poniedziałek, 13 lutego 2012

I love blue

Tusz jest dla mnie jednym z najważniejszych kosmetyków, nie wyobrażam sobie bez niego codziennego makijażu. Zdarza mi się w pośpiechu jedynie zaróżowić policzki i pomalować rzęsy, według zasady: róż, tusz i już! Dlatego też uważam, że co jak co ale te dwa kosmetyki muszą być dobre.

Ostatnio pisałam o tuszu, który nie przypadł mi do gustu (o jakim konkretnie i co myślę możecie przeczytać TUTAJ, nie wiem dlaczego notatka nie zaktualizowała się w blogrollu). Dziś natomiast będę bardziej łaskawa, bo i produkt wart przychylnego słowa. Mowa będzie o tuszu Lash Love od Mary Kay. 



 To już mój drugi tusz tej firmy i muszę Wam powiedzieć, że jestem ich wielką fanką! 
  • największą zaletą jest rewelacyjna szczoteczka! Jest silikonowa i elastyczna, dokładnie i precyzyjnie rozdziela włoski, dociera z łatwością także do tych najkrótszych. Nabiera odpowiednią ilość tuszu, nie pozostawia grudek. Aplikacja jest bardzo łatwa, nie trzeba się męczyć rozczesując włoski, pożądany efekt uzyskałam niemal od razu po nałożeniu jednej warstwy.

 
  • nie brudzi powiek nawet jeśli maluję rzęsy tuż przy nasadzie - wielki plus, w przypadku wielu tuszy miałam z tym problem; przy precyzyjnych i czasochłonnych makijażach było bardzo irytujące. Poza tym bardzo szybko schnie, nie odbija się na górnej powiece.
  • jest super trwały! nie kruszy się ani nie rozmazuje przez cały dzień. Sprawdził się świetnie podczas intensywnych ćwiczeń fizycznych, upałów, deszczu. Trzyma się wzorowo aż do wieczornego demakijażu.
  • wydłuża i lekko unosi, rzęsy są zagęszczone i pełne ale bez efektu ciężkości; nie skleja.
  • możemy nim uzyskać naturalny efekt ale także i bardziej wyrazisty - w zależności od aplikacji. Kolejna warstwa nie skleja rzęs, jeśli zrobimy to umiejętnie :)  
  • bardzo lubię jego opakowanie: jest klasyczne ale bardzo eleganckie. 

Jak już wspomniałam, jest to mój drugi tusz. Pierwszy, czarny, wystarczył mi na 5 miesięcy użytkowania. Początkowo wydawał mi się zbyt mokry ale delikatnie przysechł i okazał się idealny. Po pięciu miesiącach zaczął się już kruszyć i był zbyt suchy ale i tak uważam, że to świetny wynik!

Obecnie posiadam tusz z limitowanej kolekcji w kolorze niebieskim (przyznam, że nie przekonałam się do tego koloru - jest intensywny, nasycony i sam w sobie bardzo ładny jednak okazało się, że jestem zwolenniczką klasyki). Pozostałe kolory z tej linii to fiolet i zieleń. W stałej ofercie znajdziecie kolor czarny (prawdziwie głęboka czerń) i brązowy. Póki co czarny jest liderem ale bardzo jestem ciekawa jeszcze tego ostatniego.



Minusem może być dla niektórych cena (69 zł) oraz dostępność (jedynie przez konsultantki Mary Kay). Moim zdaniem jednak warto go wypróbować! 
Podsumowując, w mojej ocenie tusze Mary Kay dorównują moim dotychczasowym ulubieńcom z Max Factor i Bourjous. Zdecydowanie - POLECAM! 
 
Zachęcam do odwiedzenia strony Mary Kay: http://marykay.pl/
Niebawem napiszę o także limitowanej paletce cieni Redefining Elegance oraz linerze w pisaku. Zachęcam do śledzenia dalszych recenzji :-) 
Ala
 

27 komentarzy:

  1. Piękny kolor! Co prawda ja maluję rzęsy tylko czarnymi tuszami, ale na specjalne okazji taki też by się przydał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ev, mam podobnie w sumie. Używam teraz jednocześnie czarnego tuszu MAC i jednak po ten sięgam częściej. Niebieski odłożyłam na większe szaleństwa :)

      Usuń
  2. I love blue too. ;) Ale na rzęsach nie bardzo. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny kolor, intensywny :) Interesująco wygląda na Twoich oczach, wart rozważenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, do koloru nie ma co się przyczepić :)

      Usuń
  4. Świetny kolor! Ale na rzęsach to chyba już mniej mi się podoba. Jakoś przyzwyczaiłam się do ciemniejszych kolorków:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też było trudno się oswoić, nigdy wcześniej nie używałam innego tuszu niż czarny. Kupiłam raz przez pomyłkę szary i leży praktycznie nieużywany choć też ma fajną szczotę :)

      Usuń
  5. Super efekt! I czarny też wygląda nieźle. Szkoda, że ciężko spotkać (przynajmniej ja nie znam) konsultantkę MK.

    http://ainta-reviews.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ainta, na stronie Mary Kay jest lokalizator konsultantek :) Nigdy nie korzystałam ale myślę, że wystarczy zadzwonić :)

      Usuń
  6. używam tylko czarnego tuszu. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. Ja także jestem zwolenniczką klasyki :)

      Usuń
  8. Ooo matko jaka cena. ;O
    Przyznam nie kupiłabym za tyle kaski. :D
    Choć efekty nie są złe. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... rzeczywiście w porównaniu do innych tuszy dostępnych w drogeriach cena jest spora ale trwałość wynagradza :) Wiem jednak, że można znaleźć równie dobry tusz za duuużo mniej.

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Fakt ale w sumie to alternatywa dla tych, którzy szukają czegoś między drogeryjnymi tuszami a tymi wysokopółkowymi jak YSL, Dior czy inny Lancome.

      Usuń
  10. fajne sa niebieskie tusze np na lato ale ta cena;/ za niebieski tyle bym nei dala

    OdpowiedzUsuń
  11. kiedyś namiętnie używałam niebieskiego tuszu, ale mi przeszło hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, no proszę :) Ja tylko okazyjnie.

      Usuń
  12. Cena wysoka, ale jaki kolor fajny :) Ciekawe czy mi by pasowały niebieskie rzesy..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaki masz typ urody? Myślę, że blondynkom o jasnej cerze i niebieskich oczach pasowałby bardziej niż mnie. Ale fajnie było się przekonać.

      Usuń
  13. Może to dziwne, ale nigdy nie miałam kolorowego tuszu do rzęs :P
    W zasadzie nie wiem dlaczego, wygląda fajnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak spróbujesz to koniecznie pokaż efekty, jestem bardzo ciekawa :)

      Usuń
  14. fajny kolorek, jednak mi się niebieskie rzęsy kojarzą tylko i wyłącznie z wychowawczynią z podstawówki, która wiecznie malowała takim kolorem swoje rzęsy... i chyba tym samym wzbudza on od samego początku we mnie jakąś niechęć ;d

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze :)

Niestety z powodu olbrzymiej ilości spamu, muszę wyłączyć możliwość anonimowego komentowania. Jeśli chcecie zostawić mi wiadomość, jestem dla Was dostępna na profilu Facebook.

UA-49610063-1