czwartek, 19 grudnia 2013

MAGIA ŚWIĄT Z GLOSSYBOX

Dotarło właśnie do mnie ostatnie w tym roku pudełko Glossybox. Otwierałam je z wielką ciekawością i nadzieją na fajną, świąteczną zawartość. Co znalazłam w środku? Zapraszam na szybki przegląd.





  • NAILS INC. Lakier do paznokci w kolorze Victoria (pełny produkt, ok. 55 zł / 10 ml)
  • NUXE Huile Prodigieuse Or ze złotymi drobinkami (miniaturka 10 ml + saszetka)
  • YVES ROCHER żel pod prysznic i do kąpieli Złota Wanilia (miniaturka z limitowanej kolekcji 50ml)
  • SIQUENS Prevention, krem do cery tłustej (pełny produkt, ok. 52 zł / 50 ml)
  • OROFLUIDO Beauty Elixir olejek do włosów (miniaturka 5ml)
  • ORIENTANA maska pod oczy z naturalnego jedwabiu (pełny produkt, ok. 10 zł)
  • CHLOE See by Chloe (próbka perfum w fiolce 1.2 ml)
  • sporo makulatury w postaci kartki z życzeniami, kartki z opisem produktów, voucher do Zalando (40 zł rabatu za zakupy powyżej 200 zł), rabaty do Yves Rocher i kupon do Bath & Body Works (tylko do wykorzystania w dwóch galeriach handlowych w Warszawie, LOL).

Czy jestem zadowolona? Nie wiem, z chęcią przetestuję suchy olejek - ten bez drobinek bardzo lubiłam więc jestem pozytywnie nastawiona do testów złotej wersji. Podoba mi się też kolor lakieru do paznokci - ostatnio coś podobnego za mną chodziło więc Glossy trafiło idealnie. Ciekawa też jestem maski pod oczy. Nigdy nie używałam tego typu kosmetyków a przede mną długa podróż więc na pewno sprawdzę jej działanie w warunkach niemal ekstremalnych :) Od razu zabiorę się też za testowanie olejku do włosów. Jedyne, z czego nie jestem zadowolona to krem Siquens (nie mam tłustej skóry więc mi się nie przyda) i żel Yves Rocher. Nadal średniopółkowe marki nie pasują mi do idei testowania 'luksusowych' kosmetyków - wolałabym, żeby pudełko było lżejsze ale zawierało kosmetyki trudniej dostępne. Wygląda 'na bogato' ale z nami, blogerkami urodowymi, nie jest tak łatwo ;) 

Zorientowałam się właśnie, że próbka perfum i maska pod oczy są prezentami dla klientek VIP, które subskrybują pudełko nieprzerwanie od kilku miesięcy. Jeśli to jest prezent za lojalność, to niezbyt hojny - płatki za 10 zł i fiolka, którą można dostać w perfumerii bez konieczności zrobienia zakupów. Szaleństwo :P

Podsumowując, źle nie jest, Glossybox znów balansuje pośrodku, gdzieś między zadowoleniem i rozczarowaniem. Wciąż się zastanawiam czy kontynuować subskrypcję, przetestuję to, co otrzymałam w tym roku i pewnie podejmę decyzję. 

Jak Wam się podoba zawartość w tym miesiącu? Znacie te kosmetyki? A może macie inną wersję  pudełka? Będzie mi miło, jeśli zostawicie komentarz :)

Ściski!
Ala


poniedziałek, 16 grudnia 2013

SUBTELNY FIOŁEK

Dziś chciałabym odskoczyć od świątecznej tematyki, kosmetyków w kolorach złota i czerwieni, o zapachu wanilii, piernika, cynamonu :) Dziś będzie lekko i świeżo, o fiołkowym kremie do ciała. Jeśli nie lubicie ciężkich zapachów, którymi raczą nas producenci zimowych linii kosmetycznych ale szukacie solidnego nawilżenia skóry, ten produkt powinien Was zainteresować.


To krem do ciała Subtelny fiołek, który wchodzi w skład limitowanej linii kosmetyków L'Occitane Kwiaty Miłości, o której szczegółowo pisałam tutaj. O samym kremie producent pisze tak:

KREM DO CIAŁA 25% SHEA. Wyjątkowa koncentacja masła Shea (25%) w tym aksamitnym kremie silnie odżywia i chroni skórę. Słodka i kojąca fiołkowa woń delikatnie perfumuje i pozostawia wyśmienity zapach. Aktywne składniki masła Shea, olejek morelowy, olejek słonecznikowy, wyciąg z rozmarynu, olejek z róży. Produkt idealny do masażu.

Rzeczywiście masło shea widzimy bardzo wysoko w składzie, na drugim miejscu zaraz za wodą. Nie lubię, kiedy producenci reklamują produkt w oparciu o cenny składnik, którego śladowe ilości znajdują się na szarym końcu ale w tym przypadku mówią, jak jest :)



OPAKOWANIE kremu to pierwsza rzecz na jaką zwróciłam uwagę. Puszka z fioletową, fiołkową grafiką przykuwa kobiece oko. Zdecydowanie częściej sięgam po kosmetyki, których design mnie do tego zachęca. Lubię też praktyczne, odkręcane słoiczki - nie trzeba się bawić w wyciskanie tubek, można łatwo sięgnąć po zawartość i zużyć ją do końca. W tym przypadku mamy zakręcaną puszkę z plastikowym środkiem, krem jest dodatkowo zabezpieczony plasterkiem, dzięki czemu mam pewność, że nikt przede mną go nie otwierał i mogę z łatwością odliczyć 12 miesięcy od pierwszego użycia.

ZAPACH  był kolejną rzeczą, która mnie urzekła. Bardzo dawno nie wąchałam już fiołków, nie jestem w stanie stwierdzić, czy rzeczywiście tymi kwiatami pachnie ten krem. Nawet, jeśli nie do końca go odzwierciedla, i tak jest piękny, świeży i lekki. Na mojej skórze pachnie odrobinę inaczej niż w opakowaniu ale wciąż bardzo przyjemnie. Jest doskonałą alternatywą dla ciężkich, słodkich zapachów, za którymi nie przepadam nawet zimą. Utrzymuje się długo ale nie męczy.

APLIKACJA i KONSYSTENCJA także bez zarzutu. Wiele razy pisałam, że nie jestem miłośniczką balsamowania. Nie lubię tego robić i rzadko trafiam na kosmetyki, po które chętnie i regularnie sięgam. Postanowiłam przyłożyć się do nawilżenia skóry kiedy ruszył sezon grzewczy i akurat wtedy otrzymałam ten krem. Nie zawiodłam się - konsystencja jest znacznie lżejsza niż masło, kremowa i aksamitna. Wystarczy niewielka ilość by równomiernie rozprowadzić ją na skórze. Kosmetyk szybko się wchłania, nie marze się, nie pozostawia smug ani lepkiej, śliskiej warstwy. Po tak dużej zawartości masła shea spodziewałam się bardziej zbitej konsystencji i tłustego filmu ale krem jest naprawdę przyjemnie lekki i komfortowy w użyciu.



DZIAŁANIE oceniam również pozytywnie. Nie mam szczególnie wymagającej skóry ale odkąd zaczęłam stosować krem, zauważyłam większą gładkość i przyjemność w dotyku. Czuję komfort, nawilżenie i miękkość. Nie jest to może wielki zachwyt ale wysoki poziom zadowolenia z pewnością tak :)

Czy jest więc coś, co mi się nie podoba w tym produkcie? Tak, cena. Wiem, że pozyskanie masła shea na zasadach sprawiedliwego handlu, używanie innych naturalnych składników niesie za sobą większe koszty ale niestety wciąż, przy polskich zarobkach, ciężko wydać 85 złotych na 100 ml kremu do ciała, nawet jeśli ten jest bardzo wydajny. Nie kupiłabym go sobie do codziennego stosowania ale myślę, że świetnie nadaje się na prezent. Piękne opakowanie, subtelny, delikatny zapach i zbawienne działanie nie mogą nie przypaść do gustu.

Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Jesteście skłonne zapłacić więcej za jakość takich kosmetyków?

Ala


W poprzednim poście jedna z czytelniczek napisała, że rynek chiński wymusza testowanie na zwierzętach produktów dopuszczonych do handlu, w tym także marki L'Occitane. Jeśli temat jest dla Was ważny, przesyłam link do oświadczenia firmy - klik.

 

niedziela, 15 grudnia 2013

ŚWIĄTECZNA LISTA PREZENTÓW

Święta coraz bliżej. Zwykle o tej porze narzekałam na wszędobylskie choinki, radiowy repertuar, korki przy galeriach handlowych, kolejki w sklepach, nadmiar obowiązków i zadań do wykonania. Tym razem postanowiłam zorganizować się wcześniej i zadziwiająco dobrze mi poszło :) Zakupy zrobione, większość prezentów czeka  na zapakowanie a ja wyjątkowo spokojnie i radośnie cieszę się na najbliższe dni! :) Postanowiłam jednak przygotować posta dla tych, którzy wciąż szukają inspiracji na świąteczne podarunki dla bliskich. Poniżej lista drobiazgów, które przyszły mi na myśl na hasło: świąteczna wishlista :)


1. Termofor. Moje tegoroczne odkrycie. Niestety dwa futra, które mam w domu niespecjalnie chciały odnaleźć się w tej roli, dlatego musiałam zainwestować w mniej ruchomy ;) Ten za zdjęciu pochodzi z Home&You ale w Empikach też znajdziecie równie fajne i mięciutkie. W ostatnich dniach odkryłam, że nie tylko ogrzewają w zimne dni ale także pomagają na bólowe dolegliwości. Koszt 20-50 zł, ulga i przyjemność z stosowania bezcenna :) 

2. Prostownica. Najlepiej z zaokrąglonymi brzegami, które umożliwiają zrobienie loków i fal bez efektu złamanych pasm, aby nie umrzeć z nudów czesząc się każdego dnia tak samo ;) Jeśli możecie polecić konkretną markę i model, będę wdzięczna :) 

3. Ciepły, miękki szlafrok, idealny by zminimalizować szok po wyskoczeniu z ciepłego łóżka w ciemne, zimne poranki ;) Idealny by wypić w nim poranną kawę lub otulić się po zimnym prysznicu.

4. Lampa pierścieniowa, niezbędnik blogujących zimową porą. Robienie zdjęć w tej krainie mroku  doprowadza mnie powoli do zapaści...

5. Organizer na kosmetyki, bo kto nie lubi przekładać swoich skarbów i trzymać ich na widoku? :D Ja na razie wykorzystuję wiklinowe koszyki z kokardkami, by uczynić je bardziej dziewczyńskimi, słoiki, buteleczki, stojaczki, podstawki, spodeczki i nie wiem co jeszcze... Rano, kiedy mam zwykle 13 sekund na makijaż, bywa to dość upierdliwe. Te przezroczyste przyciągają mój wzrok już od jakiegoś czasu. 

6. Kalendarz Leuchtturm1917. Dostałam go w prezencie w zeszłym roku i już nawet nie zerkam w stronę Moleskine. To najlepszy kalendarz, jakiego kiedykolwiek używałam - jest czytelny, praktyczny, zawiera tygodniowy rozkład i dużo miejsca na notatki i jest w rewelacyjnych kolorach, które cieszą oko cały rok. Wykonanie najwyższej jakości, uwielbiam i bardzo polecam.

7. Ciepły komin to jest coś, bez czego nie wychodzę z domu. Mogę nie nosić biżuterii ale uwielbiam mieć coś zamotanego wokół szyi. Zimą lubię ciepłe, miłe w dotyku i miękkie, ten ze zdjęcia wyjątkowo wpadł mi w oko. 

8. Ciepłe skarpety to obowiązkowy prezent gwiazdkowy ;) Pomysł maksymalnie oklepany ale ja na takie bym nie narzekała, szczególnie, że się starzeję i z każdym zimowym sezonem ubieram się coraz grubiej ;)

9. Lustro z listwami oświetleniowymi śni mi się już od jakiegoś czasu. Odkąd nastała ciemność już kilkukrotnie zmieniałam w domu miejsce na wykonanie makijażu bo wciąż światło nie takie. To jest porządne stanowisko pracy a nie jakaś taka tułaczka od parapetów do stołów i stołków ;)

10. Kapcie, zwane przez niektórych ciapami ;) Najcieplejsze jakie można znaleźć, nie można takich nie chcieć. 

11. Kapok na telefon. Komu się nie przydaje? Odkąd mam swoją nową, białą stację nadawczą z dużym ekranem lękam się, że go porysuję, zrzucę, pobiję, upuszczę albo zniszczę w  inny sposób. Chętnie przytuliłabym jakąś osłonę, najlepiej gustowną, kolorową, żeby łatwiej było wygrzebać z torby. 

12. Makijaż fotograficzny Eryki Sokólskiej i Jacka Grąbczewskiego to publikacja, na którą poluję bez skutku już od dłuższego czasu, nie znika z mojej wishlisty. Na szczęście bez problemu można kupić wiele równie fajnych książek o makijażu - idealnych na prezent.

13. Toaletka - która kobieta o niej nie marzy? Do kompletu przydałoby się idealnie oświetlone miejsce do jej postawienia, a ponieważ na razie takiego nie mam, nie mam też toaletki :) 
 
Moja lista mogłaby mieć jeszcze ze sto punktów, bo uwielbiam i cieszę się z każdej drobności. 
Jeśli kogokolwiek zainspirowałam lub podsunęłam pomysł na prezent, to bardzo mi fajnie :)   
Jestem ciekawa co jest w Waszych listach do Świętego Mikołaja...

Ściskam,
Ala



wtorek, 10 grudnia 2013

MASŁO SHEA

Kiedy jakiś czas temu napisał do mnie przedstawiciel L'Occitane Polska z propozycją udziału w Akademii Zmysłów, nie zastanawiałam się długo. Mogłam nie tylko poznać ofertę produktów tej marki ale też dowiedzieć się więcej na temat składników wykorzystywanych do ich produkcji. Od jakiegoś czasu próbuję rozeznać się w kosmetykach naturalnych ale nadmiar informacji, ogólnie panująca moda na slow i eko sprawiały, że czułam się coraz bardziej zdezorientowana. Postanowiłam więc krok po kroku porządkować informacje w pakiecie teoria + praktyka :)


Dziś o Maśle Shea, które było motywem przewodnim pierwszej przesyłki. Miałam dość czasu, żeby przetestować kosmetyki i wyrobić sobie o nich zdanie a przy okazji poczytać nieco o ich głównym składniku.


Czy wiecie, że... 
  • Masło Shea uzyskuje się z nasiona drzewa dziko rosnącego w Afryce, zwanego Masłosz Parka
  • Z jego owoców wydobywa się orzechy, a te następnie są rozłamywane, prażone, rozgniatane i gotowane wiele godzin, aż u góry wytrąci się masło. 
  • Naturalne masło może mieć kolor beżowy, żółty, nawet pomarańczowy oraz orzechowy zapach. Po poddaniu rafinacji zmienia kolor na bardzo jasne, prawie białe i jest bezzapachowe. 
  • Stanowi dość twardą bryłę ale pod wpływem ciepła zmienia konsystencję na płynną, oleistą. 
  • Używane jest nie tylko w kosmetyce, ale także w kuchni. 
  • Do dziś masło pozyskiwane jest ręcznie, metodami tradycyjnymi, a jego popularność przyczynia się do poprawy sytuacji gospodarczej krajów, w których rośnie to cenne drzewo.

Dlaczego jest wartościowym kosmetykiem?
  • zmiękcza, koi, nawilża skórę 
  • przeciwdziała procesom starzenia, poprawia metabolizm komórek oraz ich samoregenerację
  • wpływa na zwiększenie jędrności i sprężystości skóry 
  • niweluje rozstępy, pomaga zwalczać cellulit
  • chroni przed czynnikami zewnętrznymi i utratą wilgoci
  • działa zbawiennie także na włosy - nabierają blasku, stają się silniejsze i odporniejsze na wszelkie uszkodzenia

Inna nazwa masła shea to:
  • Masłosz Parka / Karite / Sheabutter / Schibutter / Schibaumbutter / Shea Nut Tree / Butyrospermum parkii
 
Kosmetyków na bazie Masła Shea używałam już wcześniej więc zdążyłam docenić jego wartości ochronne i odżywcze. Sprawdziło się ono na miejscach szczególnie przesuszonych lub wymagających szczególnej uwagi - na spierzchniętych ustach, na skórkach przy paznokciach, na stopach, łokciach, łydkach. Traktowałam je jako opatrunek w sytuacjach kryzysowych, kiedy zapominałam rękawiczek w mroźny dzień albo przesuszyłam skórę środkami do czyszczenia.

Ze względu na pozytywne wrażenia z działania tego składnika, z entuzjazmem przyjęłam propozycję zapoznania się z produktami L'Occitane. Znałam wcześniej kilka kosmetyków tej marki ale nie wiedziałam, że tak naprawdę od Masła Shea wszystko się zaczęło. W latach 80-tych ubiegłego wieku, założyciel L'Occitane Olivier Baussan poznał producentki tego masła w Burkina Faso, zakupił pierwszą partię i docelowo nawiązał z nimi współpracę opartą na zasadach sprawiedliwego handlu. Od 1989 roku aż do dnia dzisiejszego funkcjonuje program wspólnego rozwoju. L'Occitane kupuje surowiec bezpośrednio od producentek, pokrywając koszty produkcji, ochrony środowiska i koszty socjalne oraz inwestycje. W 1998 roku firma zaczęła pre-finansować zbiory (w ponad 80%), a w 2003 roku stworzyła i zaczęła wspierać sieć dostawców produktów organicznych. W 2009 roku L'Occitane złożyło wniosek o przyznanie spółdzielniom produkcyjnym certyfikatu sprawiedliwego handlu ECOCERT a samo zostało później wyróżnione przez ONZ za działalność na rzecz mieszkańców Burkina Faso. Obecnie firma jest największym importerem tradycyjnego masła z tego kraju - w 2012 roku kupiła jego rekordową ilość 550 ton. Więcej możecie przeczytać o tym tutaj: KLIK

W tym roku L'Occitane zaproponowało linię limitowaną kosmetyków z wysoką zawartością Masła Shea o trzech, niesamowicie kuszących zapachach: Czuła Róża, Zmysłowy Jaśmin i Subtelny Fiołek.

Miałam okazję, oprócz bestsellerowego produktu jakim jest krem do rąk (zdj.1), przetestować krem do ciała Subtelny Fiołek, zawierający aż 25% Masła Shea w składzie. Zdążyłam już dobrze poznać ten kosmetyk więc podzielę się z Wami pełną recenzją.

Dajcie znać co myślicie o całej akcji dedykowanej składnikom (co miesiąc innym) produktów L'Occitane. Skusiłyście się na któryś z tych kosmetyków? 

Buziaki!
Ala


środa, 4 grudnia 2013

OKULARY Z FIRMOO

Jakiś czas temu otrzymałam pierwszą propozycję przetestowania okularów marki Firmoo, ale odmówiłam. Tematyka mojego bloga wydawała mi się wówczas zupełnie niespójna z produktem. Kiedy po raz kolejny przedstawiono mi ofertę, postanowiłam się jej bliżej przyjrzeć.Oprawki, które miałam do wyboru okazały się zaskakująco fajne. Uznałam ostatecznie, że noszenie ciekawych okularów ma jednak spory związek z wizerunkiem a te, które pokazywały na stronach znajome mi blogerki naprawdę mi się podobały. Na plus zaliczyłam też rewelacyjną komunikację z przedstawicielem -Tina odpowiadała na wszystkie moje upierdliwe pytania wyjątkowo szybko i cierpliwie :) Skoro tak, to czemu nie? :)

Zdecydowałam się na oprawki #F012 (klik). Wysłałam Tinie dane z recepty i już po kilku dniach (!!! patrz, jak się to robi, pocztopolskazłodziejska) paczka była już u mnie. Mimo, że czytałam na blogach wiele pozytywnych wpisów, po otwarciu przesyłki byłam zaskoczona z wielu powodów:
  • wspomniany już, szalenie krótki czas dostawy - firma jest w Stanach, fabryka w Chinach, mimo to całość szła szybciej niż moja ostatnio dłuuuugo wyczekiwana przesyłka z innej dzielnicy Gdańska...
  • małe a cieszy, czyli dodatki: twarde etui, woreczek, ściereczka i mini śrubokręt do samodzielnego regulowania oprawek - wszystko potrzebne i zaskakująco dobrej jakości 
  • wysoka jakość wykonania samych oprawek - spodziewałam się trzeszczącej tanizny ale jestem pozytywnie zaskoczona- nie widzę różnicy między tymi oprawkami a moimi dotychczasowymi, za które zapłaciłam kilkaset ciężkich złotych...
  • lekkość oprawek - moje poprzednie okulary z salonu Fielmann są dużo cięższe, Firmoo nosi się wygodniej i bardziej komfortowo, dużo szybciej się do nich przyzwyczaiłam 
  • moje -5 dioptrii nie stanowiło przeszkody do wysyłki :) Trochę się obawiałam grubości szkieł i ich osadzenia w oprawkach ale i tu firma mocno dała radę - całość bardzo dyskretnie i zgrabnie się prezentuje, bez efektu denka od butelek ;)
  • design i szeroki wybór oprawek, wiele wariantów kolorystycznych - każdy znajdzie coś dla siebie. Zastanawiałam się czy słusznie wytypowałam swój model bez przymiarki ale okazało się, że wszystko jest świetnie opisane, zwymiarowane i zobrazowane na stronie. Porównałam sobie wymiary poprzednich okularów i tych planowanych i wiedziałam czego się spodziewać. Jeśli nie macie okularów do porównania, możecie wgrać swoje zdjęcie (Virtual Try-On System) i upewnić się, czy wybrany model będzie pasował.
  • logo Firmoo jest dyskretnie umieszczone w wewnętrznej części oprawki.
Podsumowując, jestem zadowolona, że zdecydowałam się na zamówienie. Co prawda nie poszalałam i wzięłam bardzo klasyczny model ale taki właśnie, nieco koci mi się podoba. 




 





Korzystając z rzadkiej okazji, kiedy pokazuję na blogu swoją buzię, pokażę też mój codzienny makijaż no make up :) Ostatnio jesienne przesilenie wypuszcza mnie z łóżka w ostatniej możliwej minucie więc na ogarnięcie się przed wyjściem mam naprawdę mało czasu :) 

podkład: Max Factor Face Finity All Day Fawless 3 in 1 / róż: MAC Well dressed / brwi: Catrice Eyebrow Set / tusz: Lovely Curling Pump Up / usta: MAC Fanfare

Jeśli podobają Wam się oprawki i macie ochotę na swoją parę, pamiętajcie o programie First Pair Free dla nowych klientów (http://www.firmoo.com/free-glasses.html). Ale ostrzegam, że apetyt rośnie w miarę jedzenia - mimo, że mam na nosie świeżą parę, już wypatrzyłam sobie w ofercie nowy model, który totalnie mnie zauroczył :D 

Dołączyłam do fanek Firmoo, nie tylko ze względu na świetny produkt, który spełnił moje oczekiwania na 100% ale także ze względu na komunikację. Nie mam na co ponarzekać, to była pozytywna decyzja i należy jej się pozytywna recenzja.   


Macie już swoje pary? Chętnie zajrzę w linki, które modele wybrałyście. Jeśli jeszcze się wahacie pamiętajcie, że firma jest otwarta na wszelkie formy współpracy z blogerami ;)

Buziaki!
Ala


niedziela, 1 grudnia 2013

LISTOPADOWE DENKO z Bourjois / Lirene / Clinique / Organique

...czyli kilka słów o produktach, których używałam ostatnio. Do niektórych z pewnością będę jeszcze wracać więc mogę je Wam z czystym sumieniem polecić :)

Jednym z nich jest mój ulubieniec wśród drogeryjnych podkładów do codziennego makijażu, BOURJOIS Healthy Mix. Polecałam go w ostatnim poście o tym, co warto kupić w promocji Rossmanna i sama z niej skorzystałam, kupując kolejną buteleczkę (w regularnej cenie kosztuje ok. 59 zł). 
 
  • ma bardzo jasny kolor z żółtymi tonami, nie ciemnieje na mojej skórze (odcień 51, light vanilla)
  • pięknie stapia się ze skórą, nie osiada na włoskach i nie podkreśla suchych skórek
  • wyrównuje koloryt cery pozostawiając bardzo naturalny efekt
  • nawilża i rozświetla skórę, wygląda na wypoczętą, zdrową i promienną
  • jest idealny na wiosnę i lato, do codziennego, dziennego makijażu
  • ma lekką konsystencję i bajecznie łatwo się rozprowadza na skórze każdą techniką
  • pachnie świeżo, owocowo
  • jest w szklanej butelce z pompką - poprzednia wersja, plastikowa i próżniowa może nie wyglądała tak elegancko i estetycznie ale była dużo praktyczniejsza i lżejsza
  • jest łatwo dostępny
  • POLECAM

Kolejnym kosmetykiem, który z pewnością kupię ponownie, jest pianka LIRENE Design Your Style 20+. Lubię taką formułę produktu do demakijażu, jest znacznie bardziej komfortowa niż żele czy mydła. Pianki używałam wieczorem, do oczyszczenia skóry po wcześniejszym demakijażu płynem micelarnym oraz rano, aby usunąć resztki kremów i serum, nakładanych przed snem.
 
  • pianka ma idealną konsystencję - jest zbita, lekka i aksamitna, nie przecieka przez palce
  • jest bardzo wydajna - wystarczy jedna pompka aby oczyścić całą twarz
  • uwielbiam jej piękny, świeży zapach
  • jest bardzo delikatna ale jednocześnie bardzo skuteczna
  • z łatwością usuwa zanieczyszczenia i resztki makijażu
  • przyjemnie odświeża
  • nie ściąga skóry, nie wysusza jej - cera jest miękka, gładka i promienna
  • łatwo ją nanieść oraz spłukać wodą
  • nie piecze w oczy
  • jest tania (ok. 20 zł) i łatwo dostępna w drogeriach i supermarketach
  • POLECAM, sama chętnie kupię kolejne opakowanie.

Dla kontrastu teraz kilka słów o żelu do oczyszczania twarzy CLINIQUE. To kolejny kosmetyk tej marki, który się u mnie nie sprawdził. Na szczęście kosztował mnie niecałe $10 ale mimo wszystko mogłam go sobie darować. To pierwszy z trzech słynnych kroków Clinique, wybrałam do cery tłustej i mieszanej w typie 3,4. Niestety ani żel, ani pozostały cykl pielęgnacji nie zdał u mnie kompletnie egzaminu.

  • ma estetyczne, proste opakowanie z bardzo twardego plastiku, pompka pracuje bez zarzutu
  • sam żel ma dość gęstą konsystencję, przez co jest bardzo wydajny 
  • zapach jest dla mnie mało przyjemny, ostry i alkoholowy
  • okrutnie piecze w oczy! trzeba bardzo uważać
  • działanie, choć nie mam wyjątkowo wrażliwej skóry, było dla mnie zbyt mocne - cera była wyraźnie rozdrażniona i ściągnięta 
  • silnie oczyszcza ale dla mnie aż zbyt 'agresywnie' - mieszaną, normalną lub suchą skórę może moim zdaniem wysuszyć
  • nie sprawdził się do codziennego stosowania 
  • pozostawiał dyskomfort, zarówno podczas aplikacji, jak i po spłukaniu
  • być może sprawdziłby się w wersji łagodniejszej, może to kwestia mojego błędu w wyborze typu ale na chwilę obecną za pielęgnację Clinique, poza kremem pod oczy, serdecznie dziękuję.

Na koniec coś pysznego - pomarańczowa pianka do mycia ciała ORANIQUE. Bardzo polubiłam ten kosmetyk, mam już kolejne opakowanie w innej wersji zapachowej i chcę spróbować wszystkich! (pozostałe to afrykańska, grecka, kolonialna i mleczna). 

  • ma obłędny zapach! intensywny, świeży, soczysty aromat dojrzałych pomarańczy! absolutnie uwielbiam jego pobudzające działanie, i ten kolor...
  • pianka ma dwie pojemności do wyboru, ja mam 100 ml (koszt około 15 zł.)
  • zamknięta w lekkim, plastikowym słoiczku, łatwym do okręcenia pod prysznicem, wygodnym i bardzo ekonomicznym - jesteśmy w stanie zużyć kosmetyk co do grama
  • pianka ma konsystencję musu, który nabiera lekkości w połączeniu z wodą
  • dość trudno ją spienić na ciele, zdecydowanie lepiej przy użyciu gąbki
  • dobrze myje - skóra jest oczyszczona, odświeżona i pełna energii :) 
  • nie wysusza ani nie ściąga skóry jak klasyczne mydło 
  • niestety jest średnio wydajna choć i tak sądziłam, że tak małe opakowanie wystarczy mi na krócej
  • minusem jest dostępność (w salonach Organique).

Ostatnio coraz większą sympatią darzę kosmetyki marki Organique - odpowiadają mi ich składy, zapachy, działanie i niebawem z pewnością coś jeszcze pojawi się na moim blogu bo używam aktualnie kilka kosmetyków tej firmy. 

No i to tylko tyle. Niby cztery produkty, niby starałam się w  pigułce a i tak sporo tego wyszło :) 
Miałyście któryś z tych kosmetyków? Jestem ciekawa Waszych opinii. 

Buziaki! Ala





czwartek, 21 listopada 2013

PROMOCJA W SIECI ROSSMANN - CO POLECAM

Od jutra drogeria Rossmann rusza z dużą promocją, bo aż - 40%. Nie planuję wielkiej napaści i dzikich zakupów ale pomyślałam, że to dobra okazja, by podzielić się z Wami kilkoma perełkami, które są dostępne w tej sieci sklepów. To produkty, które mam, sama używam i jestem z nich bardzo zadowolona. Takie, po które wracam i mogę z czystym sumieniem polecić, jeśli jeszcze nie wiecie co wrzucić na swoją zakupową listę :)


Trzy pokłady, które widzicie na zdjęciu to moi aktualni ulubieńcy z drogeryjnej półki. 

LIRENE UNDER 20 świetnie się sprawdza na co dzień - pięknie pachnie, ujednolica koloryt skóry, kryje niewielkie niedoskonałości i przebarwienia, matuje. Ma lekkie, plastikowe opakowanie z pompką, kosztuje kilkanaście złotych w regularnej cenie i choć nie wygląda zachęcająco, potrafi zaskoczyć pięknym efektem na twarzy. Uwaga na kolor - dla bladolicych nawet najjaśniejszy może się okazać za ciemny więc radzę sprawdzić tester przed zakupem lub zostawić go sobie na lato.

REVLON COLORSTAY to już legenda. Jeden z niezawodnych podkładów na zimę i większe wyjścia, choć i na co dzień spisuje się świetnie (mieszam go z kremem nawilżającym, żeby nadać mu lekkości). Uwielbiam go za porządne krycie, trwałość, konsystencję i zapach. Wciąż dokupuję kolejne buteleczki w kolorze Ivory. Zwróćcie uwagę na typ skóry na opakowaniu - różnice między podkładami są zauważalne. Minusem jest brak pompki.

BOURJOIS HEALTHY MIX to mój obowiązkowy podkład na lato choć używam go też przez cały rok. Pięknie pachnie owocami, ma lekką konsystencję i doskonale stapia się ze skórą, która wygląda zdrowo, gładko i promiennie. Jest idealny, gdy chcemy dodać cerze blasku i świeżości. Jest lekki ale zadowalająco kryjący. Miałam wersję klasyczną oraz Serum i oba jednakowo przypadły mi do gustu. Właśnie skończyłam kolejną butelkę więc ten pokład na pewno kupię przy okazji promocji. Zawsze sięgam po najjaśniejszy numer 51. 

Często kupuję szminki w drogeriach bo tu można znaleźć bardzo dobrą jakość za przystępną cenę. Moim aktualnym faworytem są szminki RIMMEL z serii KATE MOSS. Nie wysuszają ust, mają szeroką gamę kolorystyczną, przyjemną konsystencję, piękne wykończenie i są naprawdę bardzo trwałe. Polecam spróbować, każdy znajdzie w ofercie coś dla siebie.

Podczas ostatniej takiej promocji udało mi się kupić kredkę MAX FACTOR w cielistym kolorze i od tamtej pory sięgam po nią w niemal każdym moim makijażu. Jest idealnie miękka, wyrazista, nie wypłukuje się zbyt szybko i sprawia, że prosty trick rozjaśnienia linii wodnej wyraźnie otwiera oko, optycznie je powiększa, sprawia, że spojrzenie jest wypoczęte i bardziej wyraziste. Polecam kolor cielisty, jest znacznie bardziej dyskretny i naturalny niż biały.

MAX FACTOR jest u mnie absolutnym numerem jeden jeśli chodzi o tusze do rzęs. W ostatnim czasie testowałam mnóstwo tego typu produktów - od niskopółkowych 'hitów' po drogie, selektywne marki i bez wątpienia te od Max Factora są najlepsze. Z każdego z nich byłam zadowolona i każdy polecam choć silikonowe szczotki sprawdzają się u mnie najlepiej. Jutro na pewno zapoluję przynajmniej na jeden z nich. 

MAYBELLINE COLOR TATTOO to ostatnio król blogosfery, któremu ja też uległam. Posiadam kolor Permanent Taupe, który uwielbiam, szczególnie teraz, jesienią. Nie jestem fanką kremowej formuły cieni ale ten naprawdę wyjątkowo przypadł mi do gustu. Jeśli jeszcze nie macie żadnego koloru, polecam się rozejrzeć :)

Ciekawa jestem co jest na Waszej liście perełek z Rossmanna. Koniecznie dajcie znać, co polecacie. 
Ala


czwartek, 14 listopada 2013

LISTOPADOWY GLOSSYBOX

Wyjątkowo ciężki, wyjątkowo wypchany produktami ale...



Co w środku?
  • BALANCE ME, nabłyszczający balsam do ust w kolorze soft beige - pełny produkt 10 ml
  • EMITE MAKE UP, cień do powiek - pełny produkt 3,5 g
  • VICHY Idealia - rozświetlający krem wygładzający oraz serum - próbki 
  • SCHWARZKOPF PROFESSIONAL, szampon do włosów - pełny produkt 250 ml
  • TOŁPA, modelujący koncentrat wyszczuplający - pełny produkt 200 ml
  • KATY PERRY, perfumy Killer Queen - próbka w prezencie
W tym miesiącu pudełko jest bogate ale czytając niezwykle entuzjastyczne opinie na fan page'u marki dziewczyn, które dostały pudełko wcześniej, spodziewałam się większego wow. Po otwarciu swojej przesyłki, byłam trochę rozczarowana. 
Do gustu przypadł mi balsam do ust, choć początkowo brązowy kolor nieco mnie przeraził. Na szczęście na skórze pozostaje niewidoczny. W nadchodzącym sezonie na pewno się przyda, tym bardziej, że stale gubię szminki i balsamy ochronne :) Obiecująco wygląda też cień - jest w naturalnym, jasnym kolorze więc będzie pasował każdemu. Pięknie odbija światło ale nie zawiera drobinek więc mam nadzieję, że będę z niego równie zadowolona jak z cienia Becca, który kiedyś był w pudełku.

Reszta produktów niespecjalnie mnie przekonuje. W Glossyboxie już nie raz znajdowałam 'profesjonalne' szampony, które albo okazywały się przeciętne albo wręcz szkodziły moim włosom (Aussie). Z dużą rezerwą podchodzę więc do tej dużej butli, zobaczymy. Koncentrat wyszczuplający brzmi świetnie ale nie wierzę w działanie tego typu kosmetyków. Testowałam już różne marki ale widziałam jedynie wygładzenie skóry. Producent obiecuje zmniejszenie objętości tkanki tłuszczowej - nie oszukujmy się, bez racjonalnego odżywiania się i dużej dawki ruchu nic się samo nie wydarzy. Kremy Vichy, mimo sporej akcji promocyjnej - także wśród blogerek - nadal mnie nie przekonują. Piękne dla oka opakowania kryją niestety nieciekawe składy, a i opinie są mocno podzielone. Na pewno nie jest to kosmetyk, który wywołuje u mnie entuzjazm. Na koniec próbka perfum w maleńkiej fiolce, którą można dostać bez łaski w każdej perfumerii, która też niespecjalnie mnie cieszy. Co innego miniaturki butelek - uwielbiam je, nawet jeśli zawartość niespecjalnie trafia w mój gust :D 

Trzeba jednak przyznać, że wartość pudełka znacznie przewyższa jego cenę - już same pełne produkty kosztują ponad 250 złotych. Podsumowując, na bogato ale niestety nie trafiło w mój gust i potrzeby.

Co myślicie o zawartości w tym miesiącu? Zamówiłybyście? 

EDIT: Entuzjazm dodatkowo ostudziła data ważności szamponu - grudzień 2013. Wietrzenie magazynów przed nowym rokiem? :D 

wtorek, 12 listopada 2013

SESJA Z KAROLINĄ

Jakiś czas temu uczestniczyłam w sesji zdjęciowej z Karoliną Henning, byłą uczestniczką programu Top Model. To było dla mnie duże wyzwanie i doświadczenie ale cieszę się, że się na nie odważyłam. Efekty możecie zobaczyć poniżej.


modelka: Karolina Henning
zdjęcia: Patrycja Stefanowska / Anna Kosik 
stylizacja: Ewa Cięszka / 3BOXES
fryzury: Magda Komoń
mua: ja

Wiem, że jestem świeżakiem i jeszcze dłuuuuuga droga przede mną ale niezmiernie się cieszę, że mogę już teraz pracować z tak fantastycznymi, zdolnymi ludźmi. Kolejne sesje za mną, kolejne zdjęcia czekają na publikacje a ja z każdym wykonanym makijażem jestem pewniejsza siebie i pewna, że to jest to, co uwielbiam i chcę robić!
Ala

poniedziałek, 4 listopada 2013

MOBILE MIX #7

1. Kocham figi / 2. W drodze do pracy  / 3. Od L'Occitane / 4. Od M. / 5. Wreszcie moja! Zuca! / 6. Gdańsk by night / 7. Zapowiedź sesji, która jeszcze w tym tygodniu na blogu / 8. Kraków by night / 9. Hotelowe śniadanie / 10. Delegacja, widok z 22 piętra / 11. Kudłata miłość /12.Weekendowa Norwegia

W ostatnich dniach przypomniałam sobie, jak lubię być w drodze. Tym razem był Kraków, Warszawa, Norwegia, dziś znów jestem w Trójmieście. Były sesje zdjęciowe, dużo pracy zawodowej ale i czas na domowe lenistwo. I planowanie, dużo planowania, bo najbliższe dni zwiastują nowe przygody, doświadczenia i nowe zdjęcia! :) Zachęcam do śledzenia na Instagramie - KLIK

Jeśli robicie takie podsumowania, kolaże zdjęć, zostawcie proszę linki w komentarzach, bardzo chętnie czytam tego typu posty. Buziaki!
Ala


niedziela, 3 listopada 2013

PROJEKT ŚMIETNIK


..czyli dosłownie kilka recenzji produktów, które zużyłam w ostatnim czasie.



MAX FACTOR, tusz do rzęs CLUMP DEFY. Muszę przyznać, że gdybym miała wybrać markę, której maskary lubię najbardziej, byłby to zdecydowanie Max Factor. Ten tusz nie zmienił mojej opinii - doskonale rozczesywał włoski, wydłużał je, pogrubiał i podkręcał. Efektem sztucznych rzęs bym tego nie nazwała ale na co dzień byłam z niego bardzo zadowolona. Nie osypywał się, nie rozmazywał, trzymał się aż do wieczornego demakijażu i tu także nie sprawiał trudności. Kolor był głęboki, prawdziwie czarny. Bardzo odpowiadała mi też szczoteczka - giętka, silikonowa, półokrągła, niezbyt ostra. Dobry tusz za dobre pieniądze - polecam.

YVES ROCHER, korektor rozświetlający COULEURS NATURE w kolorze różowym. Nie jestem wielką fanką kosmetyków tej marki, ale sięgnęłam ostatnio po korektor pod oczy w formie pisaka z pędzelkiem. Ani mnie nie zachwycił, ani nie rozczarował, nazwałabym go mocno przeciętnym. Pierwszym minusem jest mały wybór kolorów - dostępna jest jedynie wersja różowa i żółta, przy tym druga jest dość ciemna. Syntetyczny pędzelek dozuje odpowiednią ilość produktu - nic się nie rozlewa, korektor ma fajną konsystencję ale wydajność, w porównaniu do konkurencyjnych firm jest nieco niższa. Krycie i rozświetlenie określiłabym jako średnie w kierunku zadowalającego.Nie zawiera drobinek odbijających światło ale jest bardzo jasny, przez co okolice oczu wyglądają na świeże i wypoczęte. Korektor wymaga przypudrowania i wyczucia w ilości - potrafi się nieznacznie zebrać w załamaniach skóry. Osobiście wolałabym wersję jasną z żółtymi tonami dlatego już do niego nie wrócę, tym bardziej, że cena około35-39 złotych za 1,5 ml jest dość wysoka.

 
TOŁPA, nawilżający krem odprężający DERMO FACE HYDRATIV to jedno z największych zaskoczeń z Glossyboxa. Długo się do niego zbierałam, bo nie byłam przekonana do marki, ale już po pierwszym użyciu wiedziałam, że się polubimy - przede wszystkim za obłędny zapach! Jest świeży, lekki i naprawdę odprężający, jeden z ładniejszych zapachów jakie spotkałam w kosmetykach. Konsystencja jest aksamitna, kolor mleczno - żółty a aplikacja bajecznie prosta. Niestety krem zostawia wyczuwalną warstwę na skórze więc mimo, że producent zaleca go na dzień, pod makijaż się nie sprawdzał i używałam go na noc. Skóra była wówczas intensywnie nawilżona, gładka, miękka i jaśniejsza. W moim odczuciu to krem, który daje wyraźnie zauważalne efekty już na początku stosowania. Niestety na minus zaliczam opakowanie - jest w twardej, aluminiowej tubce (jak maść apteczna) co utrudnia wydobycie go pod koniec. Poza tym w połowie użytkowania zepsuła się nakrętka więc musiałam przełożyć zawartość do mniej higienicznego słoiczka. Mimo wszystko byłam z jego działania bardzo zadowolona i prawdopodobnie kupię kolejne opakowanie bo to jeden z fajniejszych kremów nawilżających, jakich używałam przed snem. Często jestem pytana o kosmetyki tej marki ale nie mam z nimi dużego doświadczenia.Ten produkt zdecydowanie polecam, ale na noc. Kosztuje blisko 35-37 złotych /40 ml, można go kupić w drogeriach typu Rossmann albo na stronie internetowej Tołpa (KLIK).
 
EQUILIBRA, szampon aloesowy, o którym wszystko napisałam w tej recenzji (KLIK). Nadal jest na liście moich włosowych ulubieńców. Jest skuteczny a przy tym delikatny dla skóry głowy. Nie obciąża, nie plącze, nie przesusza, nie przyspiesza przetłuszczania. Pięknie pachnie, radzi sobie z olejami, jest bardzo wydajny i niedrogi. Włosy są po nim miękkie, lśniące i przyjemne w dotyku. Na minus zaliczam mu chyba jedynie dostępność- na swoje poluję w aptekach internetowych ale wymaga to cierpliwości ;) Mimo wszystko będę do niego wracać i zdecydowanie polecam!
 
GARNIER FRUCTIS, odżywka wzmacniająca OLEO REPAIR znalazła się u mnie dzięki pozytywnym recenzjom i nie rozczarowałam się. Zawiera trzy olejki: z oliwek, awokado i karite ale nie obciąża włosów, wprost przeciwnie: są lekkie, miękkie i jedwabiste. Dużo łatwiej się rozczesują i układają. Uwielbiałam po nią sięgać także ze względu na długo utrzymujący się zapach- wyraźnie owocowy, słodki ale orzeźwiający. Konsystencja jest idealna, niezbyt gęsta ale też nie spływa z dłoni, łatwo rozprowadza się na pasmach i spłukuje. Mam wrażenie, że odżywka dodaje energii moim włosom :) Nie byłam przekonana do marki Garnier ale po zachwycie wersją z awokado, postanowiłam spróbować. Nie liczyłam na szczególną regenerację suchych włosów ale mimo to jestem z niej zadowolona. Z pewnością kupię kolejną butelkę, bo do codziennego stosowania, za cenę blisko 10 zł / 200 ml, naprawdę warto.
 
RENE FURTERER suchy szampon NATURIA był w Glossyboxie, sama z pewnością nie kupiłabym tego kosmetyku. Nie lubię suchych szamponów, na moich włosach się nie sprawdzają i już, a tę butelkę wyrzucam, ponieważ minął jej termin przydatności. Suche szampony działają u mnie wysuszająco, bardzo krótko, poza tym nie mogę pozbyć się wrażenia nieświeżości i obawy, czy aby nie ma pozostałości białego proszku na włosach. Mam w łazience jeszcze dwa inne i czekają na skrajne przypadki typu pobyt w szpitalu. W normalnych warunkach wolę poświęcić te kilkanaście minut na umycie włosów, nawet jeśli nie zdążę ich dobrze wysuszyć. Wiem, że są zwolennicy metody odświeżania na sucho ale ja do nich nie należę i nie polecam.
 
BIODERMA, płyn micelarny SENSIBIO H2O to mój zdecydowany, absolutny ulubieniec w kategorii demakijaż. Testowałam już Bourjois, micela z Biedronki, Lierac, Yasumi, Ziaję, Daxa i nie wiem co jeszcze, i nie znalazłam godnego zamiennika. Dokładniejszą recenzję Biodermy, także w porównaniu z innymi, znajdziecie tutaj i tutaj. Nadal uważam, że to najdelikatniejszy i zarazem najskuteczniejszy płyn do demakijażu oczu. Cena może początkowo zniechęcać ale raz na jakiś czas pojawiają się w aptekach naprawdę atrakcyjne promocje (przykładowo, swoje dwie butle po 500 ml kupiłam za blisko 70 zł, więc naprawdę było warto). Biorąc pod uwagę spory zapas i wydajność, nieprędko sięgnę po inny produkt. Polecam, zdecydowanie.
 
URIAGE, krem matujący HYSEAC MAT mam od bardzo, bardzo dawna i szczerze mówiąc, zestarzał się zanim zdążyłam go zużyć do końca. Moja skóra nie potrzebuje na co dzień specjalnego zmatowienia, dlatego stosowałam go najczęściej pod makijaż tylko w letnie, upalnie dni. Świetnie nadawał się jako baza pod podkład, odświeżał skórę, wygładzał ją, błyskawicznie się wchłaniał i delikatnie matowił. Nie wiem jak sprawdziłby się na skórze tłustej ale biorąc pod uwagę moje potrzeby, byłam zadowolona. Wszystko napisałam o nim tutaj. Nie wiem czy do niego wrócę, gdybym miała większe kłopoty z błyszczeniem cery, możliwe że tak. Nie jestem jednak grupą docelową, więc powstrzymam się od rekomendacji :) Powiem tylko, że marka Uriage jeszcze mnie nie zawiodła.

Używałyście kiedykolwiek tych produktów? Zachęcam do wymiany opinii w komentarzach :)
Ala




UA-49610063-1