wtorek, 31 stycznia 2012

Sesasasasa :D

Pisałam wczoraj, że dziękuję wszystkim dziewczynom, które czy to na swoich blogach czy na yt wspominały o BB kremach - kupiłam, sprawdziłam, zachwyciłam się :-) Podobnie było w przypadku pielęgnacji włosów. Przyznajcie się, kto pisał o oleju Sesa? Padam do stóp i biję dziękczynne pokłony :-) 

Czytanie blogów, setek recenzji i opinii naprowadziło mnie na olejowanie włosów i mycie ich delikatnymi szamponami bez SLS. Postanowiłam się odważyć. Kupiłam więc dwa kultowe w tej kategorii produkty: olej Sesa i szampon Babydream. Ten zestaw zapowiada duże, pozytywne zmiany w mojej pielęgnacji kłaczy. 

Moje włosy były zawsze cieniutkie, delikatne i trudne w poskromieniu. Ostatnio sporym problemem stanowiło dla mnie ich wypadanie. Używanie tego kosmetycznego duetu bardzo przypadło mi do gustu! Dopiero zaczęłam taki rodzaj pielęgnacji ale już teraz widzę pierwsze efekty - włosy są sypkie, mięciutkie, błyszczące i pachnące! Rzeczywiście są dwie kwestie, które mogą zniechęcić: zapach Sesy i plątanie włosów przez szampon. W moim przypadku zapach nie stanowi problemu - owszem jest charakterystyczny, nie da się go nie zauważać ale ja na szczęście... bardzo go polubiłam :-) Plątanie włosów przez szampon rozwiązuje szybciutko odżywka do spłukania. Do tej pory używałam Wella Pro Series Color, teraz kupiłam odżywkę z granatem Alterry - zobaczymy jak się sprawdzi. Poza tym uważam myjąc włosy - nie macham rękami w każdą stronę tylko przesuwam je zgodnie z kierunkiem wzrostu włosa. Łatwo je wówczas rozczesać. Używam do tego zawsze drewnianego grzebienia z The Body Shop, jeśli coś mi się mimo wszystko przykołtuni, pryskam odżywką w sprayu bez spłukiwania. 

Kilka słów więcej o oleju Sesa: wybrałam mniejszą butelkę, za którą zapłaciłam z przesyłką 34 złote. Sprawdziła się, więc czaję się na większe opakowanie. Ma płynną, oleistą ale dość rzadką konsystencję i zielony kolor. Nie występuje w postaci stałej, chyba mam ciepłą łazienkę :-) Jedyne co mnie niepokoi to mała wydajność. Mam włosy do ramion a mimo to ubywa mi dość szybko. Najlepszy efekt uzyskuję nakładając olej na umyte wieczorem mokre włosy i pozostawiając na noc. Rano myję je szamponem, nakładam odżywkę, spłukuję i cieszę się mięciutkimi i błyszczącymi włosami. Stosuję olej w ten sposób dwa razy w ciągu tygodnia. Próbowałam nakładać na włosy suche, na kilka godzin przed myciem ale zdecydowanie lepiej u mnie działa pierwszy sposób.


Pierwsze mycie szamponem Babydream wprawiło mnie w szczere zdumienie :-) Na głowie zrobiła mi się szczelna czapka :-) Nie było mowy o przeczesaniu włosów palcami, były niemiłosiernie splątane. Nałożenie odżywki całkowicie rozwiało moje obawy. Do pozbycia się oleju wystarczy jednokrotne mycie. Szampon jest rzadki, nie pieni się i nie jest szalenie wydajny ale za to kosztuje grosze, jest łatwo dostępny (w każdym Rossmanie) i ma przyjazny skład. 

Zdjęcie wygląda jakby było robione tosterem, wybaczcie :)
Przyzwyczaiłam się do drogeryjnych szamponów z SLS i silikonami więc różnica była znaczna ale wcale za nimi nie tęsknię. Nie wiem czy zostanę przy nim na stałe bo moje włosy lubią zmiany ale z pewnością będę po niego często sięgać. 

Zachęcona kolejnymi pozytywnymi recenzjami kupiłam w rossmanowej promocji olejek Alterra. Bardzo jestem ciekawa jakie będą długotrwałe efekty olejowania. Napiszę o tym za jakiś czas i postaram się zamieścić zdjęcia moich włosów. Póki co - dałam się przekabacić na całego :-)

Ala


P.S. Wiecie dlaczego zdjęcia są ostre jak żyleta a po wrzuceniu na bloga są takie nieostre? Co robię źle?

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Skin79 czyli mój pierwszy raz z BB kremami :-)


Niedawno pisałam o tym, że kupiłam zestaw 4 mini BB kremów Skin79 (KLIK). Przetestowałam i mogę napisać jedno - dziękuję wszystkim blogerkom, które podkusiły mnie do tego zakupu! :*
Jak się okazało, było to odkrycie stycznia, strzał w przysłowiową dychę! 

Zestaw zawierał mini (bo 5g) kremy (od lewej): VIP Gold Super Plus Beblesh Balm, Super Plus Beblesh Balm Triple Function, Diamond The Prestige Beblesh Balm oraz Diamond Luminous Pearl Beblesh Balm.

Używałam każdego i z każdego byłam bardzo zadowolona. Początkowo najlepsze wrażenie zrobił na mnie BB Diamond ale gdybym teraz miała wybrać faworyta, miałabym spory problem. To, co od razu zauważyłam to fakt, że trzy pierwsze to kremy pełniące funkcję kremu koloryzującego, ostatni nadaje się wyłącznie jako rozświetlacz, dlatego jego recenzję potraktuję osobno.

Cechy wspólne 

OPAKOWANIE: bardzo solidnie wykonane, urocze mini tubeczki, niezwykle estetyczne i gustowne. Oryginalne, pełnowymiarowe opakowania posiadają pompki, niestety nie widać poziomu zużycia produktu. Niemniej jednak estetyka opakowań bardzo kusi do zakupu.Moje próbki były w kartoniku zabezpieczonym naklejkami.

KOLOR I ZAPACH: Zapach delikatny, nienachalny, przyjemny. Kolor jeden, uniwersalny, który idealnie stapia się ze skórą i dopasowuje do niej. Ja jestem typowym bladziochem, zawsze kupuję najjaśniejszy kolor podkładów i jak dla mnie te BB kremy są idealne. Nie wiem jak sprawdziłyby się w przypadku śniadych karnacji.


KONSYSTENCJA / APLIKACJA: Konsystencja jest idealna, lekka, kremowa. Aplikowałam go początkowo wklepując palcami bo słyszałam, że BB kremy lubią ciepło ciała. Potem zaczęłam używać do tego pędzla typu flat top (Hakuro) i efekt był porównywalny. Aplikacja bezproblemowa, szybka. Można stosować je z powodzeniem na krem nawilżający, nie rolują się. Wchłaniają się bardzo szybko, nie pozostawiają filmu. Nie podkreślają zmarszczek, nie zbierają się w załamaniach skóry, nie podkreślają suchych skórek. Pod oczy mimo wszystko używam korektora, który lepiej radzi sobie z cieniami.

DZIAŁANIE / EFEKT: Same plusy :-)

+ nie wysuszają, nie zapychają, nie podrażniają
+ ujednolicają koloryt, sprawiają, że niewielkie przebarwienia i pory stają się niewidoczne - fotoszopują :)
+ krycie określiłabym jako słabe/średnie - można stopniować kolejnymi warstwami ale te produkty sprawdzą się raczej przy cerze bez większych problemów (najbardziej kryje złoty)
+ dają bardzo naturalny efekt, nie tworzą maski nawet jeśli przesadzimy z ilością
+ skóra jest rozjaśniona, świeża, wypoczęta, wygląda zdrowo - idealne dla zmęczonej, szarej cery
+ dają zdrowy, naturalny błysk
+ bardzo trwałe - wytrzymują do wieczornego demakijażu
+ skóra jest wygładzona, miękka, nawilżona, poprawia się jej ogólna kondycja i koloryt 
+ nie brudzą ubrań ani telefonu jak klasyczny podkład
+niektóre zawierają filtry, więc chronią przed promieniowaniem słonecznym, działają przeciwzmarszczkowo, wybielająco i odżywczo

WYDAJNOŚĆ: Wystarczy mała ilość, żeby pokryć całą twarz, więc wydajność uznaję za wysoką. Efekt i poziom krycia można stopniować nakładając kolejne warstwy - efekt nadal jest bardzo naturalny. Jedna tubka, 5g, wystarczyła mi na kilka aplikacji.

Ostatni z zestawu, Diamond Luminous Pearl Beblesh Balm, nie nadaje się do całej twarzy. Daje bardzo widoczne rozświetlenie więc jeśli potraktujecie go jak pozostałe trzy, będziecie błyszczeć niczym kula dyskotekowa :D Ten produkt stosuję jako rozświetlacz na szczyty kości policzkowych i skronie - tylko i wyłącznie. Efekt to błyszcząca tafla, moim zdaniem wygląda świetnie o ile zachowamy umiar. Mnie wystarcza kropka, taka jak na poprzednim zdjęciu. Uwielbiam, odkąd go mam, wszystkie inne rozświetlacze poszły w odstawkę. Cieszę się, że jest tak meeega wydajny, posłuży mi jeszcze bardzo długo.


Podsumowując, jestem zachwycona zakupem! Warto było wydać 37 złotych. Mimo, że tubki są maleńkie, okazały się wystarczające aby się przekonać do zakupu pełnowymiarowego opakowania. Przetestowałam i przekonałam się - są świetne dla mojej skóry! Mam cerę normalną ale tak samo dobrze sprawdził się na niej VIP Gold Super Plus ( który jest do cery suchej i mieszanej) jak i Super Plus Triple Function (dla skóry tłustej). W skład nie wnikałam, na opakowaniu są same krzaczki :-)

Początkowo mieszałam Revlon Colorstay z kremem nawilżającym SVR Hydracid C i to był mój zestaw idealny.  Kiedy zobaczyłam kolory BB kremów, dwa pierwsze nieco mnie wystraszyły - obawiałam się, że będą zbyt szare i zimne. Okazało się jednak, że dopasowują się do naturalnego kolorytu, wyrównując go. Skóra wygląda świeżo, promiennie, zdrowo - REWELACJA! Jestem zachwycona efektem!

Należy jednak pamiętać, że to krem a nie podkład. Krycie jest średnie w kierunku słabego więc nadają się raczej do cery bez większych problemów i przebarwień. Co do właściwości leczniczych - mam duży dystans. Aktualnie moja cera jest w wyjątkowo dobrym stanie ale powodów takiej kondycji może być wiele. Nie wydaje mi się jednak, żeby te kosmetyki miały wyleczyć wypryski.Nie wiem też jak sprawdzą się podczas letnich upałów. Nie miałam jeszcze do czynienia z innymi BB kremami, myślę że zamówię więcej próbek. Ten debiut uważam za super udany i już niebawem zdecyduję, które pełnowymiarowe opakowanie zakupię jako pierwsze.

 Znacie te BB kremy? Jaki jest Wasz typ?

Pozdrawiam!
Ala




sobota, 28 stycznia 2012

makijażowe archiwum

Blog powstał prawie rok temu i z założenia miał mieć bardziej charakter makijażowy niż kosmetyczny :-) Dałam się jednak wciągnąć w uroczy świat pachnideł, smarowideł i innych urodowych cudów. Chciałabym jednak częściej pokazywać Wam moje makijaże bo to głównie wizaż jest moją pasją. Niestety nie posiadam fotograficznych umiejętności co przekłada się na efekt, który w połączeniu z beznadziejnym, zimowym światłem a raczej jego brakiem spowodowało konkretny zastój. Zastój w umieszczaniu zdjęć, bo maluję nieustannie. 

Wygrzebałam z dysku stare zdjęcia. Dziś te makijaże wykonałabym inaczej, niemniej jednak postanowiłam je tu zamieścić - ku pamięci :-)

Proszę, nie kopiuj zdjęć bez mojej wcześniejszej zgody


























piątek, 27 stycznia 2012

Lavish Sable od Mary Kay

Dziś przychodzę do Was z recenzją lakieru i bazy od Mary Kay. Są to produkty wchodzące w skład limitowanej kolekcji Redefining Elegance, której możecie przyjrzeć się TUTAJ
Lakier jest w czekoladowym kolorze o nazwie Lavish Sable. Przyznam, że ze wszystkich trzech kolorów ten początkowo spodobał mi się najmniej ale kiedy zebrałam kilka komplementów, zaczęłam się do niego przekonywać :-) Mocną stroną tego lakieru jest błysk - nawet bez bezbarwnej warstwy na paznokciach wygląda bardzo szlachetnie i elegancko. Odrobinkę matowieje z upływem czasu ale wystarczy pociągnąć go bezbarwnym top coatem i znów wygląda świetnie. Efekt mnie zauroczył, śliczny połysk! Kolejnym plusem jest bardzo dobre krycie - w zasadzie wprawionej ręce wystarczy jedna grubsza warstwa, dwie dają już idealne krycie bez smug i zacieków, kolor jest bardzo jednolity. Konsystencja jest także bez zarzutu - lakier jest ani zbyt rzadki ani zbyt gęsty, nie rozlewa się na skórki ani nie marze. Nie wiem czy nie zgęstnieje z czasem, tym bardziej, że buteleczka jest duża więc zużycie go nie nastąpi zbyt szybko. Póki co trzymam go w lodówce i nic się nie dzieje niepokojącego. To, co zaś nie do końca mi się spodobało to zbyt krótki i sztywny pędzelek, przez co jest dość niewygodny; wolałabym, żeby był bardziej miękki i elastyczny. Niemniej jednak uważam, że aplikacja jest dość precyzyjna i raczej bezproblemowa.
 Opakowania, nie tylko lakieru ale także innych produktów z tej limitowanki, bardzo przypadły mi do gustu - są proste ale jednocześnie eleganckie. Lakier zamknięty jest dodatkowo w papierowym kartoniku z ulotką - to rzadkie w przypadku tego typu kosmetyków. Poniżej skład dla zainteresowanych.


Jeśli chodzi o trwałość, lakier wytrzymał 4 dni, piątego pojawiły się znaczne odpryski na prawej dłoni (lewa bez zarzutu :-)). Dzień później lakier nadawał się już do zmycia na obu - pojawiały się kolejne, większe odpryski oraz zaczęły ścierać się krawędzie. Nie uważam więc, żeby ten produkt wyróżniał się trwałością na tle innych. W moim przypadku nie jest to dużym problemem bo nie lubię długo nosić jednego koloru, zwłaszcza gdy jest ciemny lub intensywny.

Do lakieru dołączony był bezbarwny lakier, według producenta pełniący funkcję zarówno bazy podkładowej jak i utwardzacza.

Używałam go jako bezbarwnego lakieru (tak często maluję paznokcie) - dawał piękny błysk. Służył mi także jako baza pod lakier nie tylko Mary Kay ale także innych marek i sprawdził się bez zarzutu: skutecznie chronił bez odbarwieniem płytki w przypadku ciemnych kolorów. To, co znów nie do końca mi się spodobał to krótki, szeroki, nieporęczny i sztywny pędzelek. Nie wpływa to jednak na efekt - lakier jest przecież przezroczysty :-)

W moim przypadku bardziej sprawdził się jako baza i samodzielny, bezbarwny lakier. Jeśli chodzi o top coat, nie zachwycił mnie. Owszem, nadaje śliczny połysk ale w mojej ocenie nie utwardza, nie przedłuża trwałości ani nie przyspiesza wysychania. Kolorowy lakier jest niestety dość miękki i nawet po upływie czasu łatwo zrobić w nim wgniecenie. Nie odnotowałam, żeby ten produkt utwardził i zapobiegł uszkodzeniom. Oba dość długo schną więc lepiej je stosować w wolnej chwili niż tuż przed wyjściem. Czy utrwala i przedłuża trwałość - nie. Bez względu na to czy go zastosowałam czy nie, lakier trzymał się bite cztery dni.
Malując paznokcie wieczorem (baza-dwie warstwy lakieru-warstwa bazy) obudziłam się rano z odbitym wzorem pościeli - dzieje się tak zwykle bez względu na to, jakiej marki lakier mam na paznokciach :-) Pociągnęłam je top coatem i ślad po nich magicznie zaginął. Podobnie z niewielkimi wgnieceniami czy lekkim zmatowieniem koloru - jedna cieniutka warstwa tego produktu i paznokcie wyglądają jak świeżo zrobione.


Podsumowując, tak jak bardzo lubię inne produkty Mary Kay, tak polubiłam także lakiery - zarówno kolorowy jak i bezbarwny. Nie są ideałami, ale ja także nie wymagam, żeby wyglądały idealnie przez długi czas. Cztery dni głębokiego koloru i eleganckiego połysku w zupełności mnie zadowala :-) Baaardzo jestem ciekawa pozostałych dwóch kolorów, szczególnie złotego. 

W skład kolekcji wchodzą też szminki, liner i paleta różu i cieni do powiek - recenzję dwóch ostatnich przeczytacie już niebawem.
Zarówno lakier jak i baza/top coat kosztują 35 zł. 


Zapraszam Was do odwiedzenia strony http://marykay.pl/. Znajdziecie tam katalog wszystkich produktów oraz pyszne nowości. Dajcie znać czy macie jakieś kosmetyki tej firmy i jakie są Wasze odczucia. Jestem bardzo ciekawa. 


Dziękuję Pani Oli za możliwość zapoznania się z produktami Mary Kay. Zapewniam Was, że fakt przekazania kosmetyków do recenzji nie wpłynął na jej treść.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Precyzyjne nawilżenie

Pisałam jakiś czas temu o testowanym przez mnie kremie URIAGE AQUAPRÉCIS (KLIK). Dziś czas na recenzję. 

Na wstępie zaznaczę, że jest to krem nawilżający na dzień z filtrem SPF 20 do skóry suchej i bardzo suchej. Ja mam skórę normalną i nie wiem, czy zdałby egzamin zgodnie z obietnicą producenta ale na mojej spisał się rewelacyjnie! 


Od producenta: Ten przyjemnie pachnący, lekki krem zawiera ochronny filtr przeciwsłoneczny. Intensywnie nawilża skórę i otula ją niewidzialną ochroną. Idealny w warunkach miejskiego życia, chroni przed negatywnym wpływem zanieczyszczenia środowiska. Każdego dnia chroni skórę przed promieniowaniem, zabezpieczając ją przed przedwczesnym starzeniem i działaniem wolnych rodników. Doskonały jako baza pod makijaż.Pozostawia skórę promienną i zdrową wyglądającą. Bez parabenów.



MOJA RECENZJA

OPAKOWANIE: Krem zamknięty jest w klasycznej tubce, zabezpieczonej plasterkiem. Opakowanie jest miękkie i łatwo z niego wydobyć pożądaną ilość produktu. Nic się nie brudzi, nie rozlewa, nie oblepia otworku. Bardzo estetyczne i wygodne. Pod koniec można śmiało rozciąć tubkę i wydobyć kosmetyk co do grama. Plus za design - świetny kolor, na pewno zwróciłby moją uwagę na półce. Podoba się :-)



KOLOR I ZAPACH: Krem jest biały ale nie bieli skóry. Zapach początkowo nie przypadł mi do gustu, choć jest bardzo delikatny. Z czasem jednak się do niego przekonałam i teraz bardzo go lubię. Wydaje mi się, że to po prostu efekt przejścia z poprzedniego kremu, którego zapach był zupełnie inny. Ten pachnie bardzo świeżo i krótko, nie umiem go do czegokolwiek porównać.Myślę, że nie powinien stanowić problemu nawet dla wrażliwych nosów :-) 

KONSYSTENCJA / APLIKACJA: Obie - niezwykle przyjemne. Krem przypomina bardziej lekką emulsję, dzięki czemu aplikacja jest bardzo szybka. Nie jest na tyle rzadki żeby spływać ze skóry ale nie przypomina także treściwego kremu. Wchłania się błyskawicznie do matu - nie pozostawia filmu. Od razu można zrobić makijaż, nie roluje się pod podkładem. 


Ja znalazłam sobie taki sposób na aplikację: spryskuję twarz wodą termalną Uriage (dlaczego ją absolutnie uwielbiam możecie przeczytać TUTAJ) i jeszcze mokrą smaruję kremem. Tworzy się biała maseczka, która się po chwili całkowicie wchłania. Zauważyłam, że takie stosowanie daje najlepsze efekty na mojej skórze, która wręcz go pije. Czuję lekkie szczypanie ale to uczucie bardzo szybko mija. Nie ściąga skóry, wręcz przeciwnie, przynosi ulgę.

DZIAŁANIE / EFEKT: W zasadzie niemal wszystkie obietnice producenta uznaję za spełnione poza ochroną przed zanieczyszczeniami środowiska - tego nie jestem w stanie ocenić. Nie widzę różnicy między tym kremem a innymi. Reszta bez zarzutu: produkt doskonale i długotrwale nawilża i chroni przed wysuszeniem. Skóra jest miękka, aksamitna, wygładzona i jakby jaśniejsza. Zauważyłam poprawę stanu cery ale nie mam pewności czy jest to wyłącznie zasługa tego kosmetyku. Z pewnością zaś nie wpłynął na jej pogorszenie - nie zapchał ani nie podrażnił. Świetnie współpracuje ze wszystkimi podkładami i BB kremami. Mieszam go także z Revlonem uzyskując lżejszy od samego podkładu krem tonujący. Jestem z niego bardzo zadowolona - świetny produkt do codziennej pielęgnacji.

WYDAJNOŚĆ: Bardzo wydajny. Dzięki lekkiej konsystencji wystarczy niewielka ilość. Używam go codziennie rano i końca nie widać :-)

CENA / GDZIE KUPIĆ? Krem kosztuje około 50-60 zł, więc cena jest bardzo korzystna. Do kupienia w aptekach stacjonarnych i internetowych.



PODSUMOWANIE: Myślę, że to jest krem, który mogę śmiało postawić na równi z moim dotychczasowym KWC - SVR Hydracid. Nie znalazłam w nim nic, co by mi nie odpowiadało a jedynie same plusy

+ leciutka konsystencja i błyskawiczne wchłanianie
+ idealny jako baza pod makijaż i do codziennego użytku 
+ można mieszać z cięższymi podkładami tworząc krem tonujący
+ SPF 20
+ długotrwale nawilża i chroni przed wysuszeniem
+ delikatny - nie podrażnia, nie zapycha
+ pozostawia skórę aksamitnie miękką, wygładzoną, rozjaśnioną
+ wysoka wydajność, estetyczne opakowanie, przystępna cena
Jeszcze raz podkreślam - nie wiem jak sprawdziłby się przy bardzo suchej skórze. Kiedy pisałam, że zaczynam go testować jedna z czytelniczek napisała, że nie powinnyśmy stosować kremów opartych na wodzie zimą. Oczywiście jest w tym sporo racji ale biorąc pod uwagę jaką mamy zimę tego roku, nie ma powodów do obaw. Większość czasu spędzam w ogrzewanych pomieszczeniach więc skóra jest bardziej sucha i ten krem w 100% odpowiada na jej potrzeby. Na mroźną pogodę wybrałabym rzeczywiście coś bardziej treściwego i ochronnego ale jeśli nie lubicie tłustych, ciężkich kremów (tak jak ja), szczerze Wam go polecam! 

Więcej na temat całej serii możecie znaleźć tutaj -> http://www.labo-uriage.pl/gamy/-aquaprecis/

Bardzo dziękuję Pani Magdzie za możliwość zapoznania się z tym kremem. Jednocześnie zapewniam Was, że fakt przekazania do recenzji kosmetyku nie wpłynął w żadnym stopniu na jej treść.

Ala

sobota, 21 stycznia 2012

The Story of Cosmetics - warto zobaczyć

Znalazłam dziś na blogu Angie (http://www.angietestuje.pl/) film, który wydał mi się na tyle interesujący, że postanowiłam się nim z Wami podzielić (Angie, mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. Myślę, zrobiłaś dobrą robotę i im więcej z nas będzie miało okazję to zobaczyć tym lepiej). Zapraszam na nieco ponad 8 minut refleksji :-)



Jeśli pamiętacie mojego taga o noworocznych postanowieniach (KLIK) to wiecie, że jednym z nich było 'przestawienie się' na całkowicie naturalną pielęgnację. Muszę przyznać, że już poczyniłam w tym kierunku dość zdecydowane kroki. Więcej będziecie mogły przeczytać już niebawem! Zapraszam.
 

Ala

piątek, 20 stycznia 2012

Nail Polish Ambient

Znalezione w sieci. Jak Wam się podoba? :D Dla mnie bomba, szczególnie ambient Rimmela. Lakierów nie używam ale na pewno nie przeszłabym koło tej reklamy obojętnie.


Rimmel Quick Dry Nail Polish Ambient










Sally Hansen Nail Polish Ambient














































czwartek, 19 stycznia 2012

Ava Eco Body Natural Sugar Scrub Kiwi :-)

Od wczoraj usiłuję pokazać Wam recenzję peelingu, który w notatce o aktualnych testach spotkał się z Waszym dużym zainteresowaniem ale blogger znowu się buntuje i nie chce mi załapać posta, grrr :|

Zapraszam Was do recenzji tutaj -> KLIK

Pozdrawiam serdecznie!
Ala

Ava Eco Body Natural Sugar Scrub Kiwi :-)

Kiedy ostatnio prezentowałam Wam co aktualnie testuję, spore zainteresowanie wzbudził peeling ekologiczny Ava Eco Body. Dziś przychodzę do Was z krótką recenzją tego produktu. 

 
Naturalne peelingi cukrowe ECO Body posiadające międzynarodowy certyfikat ECOCERT to innowacyjne kosmetyki o potrójnym działaniu: oczyszczającym, nawilżającym i wygładzającym. Peelingi ECO Body AVA Premium zawierają brązowy cukier trzcinowy zawieszony w oliwie z oliwki europejskiej, oleju z orzechów makadamia, oleju z pestek winogron, słodkich migdałów oraz palmy Buriti. Oleje roślinne posiadają certyfikaty organiczności. Kryształki cukru usuwają martwe komórki naskórka. Natomiast naturalne oleje roślinne pozostawiają skórę odpowiednio natłuszczoną i wzmacniają jej barierę ochronną. Dodatkowo każdy z kosmetyków posiada unikalne właściwości wykorzystanych do jego stworzenia ekstraktów roślinnych. Naturalne peelingi cukrowe ECO Body AVA Premium działają na skórę bardzo delikatnie. Dzięki nawilżającym oraz odżywczym składnikom pomagają w pielęgnacji skóry, nie podrażniając jej. „ECO Body” AVA Premium przeznaczone są do pielęgnacji każdego rodzaju skóry, dla osób w każdym wieku. Po użyciu peelingu, skóra staje się gładka i ujędrniona, ekspresowo natłuszczona, pięknie pachnąca. Co ważne nie wymaga dodatkowego użycia balsamu.

Dostępne w wersji 250g i 150g

Peeling występuję w czterech wariantach: aloes, guarana, kiwi i winogrona. Ja otrzymałam do testów wersję kiwi: odmładzająco-rewitalizujący 

Scrub Kiwi lekko złuszcza i oczyszcza zewnętrzna warstwę naskórka. Kiwi, bogate źródło witaminy C wygładza i rozjaśnia skórę, poprawia jej elastyczność, a olejek z trawy cytrynowej działa na nią odświeżająco. Naturalne oleje roślinne pozostawiają ją odpowiednio natłuszczoną.
Składniki aktywne: Cukier trzcinowy*, Olej z pestek winogron (Vitis vinifera)**, olej z oliwki europejskiej (Olea europaea)*, Olej z orzechów makadamia (Macadamia ternifolia)*, Guarana (Paulinia cupana), Kiwi (Actinidia chinensis)**, Olejek z trawy cytrynowej
*surowce z certyfikatem organiczności
**roślinne substancje z certyfikatem ECOCERT




MOJA RECENZJA

OPAKOWANIE:  Plastikowy słoiczek. Mój ma pojemność 50 g więc jest to spora próbka. Nie będę oceniać pełnowymiarowego opakowania bo go nie miałam. Mogę jedynie napisać, co jak sądzę tyczy się obu opakowań, że drobinki dostają się w "rowki" przez co ciężko czasem domknąć pudełeczko. Naklejka jest papierowa, nie lakierowana (eko :-)), przez co opakowanie szybko traci na estetyce, szczególnie jeśli zamoknie. To są jednak kwestie drugorzędne i nie wpływają na moją ocenę produktu.

KOLOR I ZAPACH: Wbrew pozorom, peeling nie jest zielony :-) Do tej pory używałam peelingu kiwi firmy Joanna ale mimo pięknego, intensywnego zielonego koloru daleko mu było do naturalności :-) Zdjęcia dość wiernie oddają barwę, szkoda natomiast, że nie zapach, który jest bardzo fajny: orzeźwiający, świeży, przyjemny i dość długo utrzymuje się na skórze ale nie jest męczący. Wyraźnie czuję w nim trawę cytrynową. Bardzo lubię!

KONSYSTENCJA / APLIKACJA: Konsystencja jest dość rzadka, żelowo - galaretkowata. Po aplikacji kolor brązowy szybko zmienia się w biały i wreszcie bezbarwny. Zmienia się też konsystencja - peeling robi się bardziej płynny więc jeśli chcecie go stosować na całe ciało, możecie być zawiedzione bo średnio "trzyma się" skóry i może z niej spływać. Zawiera duże drobinki cukru ale te dość szybko się rozpuszczają. Są dość spore więc początkowo tarcie jest dość konkretne. Ja używam tego peelingu jedynie do dłoni - aplikuję niewielką ilość i po chwili ręce są jakby śliskie i mokre a drobinek ścierających wydaje się jednak trochę za mało. Umywalka i kran są tłuste z powodu zawartych w produkcie olejków ale  bez przesady, wielkiego bałaganu nim nie narobimy jak np. w przypadku kawy :-) 

DZIAŁANIE / EFEKT:  Na wstępie zaznaczę, że nie mam dużych problemów ze skórą dłoni. Regularnie używam kremów do rąk i natłuszczam je mimowolnie stosując oliwkę po kąpieli czy olej na włosy. Niemniej jednak czuję, że ten peeling daje bardzo zadowalający efekt. Skóra jest miękka, elastyczna, nawilżona i wyraźnie natłuszczona.  Zauważyłam też, że ostatnio jest jaśniejsza ale głowy nie dam, że jest to zasługa tego kosmetyku :-) Peeling rzeczywiście świetnie oczyszcza i odświeża. Bardzo lubię też efekt jaki dają olejki - natłuszczają ale nie zostawiają przy tym żadnej wyczuwalnej warstwy. Czuję, że moje dłonie są dobrze wypielęgnowane.




























WYDAJNOŚĆ: Trudno mi ocenić wydajność tego produktu bo nie stosuję go na całe ciało - myślę, że w takim przypadku moja próbka szybko by się skończyła i nie mogłabym obiektywnie ocenić długotrwałego działania kosmetyku. Nie przepadam zresztą za peelingami na całe ciało. W moim przypadku idealnie sprawdza się zwykły żel pod prysznic, słynna gąbka-Syrena (narzędzie tortur, które deklasuje wszystkie peelingi świata :) i oliwka zaaplikowana na mokrą skórę. Używając peelingu tylko do dłoni, całkiem ekonomicznie sobie z tym poradziłam i jeszcze nie zużyłam całości. W mojej ocenie jego wydajność nie odbiega niczym od innych podobnych produktów na rynku.

CENA / GDZIE KUPIĆ? : Ten peeling oraz serie kosmetyków naturalnych i organicznych z certyfikatem ECOCERT Laboratorium Kosmetycznego AVA są dostępne m.in.: w Drogeriach Natura, Żółtym Cesarzu oraz w firmowym sklepie AVA www.ava-sklep.pl

PODSUMOWANIE: W moim przypadku peeling świetnie sprawdza się do dłoni - wygładza, nawilża, odświeża i natłuszcza. Duże drobinki cukru i pestki kiwi przyjemnie masują skórę sprawiając, że jest elastyczna, miękka i przyjemna w dotyku. Nie testowany na zwierzętach! Przyznam, że to jeden z lepszych peelingów gruboziarnistych, jakich miałam okazję używać. 
Brawo Ava!

Wygląda na to, że moje postanowienie odnośnie naturalnych kosmetyków zmierza w dobrą stronę :-) Coraz częściej przekonuję się, że drogeryjne kosmetyki pielęgnacyjne można łatwo zastąpić naturalnymi, ekologicznymi, z korzyścią dla środowiska i własnego zdrowia.
Ava jest marką, która nie prowadzi agresywnej polityki reklamowej dlatego te z Was, które nie znają jeszcze jej produktów zachęcam do odwiedzenia strony - klik w banerek


Jeśli chcecie poczytać więcej na temat peelingów, odsyłam tutaj: http://www.ava-laboratorium.pl/kosmetyk_eco/items/80.html

I co Wy na to? 

Pozdrawiam!
Ala



UA-49610063-1