piątek, 30 grudnia 2011

Ochrona dłoni z Calmaderm

Jakiś czas temu, jak większość blogerek, otrzymałam do przetestowania kosmetyki firmy Calmaderm. Paczka wyglądała obiecująco i zawierała między innymi krem do rąk DERMACTOL, o którym dzisiaj będzie kilka słów. 

OD PRODUCENTA: Dermactol Krem do rąk
Dermactol Krem to specjalnie opracowana formuła przeznaczona do pielęgnacji suchej, szorstkiej i popękanej skóry dłoni. Zawarte w nim naturalne aktywne substancje wzbogacone witaminami i naturalnymi tłuszczami, łatwo się wchłaniają zapewniając zdrową, gładką i elastyczną skórę. Skoncentrowana formuła kremu powoduje że jest on bardzo wydajny i naniesienie już niewielkiej ilości kremu powoduje że skóra staje się gładka, miękka i odżywiona.
W skład kremu wchodzą:
- Masło Shea – zawiera nienasycony kwas tłuszczowy oraz witaminy E i F, które łagodzą, zachowują wilgoć i elastyczność skóry. Zawiera również naturalny składnik chroniący przed promieniowaniem słonecznym
- Oliwa z oliwek – dzięki dużej zawartości witamin, antyutleniaczy i nienasyconych kwasów tłuszczowych chroni skórę przed nadmierną utrata wilgoci, działając jednocześnie przeciwstarzeniowo oraz nawilżająco
- Drobnoustrojowy olej pszenny – wysoką zawartością witaminy E bardzo dobrze zmiękcza popękaną i odwodnioną skórę. Dzięki temu odżywia i leczy naskórek wspomagając powstawanie nowych komórek
- Aloes – łagodzi, redukuje opuchliznę, nawilża i pobudza syntezę tkanki skórnej

Ze względu na swoje właściwości może być stosowany również do twarzy i warg.
Testowany dermatologicznie

WSKAZANIA: suche spierzchnięte dłonie, podrażnione przez wodę, słońce, detergenty. 

SKŁAD:  Aqua, Triticum Vulgare (Wheat Germ) Oil, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit, Olea Europaea (Olive) Oil Anthemis Nobilis (Chamomile) Ext., Glyceryl Stearate, Caprylic/Capric Tryglyceride, Aloe Barbadensis (Aloe) Leaf Ext., Stearic Acid, Lanolin Alcohol, Isopropyl Myristate Methyl, Propyl, Butyl, Ethyl Paraben & Phenoxyethanol, Triethanolamine, Alpha Isometyl Ionone, Fragrance.

OPAKOWANIE
Krem umieszczony jest w klasycznej tubce ze srebrnym plasterkiem, mamy więc pewność, że otwieramy go po raz pierwszy. Tubka jest bardzo solidna, niezbyt miękka a zamknięcie, które początkowo wymagało nieco siły zabezpiecza przed wydostaniem się produktu. Śmiało można go nosić w torebce: nic się nie wylewa ani nie maże. Design opakowania nie jest zbyt wyszukany ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Myślę jednak, że gdybym nie znała tego kremu i wybierała spośród wielu na półce, opakowanie nie zwróciłoby mojej uwagi. Niezbyt natomiast podoba mi się fakt, że krem zbiera się wokół otworu i tworzy skorupkę w wyraźnie ciemniejszym kolorze. Łatwo to usunąć ale przy innych kremach nie zaobserwowałam tego nieestetycznego efektu.  Można to zobaczyć na zdjęciu poniżej:


KOLOR I ZAPACH
Kolor jest taki, jak na zdjęciu: jasno żółty, dookoła otworu ciemnieje. Przypomina mi masło. O ile kolor nie ma dla mnie żadnego znaczenia, tak zapach już ma. W tym przypadku jest charakterystyczny ale na szczęście szybko się ulatnia i nie czuć go na skórze. Myślę jednak, że wielu osobom może nie przypaść do gustu  (ze składu wynika, że jest perfumowany ale nie ma porównania z drogeryjnymi odpowiednikami). Używałam przyjemniej pachnących kremów, ten nie trafia w moje gusta zapachowe ale na szczęście zapach czuję jedynie podczas aplikacji i szybko o nim zapominam.Niemniej jednak początkowo był dla mnie drażniąco nieprzyjemny.


KONSYSTENCJA / APLIKACJA
Jak widać na zdjęciu, krem jest niezwykle silnie skoncentrowany i treściwy. Mimo to dość łatwo się rozprowadza nie tworząc smug. Nie bieli skóry ale pozostawia na niej dość długo śliską warstwę. Używam kremu w pracy i zaraz po aplikacji nie mogę niczego napisać długopisem bo ten zwyczajnie wyślizguje się z rąk. Nie przepadam za takim efektem. Myślę, że krem lepiej się sprawdzi aplikowany na noc lub zimą pod rękawiczki. Do biura wolę zdecydowanie lżejsze formuły, które szybko wchłaniają się do matu. Polecam nakładać go bardzo oszczędnie - w przeciwnym razie będzie się wchłaniał w nieskończoność.

DZIAŁANIE / EFEKT
Produkt przeznaczony jest dla wymagającej, suchej, szorstkiej i popękanej skóry dłoni. Ja takiej nie posiadam. Nie mam większych problemów ze skórą, nawet zimą. Jedynie zmagam się z suchymi skórkami dookoła paznokci na które działają oliwy i oliwki, więc trudno mi ocenić czy rzeczywiście krem działa zgodnie z przeznaczeniem. W mojej ocenie porządnie odżywia i natłuszcza tworząc warstwę ochronną, co bardzo się przyda kiedy wreszcie przyjdą niższe temperatury.  Skóra jest rzeczywiście miękka i gładka. Producent poleca krem także do twarzy i warg ale ze względu na tłustą formułę i zapach nie odważyłam się :-) 

WYDAJNOŚĆ
Baaardzo wysoka. Używam kremu już długo i dość często i końca nie widać. Jest mocno skoncentrowany więc do aplikacji wystarcza naprawdę niewielka ilość. Ważny przez 6 miesięcy od otwarcia. Pojemność 75 ml.

DOSTĘPNOŚĆ / CENA
Nie widziałam nigdzie w sklepach produktów tej marki, są za to dostępne przez Internet: http://www.calmaderm.pl/sklep/  Cena kremu to 19 złotych, przy takiej wydajności nie wydaje mi się wcale wygórowana.

PODSUMOWANIE: Krem testowałam bardzo długo bo blisko trzy miesiące. Postanowiłam dać sobie więcej czasu żeby zdystansować się do opinii jakich wysyp czytałam na innych blogach i maksymalnie obiektywnie ocenić ten produkt. Cóż, moim KWC to on nie został, głównie przez wzgląd na tłustą formułę, film który dość długo pozostaje na skórze i zapach. Jeśli chodzi o działanie, nie mam mu nic do zarzucenia, jest silnie skoncentrowany i skład robi swoje. Nie doprowadziłam nigdy rąk do stanu, kiedy skóra była popękana czy szczególnie szorstka więc nie wiem jak poradziłby sobie w takich przypadkach. W mojej ocenie nadaje się do aplikacji na noc lub pod rękawiczki. Nieźle natłuszcza więc sprawdzi się w zimowej aurze. Ważne: nie jest testowany na zwierzakach! :)

Niebawem pojawią się recenzje pozostałych produktów Calmaderm bo wszystko już zdążyłam dokładnie przetestować. Tymczasem zapraszam na stronę, gdzie znajdziecie więcej informacji o tych tajemniczych produktach :)  -> klik w banerek lub stronę angielskojęzyczną: http://www.health-sth.com/


Ala 

czwartek, 29 grudnia 2011

TAG: Ulubieńcy 2011

Idalia, z bloga http://idaalia.blogspot.com/ otagowała wszystkie blogerki na literę A, a że tag wydał mi się ciekawy, postanowiłam na niego odpowiedzieć. Niedawno miałam przygotować wpis o moich ulubieńcach 2011 więc się doskonale składa :-)


1. Primus inter pares, czyli odkrycie roku:
Pędzle Hakuro i Maestro, zdecydowanie najlepsze na jakich miałam okazję pracować. Makijaż nimi to czysta przyjemność. Zajmuje mi dużo mniej czasu a efekt baaardzo mnie zadowala! Nie wyobrażam już sobie nakładania podkładu bez pędzla Hakuro H50S - mistrz! :-) 

 


2. Zatrzepocz piórkami, czyli tusz do rzęs:
Zdecydowanie, bezapelacyjnie tusz Mary Kay Lash Love w kolorze czarnym. Początkowo musiałam się do niego przekonać ale jak to z tuszami bywa, przysechł i okazał się niezastąpiony! Tuszowe KWC, recenzję możecie przeczytać tutaj <-klik

3. Zabawa z kolorami, czyli kosmetyk do powiek:
Sleek! Odkryłam w tym roku trzy paletki Sleeka i po nie sięgam najczęściej, choć wcześniej byłam typowym inglotomaniakiem jeśli chodzi o cienie. Au Naturel, Oh so special i Storm - świetna, uniwersalna i bardzo "moja" kolorystyka, dobra jakość i pigmentacja, zadowalająca trwałość i rewelacyjna cena. Czekam na więcej! :-) Wszystkie swoje paletki kupuję w sklepie Paatal.pl


4. Na tapecie, czyli podkłady, korektory, rozświetlacze, róże, bronzery:
W tym roku wreszcie kupiłam podkład Revlon Colorstay, który był strzałem w dziesiątkę! Na co dzień mieszam go z kremem nawilżającym przez co nie jest tak ciężki. Nie zapycha, pięknie kryje i ujednolica - świetny! 
 

5. Patrz mi na usta, czyli mazidełka do ust:
Carmex w kwestii pielęgnacji, Vipera Cream Color w kwestii kolorówki - używane najczęściej w minionym roku :-)


6. Pokaż swoją twarz, czyli kosmetyk do pielęgnacji twarzy:
Bezapelacyjnie seria Hydracid SVR - kremy do twarzy z witaminą C. Idealnie odpowiada na potrzeby mojej skóry, fantastycznie pachnie, szybko się wchłania do matu: pielęgnacyjne KWC, zdecydowanie! 
Recenzję możecie przeczytać tutaj <-klik

 
 

7. Chodź, pomaluj mój świat, czyli lakier do paznokci:
Essie, Essie, Essie! Kupiłam w Stanach i złapałam bakcyla :-) Zwykle nie maluję paznokci ale tymi lakierami to czysta przyjemność! Chcę więcej :-)