niestety nadal potrzebowałam odżywki - mimo całonocnego olejowania trudno mi było rozczesać mokre pasma.

Olejek sam w sobie był dość upierdliwy w stosowaniu. Miał gęstą, tłustą konsystencję. Nie spływał dzięki temu z włosów ale wyraźnie je dociążał. Opakowanie - jak to przy olejkach - wiecznie ubrudzone, nieporęczne, śliskie, oblepione wszystkim co przyczepiło się do jego powierzchni. Na szczęście dozownik był szczelny i wypluwał odpowiednią ilość produktu bez chlapania wszystkiego dookoła. Drugą upierdliwością jest zapach, koło którego nie sposób przejść obojętnie - albo się go uwielbia, albo nienawidzi. Ja początkowo miałam z nim problem - był męczący, duszący i powodował ból głowy. Nie ulatniał się zbyt szybko, wyczuwałam go nawet po umyciu włosów. Z czasem się jednak do niego przyzwyczaiłam, przestał na mnie działać drażniąco aż do dnia dzisiejszego, kiedy wącham puste opakowanie z przyjemnością :) Bardzo trudno mi opisać ten zapach - jest ciężki, mocno ziołowy ale nie potrafię go skojarzyć z niczym konkretnym.Wrażliwe nosy mogą nie podołać ;)


DZIAŁANIE: Tak jak wspomniałam, nie zależało mi na stymulacji porostu włosów więc nie rozliczałam działania olejku względem obietnic producenta. Chciałam odżywić swoje cieniutkie i niesforne kosmyki ale mimo to przyglądałam się jego działaniu pod szerokim kątem. Wzrostu nie było - żadnych baby hair, żadnej zmiany w długości. Włosy były nieco bardziej odżywione, miękkie i błyszczące, szczególnie tuż przy nasadzie. Nie wpłynął w zauważalny sposób na wypadanie włosów ani na kondycję końcówek. Plus za to, że nie przeciążał fryzury i nie brudził pościeli ale oczekiwania miałam większe, a zabrakło efektu 'wow'. Bardzo podobny efekt uzyskałam zmieniając odżywkę, za dużo mniejsze pieniądze.


Olejek kupiłam przez internet za 58 złotych (210 ml) plus koszty przesyłki. Początkowo cena może się wydawać wysoka, w porównaniu z innymi produktami, które świetnie nadają się do olejowania włosów. Biorąc jednak pod uwagę wydajność tego olejku, uważam, że nie jest źle. Na moje włosy do ramion używałam łyżkę, góra dwie i butelka wystarczyła mi na bardzo, bardzo długo.

Czy kupię go ponownie? Myślę, że nie. Nie zauważyłam zaskakującej poprawy kondycji moich włosów, ich wzrostu, zatrzymania wypadania, nic spektakularnego. Te same albo i lepsze efekty uzyskuję nakładając miks odżywki i dowolnego olejku na noc, wzbogaconą półproduktami maskę albo zwykły olej z pestek winogron z Biedry :) Teraz postanowiłam spróbować oleju lnianego, indyjskim mieszankom mówię na razie nie.

Dajcie znać w komentarzach czy miałyście z nim styczność, czy stosujecie oleje i jakie u Was sprawdzają się najlepiej.

Buziaki!
Ala


niedziela, 15 września 2013

Autumn is coming! :)

Czy jest coś przyjemniejszego w jesienny wieczór niż kubek gorącej herbaty, ciepły koc i wciągająca lektura? Chyba nie, dlatego postanowiłam solidnie przygotować się na nadchodzące chłody. 

Dziewczyny z Trójmiejskich Blogów zorganizowały jesienną wymianę książek w gdyńskiej księgarni Koga. Było kameralnie, bardzo sympatycznie i wesoło. Spotkałam znajome twarze - Marysię z bloga Art Attack, Monikę Tekstualną oraz wreszcie poznałam słodziaka Inę :) Siostry Marysi i ich pomocniczki produkowały pamiątkowe przypinki podczas gdy książek na półkach systematycznie przybywało. Tym sposobem spędziliśmy z M. przemiłe, urocze przedpołudnie i wzbogaciliśmy biblioteczkę o cztery nowe lektury. Oby więcej takich inicjatyw w Trójmieście, z ciekawością czekam na kolejne pomysły i spotkania. 









Foto by Tekstualna :)

Żeby dodatkowo umilić sobie jesienne czytanie, postanowiłam wreszcie kupić Yankee Candle, od których ostatnio zaroiło się w blogosferze ;) Odnalazłam stacjonarny sklep w Gdyni, gdzie mogłam powąchać każdy zapach z oferty. Na początek skusiłam się na siedem woskowych tart i już wiem, że za jakiś czas pojadę po więcej! Zapachy są obłędnie kuszące. Palę właśnie Mandarin Cranberry i jestem zachwycona :)


Może jesień nie będzie taka straszna... ;) Dajcie znać jakie są Wasze ulubione woski i Wasze sposoby na chłodne wieczory.

Gorące buziaki!
Ala

 


piątek, 13 września 2013

SUGAR & SPICE Glossybox

W tym miesiącu dotarł bardzo szybko. Jeśli czekacie jeszcze na swoje pudełko i jesteście ciekawe zawartości, zapraszam na przegląd środka :)


W tym miesiącu mamy: 
  • ARTEGO odżywka do codziennego stosowania z miodem
  • BE A BOMBSHELL czarny eyeliner - pełen produkt, 45 zł / 3 g
  • YVES ROCHER orientalny peeling do ciała z glinką marokańską i olejkiem arganowym
  • THE BODY SHOP masło miodowe, pełen produkt, 20 zł / 50 g 
  • COSMETIC SKIN SOLUTIONS ujędrniające serum pod oczy 
  • CAVALLI woda toaletowa Just Cavalli - prezent 
  • oraz trochę makulatury - bon upominkowy do sklepu Skin Solutions o wartości 50 zł na zakup dwóch konkretnych produktów, rabat -30% na zakupy w Yves Rocher poza produktami z zieloną kropką,  rabat -25% na zakup dwóch dowolnych produktów z linii Honeymania TBS, face chart do konkursu makijażowego z marką Benefit.  
 

Moje pierwsze wrażenie: trochę ciekawości, trochę rozczarowania. Niepotrzebnie wrzucili kolejny raz Artego, kolejny raz odżywkę. U mnie te produkty się nie sprawdziły i nie jestem zainteresowana otrzymywaniem kolejnych więc prawdopodobnie komuś oddam lub wymienię. Masło The Body Shop już znam, znalazłam się w gronie testerek akcji na facebooku. Obiektywnie rzecz oceniając uważam jednak, że to mocny punkt pudełka dla osób, które się do testowania nie załapały. Masełko jest świetne i na pewno się nie zmarnuje. Mieszane uczucia mam do marki Yves Rocher bo nijak ma się do luksusu, którym reklamuje się Glossybox. Lubię jednak glinkę marokańską i olejek arganowy więc z ciekawością przetestuję peeling. Wolałabym jednak znajdować w pudełeczku bardziej selektywne marki, Yves Rocher jest dla mnie tą samą półką co Avon. Ciekawa jestem uroczej miniaturki serum pod oczy i linera, chociaż jego duży rozmiar nieco mnie przeraża ;) Zobaczymy jak sobie z nim poradzę. Świetnym prezentem jest woda toaletowa Cavalli. Pachnie przepięknie chociaż po otwarciu karteczki z opisem liczyłam na miniaturkę a nie fiolkę. To są już jednak pierdoły, najważniejsza jest zawartość, która idealnie trafia w mój gust. 

Podsumowując, mocno wyśrodkowany. 

Co myślicie? Słodycz czy gorzkie rozczarowanie? 
Buziaki!
Ala



środa, 11 września 2013

Eveline 8w1 Total Action

Nie będzie to recenzja, ani tym bardziej rekomendacja. Zastanawiałam się, czy publikować ten post bo w zasadzie niczego nowego nie wnosi, ale pytałyście mnie o tę odżywkę więc postanowiłam krótko ją opisać.


Pewnie większość z Was zna już dobrze ten produkt ale dla przypomnienia krótko:

Rewolucyjna i unikalna formuła z aktywnym kompleksem Strong Nail (tytan i diament) wnika w strukturę płytki, dzięki czemu skutecznie ją regeneruje i odbudowuje. Uszczelnia, maksymalnie utwardza oraz pobudza wzrost płytki paznokciowej. Uelastycznia ją, zwiększając odporność na uszkodzenia mechaniczne. Zabezpiecza przed pękaniem, łamaniem i rozdwajaniem. Sprawia, że zniszczone, matowe paznokcie odzyskują gładką powierzchnię i lśniący połysk. Już po 10 dniach kuracji znikną wszelkie problemy, a Ty będziesz się cieszyć pięknymi i zadbanymi paznokciami. Uwaga: Zawiera 2% formaldehydu. Przed użyciem należy zabezpieczyć skórki oliwką lub kremem, a przed rozpoczęciem kuracji wykonać próbę uczuleniową.

Skład: Butyl Acetate, Ethyl Acetate, Nirtocellulose, Phthalic Anhydride / Trimellitic Anhydride / Glycols Copolymer, Acetyl Tributyl Citrate, Isopropyl Alcohol, Aqua, Fomaldehyde (2%), Acetyl Triethyl Citrate, Stearalkonium Hectorite, Adipic Acid / Fumaric Acid / Phthalic Acid/ Tricyclodecane Dimethanol Copolymer, CI77891, N-Butyl Alcohol, Citric Acid, Diamond Powder.

Cena: 9,49zł / 12ml

Składnikiem kontrowersyjnym w tym produkcie jest konserwant, formaldehyd. To jego szkodliwe działanie ma wywołać proces uodparniania się organizmu, co w konsekwencji skutkuje mocniejszymi paznokciami. To tak w dużym skrócie, więcej piszą o tym osoby mocno poturbowane przez odżywkę. W sieci znajdziecie mnóstwo zdjęć paznokci zmasakrowanych, zniszczonych i bolących. Nie chcę tutaj zgłębiać tego tematu bo w moim przypadku nic złego się nie stało. Nie oznacza to jednak, że nie stałoby się, gdybym kontynuowała używanie lub gdybym używała je zgodnie z zaleceniem producenta, czyli dokładała codziennie nowe warstwy. Być może mój organizm lepiej sobie radzi z formaldehydem, który nie wyrządza szkody moim paznokciom. Możliwe, że każda osoba reaguje na ten składnik inaczej, a ja znalazłam się w grupie farciarzy. A może najgorsze miało dopiero nastąpić?

Skusiłam się na ten kosmetyk zanim pojawiły się informacje o jego szkodliwym działaniu. Zachęcił mnie mleczny kolor. Bardzo lubię taki efekt, paznokcie wyglądają na zadbane, są naturalne ale bardzo estetyczne. Kolor jest dyskretny, odżywka nadaje piękny połysk i sprawia, że dłonie wyglądają naprawdę ładniej, szczególnie przy dwóch warstwach.


Jeśli chodzi o działanie, nie do końca jestem w targecie :) Noszę zawsze maksymalnie krótkie paznokcie. Mam do tego dość konkretne podejście - nie lubię długich i zaniedbanych paznokci, niedbałego manicure. Tym bardziej, że często pracuję dotykając czyjejś twarzy, nakładając dłońmi bazy, podkłady czy inne płynne kosmetyki. Nie mam czasu ani cierpliwości by o paznokcie dbać więc wybrałam dla siebie wariant najbardziej praktyczny. Z oczywistych więc względów nie mogę ocenić, czy odżywka wpłynęła na łamanie się paznokci, czy je wzmocniła. Na pewno przestały się rozdwajać ale nie mam pewności czy zasługa nie leży na przykład w olejowaniu (włosów, ale robię to dłońmi więc paznokcie czerpią dodatkowe korzyści ;)) czy zdrowej diecie (w sezonie letnim warzywa i owoce stanowią podstawę mojego odżywania). Faktem jest natomiast, że pracuję przy komputerze, więc uderzam palcami w klawiaturę niezliczoną ilość razy a mimo wszystko nic złego się z moimi paznokciami nie dzieje.

Poza tym nie stosowałam odżywki zgodnie z zaleceniami producenta. Używałam jej jako mlecznego, półprzezroczystego lakieru albo bazy pod inne lakiery. Dzięki temu ciemne kolory nie odbarwiały płytki paznokcia, nie powodowały zażółceń. Nie stosowałam jej też bez przerwy, jedynie od czasu do czasu więc być może ta niska częstotliwość jest powodem, dlaczego nie zniszczyła moich paznokci. W tej chwili odżywka nieco zgęstniała i trudniej mi pomalować jednolicie całą płytkę. Poza tym muszę przekręcać buteleczkę, żeby nabrać ją na pędzelek a nie bardzo lubię takie ćwiczenia.

Nie ukrywam, że trochę się przestraszyłam. Wpisując w przeglądarkę nazwę odżywki, google od razu proponuje frazę 'skutki uboczne' (klik), które naprawdę zniechęcają mnie do kupienia kolejnego egzemplarza. Nie używam jej zgodnie z zaleceniem, nie potrzebuję specjalnego wzmocnienia paznokci, więc chyba poszukam lakieru, który daje podobny efekt kolorystyczny. Odżywienie i pielęgnację pozostawię natomiast olejkom i innym, mniej szkodliwym specyfikom.

Mimo, że nie wyrządziła mi krzywdy, nie mam odwagi jej Wam polecać.

Miałyście tę odżywkę? Jak sprawdziła się u Was? Koniecznie dajcie znać.
Z chęcią też poznam Wasze typy jeśli chodzi o mleczne, półprzezroczyste lakiery :)

Buziaki!
Ala



sobota, 7 września 2013

Sierpniowe denko czyli garść krótkich recenzji

...czyli sprzątanie pustaków. Każdy ma jakieś dziwactwa. Ja trzymam koło toaletki wielką torbę kartoników i opakowań po zużytych kosmetykach, żeby Wam o nich opowiedzieć. Podobne posty posypią się teraz w większej ilości, bo muszę wreszcie odgruzować przestrzeń dookoła :) Dziś będzie o produktach, które zużyłam w ostatnim czasie. Zdjęcie zbiorcze już widziałyście, kilka z Was pisało, o czym chciałoby przeczytać w pierwszej kolejności i postaram się na te prośby odpowiedzieć.


Dziś skupię się na produktach, które jestem w stanie opisać w kilku słowach - pozostałe doczekają się pełnych recenzji w ciągu najbliższych dni, bo uważam, że są warte więcej uwagi. Tymczasem...

PIELĘGNACJA CIAŁA: Tu sięgałam po dwa żele pod prysznic o tym samym mianowniku - przepiękne zapachy! 

ISANA MED żel pod prysznic z olejkiem pomarańczowym, który otrzymałam w wiosennej paczce od marki Rossmann. Muszę przyznać, że po walce z chemicznymi zapachami żeli Alterra, Isana okazała się przyjemnym zaskoczeniem. Zapach był bardzo rześki, przyjemny, odprężający. Kojarzył mi się bardziej z żelkami niż z czystą pomarańczą. Co do samych właściwości, nie jestem wybitnym krytykiem tego typu produktów :) Żel powinien dobrze się pienić, skutecznie oczyszczać i odświeżać skórę, nie wysuszać jej, mieć odpowiednią konsystencję i praktyczne opakowanie - ten spełnia moje oczekiwania w stu procentach. Poza tym ma dwa niezaprzeczalne plusy - łatwą dostępność w każdym Rossmannie i niską cenę - za 250 ml płacimy 5,79 zł. Z czystym sumieniem polecam. 

PHILOSOPHY żel pod prysznic Melon Daiquiri dostałam jako gratis do moich karaibskich zakupów (klik). Pół roku czekał, aż łaskawie po niego sięgnę i się doczekał. Jest przepyszny! Przypominał mi o tych egzotycznych owocach, którymi zajadałam się w czasie, kiedy w Polsce królowały uszka, karpie i inne makowce ;) Zapach idealnie oddaje soczystość dojrzałego melona - jest owocowy, świeży, słodki, pobudzający, rewelacyjny. Co do samego działania - był bardzo poprawny. Co prawda producent określa ten produkt jako żel pod prysznic / balsam do kąpieli / szampon w jednym ale ja nie odważyłam się nim umyć włosów ze względu na SLS, za którym moje słabe, cienkie strączki nie przepadają. Do mycia natomiast był bardzo w porządku. I ten zapach... Mistrz! Jedyne, co czego mogłabym się przyczepić to duża (480 ml) i niezbyt poręczna butla z twardego plastiku. Mimo to jeszcze kiedyś się skuszę na coś z oferty - ich kolory, aromaty są oszałamiające. Szkoda, że u nas słabo z dostępnością. 


EYELINERY to produkty do makijażu, po które sięgam bardzo często. Te, o których napiszę dzisiaj może nie są zbyt reprezentacyjnie, ale wierzcie, biorąc pod uwagę czas, jaki mi służyły, to już dziadki ;)  Chociaż różnią się od siebie, oba lubię jednakowo. 

MISS SPORTY Fabulous Glam Liquid to jeden z pierwszych moich eyelinerów w życiu! :D Nie ten egzemplarz akurat, tylko w ogóle :) Zużyłam ich już kilka sztuk i na pewno będę do nich wracać. Jest idealnym przykładem tego, że tanie (ok. 7-8 zł / 3,5 ml) nie znaczy gorsze. Ma tyle plusów, że nie wiem od czego zacząć... Najważniejsze: jest super precyzyjny - narysowanie nim cieniutkiej kreski tuż przy linii rzęs jest naprawdę łatwe. Pędzelek jest bardzo wygodny, kolor mega nasycony, głęboki i kryjący a trwałość zaskakująca. Liner szybko zasycha na powiece, nic się nie rozmazuje ani nie odbija. Poza tym w ogóle nie zasycha ani nie gęstnieje. Można z powodzeniem regulować grubość i kształt kreski, moim zdaniem jest idealny dla osób, które się uczą lub wciąż szkolą ten element makijażu. Kreska trzyma się cały dzień a mimo to nie sprawia problemu przy demakijażu. Naprawdę nie widzę wad. Aktualnie mam jeszcze kolor brązowy, który jest na tyle ciemny, że czarnego na razie nie potrzebuję. A, to jedyny liner, który udało mi się zużyć w całości :) Bardzo polecam!



ESSENCE kupiłam pod wpływem blogowych recenzji i fascynacji żelowymi formułami. Jak widać na zdjęciu, nie przetrwał próby czasu - popękał i zasechł na śmierć ale mimo to uważam, że jest wart kupienia i z pewnością jeszcze kiedyś do niego wrócę. Jeśli potraficie robić równą kreskę pędzelkiem i potrzebujecie czegoś super trwałego, ten będzie idealny. Napisałam 'równą' bo on nie wybacza błędów - jeśli zdarzy Wam się babol, bardzo trudno będzie go zmazać bez śladu. Za to przetrwa każdą imprezę, każde warunki, wesela i inne tornada ;) Ba, przetrwa nawet demakijaż :D Na poważnie, trzeba z nim trochę powalczyć, dlatego nie stosowałam go na co dzień, za co pewnie skóra wokół oczu jest mi wdzięczna. Nowy jest idealnie aksamitny, miękki i sunie z lekkością po powiece. Kolor jest głęboki, nasycony, prawdziwie czarny. Trwałość iście pancerna. Niestety z czasem robił się coraz bardziej kapryśny i tępy aż wreszcie odmówił współpracy. Mimo to, za te kilkanaście złotych, warto. Mały minusik za szklane, ciężkie opakowanie.
Na koniec zostawiłam sobie dwa TUSZE, w których pokładałam spore nadzieje, a które okazały się przeciętniakami, czyli MAC OPULASH i KIKO. W sumie mogę o nich napisać to samo - podkreślały rzęsy ale bez spektakularnych efektów. Kolor w obu przypadkach był intensywnie czarny, tusz nie rozmazywał się ani nie kruszył ale rzęsy wyglądały raczej naturalnie, bez 'efektu wow'. W przypadku Kiko bardziej podobała mi się jego szczoteczka - rozczesywała i wyciągała rzęsy lepiej niż szczotka MAC-a, ale obie potrafiły paskudnie pobrudzić powiekę. Szczotka MAC-a była zdecydowanie większa przez co i mniej precyzyjna, dużo trudniej było mi dotrzeć do nasady rzęs. Tuż przy nasadzie pozostawały niepomalowane, czego bardzo nie lubię. Nie sądzę, żebym do nich wróciła. Przywoziłam ze sobą z wakacji różne tusze, ciągle szukałam coraz lepszych ale ostatecznie uświadomiłam sobie, że póki co nic nie przebija Max Factora i postanowiłam wyluzować z tymi eksperymentami :) Podsumowując, lekki zawód ale bez tragedii. Te marki oferują dużo fajniejsze kosmetyki, tusze nie koniecznie...



Miałyście któryś z tych kosmetyków? Co o nich sądzicie?
Buziaki!
Ala

UA-49610063-1