piątek, 29 marca 2013

Wiosenne rozdanie z by dziubeka

Kilka z Was pisało, że chciałoby dołączyć do spotkania blogerek, o którym pisałam tutaj: KLIK. Kolejny zlot mamy w planach więc czuwajcie :) Tymczasem postanowiłam podzielić się z Wami jedną z pamiątek z tego spotkania. W prezencie mam dla Was zestaw by dziubeka, składający się z kubeczka i bransoletki w fioletowym kolorze z kolekcji Lillipop. Ja biżuterii nie noszę więc mam nadzieję, że ucieszy którąś z Was :) 



Zestaw trafi do jednej z osób, która jest publicznym obserwatorem bloga lub lubi profil Alicja Make Up na Facebooku i wyrazi chęć udziału w komentarzu poniżej. Rozdanie potrwa do 10 kwietnia. 

Uwaga - nie podawajcie w komentarzu swoich adresów mailowych. Z osobą, która otrzyma nagrodę skontaktuję się po zamknięciu rozdania. 

Powodzenia :)

środa, 27 marca 2013

BB Skin 79 Hot Pink

...czyli rozbrajamy gagatka :) 

Używałam tego kremu z powodzeniem przez dłuższy czas ale w pewnym momencie pompka przestała współpracować. Nie byłam pewna czy kosmetyk się skończył czy zawiódł mechanizm więc postanowiłam zrobić mu małą sekcję. Okazało się to łatwiejsze niż sądziłam - pudełko jest skonstruowane w prosty sposób i wbrew pozorom nie ma problemu, żeby wygrzebać krem co do grama :) 

Do operacji potrzebowałam jedynie płaskiego śrubokręta. Bez problemu poradziłabym sobie z czymkolwiek, co pozwoliłoby mi podważyć dzyndzelek widoczny na pierwszym zdjęciu. Wystarczyło lekko pchnąć go do góry, żeby wkład się poddał i wyskoczył z różowej otoczki :) Opakowanie wewnątrz jest białe i można je zwyczajnie odkręcić by dostać się do zawartości. Pompka jest próżniowa więc wraz z zużyciem kremu, denko podchodzi do góry. 


Szczerze mówiąc spodziewałam się, że w środku będzie jeszcze dużo kremu i wystarczy mi go na kilka makijaży. Nic z tego, opakowanie było niemalże puste. Resztki osadziły się na ściankach i pewnie, gdybym uparcie walczyła z pompką udałoby mi się je jakoś wyssać ale i tak jestem pod wrażeniem, że wbrew temu co mogłoby sugerować opakowanie, kosmetyk zużywamy do końca. Pompka pracowała bez zarzutu.

 
Ponieważ mamy denko, kilka słów o samym kosmetyku. Kupiłam go jesienią minionego roku za blisko 85 złotych. Skusiły mnie próbki BB kremów  tej firmy, które wcześniej kupiłam i dobrze się sprawdziły na mojej skórze. Od października używałam go regularnie na zmianę z dwoma innymi podkładami. Zrobiłam też kilka konkretnych odlewek, malowałam nim innych więc jego wydajność oceniam naprawdę wysoko. 

Krem ma specyficzną, dość tłustą konsystencję. Dużo łatwiej było na nim zetrzeć makijażowe 'babole' jak dotknięcie maskarą czy linerem niż w przypadku innych podkładów. Pozostawia na skórze delikatny film ale nie jest to tłusta warstwa. Cera lśni zdrowym blaskiem, który łatwo można zniwelować transparentnym pudrem. Mnie się taki glow podobał :) Świetnie radzi sobie z przesuszonymi miejscami - nie podkreśla suchych skórek ani nie gromadzi się w nich jak to czasem bywa z klasycznymi podkładami, szczególnie o właściwościach matujących. Do pokrycia całej twarzy wystarczyła naprawdę niewielka ilość, krem rozprowadza się łatwo i równo, zarówno pędzlem, palcami jak i gąbką.  Nie zostawia plam ani smug,  dobrze współpracuje z kremami, bazami, korektorami i innymi kosmetykami.

Kolor jest... dziwny :) Po wyciśnięciu z opakowania wydaje się nieco brudny, zimny, wpadający w szary jednak tuż po zetknięciu ze skórą idealnie się z nią stapia tworząc naprawdę  ładny efekt. Nie wiem na czym dokładnie polega ta magia ale tak to działa. Cera wygląda na wypoczętą, zdrową, promienną i nawilżoną. Niestety odcień jest raczej dla bladych, z oliwkową, ciemniejszą skórą może sobie nie poradzić  i okazać się za jasny.

Jeśli chodzi o krycie, określiłabym je raczej jako średnie. Efekt można stopniować nakładając kolejną warstwę ale przy mniej problematycznej cerze już jedna ujednolica koloryt, kamufluje drobne przebarwienia i niedoskonałości. Myślę (choć strzelam, przyznaję), że posiadaczki cer kapryśnych, ze skłonnością do wyprysków mogłyby narzekać, że jest zbyt lekki. Natomiast na co dzień, do mniej niewymagającego makijażu jest rewelacyjny. 

Czy krem spełnia swoje funkcje? Szczerze mówiąc nie wierzę, że kremy BB mają właściwości pielęgnacyjne. Traktowałam go wyłącznie jako zamiennik podkładu i w tej roli spisał się bardzo dobrze. Plus za filtr, efekt zdrowej, jednolitej skóry, wydajność i estetykę opakowania. O cerę dba natomiast szereg innych produktów. Trzeba pamiętać, że kremy BB mocno siedzą na twarzy - demakijaż obowiązkowy jest zawsze, ale w przypadku tego typu produktów jest szczególnie ważny i sam płyn micelarny może się okazać niewystarczający. Kiedy stosowałam Skin79 zawsze sięgałam po cięższy kaliber w oczyszczaniu.


Polecam bardzo, szczególnie osobom lubiącym naturalny, lekki makijaż twarzy. To z pewnością nie mój ostatni krem BB tej marki. Tym razem jednak czaję się na wersję Gold. 

Używałyście już kremów Skin79? Dajcie znać, który polecacie .

Buziaki
Ala

poniedziałek, 25 marca 2013

Spotkanie trójmiejskich blogerek - fotorelacja

Jak już pisałam, w sobotę miałam prawdziwą  przyjemność uczestniczyć w spotkaniu, które zorganizowała dla nas Marysia. Umówiłyśmy się na sopockim monciaku w kawiarni La Crema. Przyznam, że to było moje drugie tego typu spotkanie więc szłam z delikatną tremą. Szybko jednak przekonałam się, że niepotrzebnie - dziewczyny okazały się sympatyczne, ciepłe a przede wszystkim pełne pasji. To było naprawdę udane popołudnie. 


Na wielkie brawa zasługuje Marysia, która zadbała o każdy szczegół i na wiele sposobów uatrakcyjniła nam dzień :) Wybór miejsca był bardzo przemyślany i trafny. Nie jestem znawcą tutejszych lokali ale podobał mi się kameralny klimat, łagodny wystrój i przede wszystkim sympatyczna obsługa, która dbała o komfort wszystkich gości. My zostałyśmy potraktowane dodatkowo lampką prosecco, co podkreśliło wyjątkowość naszego spotkania :) Kawa była także bardzo smaczna i myślę, że jeśli będę szukała miejsca na kawę z przyjaciółmi, będzie to właśnie La Crema Cafe.

 
 

 
W dalszej części każda z nas opowiadała w kilku słowach o sobie i swoim blogu. Bardzo spodobała mi się ta inicjatywa bo przyznam, że znam raczej autorki blogów o tematyce makijażowo-urodowej. Tu miałam możliwość poznać dziewczyny o zupełnie innych pasjach co było bardzo inspirujące. Miałyśmy też możliwość pobuszować po naszych stronach więc moja lista czytelnicza wydłużyła się o kilka fantastycznych pozycji :)


 
na krótką fotorelację. n 
 
Przed spotkaniem zostałyśmy poproszone aby zabrać ze sobą rekwizyt, który nawiązuje do tematyki naszych blogów. Pozowałyśmy z nimi do mini sesji zdjęciowej :) Te, jak i wszystkie inne zdjęcia ze zlotu zrobiła dla nas Agnieszka - Subobiektywna.

Poznajcie nas bliżej :)

MONIKA
JUSTYNA
AGATA
SANDRA
MONIKA
ANETA

ADRIANNA
MONIKA I MARTYNA
ANIA
ANETA
MARYSIA
JA :)

Bardzo, bardzo się cieszę, że miałam okazję poznać dziewczyny osobiście. Zupełnie inaczej czyta się blogi, kiedy zna się autora, a już zupełnie inaczej kiedy się wie, że autorem jest tak fantastyczna osoba :) Po trzech godzinach plotkowania na każdy temat nadal czułyśmy niedosyt więc kolejne spotkanie jest pewnie kwestią czasu. Z chęcią nadrobiłabym zaległości z 'drugim końcem stołu' bo niestety, choć z wszystkimi udało się  porozmawiać, nie z każdym tyle, ile bym chciała :) Pozdrowienia też dla dwóch Panów - jednego rodzynka w naszym gronie i drugiego, cierpliwie czekającego na żonę ;) I dla dwumiesięcznej kruszynki, która jeszcze nieświadoma blogowego spotkania może kiedyś dołączy do podobnego, kto wie ;)

 
Gorąco zachęcam do przybycia na kolejne spotkanie. Plaża, morze, słońce, czego potrzeba więcej? 

Buziaki!
Ala
    


sobota, 23 marca 2013

czwartek, 21 marca 2013

WIOSNA

No i mamy długo wyczekiwaną wiosnę! Wraca radość, chęć do życia, energia i potrzeba zmian :) Nie wiem jak u Was ale dla mnie pierwsze miesiące roku są szczególnie trudne. Są nie do wytrzymania. 

Ponieważ za oknem jeszcze mało wiosennie, przychodzę do Was z odrobiną koloru, może Was też zainspiruje i natchnie :) Na początek krótka prezentacja kolorów sezonu.


 

Odkąd po analizie kolorystycznej wiem, że jestem zimą (a nie jesienią, jak myślałam przez długi czas), patrzę na kolory nieco inaczej. Co więcej, tak się wkręciłam w temat, że wszędzie tego próbuję - patrząc na ludzi na przystanku, w pracy na służbowych spotkaniach, w sklepie, na poczcie... Jeśli więc kiedyś mnie spotkacie i będę się Wam dziwnie przyglądać to pewnie analizuję :P

Z kolorów proponowanych na sezon wykorzystam z pewnością szmaragd  i granat, który uwielbiam bez względu na porę roku i aktualne trendy :) To magiczny kolor, który pasuje zarówno blondynkom, rudym i brunetkom, czarno- i brązowowłosym. Szmaragd budzi we mnie zaś typowo emocjonalne skojarzenia - nasz cudowny, grudniowy rejs po Karaibach odbyliśmy statkiem Emerald Princess. Wiem, bez sensu :)

Kolory kolorami, trendy trendami ale każda z nas ma swoje upodobania i preferencje. Ja wraz z nadchodzącą wiosną postawię na trzy typy makijażu. 

KOLOROWA KRESKA


Kreski robię przeważnie cieniem na mokro, więc nie czuję kolorystycznych ograniczeń. Do tej pory jednak stawiałam na czerń i granat. Spróbowałam jednak ostatnio turkusu, błękitu, zieleni i fioletu i muszę powiedzieć, że moje brązowe oko lubi takie zmiany :) W głowie nadal kołacze mi żółty i różowy, kto wie, jak tylko mocniej przygrzeje słońce... Kolorowa kreska to będzie zdecydowanie mój makijaż w nadchodzącym sezonie. 

RÓŻOWE USTA


Spotkałam się ostatnio z dawno niewidzianą koleżanką ze studiów, która zaraz po cześć powiedziała: Ala, zmieniasz się, masz różowy błyszczyk :) Ano mam - odkąd wiem, że jestem zimą :P Wcześniej wybierałam kolory szminek jak najbardziej zbliżone do naturalnego koloru moich ust. Po analizie przekonałam się, że róż magicznie odświeża twarz i pokochałam ten kolor. Kiedy się spieszę i nie mam czasu na makijaż, takie usta robią całą robotę :)  Szybki make up na wiosnę jak znalazł. 

MAKIJAŻ NO MAKE UP


Nude wraca u mnie szczególnie latem, kiedy upał sprawia, że makijaż oka czy szminka na ustach nie jest najlepszym rozwiązaniem. Sprawdza się, kiedy stawiamy na luz i naturalność. Wbrew pozorom to nie jest mniej czasochłonny makijaż niż inne - cera musi być starannie dopracowana, zasinienia pod oczami, niedoskonałości skóry idealnie zamaskowane a oko otwarte i rozświetlone. Rzęsy wytuszowane są delikatnie ale precyzyjnie, makijaż ust podkreśla jedynie ich naturalne napigmentowanie. Nie zapominamy o brwiach - ich uczesaniu i podkreśleniu. Bardzo lubię tego rodzaju look, który jedynie podkreśla urodę. Do tej pory jednym z moich ulubionych jest makijaż, który wykonałam dla Kamili - kto nie pamięta albo nie widział - podrzucam :) 


Jak u Was - wybudziłyście się z zimowego snu i szukacie kolorów? Znalazłyście coś dla siebie wśród tych proponowanych na najbliższy sezon? Zmieniacie makijaż w zależności od pory roku czy trzymacie się wypracowanego stylu? 

A już niebawem słońce i ciepło i światło do zdjęć :D  


Pozdrawiam cieplutko,
Ala

wtorek, 19 marca 2013

Charakteryzacja - postarzanie

Dzisiaj chciałabym pokazać Wam coś innego, coś czego na blogu jeszcze nie było i słowo o tym, że makijaż nie zawsze upiększa :) W miniony weekend na zajęciach z charakteryzacji teatralnej pracowałyśmy nad efektem postarzania. Miałyśmy przy tym mnóstwo śmiechu i zabawy ale też nauczyłyśmy się wielu nowych rzeczy. Zobaczcie jak w krótkim czasie i niewielkim nakładem pracy można całkowicie zmienić swój wizerunek. Proszę tylko o wyrozumiałość, to moje pierwsze kroki :)

Poniżej Kasia, moja modelka i ja spod pędzla Kasi.






Jak uzyskać taki efekt?

Pracowałam wyłącznie na produktach marki Kryolan. Najpierw nałożyłam wilgotną gąbeczką podkład w chłodnym, brudnym kolorze (TV Paint Stick, kolor OA) nie przykładając się zbytnio - plamy i nierówności wyjątkowo wskazane :) Poprosiłam Kasię o 'dziubek' z ust i je także pomalowałam. Następnie tłustymi farbami (Supracolor) i syntetycznym niewielkim pędzelkiem narysowałam zmarszczki, używając do tego brązowego koloru. Poprosiłam moją modelkę o pomarszczenie się i podkreśliłam naturalne załamania skóry. Przerysowałam lwią zmarszczkę, kreski na czole, bruzdy przynosowe i brodę. Przyciemniłam nieco skrzydełka nosa, skronie, miejsce między nosem a wargami i okolice oczu. Narysowałam też kilka niewielkich zmarszczek w okolicach ust czyli podkreśliłam wszystkie miejsca, które na co dzień rozświetlamy korektorem :) Następnie używając białej farby i pamiętając o zasadzie światłocienia naniosłam punkty świetlne i roztarłam palcami wszystkie granice. Farbą w czerwonym kolorze i specjalną gąbką zrobiłam efekt popękanych naczynek na brodzie i policzkach. Efekt podkreśliłam zwykłym różem. Maskarą do włosów w białym kolorze zrobiłam siwe rzęsy, włosy wokół twarzy i brwi - przeczesując je w przeciwną stronę - od skroni do nosa, tworząc potargany efekt. Całość utrwaliłam sypkim pudrem transparentnym i voila, Kasia jak nowa, chciałoby się powiedzieć ;)  Ja od Kasi dodatkowo dostałam brodawkę oraz daleko posuniętą próchnicę :) Taki efekt można uzyskać koloryzującymi lakierami do zębów.  

Zachęcam Was do eksperymentowania. Możecie użyć zwykłych cieni, białej maskary oraz farb do malowania ciała. Gwarantuję Wam świetną zabawę. Jeśli natomiast temat charakteryzacji bardziej Was interesuje, zobaczcie jak niesamowite rzeczy do zabawy wizerunkiem ma w swojej ofercie Kryolan (KLIK). Nie, to nie jest reklama :) Jestem tak zafascynowana zajęciami i współczesnymi możliwościami, że musiałam się podzielić swoim entuzjazmem. Poważnie się zastanawiam czy nie przedłużyć swojej edukacji jeszcze o rok :) Bardzo dziękuję prowadzącej zajęcia, Pani Marzenie Korczak - Komorowskiej za przekazaną wiedzę, inspiracje i rozbudzenie jeszcze większej pasji do sztuki wizażu i charakteryzacji :)

Jak Wam się podoba? Próbowałyście już tego typu eksperymentów? 
Pozdrawiam cieplutko w ten paskudny dzień. 
Ala

piątek, 15 marca 2013

Marcowy Glossybox

Dziś jest Glossyday, więc jeśli nie interesuje Was pudełeczko, czujecie przesyt wysypem notatek na ten temat to zapraszam jutro :)

Jeśli natomiast jesteście ciekawe co znalazłam w swoim pudełku, zapraszam na wpis.

W tym miesiącu niespodzianką była kosmetyczka. Jeszcze większą niespodzianką dla mnie był fakt, że otrzymałam porwaną... Wybaczcie jakość zdjęć, po powrocie do domu postaram się je zrobić aparatem i podstawić.


 
Na szczęście z zawartością jest lepiej 





Co w środku? 
  • Błyszczyk w kredce Jelly Pong Pong - pełny produkt, 60 zł / 2,5 g
  • Płyn micelarny Lierac - próbka 50 ml, pełny produkt kosztuje 65 zł / 200 ml
  • Preparat odbudowujący do włosów Artego - próbka 8ml, pełny produkt kosztuje 139,90 zł / 16x8 ml
  • Dermonaprawczy krem z witaminą U Clarena - próbka 30 ml, pełny produkt kosztuje 84 zł / 50 ml
  • Żel pod prysznic Pink Sugar - próbka 50 ml, pełny produkt kosztuje 55 zł / 250 ml
  • prezent: Przewodnik po światowych trendach z naklejkami. 
 
Moje pierwsze wrażenia? Rozczarowanie porwaną kosmetyczką naprawdę kiepskiej jakości. Lepsze można kupić z Panią Domu albo inną Tiną w kiosku. Ulga, że trafił mi się różowy a nie czerwony błyszczyk. Niesmak, że miałam pecha trafić na pudełko ze słabym żelem o wątpliwym składzie podczas gdy w innych pudełkach były masła The Body Shop i balsamy L'Occitane. Nie podoba mi się to zróżnicowanie. Ach, zapomniałabym. Voucher do Answear, 100 zł na zakupy. Pod warunkiem, że wydam 300...Nie, nie wydam, kupon jak i wszystkie poprzednie poleci do kosza. 

Podejrzałam oczywiście zawartość pudełka i wydawała mi się całkiem w porządku. Dopóki nie dostałam swojego... Poużywamy i zobaczymy ale znowu się nakręciłam, dałam zwieść zdjęciom i opisom a tu nadal nie urywa...

Dostałyście już swoje? Jak oceniacie zawartość?
Ala


czwartek, 14 marca 2013

Clinique makeup remover

Dziś słowo o dwufazowym płynie do usuwania makijażu Clinique Take the day off makeup remover. Opakowanie powoli sięga dna więc czas na kilka słów podsumowania.

Kupiłam go za 16$ / 125 ml czyli blisko 48 złotych. W Polsce, z tego co się zorientowałam, płacimy za niego około 70 zł. Ceny kosmetyków marki Clinique są tu dla mnie dużym nieporozumieniem.

Moje pierwsze wrażenia nie były zbyt pozytywne. Płyn znikał w zastraszającym tempie i nie radził sobie ze zmyciem podstawowego makijażu. Z czasem zorientowałam się, że to kwestia beznadziejnego tuszu (także tej marki) i dopiero po zmianie na inny zaczęłam dostrzegać jego zalety. 

Plusem z pewnością jest to, że płyn jest delikatny - nie podrażnia oczu, nie piecze a zdarzało mi się używać go z soczewkami. Jest bezzapachowy, nie zostawia mgły na oczach ale czuć po jego zastosowaniu tłustą warstwę. Dla jednych jest to zaletą, ja muszę użyć dodatkowo pianki lub żelu. Usuwa lżejszy makijaż, z wodoodpornym będzie miał problem. Warstwy łatwo się ze sobą  mieszają i nie rozwarstwiają zbyt szybko - to duży plus. Zużywają się bardzo równomiernie.

Mimo sympatii do wakacyjnych nabytków nie sądzę, żebym kupiła go ponownie. Płyn jest bardzo niewydajny. Dodatkowo posiada kretyńsko wielki otwór, przez który wylewa się go za dużo, naprawdę ciężko dozować odpowiednią ilość. Wynagradza to natomiast nieco nakrętka, którą trzeba docisnąć i przekręcić - nie ma opcji, że coś się wyleje w podróży - idealnie się nadaje do bagażu. Niemniej jednak nie odnalazłam w nim nic, co by mnie zachwyciło, a tym bardziej co byłoby warte polskiej ceny.

Clinique jest u nas marką drogą, niemal luksusową. U nas, bo za granicą jest 'średniopółkową' i tak też mogę ocenić ten produkt. Przeciętniak. Z powodzeniem znajdziemy tańsze, dużo skuteczniejsze i przyjemniejsze produkty do demakijażu.



g

jo
 

UA-49610063-1