piątek, 14 grudnia 2012

Wakacje w grudniu

W czasie, kiedy większość z Was zapewne piecze pierniki, kupuje ostatnie prezenty i stroi choinkę ja spakowałam do walizki klapki i strój kąpielowy. W tym roku, po raz pierwszy w życiu, spędzę święta w mniej tradycyjny sposób. Nie wiem czy chwalę się czy żalę, okaże się po powrocie. Być może uznam, że nawet najcieplejsze morze, ciepło słońca i smak egzotycznych owoców nie są w stanie zastąpić atmosfery, jaka do tej pory kojarzyła mi się z Bożym Narodzeniem...

Kilka z Was pytało mnie gdzie się wybieram - oto plan naszej grudniowej wyprawy - Karaiby

Map

Jeśli czytacie tę notkę, jest piątek 14 grudnia to znaczy, że post opublikował się automatycznie z powodzeniem a ja siedzę właśnie w samolocie do Miami. I z tego samolotu właśnie myślę o Was ciepło i ślę życzenia - pięknych, spokojnych i magicznych Świąt! I spełnienia marzeń, bo wierzcie mi - każde ma szanse się ziścić ;-) 


Do napisania w styczniu!
Całusy!
Ala

środa, 12 grudnia 2012

To dziwne...

...uczucie pakować do walizki letnie sukienki, klapki i kosmetyki chroniące przed słońcem gdy za oknem mróz i biało... Przyjemne ale jednak trochę dziwne :-)




wtorek, 11 grudnia 2012

GRUDNIOWY GLOSSYBOX

Już jest! :) I w tym miesiącu na bogato :)










W tym miesiącu uważam, że pudełko jest bardzo na bogato. Co w środku?
  • BATISTE suchy szampon o zapachu Cherry (pełny produkt 15,90 zł / 200 ml)
  • CLARENA Stem Cells Cream krem z roślinnymi komórkami macierzystymi (pełny produkt 142 zł / 50 ml)
  • MODEL co LIP DUO szminka+błyszczyk (pełny produkt! 120 zł.)
  • SCOTTISH FINE SOAPS COMPANY Au Lait Body Milk (pełny produkt 44,90 zł / 220 ml)
  • YASUMI płyn micelarny (pełny produkt 29 zł / 170 ml)
  • KRYOLAN HD Eyeliner - produkt VIP (pełny produkt 50 zł / 6g)
Do tego dwa bonusy - urocze bileciki do prezentów, voucher i ogrzewacz do rąk, który baaardzo się przyda.

I co myślicie?:D

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Beautyblender za 49,50 zł + makijaż :)

Dziś przychodzę z makijażem typu no make-up, wykonanym przy pomocy słynnego, różowego jajeczka. Mimo, że w blogosferze napisano o nim już chyba wszystko, nadal cieszy się sporym zainteresowaniem. Kilka słów wprowadzających i informację jak przygotować jajo do użycia napisałam już TUTAJ, teraz czas pokazać je w akcji - uprzedzam, zdjęcia chwilami mają charakter drastyczny :)

Makijaż rozpoczęłam od nałożenia korektora w miejsca wymagające rozjaśnienia. Niestety mam spore zasinienia pod oczami więc tu przyłożyłam się najbardziej. Dzięki temu, że jajko jest zwilżone umożliwia efekt delikatniejszy niż gdy nakładam korektor na sucho. Świetnie sprawdza się tu 'czubek', który dociera do wszystkich miejsc, gdzie załamuje się skóra i pędzel by sobie nie poradził - okolice oczu, skrzydełka nosa.


Kolejnym krokiem jest nałożenie podkładu - ja używam kremu BB Skin79 Hot Pink. Technika używania Beautyblendera jest nie tylko skuteczna ale i bardzo przyjemna - stemplując buzię gąbeczka wykonuje bardzo miły i relaksujący masaż - zwłaszcza, że jest chłodna i wilgotna. Uwielbiam to uczucie :)

Muszę przyznać, że obietnice producenta rzeczywiście są spełnione - podkład nałożony Beautyblenderem idealnie się stapia ze skórą i pozostaje niewidoczny. Aplikacja jest przy tym tak łatwa i szybka, że nawet osoba posiadająca małe doświadczenie w makijażu osiągnie perfekcyjny efekt. Nie ma mowy o smugach czy plamach - jajo wszystko rozkłada równomiernie. Wąska, spiczasta część dociera do wszystkich zakamarków twarzy, szeroka szybko radzi sobie z większymi partiami takimi jak czoło, broda i policzki. I największe zaskoczenie - gąbka nie pije podkładu. Spodziewałam się, że będzie się go marnowało więcej niż przy użyciu pędzla a jednak nie.

Początkowo sądziłam, że rola Beautyblendera się zakończy na aplikacji kosmetyków 'mokrych'. Postanowiłam jednak dalej posługiwać się jajeczkiem i nałożyłam nim róż oraz rozświetlacz w kamieniu (o tym, że świetnie radzi sobie z rozświetlaczem w kremie - Benefit High Beam - pisać nie muszę ;) ). Moim zdaniem daje radę i spokojnie możemy wykonać cały makijaż twarzy bez użycia pędzli.


Na koniec - ponieważ chciałam poćwiczyć makijaż no make-up, który ostatnio miałam do zaliczenia w szkole - pomalowałam jedynie rzęsy oraz nałożyłam na usta błyszczyk. Efekt bardzo mnie zadowala - jajko jest proste w obsłudze, aplikacja nim kosmetyków jest niesamowicie przyjemna i szybka a sam makijaż pozostaje bardzo subtelny i niemal niewidoczny. Buzia jest za to świeża i promienna, koloryt idealnie wyrównany. Niestety gąbeczkę trzeba uprać po każdym użyciu - gdyby nie moje zamiłowanie do drzemek i wieczny pośpiech - używałabym jej codziennie. Niestety nie zawsze mam rano czas by doszorować pozostałości podkładu i z obawy o krótszy żywot sięgam po bb wtedy, kiedy mam dłuższy poranek :)

Poniżej - ostrzegam - zdjęcia 'przed' i 'po'. Oceńcie same. 
 


Nie wiem jak gąbeczka poradziłaby sobie z problemową cerą - mam to szczęście, że poza ciemną obwódką oczu nic mi za bardzo nie dolega. Dzisiaj natomiast malowałam Beautyblenderem cerę dojrzałą i uważam, że żadnym pędzlem nie osiągnęłabym takiego efektu jak nim. Jajo jest idealne dla Pań, które powinny ograniczyć ilość nakładanych produktów do minimum i idealnie je rozprowadzić, by nie zbierały się w załamaniach skóry. Bardzo Wam je polecam, jeśli szukacie pomysłu na prezent dla mam, które lubią podkreślać urodę. 


Z myślą o tym przygotowałam dla Was z ekipą Beautyblender kolejną promocję:  
 -16zł na DUOPAK
  Podając dziś kod 'aleetzya' kupicie go już za 99 złotych*
 
beautyblender duo pack

*w koszyku należy wpisać kod 'aleetzya' oraz wybrać opcję dostawy Pocztą Polską - wówczas przesyłka jest gratis. Wybierając dostawę kurierem, do ceny zostanie doliczony dodatkowy koszt przesyłki.  Jeśli znajdziecie sobie kogoś do spółki, gąbeczka Beautyblender może Was kosztować tylko 49,50.

Mam nadzieję, że nie potraktujecie tego jako nachalną reklamę lub naciąganie Was na zakup. Nie zamierzam tego robić ale uznałam, że jeśli ktoś chodzi koło tej gąbeczki to promocja jest bardzo korzystna :) Wybór oczywiście należy do Was.


piątek, 7 grudnia 2012

Respect!

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam w sieci paletkę SLEEK RESPECT wiedziałam, że będzie moja!:D

To jeszcze nie jest recenzja bo dopiero się z nią oswajam ale ponieważ wchodzi do sprzedaży chciałam Wam ją pokazać. Już mogę powiedzieć, że to był dobry zakup. Kolory idealnie pasują do makijażu, jaki preferuję na co dzień i mojego typu urody. Jak w przypadku chyba wszystkich palet Sleeka, i ten zestaw jest uniwersalny - nadaje się do makijażu typu no make-up, lekkiego, dziennego jak i ciemniejszego na wieczór. Będzie też jak znalazł na weekendowe zajęcia z makijażu kobiety dojrzałej - miałam w głowie właśnie coś w tej kolorystyce. 

To już piąta moja paletka i z każdej dotychczas jestem bardzo zadowolona.







Jedyne, na co już się nieco skrzywiłam jest czerń. Zarówno tutaj jak w Darks mam wrażenie, że jest mniej napigmentowana, szara. Uwielbiam poprzednie wersje, używam ich codziennie do zrobienia kreski nad linią rzęs i trochę  mi szkoda, że w nowych paletkach czerń straciła swoją moc. Mimo to nadal uwielbiam Sleeka i coś czuję, że moja kolekcja jeszcze się powiększy, sasasasa :D

Jak Wam się podobają sleekowe nowości?

czwartek, 6 grudnia 2012

Mikołaju...

...jesteś facetem więc oszczędzę Ci wysiłku i sama sobie kupię świąteczny prezent :) Na Mikołajki może coś drobnego, Essiaka na przykład...A pod choinkę wybiorę coś z mojej wishlisty :D
 


Moje Mikołajki zaczęły się niepozornie i miło...tylko do pewnego momentu. Okazało się, że nocny mróz unieruchomił mi samochód na płatnym parkingu :/ Rachuneczek na niemałą sumkę i drałowanie na piechotę do pracy nie zepsuło mi jednak humoru. Ciekawe jakie niespodzianki jeszcze dzisiaj na mnie czekają... a starałam się być grzeczną :P

A Wy, dzieci, znalazłyście jakieś kosmetyczne smakołyki dzisiaj pod poduchą? O co prosiłyście Mikołaja? Dajcie znać czy Was dziad posłuchał ;) A jeśli posiadacie coś z mojego koncertu życzeń napiszcie, czy warto.

Mikołajkowe całusy!
Ala

środa, 5 grudnia 2012

Ideał sięgnął dna :)

Drugie i ostatnie w tym roku denko czyli przegląd mniej lub bardziej udanych kosmetyków, które zużyłam w ostatnich dniach :)


  1. Balsam do kąpieli Babydream Fur Mama - mój KWC do pielęgnacji włosów! Nie zawiera olejów mineralnych i silikonowych, barwników i konserwantów. Świetnie sobie radzi z codziennym oczyszczaniem delikatnych włosów, nawet z olei. Nie wysusza i nie plącze, pięknie pachnie; uwielbiam go i nie wiem ile już butelek zużyłam.
  2. Żel pod prysznic APART Natural oliwka i buriti. Dostałam go do przetestowania latem i do dziś gości w mojej łazience. Uwielbiam jego zapach! Dobrze oczyszcza skórę, świetnie się pieni, nie wysusza. Bardzo dobry produkt. 
  3. Mydło w płynie APART Natural, także z serii Prebiotic, którą bardzo polubiłam. Najbardziej odpowiada mi zapachowo seria zielona ale to także było bardzo przyjemne. Nie wysusza skóry rąk tak jak inne mydła dlatego nie szukam zamienników.
  4. Odżywka wygładzająca ISANA z olejkiem babassu. KWC do pielęgnacji włosów, szkoda, że wycofana bo była świetna. 
  5. Pomarańczowy olejek myjący z Biochemii Urody - rewelacyjny do demakijażu! Miał bardzo ładny zapach, nie zapychał skóry, zmywał mój codzienny makijaż bez trudu. Niestety zostawiał mgiełkę na oczach, czego bardzo nie lubię ale nie wykluczone, że jeszcze po niego sięgnę. Jeśli lubicie naturalne kosmetyki, bardzo polecam!
  6. Oliwka HIPP Baby - KWC! Uwielbiam tę oliwkę i nie sięgam już dzięki niej po żadne kremy czy balsamy do ciała. Stosuję ją po kąpieli na mokrą skórę - idealnie ją nawilża i wygładza, pięknie pachnie i ma bardzo prosty skład. Nie zawiera żadnych barwników, emulgatorów, konserwantów ani surowców pochodzenia zwierzęcego.
  7. Odżywka Ultra Doux z olejkiem awokado i masłem karite. Okazała się bardzo dobra dla moich wysokoporowatych włosów - ładnie pachnie, pomaga rozczesać włosy, sprawia, że są miękkie, lśniące i ładnie się układają.
  8. Dwufazowy płyn do demakijażu oczu Lirene - nie znoszę dwufazowych płynów ale będę obiektywna - w porównaniu do Ziai, z którą miałam wątpliwą przyjemność - ten był o wiele lepszy. Lepszy ale nie dobry, nie wrócę do niego ponownie. Zostawia tłustą warstwę i wylewa się wszędzie, tylko nie na wacik, co doprowadza mnie do szału :) (recenzja tutaj)
  9. Żel micelarny do mycia i demakijażu Be Bauty (Biedrona) - jakiś czas temu pisałam o nim bez większego entuzjazmu tutaj. Kupuję jednak kolejne opakowania bo jest tani i doskonale nadaje się do doczyszczenia buzi po demakijażu olejkiem. Pachnie bardzo świeżo, jest delikatny dla skóry i bardzo wydajny. W pojedynkę mnie nie zachwycił ale w duecie z kosmetykiem do demakijażu sprawdza się świetnie. 
  10. Zmywacz do paznokci ISANA - przyznam, że nie jestem lakieromaniaczką i znawcą produktów do paznokci ale ten zmywacz bardzo przypadł mi do gustu. Dobrze radzi sobie ze zmyciem lakieru a przy tym nie jest tak agresywny jak inne produkty tego typu. Nie wysusza paznokci ani skórek dookoła, jest skuteczny, tani i wydajny. Kupiłam w międzyczasie wersję różową ale ostatecznie zostałam przy zielonej, polecam. 
  11. Szampon Schwarzkopf z olejkiem arganowym z Glossyboxa. Bardzo przeciętny, z SLS na początku i dalej, dalej z olejkiem. Nie kupię pełnego opakowania bo delikatna i naturalna pielęgnacja lepiej działa na moje włosy. Plus za zapach, minus za zbyt gęstą, galaretkowatą konsystencję, która utrudniała aplikację i spienianie.
  12. Żel pod prysznic Lierac - przepiękny,  świeży zapach, gęsta konsystencja ale to wciąż tylko żel. Przyjemnie spełnia swoje zadanie czyli oczyszcza skórę ale nie zapłaciłabym 44 złotych za mydło :) Próbki z Glossyboxa świetnie za to sprawdzają się na siłowni ;) 
  13. Odżywka do włosów Phyto - bardzo fajna, gęsta odżywka do włosów farbowanych - czy ma wpływ na kolor, nie wiem :) Pomaga za to je rozczesać, sprawia że są przyjemnie miękkie i gładkie.
  14. Lakier Essie Sugar daddy - uwielbiam i na pewno kupię kolejną butelkę. Ta niestety ma już półtora roku, lakier zgęstniał i trudno się go aplikuje. Uwielbiam go za delikatny i subtelny kolor, który niewielkim wysiłkiem sprawia, że paznokcie wyglądają na bardzo zadbane. Polecam!
  15. Krem Lierac z Glossyboxa - nawilżający szczypacz :) Miał konsystencję żelu, bajecznie się aplikował i wchłaniał, wygładzał buzię ale bardzo podrażniał. Skóra była zaczerwieniona i piekła. Dobrze sprawdził się pod makijaż.
  16. Tusz MAC Opulash polecony mi przez wizażystkę marki. Byłam zadowolona z jego trwałości i naturalnego efektu. Może zbyt dużo wyobrażałam sobie o kosmetykach MACa bo efektu 'wow' jednak zabrakło. Wątpię, bym kupiła ponownie, ciekawość zaspokojona.
  17. Witaminowy krem rozświetlający Lierac - moja skóra uwielbia witaminy, szczególnie C. Ten krem służył jej rewelacyjnie, była wygładzona i rozświetlona tak, jak lubię. Do tego lekka konsystencja i bajeczny zapach. Myślę, że jeszcze się tu pojawi...
  18. Tusz Golden Rose 3D Fantastic Lash Mascara otrzymałam w boxie testerki i uważam, że to jeden z lepszych produktów tej marki, z jakimi miałam styczność. Jeśli lubicie silikonowe szczotki to polecam, szczególnie za cenę ok. 15 zł. (recenzja tutaj).
  19. Korektor w pisaku Inglot - przyznam, że oprócz lakierów, pędzli i cieni, pozostały asortyment marki średnio mnie pociąga :) Korektor był bardzo przeciętny - rozjaśniał okolice oczu ale lubił zbierać się w załamaniach skóry. Plus za kolor, trwałość niekoniecznie. Szukam lepszego.
  20. Tusz Yves Rocher a właściwie jego miniaturka z Glossyboxa. Strasznie na niego psioczyłam, że miały być luksusowe próbki a są średniopółkowe przeciętniaki. Policzkuję się stopami i zwracam mu honor. Rewelacyjny tusz, przekonał mnie do kupna pełnowymiarowego opakowania. Polecam zdecydowanie.

Są tu kosmetyki, których same używacie?

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Beautyblender day - dzień darmowej dostawy + rabat 10% + krótka recenzja

Aż nie wiem od czego zacząć. O różowym jajku czytałam w blogosferze zylion razy ale sama wspomniałam o nim raz: w tagu o 5 rzeczach, których nie chcę mieć :) Napisałam wówczas, że mnie kupno Beautyblendera nie kusi zupełnie. Jakiś czas później ruszył jednak program dla blogerek beautyEXPERT i postanowiłam wysłać swoje zgłoszenie. I tak oto na własnej skórze mogę się przekonać czy rzeczywiście napisałam prawdę...


Jajko przyszło w małym woreczku razem z instrukcją i próbką płynu do czyszczenia. W pierwszej chwili, mimo że zdjęć widziałam mnóstwo, zaskoczył mnie mały rozmiar, lekkość i struktura, że o kolorze nie wspomnę. Nie mogłam przestać go miętosić, serio :))) Myślę, że spokojnie sprawdziłby się w roli antystresa :P

Nie czekając długo postanowiłam wypróbować tego cudaka. W tym celu, zgodnie z załączonymi zaleceniami, zanurzyłam jajo w chłodnej wodzie i obserwowałam, jak zwiększa swoją objętość. Po chwili odcisnęłam je i odsączyłam dodatkowo nadmiar wody w papierowy ręcznik. Lekko wilgotny jest gotowy do użycia.

Powyżej możecie zobaczyć jak jajo zmieniło rozmiar po namoczeniu.

Niestety niesprzyjające światło zimowe nie pozwoliło mi uchwycić na zdjęciu efektu tak, jakbym chciała ale to jest moment, żeby poćwiczyć wyobraźnię :D Makijaż z wykorzystaniem Beautyblendera na pewno jeszcze się pojawi. Tymczasem, na zdjęciach poniżej możecie (?) zobaczyć efekt po zaaplikowaniu korektora, podkładu i odrobiny różu. Jajko jest idealne do stworzenia makijażu typu 'no make up' - wystarczy gąbeczka, błyszczyk, tusz i już! :) 

Sama aplikacja jest bajecznie przyjemna. Dzięki miękkiej strukturze skóra, poza porcją kosmetyku otrzymuje również kojący masaż. Spiczastą końcówką naniosłam korektor pod oczy, w okolice skrzydełka nosa, wszelkie załamania skóry powodujące zacienienia. Poradziła też sobie z ukryciem niedoskonałości. Dzięki temu, że jest miękka idealnie dopasowuje się do kształtu twarzy. Drugim, szerokim końcem (dupką) naniosłam krem BB na większe powierzchnie, takie jak czoło, nos, policzki, broda, ruchem stęplującym. Żeby osiągnąć zadowalający efekt wystarczyła chwila ale aplikacja była tak przyjemna, że dla samego uczucia relaksu występlowałam się na dobre :) Na koniec nałożyłam róż - nie miałam w kremie więc spróbowałam zwykły, prasowany i też wyszło bardzo dobrze.

Efekt? Może nie tak widoczny na zdjęciach ale bardzo zadowalający. Jestem przesadnie skrupulatna jeśli chodzi o makijaż przez co często potrzebuję na jego wykonanie więcej czasu. Beautyblender rozwiązuje ten problem - już po krótkiej chwili koloryt twarzy jest idealnie wyrównany, nie ma mowy o smugach czy plamach.




Okej, wszystko szło tak, jak czytałam na innych blogach - fajne jajo w pięknym kolorze, mięciutkie jak kaczuszka, pięknie stępluje buzię dając efekt drugiej skóry. Wszystko się zgadzało. Nurtowało mnie jedno - pochłanianie podkładu i wyczyszczenie resztek z gąbki. To głownie sprawiało, że nie chciałam go kupić bo znam swój entuzjazm przy myciu pędzli, o gąbeczkach lateksowych do makijażu nie wspominając...

Po pierwsze byłam zaskoczona, że gąbka pochłania mniej podkładu niż pędzel. Zawsze, kiedy oglądałam filmiki w których dziewczyny mówiły, że biorą podkład w ilości ziarenka groszku uśmiechałam się lekko. W życiu mi się nie zdarzyło, żeby tyle mi wystarczyło. Dokładałam z obawą, że gdzieś jest mniej, gdzieś brakuje, gdzieś nierówno... Wszystko oczywiście w granicach rozsądku ale zawsze więcej niż ten groszek. Różowa gąbka, jak słowo honoru, nie pije podkładu. Przynajmniej nie pije ze mną :) Potrzebuje go niewiele i mam wrażenie, że wszystko oddaje skórze.

Czekałam na najlepsze - czyszczenie. Spodziewałam się dostać nerwowej zapaści. Z pędzlami mam tak: wciąż kupuję nowe a jak przychodzi do czyszczenia spędzam w łazience duuużo za dużo czasu i myślę o tym, co mogłabym robić w tym czasie przyjemniejszego. Wzięłam gąbkę i sceptycznie zabrałam się za czyszczenie. Chciałam, nauczona doświadczeniem, użyć mydła w kostce ale postanowiłam wypróbować to, które dostałam w przesyłce. Doprało się idealnie ale musiałam je trochę z tym mydłem pomęczyć. Tyle samo czyszczę gęsty i zbity pędzel do podkładu więc ogólnie bilans za zero. Wyczyściłam jajo w miseczce, wypłukałam pod bierzącą wodą i wrzuciłam do woreczka do schnięcia.



Podsumowując, po kilku dniach obcowania z Beautyblenderem moje wrażenia są pozytywne. Jajo jest przyjemne dla oka i dla skóry - jest niesamowicie sprężyste i miękkie. Nakładanie nim podkładu czy korektora to czysty relaks. Efekt bardzo mnie zadowala - cera jest rzeczywiście idealnie jednolita przy minimalnej ilości kosmetyku. Nie ma mowy o efekcie ciężkości. Do tej pory używałam pędzla typu flat top, którym też stęplowałam skórę ale gąbeczka jest zdecydowanie milsza i szybsza.

Minusem jest konieczność czyszczenia po każdym użyciu, na co trzeba wygospodarować trochę czasu. Poza tym, przy moim odchylonym podejściu do higieny myślę, że będę jednak sama korzystała z jaja - nie wiem czy malując kogoś jestem w stanie wypłukać z niego wszystkie 'pozostałości'.

Nie tylko ja polubiłam jajo ;P



Niebawem pokażę krok po kroku makijaż wykonany przy pomocy Beautyblendera. Różowe jajo będzie się pojawiało jeszcze nie raz - ciekawe czy mój entuzjazm będzie z czasem wzrastał :)
I teraz jest dobry moment na NIESPODZIANKĘ DLA WAS - dziś możecie kupić Beautyblender bez kosztów dostawy i z 10% rabatem podając hasło: aleetzya (rabat obowiązuje jeszcze jutro i dotyczy zakupu duopaku). 

Sprawdźcie szczegóły promocji na http://beautyblender.net.pl/

Skusicie się? ]:->












UA-49610063-1