wtorek, 19 czerwca 2012

Alaska 2011 - krótkie wspomnienie i recenzje suwenirów :)

Nie mogę przestać myśleć o wakacjach, na które jedziemy już za 3 dni :) Przebierając nogami ze zniecierpliwienia przeglądam zdjęcia z zeszłorocznego urlopu - pamiętacie? Byłam wtedy miesiąc na Alasce, udało nam się też przejechać całkiem spory kawałek Kanady. 
Jeśli macie ochotę, zajrzyjcie do mojej relacji - KLIK

I bonus: kilka zdjęć z tej wspaniałej przygody :)))


Zdałam sobie sprawę, że nie napisałam Wam nic o kosmetykach, które stamtąd przytargałam. Nie było tego dużo, bo jeśli czytalyście moją relację to wiecie, że na zakupy nie bylo w ogóle czasu :) Nie mogłam jednak wrócić z pustymi rękami. Użyłam, czas na małe podsumowanie.


Pierwszym moim zakupem był szampon JOHN FRIEDA Luxurious Volume, a ponieważ cena była śmiesznie niska, dokupiłam jeszcze później ten z serii Root Awakening wraz z odżywką. Do tego wersja sucha - każdy z nich kosztował całe 5$ :) Szczerze mówiąc uważam, że w Polsce się za nie konkretnie przepłaca. Nie zauważyłam, żeby były lepsze od typowych, drogeryjnych szamponów. Plusem była miękka, spora tubka i bardzo ładny zapach. Jeśli chodzi o efekty, bez szału. Suchego szamponu nie polubiłam, nie sprawdził się u mnie w ogóle. Włosy po nim wcale nie są świeższe, za to bardzo suche, matowe, szorstkie, sterczące. Kurzy się w łazience do tej pory. Podsumowując, nie polecam i nie kupię ponownie. 

Nawilżający lotion EUCERIN też mam do tej pory. Kupiłam go, bo kosztował niecałego dolca. Nie zmęczyłam go nawet zimą: jest ciężki, tłusty, na długo pozostawia śliski film i koszmarnie śmierdzi. Olej mineralny na drugim miejscu w składzie dodatkowo zniechęca. 

EOS - aktualnie panowała moda na te balsamy więc kiedy zobaczyłam go w sklepie za cenę 3$, nie wahałam się długo. Także mam go do tej pory bo jest bardzo, bardzo wydajny. Zimą okazał się zdecydowanie zbyt lekki więc wracam do niego teraz. Nie mam wobec niego dużych oczekiwań - jest fajnym gadżetem ale gdybym miała ocenić go pod kątem pielęgnacji i nawilżenia... jest fajnym gadżetem ;)

REVLON Colorstay jest najbardziej udanym zakupem. Kosztował mnie niecałe 10$ (w Polsce widziałam cenę 70 zł - wtf?!) i do dziś żałuję, że kupiłam tylko jedną butelkę. UWIELBIAM GO! To najlepszy podkład jaki do tej pory miałam, nie licząc BBkremów Skin79. Rewelacyjnie się rozprowadza, odpowiednio kryje nie tworząc maski, ma dobrą konsystencję i zapach, który bardzo lubię. Nie jest za ciężki, nie zapycha, długo się trzyma na skórze, ładnie wygląda na zdjęciach i jest bardzo wydajny. Brakuje mi w nim jedynie dozownika. Mam go jeszcze odrobinkę, więc wystarczył mi na rok. Na pewno kupię kolejne. Kolor Ivory jest idealny. 

ESSIE to kolejny produkt, za który tutaj słono przepłacamy i który warto upolować za granicą. Zapłaciłam za niego kilka dolarów, kolor jaki widzicie na zdjęciu to Sugar Daddy. Jest półprzezroczysty, wymaga kilku warstw by uzyskać kolor z buteleczki (pierwsza jest całkowicie bezbarwna). Na szczęście ładnie się rozprowadza i szybko schnie. Lubię go, paznokcie wyglądają na zadbane przy minimum wysiłku czyli coś dla leworęcznych leniuchów takich jak ja :) Teraz będę polowała na Mademoiselle - kupiłam go siostrze i także świetnie się sprawdził.

Peeling morelowy ST. IVES to już kosmetyk kultowy, niestety wycofany w Polsce. Podobno Soraya ma identyczny ale ja jednak mam oba i widzę różnicę - zarówno w składzie jak i działaniu. Bardzo jestem zadowolona z tego zakupu (ok. 3$). Jeszcze go mam, bo jest bardzo wydajny (ma konsystencję gęstej pasty). Rewelacyjnie oczyszcza i odświeża skórę. Udało mi się też kupić małe, podróżne opakowanie. Nie ma się co rozpisywać, wszyscy już go chyba dobrze znają :) Rewelacyjny produkt za niską cenę (wówczas kosztował mnie niecałe 10 zł.).

MAC Opulash to tusz, który kupiłam bardziej z ciekawości niż potrzeby. Używałam wówczas Mary Kay, z którego byłam bardzo, bardzo zadowolona, więc ten przeleżał trochę w koszyku i używam go dopiero teraz. Ogólnie wokół MACa kręciłam się bardzo długo i na nic nie mogłam się zdecydować, nic mnie nie urzekło. Ten tusz jest przyzwoity ale spodziewałam się czegoś lepszego. Ładnie rozdziela rzęsy, pogrubia je i sprawia, że spojrzenie staje się wyraziste. Daje naturalny efekt, jest trwały, nie osypuje się. Ze względu na wielką szczotę może brudzić powieki, trzeba uważać. Podsumowując polubiłam go ale nie wiem czy na tyle, by kupić ponownie. 

O zmywaczu i oliwce nie ma się co rozpisywać - kupiłam je z potrzeby a nie ciekawości. Bardzo przeciętne kosmetyki, znalazłam zdecydowanie lepsze na polskich półkach.

Jestem bardzo ciekawa co uda mi się przywieźć w tym roku ]:-> 

Jeśli zainteresował Was któryś z tych kosmetyków i chciałybyście pełniejszej recenzji, dajcie znać. 


36 komentarzy:

  1. o wow! ależ Ci zazdroszczę tej wyprawy! zdjęcia! aaaaa wspaniale

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)))Fakt, było cudownie i z chęcią bym tam wróciła...

      Usuń
  2. Jeju zazdroszczę! Opłaca sie za granicą upolować fajne cudeńka. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie, można upolować fajne kosmetyki w bardzo przyjemnych cenach.

      Usuń
  3. Cudnie! Zazdroszczę, bo ja dopiero jadę w połowie lipca, a o takiej wyprawie tylko pomarzyć mogę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli wtedy, kiedy ja będę miała depresję po powrocie Ty będziesz przeżywać największe radości :) A dokąd jedziesz?

      Usuń
  4. Jeju, jak pięknie! Nie zdziw się, jeśli kiedyś będę Cię męczyć o porady w planowaniu i realizacji tego typu wyjazdów :) Życzę Ci udanego wyjazdu i nie mogę się doczekać relacji. Tę o Alasce przeczytałam z wypiekami na twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Męcz, chętnie pomogę :)))) Dzięki!

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Oj taaak, tam można na każdym kroku zrobić pocztówkowe zdjęcie. Pięknie jest.

      Usuń
  6. świetne zdjęcia! i jest łosiuuuu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było innej opcji, łoś musi być ;)

      Usuń
  7. Alaaska?????????????????????? OMG!!!! też chce zazdroszcze tamtej wyprawy a teraz gdzie jedziesZ????

    OdpowiedzUsuń
  8. zawsze marzyłam o wyjeździe na Alaskę..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja też, od dziecka. Marzenia do spełnienia :)

      Usuń
  9. Aaaaa Alaska! Cudowne miejsce musi to byc! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Niesamowite :) Czytalam relacje Twoja :) Zazdroszcze wyprawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam o Tobie pisząc ten post :) Przypomniała mi się nasza rozmowa na spotkaniu u Kasi.

      Usuń
  11. fajne zdjęcia
    p.s. otagowałam Cię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dziękuję, bardzo mi miło i chętnie odpowiem :)

      Usuń
  12. o kurcze, ale miałaś super wakacje;) i jakie zakupowe zdobycze... a co zamierzasz upolować tym razem?

    p.s. też najprawdopodobniej zrobie sobie w tym roku jakieś wakacje;) i zamierzam przywieść ze sobą troszkę kosmetyków;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam kosmetyczne polowania wakacyjne :) Tym razem wishlista jest dłuuuga i konkretna ale znów na zakupy nie będzie czasu więc nie wiem co mi się uda złapać. Planuję perfumy, lepszą kolorówkę i może coś do pielęgnacji... :D

      Z niecierpliwością czekam na Twoją relację :)

      Usuń
  13. Zdjęcia po prostu genialne!!!

    OdpowiedzUsuń
  14. mam nadzieję, że kiedyś wybiorę się do Stanów :) a w tym roku gdzie jedziesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam. Bardzo mi się podobało i wiem, że z pewnością tak wrócę.
      W tym roku 'tylko' Europa a to dlatego, że po powrocie mam niecny plan związany z moim blogiem i wymagającym sporego nakładu finansowego ale o tym na razie ciiiiiiś :)

      Usuń
  15. nawet nie wiesz jak ja Ci zazdroszczę tej alaski... zorza polarna na własne oczy to moje największe marzenie, a Ty mi tu takie zdjęcie wrzuciłaś no! :(

    OdpowiedzUsuń
  16. piękne widoki! kolejnych niezapomnianych wakacji :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze :)

Niestety z powodu olbrzymiej ilości spamu, muszę wyłączyć możliwość anonimowego komentowania. Jeśli chcecie zostawić mi wiadomość, jestem dla Was dostępna na profilu Facebook.

UA-49610063-1