wtorek, 29 stycznia 2013

Londyn

Dziś kolejny post niekosmetyczny ale może przydatny dla tych, którzy wybierają się na szybką, sobotnią herbatkę u królowej ;) Nie mamy wielkiego doświadczenia bo spędziliśmy w Londynie zaledwie dobę więc to tylko mini relacja w telegraficznym skrócie: 
  • Hotel Hilton London Stansted Airport brzmi szumnie, czułam się jak w pensjonacie w Krynicy
  • Trafiliśmy na wiosenną, słoneczną pogodę - a jednak to możliwe :D
  • Najeździliśmy się metrem jak szaleni i wstydzimy się za warszawskie
  • Jedzenie...jeśli zamawiacie kanapkę z serem do dostaniecie kanapkę z serem. I tylko z nim ;) Może następnym razem będziemy mieli więcej szczęścia i dorzucą jakieś warzywko
  • Nie wszędzie można płacić kartą, lepiej mieć trochę lokalnych klepaków w kieszeni
  • Nothing Hill i targ staroci na Portobello Rd - najlepsze, chcę jeszcze! 
  • Westminster - obowiązek spełniony
  • China Town, Soho, Oxford Street - byłam, widziałam, wystarczy...
  • Jak im nie jest zimno z gołymi nogami w styczniu?!
Londyn zrobił na mnie pozytywne wrażenie, chciałabym tam wrócić, czego nie mogę powiedzieć o wielu europejskich miastach (nie jestem fanką podróżowania po naszym kontynencie). Tym razem bawiliśmy się pysznie - udane towarzystwo, dobre humory, szybkie nogi to był nasz klucz do sukcesu :)

Portobello Rd i sobotni targ rzeczy starych i pięknych
 

Zastanawiałam się czy zamieszczać tu moje włóczęgowskie notki ale nic nie poradzę, podróżowanie uwielbiam tak samo jak kosmetyczne - około-babskie sprawy :) Może kilka słów mojego komentarza po powrocie skłoni Was do wymiany własnych doświadczeń i wrażeń - do czego serdecznie zapraszam! :) 

Acha, nie uwierzycie - nic nie kupiłam :D


Dziękuję Wam, a szczególnie Owiecy za wiele cennych wskazówek. Bez dobrej organizacji opartej na Waszych radach nie udałoby się nam tak sprawnie wszystkiego zwiedzić. Dzięki!

piątek, 25 stycznia 2013

Pas charakteryzatoski Inglot

Jednym z najbardziej udanych i praktycznych zakupów minionego roku był dla mnie pas charakteryzatorski. Miałam już etui, w którym kupowałam cały zestaw (pokazywałam go tutaj) ale kiedy pracowałam w miejscach o bardzo ograniczonej przestrzeni to rozwiązanie nie do końca się sprawdzało.

Wybrałam pas marki Inglot, bo:
  • ma na tyle głębokie kieszonki, że nie wypadają z nich pędzle z długimi trzonkami
  • jest maksymalnie proste, bez dziwnych i niepraktycznych małych, płytkich kieszonek
  • jest bardzo wygodne, dobrze przylega do biodra, nie zsuwa się
  • posiada pasek z regulowaną długością i plastikowym, solidnym zatrzaskiem 
  • długość paska: 80 cm, szerokość paska: 3 cm
  • rozmiar: 40 x 26 cm
  • 10 kieszonek wąskich, dwie szerokie po jednej stronie, tak samo po drugiej, na środku cztery wąskie kieszonki
  • do jednej wąskiej kieszonki mieści się jeden duży pędzel do twarzy lub trzy - i więcej do oczu (mają ok. 3-4 cm szerokości)
  • łatwo utrzymać je w czystości 
  • kosztował 81 zł.

Muszę przyznać, że ten niewielki zakup bardzo ułatwił mi pracę, szczególnie w warunkach, gdzie mam ograniczoną ilość miejsca. Zdarzało mi się malować w parku, galerii handlowej, na pokazie mody czy sesjach zdjęciowych w warunkach 'polowych' i już sam bałagan, jaki robiłam dookoła potrafił mnie nieźle zdezorganizować. Pas pozwala mi przynajmniej panować nad pędzlami, szczególnie, że staram się układać je grupowo - osobno do twarzy - do podkładu i konturowania - osobno do rozcierania, kresek, ust, języczki itp.

Minusem pasa jest brak klapki u góry, która zapobiega wysuwaniu się pędzli (taką ma np.etui na pędzle Lancrone, o którym pisałam niedawno). Zdarza się więc, że gdy go wyciągam z kufra czy podręcznej torby i się zapomnę, większość zawartości wypada i nadaje się do czyszczenia :/

Poza tym jest mi z nim wygodnie. Mieści całą moją kolekcję i jest jeszcze miejsce na nowe narzędzia :D Tymczasem puste przestrzenie zapełniam kredkami, tuszami i wszystkim co wysokie i wąskie :)











Pas bardzo polecam osobom, które pracują, szczególnie wyjazdowo. W warunkach domowych zdecydowanie lepiej sprawdzają mi się pojemniki - u mnie aktualnie słoik po ogórach :D Oglądałam wiele pasów i etui i cieszę się, że zdecydowałam się na ten Inglota. Nie ciągnie chińską fabryką, jest naprawdę dobrej jakości a i cena nie przerażała :)

Używacie takich gadżetów? :D

Ala




wtorek, 22 stycznia 2013

Minimalizm kosmetyczny czyli 5 produktów, które zabrałabym na bezludną wyspę

Od naszych wakacji minęły trzy tygodnie a ja już myślę o kolejnych :) Pamiętając wciąż gorzki smak pakowania walizek i całe doświadczenie minionego roku postanowiłam napisać o tym, co przysłowiowo zabrałabym na bezludną wyspę - kosmetyczny minimalizm bez którego nie potrafiłabym się obejść :)


Wyobraźmy sobie, że możemy zabrać na wyjazd (jakikolwiek, nie koniecznie na tropikalne bezludzie ;)) tylko pięć produktów kosmetycznych. Mój wybór byłby taki o:
  • OLEJEK/OLIWKA - gdyby były na miejscu, zbędny bagaż :) To najbardziej uniwersalny 'kosmetyk' jaki znam - oczyści skórę, nawilży ją po kąpieli, ukoi podrażnienia, oparzenia słoneczne, zadba o włosy, skórę rąk i stóp, skórki wokół paznokci i wszelkie inne przesuszone partie; uwielbiam ich działanie a do tego są całkowicie naturalne - można bez chemii ;) 
  • ŻEL HIALURONOWY - dodany do olejku, kremu lub solo nawilżyłby skórę i włosy. Uwielbiam stosować go w domu miksując z serum, olejkiem, korundem tworząc peeling, maską na twarz, maską/odżywką na włosy, kremem do rąk i stóp, balsamem do ciała - do wszystkiego! +10 do nawilżenia :) Kolejny ultra uniwersalny produkt o wszechstronnym działaniu. 
  • KREM Z FILTREM - stosuję zawsze, niezależnie od słońca, także zimą więc z pewnością nie może go zabraknąć w mojej kosmetyczce.
  • UNIWERSALNY PŁYN do mycia ciała i włosów - w tej roli idealny był Babydream fur Mama - nie wysuszał skóry po prysznicu i rewelacyjnie oczyszczał włosy, także z olejków. Jedna butelka załatwiała mi na wyjazdach temat szamponu i żelu pod prysznic. Nie plątał włosów więc obyłabym się też bez odżywki. Uniwersalny, delikatny ale bardzo skuteczny o przyjemnym składzie, będzie mi go brakowało.
  • ANTYPERSPIRANT - no to chyba jasne ;)

Wyjeżdżając miesiąc temu zabrałam cały, niepotrzebny szpej w postaci kosmetyków kolorowych, który mi zalegał w kącie walizki bo przy upale i dniu wypełnionym atrakcjami po brzegi nawet nie myślałam o makijażu :) Następnym razem wrócę do tej notki i spakuję się mądrzej ;) 

Chętnie poznam Wasze TOP5. Napiszcie proszę w komentarzu lub dajcie znać na swoich blogach, poczytam z ciekawością.

Ala


poniedziałek, 21 stycznia 2013

Londyn weekendowo

Mimo, że dzisiaj Blue Monday (KLIK) staram się myśleć pozytywnie. Mimo, że czytam o nieciekawej sytuacji w Londynie spowodowanej opadami śniegu wierzę, że w piątek uda się nam jednak dolecieć na miejsce ;) 



Dzisiejszy post jest prośbą do Was - mamy w Londynie kilka godzin - co byście poleciły do zobaczenia ekspresowemu turyście? Podzielcie się proszę swoim doświadczeniem, bo to mój pierwszy raz z królewską wizytą :)

Ala

sobota, 19 stycznia 2013

ROSSMANN, WHY?! :(

Kiedy po raz kolejny poszłam z zamiarem kupna balsamu do kąpieli Babydream fur Mama i w kolejnym Rossmannie zastałam pustą półkę, zaniepokoiłam się. Wcześniej mówiono mi, że czekają na dostawę, dziś dowiedziałam się, że
ZOSTAŁ WYCOFANY


Jakiś czas temu Rossmann wycofał rewelacyjną odżywkę Isana z olejkiem babassu, teraz balsam... Jestem bardzo, bardzo zawiedziona bo to był najlepszy produkt do mycia włosów jaki miałam ever. 

Rossmann, czyś ty oszalał?!

Dajcie znać czy wiecie coś więcej na ten temat. Tymczasem ja szukam pilnie zamienników - macie jakieś pomysły czym można go zastąpić? 

Ala

czwartek, 17 stycznia 2013

GLOSSYBOX 2012 - hity i kity

Subskrybuję Glossybox od samego początku czyli od marca ubiegłego roku. Pozwoliło mi to zgromadzić 10 pudełeczek. To, co w nich znalazłam okazywało się czasem takim hitem, że kupiłam pełnowymiarowe opakowania albo totalnym bublem, na który nie wydałabym złotówki. Zapraszam na podsumowanie. 

 
MARZEC

Hitem i odkryciem dla mnie była miniaturka perfum Daisy Marca Jacobsa. Kupiłam dwie duże butelki - dla siebie i Mamy :) Rewelacyjnie sprawdził się olejek Nuxe chociaż nie kupiłabym go za cenę regularną, wolę zwykłą oliwkę do ciała i dobrane olejki do włosów. Krem Lierac nie zrobił na mnie wrażenia, podobnie jak szampon Rene Furterer. Bublem okazał się natomiast balsam Masaki - jego zbyt intensywny zapach przyprawia mnie o ból głowy, działania nawilżającego w ogóle nie odnotowałam.Więcej: KLIK KLIK

 
KWIECIEŃ

Hitem okazała się szminka Kryolan - ma piękny kolor i rewelacyjną trwałość. Byłam też zadowolona z maski witaminowej Dermalogica i kremu miodowego Sanoflore - nie wykluczone, że kupię pełne opakowania. Masło Pat&Rub zdyskwalifikował zbyt intensywny zapach. Najgorszym produktem pudełka był niewątpliwie olejek do demakijażu Galenic - zostawiał długotrwałe uczucie mgły na oczach i fatalnie radził sobie ze zmyciem podstawowego demakijażu. AquaSlim - bez komentarza :) Więcej: KLIK KLIK


MAJ

Hitem maja okazały się kremy L'Occitane, których pełnowymiarowe opakowania kupiłam niedługo później. Równie zadowolona byłam z kremu Lierac - witaminy to jest to, co moja skóra lubi najbardziej. Całkiem przyjemny był też peelig Dermica - miał piękny zapach, eleganckie opakowanie i fajne działanie. Najsłabszym okazał się suchy szampon, który w ogóle nie przypadł mi do gustu i płyn micelarny Avene, po którym wiele się spodziewałam jednak słabe działanie mnie zawiodło.Więcej: KLIK

 

CZERWIEC

Najsłabsze pudełko. Największym zaskoczeniem okazał się tusz Yves Rocher - mało luksusowa marka ale efekt rewelacyjny - na pewno kupię pełne opakowanie. Krem Clarena oddałam Mamie, bo choć ma dobre opinie to dla mnie stanowczo za wcześnie - co on robił w tym pudełku? Reszta to słabe produkty - zapach bardzo nietrwały, róż niewidoczny, spray fatalnie wysuszał i sklejał włosy ale największą porażką okazało się mydło - ani ładne ani przyjemne w użytkowaniu. Słabizna. Więcej: KLIK KLIK


 
LIPIEC

Kiepskie wrażenie trwa, nic nie zachwyciło. Najlepszym okazał się cień Becca w neutralnym kolorze. Reszta bardzo przeciętna: maska do włosów przyjemna ale bez efektu, żel pod prysznic zużyłam i zapomniałam choć przyznam, że zapach miał przyjemnie orzeźwiający. Krem pod oczy zawiera brokatowe drobinki więc używam go na noc, efektów jednak nie widzę. Nadal nie rozgryzłam lakieru - wychwalany w sieci, mi po kilku godzinach schodzi płatkami z paznokci.Więcej: KLIK

  
SIERPIEŃ

Hity mam dwa: szminka Kryolan w pięknym różowym kolorze i krem pod oczy Clinique, który okazał się o wiele lepszy od poprzedniego. Kremu do biustu miałam się pozbyć ale jego przepiękny zapach skłonił mnie do zużycia go na szyję i dekold - skóra stała się zaskakująco gładka i miękka. Reszta przeciętna - żel pod prysznic, szampon z SLS, peeling o całkiem przyjemnym kokosowym zapachu ale żaden z kosmetyków nie urzekł mnie na tyle, żeby bliżej się nim zainteresować. Mydełka nie używałam.  Więcej KLIK

 
WRZESIEŃ

Bardzo podoba mi się peeling Yoskine - drobny ale skuteczny, przypomina mi dawnego ulubieńca Daxa. Polubiłam balsam do ust: nie zawiera parafiny i jest w uroczej puszce retro. Ze względów higienicznych używam tylko w domu więc ukrywa się w łazience. Odżywka o przyjemnym włosom składzie krzywdy im nie zrobiła ale do zachwytu też daleko :) Krem Nuxe był przyjemnie lekki choć zapachowo nie było mi z nim po drodze. Balsam pachnie pięknie ale muszę mieszać go z oliwką by lepiej nawilżał.


 
PAŹDZIERNIK

Pechowy box, gęsto rekompensowany przez firmę :) Najmocniejszym (choć nie hitem) okazał się balsam Organique o obłędnym (!) zapachu oraz peeling Pat&Rub, który świetnie służy bardzo suchej skórze. Całkiem fajny był też peelingujący żel do twarzy (pełne opakowanie, wystarczył mi na trzy miesiące). Maska i mineralne kosmetyki kolorowe w postaci kredki i różu mnie nie zachwyciły ale nie uznałabym ich też za buble. 

 
LISTOPAD

Dużo lepsza zawartość. Urocza próbka Chloe jest najlepszym elementem pudełka. Ciekawa okazała się też baza pod cienie Dax i serum rozświetlające Lierac (używam pod makijaż, sprawdza się równie dobrze jak Idealist EL, którego używałam do tej pory).  Nie byłam zadowolona z kolejnego - trzeciego już - kremu pod oczy i zbyt ciemnego kremu BB, który za nic nie chciał się dopasować - oba kosmetyki oddałam.


 
GRUDZIEŃ

Na tego boxa bardzo czekałam ale z racji wyjazdu nie zdążyłam jeszcze dobrze poznać zawartości. Wiem już, że suchy szampon nie jest moim ulubionym kosmetykiem w ogóle, bez względu na markę. Płyn micelarny nie radzi sobie z moim nieskomplikowanym makijażem więc do hitów też go nie zaliczę. Ciekawa jestem kremu Clarena, balsamu Au Lait i szminko-błyszczyka. Świetnym dodatkiem na zimę jest podgrzewacz do rąk! Estetycznie i praktycznie, ucieszyłam się z tego dodatku :) Więcej: KLIK


Z Glossyboxem bywało - jak widać różnie - raz były zachwyty, innym razem rozczarowanie. Postanowiłam jednak kontynuować subskrypcję z jednej, prostej przyczyny - uwielbiam emocje, które towarzyszą oczekiwaniu na niespodziankę :) Co prawda wiem już, co dziś znajdę w edycji styczniowej a mimo to czuję radosną ekscytację.

Powiązane z tematem:komódka z wykorzystaniem pudełek Glossybox: KLIK KLIK

Ciekawa jestem jakie są Wasze hity z Glossyboxa 2012.
Subskrybujecie, subskrybujecie nadal czy zrezygnowałyście?

Ala


Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony https://www.glossybox.pl/

poniedziałek, 14 stycznia 2013

ULUBIEŃCY 2012

Dziś o moich odkryciach minionego roku - kosmetykach, gadżetach i sposobach pielęgnacji, które totalnie mnie zachwyciły i które mogę z całego serca polecić.

ULUBIONE KOSMETYKI KOLOROWE

PUDER: Guerlain Meteorites - rewelacyjny pod każdym względem! Makijażowy zakup roku!
CIENIE: Sleek - piękne kolory i świetna jakość za niską cenę
PODKŁAD: Revlon Colorstay / Under 20 / Skin 79 Hot Pink - zamiennie, niezmiennie :)
SZMINKA: Vipera Spring - jedyna, jaką zużyłam do końca



ODKRYŁAM: 
  • azjatyckie BB kremy - te ze Skin79 służą mi rewelacyjnie
  • ...że lubię mieć pomalowane usta - w wieku 27 lat dojrzałam do szminek :) 
  • ...że nie trafiłam na żadnego bubla w kategorii podkładów. Sukces przypisuję pielęgnacji skóry - jest gładka, odpowiednio nawilżona i pozbawiona wyprysków - większość podkładów wygląda na niej dobrze, o ile są dobrze dobrane kolorystycznie
  • Beauty Blender i dobre pędzle - Hakuro, Maestro, Real Techniques

ULUBIONE KOSMETYKI PIELĘGNACYJNE - TWARZ

KREM DO ZADAŃ SPECJALNYCH: La Roche Posay Effaclair Duo - magik!
KREM Z WYSOKIM FILTREM: Bioderma AKN Mat - używam codziennie, także teraz - zimą
DEMAKIJAŻ: Bioderma Sensibio H2O - nie znam lepszego płynu micelarnego
WODA TERMALNA: Uriage oraz hydrolat oczarowy - moja skóra je uwielbia



ODKRYŁAM: 
  • ...że moja skóra lubi kremy z witaminą C - jest wyraźnie rozjaśniona i wyglądała zdrowiej
  • metodę OCM i olejki. Nic lepiej nie zmywa makijażu i nieczystości z twarzy. Moja cera z mieszanej stała się normalną i nie sprawia mi żadnych niespodzianek, jest miękka i gładka
  • naturalną pielęgnację - świetnie służy mojej skórze

ULUBIONE KOSMETYKI PIELĘGNACYJNE - WŁOSY

SZAMPON: Babydream fur mama - olejek do kąpieli - najlepszy do codziennego mycia
ODŻYWKA: Isana Babassu, Garnier z olejkiem z awokado i masłem karite
MASKA: Alterra Granat i Aloes + maski robione z kuchennych składników
OLEJE: Sesa, Khadi, olej z pestek winogron, oliwa z oliwek


ODKRYŁAM:
  • ...że moje cienkie włosy, które muszę myć codziennie rano, nie lubią detergentów - odkąd sięgam po szampony bez SLS są w dużo lepszej kondycji 
  • ...że lubię odżywki i maski bez silikonów - udało mi się bez tego ujarzmić moją czuprynę
  • ...że kropla żelu hialuronowego dodana do maski lub odżywki rewelacyjnie nawilża!
  • regularne OLEJOWANIE! Początkowo kupowałam droższe oleje: Sesę, Khadi, potem bez sukcesu spróbowałam Alterry. Okazało się, że moje włosy najchętniej piją olej z pestek winogron - litr w Biedzie za 2 dyszki :)
  • mniej znaczy więcej - używam kilku produktów o maksymalnie prostym składzie i nie stylizuję włosów - pozwalam im się kręcić a latem schnąć bez suszary
  • ...że cierpliwość w naturalnej pielęgnacji się opłaca
  • drewniany grzebień z TBS do włosów mokrych, Tangle Teezer do suchych - wyłącznie!
  • idealną dla siebie długość włosów - wreszcie czuję się świetnie ze swoją fryzurą
  • wspaniałą fryzjerkę - na tyle wspaniałą, że dzielący nas dystans 550 km nie stanowi problemu ;) Jeśli kiedykolwiek będziecie w Lubartowie - punkt obowiązkowy :P


ULUBIONE KOSMETYKI PIELĘGNACYJNE - CIAŁO

OLIWKA Hipp - do wszystkiego - ciała, włosów, demakijażu, skórek wokół paznokci, masek, mieszanki OCM, podrażnień po goleniu, słonecznych oparzeniach itp. itd. etc...




ODKRYŁAM: 
  • ...że moja niekonsekwencja, niesystematyczność i wieczny pośpiech nigdy się nie zmienią. Żele pod prysznic są mi zupełnie obojętne - o moje ciało dba gąbka Syrena, która załatwia temat peelingu i produktów do masażu, ujędrniania, cellulitu i nie wiem co jeszcze - oraz oliwka nałożona po prysznicu na wilgotną skórę. Wszystko. Szybko, tanio, super skutecznie. 

ULUBIONE ZAPACHY

  • Marc Jacobs Daisy - odkryty dzięki Glossybox
  • Kenzo L'Eau Par - niezmiennie od lat
  • Donna Karan New York Be delicious - dawno odkryty, dopiero zdobyty (Marysia, dzięki! :*)
  • Coco Chanel Mademoiselle - klasyka na specjalne okazje



ULUBIONE WSZYSTKO INNE W 2012 :)

  • Glossybox - mimo kilku fochów dostarczył mi wiele radości i pozwolił odkryć kilka pereł, które zakupiłam w pełnym wymiarze 
  • paznokciowe love - lakiery Essie i żel do usuwania skórek Sally Hansen 
  • nauka w szkole wizażu Beauty Art i wspaniałe dziewczyny, z którymi dzielę teraz swoją pasję
  • radosna kreatywność w tworzeniu szufladek z pudełek Glossybox i palety szminek
  • sesje zdjęciowe, plany, reklamy i wszystkie inne projekty, w których miałam szansę uczestniczyć w wymarzonej roli wizażystki
  • moje pierwsze wizytówki




 TO BYŁ DOBRY ROK! :)

niedziela, 13 stycznia 2013

Rossmann świątecznie

Po powrocie z urlopu do pracy czekała mnie miła niespodzianka - świąteczny zestaw kosmetyków do przetestowania od firmy Rossmann. Całkiem niedawno otrzymałam pierwszą paczkę z kosmetykami ale nie byłam nimi zachwycona (pisałam o nich TUTAJ). Mimo, że moim warunkiem podjęcia współpracy były szczere recenzje, nie spodziewałam się, że po niepochlebnym wpisie otrzymam kolejne kosmetyki a tu proszę :) Wygląda na to, że firma nie obraża się za bardziej krytyczne opinie.

Muszę pochwalić oprawę przesyłki - wyglądała jak elegancki prezent - solidny kartonik z kokardą, utrzymany w świątecznej kolorystyce. Wewnątrz, poza kosmetykami, kartka z życzeniami i smakowite pierniki. Co do wartości - lepsze wrażenia zapachowe obiecują więcej zadowolenia z testowania niż za pierwszym razem ;)


 


 A co tym razem dla ciała?

 ISANA żel pod prysznic żurawina i biała herbata

WELLNESS BEAUTY masło do ciała mandarynka i jogurt

WELLNESS BEAUTY peeling na bazie soli morskiej i oliwki / algi i minerały morskie

FUSSWOHL rozświetlający lotion do nóg

Ta paczka wygląda dość obiecująco. Najbardziej zaciekawił mnie żel pod prysznic, który w odróżnieniu od poprzedniego pachnie bardzo apetycznie. Soli morskiej po wakacjach mam chwilowo dość ale może jednak peeling mnie przekona - póki co najbardziej cieszy oko opakowanie. Masło poczeka na swoją kolej - moja skóra jest teraz ekstremalnie przesuszona i walczę cięższym kalibrem. Poza tym mam jeszcze wielkie pudło masła z poprzedniej przesyłki i dna nie widać... Lotion rozświetlający przetestowałabym najchętniej latem - nie potrzebuję cieszyć się efektem rozświetlenia zimą, kiedy nogi ukrywam pod grubymi rajtami albo spodniami ;) Niemniej jednak wrażenia wstępne pozytywne. 

Wiem, że wiele z Was już odebrało paczkę dużo wcześniej i pewnie już macie jakieś wrażenia. Napiszcie proszę jak się u Was sprawdzają kosmetyki Rossmanna. 

Tymczasem jutro notka o moich ulubieńcach minionego roku. Będę dużo chwalić :) 

Ala

czwartek, 10 stycznia 2013

Pamiętniki z wakacji - Karaiby

Był już post z pamiątkami z podróży, czas na obiecaną fotorelację. Opowiadać mogłabym długo, zdjęć wrzuciłabym o wiele więcej ale przecież  to nie jest blog o radosnych wojażach :) Postaram się nie przynudzać i w skrócie opowiedzieć o moich wrażeniach.

Nasza podróż trwała dwa tygodnie i przebiegała następująco: Gdańsk - Warszawa - Paryż - Miami - Karaiby: Aruba - Bonaire - Grenada - Dominika - St.Thomas (Wyspy Dziewicze USA) - Bahamy: Eleuthera - Miami - Paryż - Warszawa - Gdańsk.

MIAMI, mimo iż teoretycznie wiedzieliśmy czego się spodziewać, zaskoczyło nas ciepłem. Dziwnie było zostawić zimowe ubrania i buty na stołecznym lotnisku i wysiąść na miejscu w sandałkach :) Poza tym palmy okręcone światełkami, sztuczne ozdobione choinki, Mikołaje... mix tego wszystkiego stwarzał abstrakcyjny, odrealniony klimat :) Wciąż powtarzaliśmy sobie, że jest grudzień a my szukamy cienia... Główną atrakcją postoju w Miami była wycieczka na Key West. Zajęła cały dzień ale cieszę się, że się na nią zdecydowaliśmy bo widoki po drodze, szczególnie przy dźwiękach kolęd reggae, są niezapomniane :)

Kokos był pycha, to taka twarz ;)


Jeśli chodzi o same KARAIBY, zaskoczyły mnie swoją różnorodnością - każda wyspa miała swój niepowtarzalny charakter i niczym nie przypominała poprzednio przez nas odwiedzanych. Aruba już zawsze będzie kojarzyła mi się z jaszczurkami, których ilość początkowo mnie paraliżowała, kaktusami i piękną, piaszczystą plażą. Najatrakcyjniejsze punkty wyspy udało nam się zobaczyć w kilka godzin i moja ciekawość została chyba na zawsze zaspokojona :) Z kolei wspomnienie Bonaire będzie się już zawsze łączyło z obłędnie czystą wodą. Nigdy nie widziałam jeszcze jej tak krystalicznej i żywej - niezliczone ilości wodnych stworzeń można było zobaczyć tuż przy brzegu - kraby, jeżowce, ryby o kolorach i kształtach, których nie da się opisać słowami. Ta wyspa to raj dla nurków, nie spotkałam jeszcze miejsca, które by się do tego lepiej nadawało. To było także pierwsze miejsce, gdzie udało nam się podziwiać kolibry! Kolejna z wysp, Grenada, to pierwsze zetknięcie się z lasem deszczowym, górami, olbrzymią wilgotnością powietrza i wyłącznie czarnoskórymi mieszkańcami. Tego dnia 'taksówka' zawiozła nas w głąb wyspy, skąd razem z przewodnikiem poszliśmy nad wodospady położone w dżungli. Przyroda zapierała dech. Byliśmy daleko od ludzi, miast, dobrodziejstw technologii i było mi z tym wspaniale. Było to jednak miejsce, które wydało mi się jednocześnie najmniej przyjazne turystom ze wszystkich jak dotąd odwiedzonych - no, może poza Paryżem ;) Dominica wynagrodziła nam to jednak z nawiązką i jeśli miałabym wybrać jedną wyspę, na którą chciałabym wrócić, wybrałabym ją bez wahania. Przyjaźni, choć bardzo skromni ludzie, zniewalająca przyroda, dzięki której czuliśmy się jakbyśmy znaleźli się na planie zdjęciowym Avatara. Nic dziwnego, że Johny Deep kupił tu działkę (kręcił na tej wyspie Piratów z Karaibów). W obu ostatnich przypadkach zwiedzaliśmy nie tyle same wyspy co lasy deszczowe i wodospady - jedynie z przewodnikiem, bez towarzystwa innych turystów i serdecznie to rozwiązanie polecam. Nie poznaliśmy życia mieszkańców w miasteczkach, za to wrażenie jakie wywarła na mnie tamtejsza egzotyczna przyroda zapamiętam na zawsze. St. Thomas jest wyspą amerykańską i daje się to odczuć niemal na każdym kroku. Nie jest to miejsce, które mnie zauroczyło - zapamiętałam głównie sklepy, galerie, bary i plaże obłożone jak w lipcu w Sopocie. Nasza aktywność ograniczyła się więc do przeszklonej łodzi, z której mogliśmy obserwować podwodne życie (polecam) i podziwiania iguan, które niezliczone i niczym nie skrępowane opanowały całkowicie wyspę. Z nich przenosiliśmy wzrok na kolibry, próbując uchwycić te małe skubańce w obiektywach. Z zakupów polecam jedynie kawę, która pachnie i smakuje oszałamiająco oraz likiery. Zasmakowały nawet mnie a nie piję alkoholu w ogóle :) Bahamy były ostatnim celem rejsu więc postanowiliśmy złapać i ostatnie promienie słońca na plaży. Jak nie znoszę się opalać w 'normalnych' warunkach tak tam wygrzewałam się z wielką przyjemnością - delikatny wiatr sprawiał, że słońce nie dokuczało ale jednocześnie pozwalało na dobre zapomnieć, że mamy - jakby nie patrzeć - grudzień :)

Powrót do Miami przebiegał mi już w poczuciu gorzkiego rozczarowania, że ten niezwykły czas dany nam dobiegł końca i pora wracać do codzienności. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie wsiadłabym do samolotu ale nie byłam całkiem przy zdrowych zmysłach - ostatniego dnia dopadła mnie choroba i nawet nie wiem kiedy znalazłam się z powrotem w Polsce (pozdrawiam ozięble wszystkich 'operatorów' klimatyzacji, którzy mi towarzyszyli w całej podróży...).

Na koniec krótkie foto-podsumowanie, z czym od teraz będą kojarzyły mi się Karaiby: 

z cudownymi plażami:










z oszałamiającą przyrodą:
Grenada / Dominica
z pysznymi owocami, kokosowym mleczkiem i egzotycznymi kwiatami:  
ze zwierzakami:

z ludźmi: 
 
z krystalicznie czystą, kipiącą życiem wodą: 
 
z niezapomnianymi widokami: 
 
ze zjawiskami, które wprawiały nas w radosne zdumienie :)   
 
Tu byłam! :)  

A wszystko to smakowało podwójnie mocno za sprawą Jednego.... :)

Dziękuję, że z Wami przeżyłam to jeszcze raz. Ktoś nabrał ochoty na karaibską podróż?:D
Jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało.

Ala

Wszystkie opublikowane w tym poście zdjęcia są autorstwa mojego lub moich towarzyszy podróży (serdecznie pozdrawiam :) ). Proszę o nie kopiowanie ich bez mojej wcześniejszej zgody.
UA-49610063-1