czwartek, 28 kwietnia 2011

Co nowego

Z wielką radością wracam do blogowania :-) Kuweta kocia ogarnięta, Internet znów śmiga, mogę się z Wami podzielić, co u mnie nowego.


Baaardzo dawno temu wiele blogerek pisało o akcji ekologicznej The Body Shop - za puste opakowanie po dowolnej marki kosmetyku można otrzymać 22% rabatu. Czaiłam się nieśmiało na kilka produktów, więc postanowiłam wykorzystać okazję :-)  Wymieniłam póki co trzy denka na trzy nówki i dostałam jeszcze dodatkowy kupon rabatowy do wykorzystania do końca maja, więc na pewno wybiorę się na kolejne zakupy. Przyznam, że słabo znałam TBS, ale z ciekawością przyglądam się tej marce i myślę, że jeszcze będzie wiele okazji by się z nią bliżej zaprzyjaźnić :-)

 Jako pierwsza w moim koszyku wylądowała ściereczko-gąbeczka do zmywania makijażu i oczyszczania twarzy. Zachęciła mnie do jej kupna Brunetka (http://brunettesheart.blogspot.com/), która nakręciła ciekawy filmik o swoich ulubionych produktach do oczyszczania twarzy (możecie go obejrzeć TUTAJ). Muszę szczerze przyznać, że jeszcze nie przetestowałam jej mimo tego, że świąteczny wyjazd był ku temu nie lada okazją. W pośpiechu wrzuciłam do walizki waciki więc ściereczka czeka na testy. Recenzje brzmią obiecująco, mam nadzieję, że się nie zawiodę. Kosztuje 17 złotych. Niebawem powiem o niej coś więcej.


Kupiłam także olejek Tea Tree Oil na niedoskonałości skóry tłustej i normalnej. Użyłam go dopiero kilka razy więc za wcześnie jeszcze na recenzję ale muszę przyznać, że zaskakująco szybko pozbyłam się 'kłopotu' już w zarodku. Buteleczka jest malutka, zawiera 10 ml preparatu, ale ponieważ stosuje się go punktowo, myślę że wystarczy mi na długo. Brakuje mi w nim aplikatora, czegoś na kształt pipetki ale można go nanieść na patyczek kosmetyczny lub wacik i spokojnie daje radę. Ze względu na zawartość alkoholu, po aplikacji przez krótki moment szczypie jak szalony ale myślę, że przy produktach tego typu to raczej nieuniknione. Największym jego minusem jest zapach, za którym nie przepadam, ale jeśli na dłuższą metę olejek okaże się skuteczny, jakoś to przeboleję. Kosztuje 19 złotych.  
Skład: Water, Alcohol Denat., PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Polysorbate 20, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, Limonene, t-Butyl Alcohol, Calophyllum Inophyllum Seed Oil, Citral, Leptospermum Petersonii (Lemon Tea Tree) Oil, Denatonium Benzoate, Tocopherol


Najbardziej jestem zadowolona jednak z... grzebienia :-) Używam go od dnia zakupu codziennie i uważam, że pozytywne opinie z jakimi się spotkałam są uzasadnione. Dorwałam ostatnią sztukę, wygrzebaną z dna koszyka przez Panią ekspedientkę. Grzebień jest świetny w swojej prostocie: mały, drewniany, z szeroko rozstawionymi ząbkami. Świetnie się nimi rozczesuje zarówno mokre jak i suche włosy, także podatne na skręty (jak moje). Bardzo szybko schnie i zamoczony nie pachnie brzydko, wręcz przeciwnie. Nie wyrywa ani nie plącze włosów, nie szarpie ich jak szczota, której używałam do tej pory. Dla niektórych może być minusem to, że nie posiada rączki i może się wyślizgiwać, ja jednak uważam, że jest solidny i poręczny i bardzo mi odpowiadają jego niewielkie rozmiary. Idealnie nadaje się na wyjazdy i torebki.Od trzech tygodni używam fryzjerskiego szamponu i odżywek i muszę przyznać, że stan moich włosów bardzo się poprawił. Mam nadzieję, że posłuży mi na długo bo bardzo go polubiłam.

Jak już wspomniałam, wyjechałam na świąteczny wypoczynek w moje rodzinne strony i przy okazji zrobiłam mały przegląd tamtejszych drogerii. Miałam nadzieję dorwać Catrice i peeling St.Ives o którym pisałam ostatnio, ale i tam się nie udało. Upolowałam za to peeling morelowy Soraya, którego opis do złudzenia przypomina mi ten poszukiwany. Spotkałam się gdzieś z opinią, że to są takie same produkty, więc mam nadzieję, że będę z niego zadowolona. Dziś zaś moja siostra wytropiła jedną jedyną sztukę St.Ives w trójmiejskim Bomi więc wychodzi na to, że niebawem sama będę mogła zrobić porównanie :-) Wygląda bardzo podobnie bo o tak:



 


 Użyłam go póki co tylko raz, zaraz jak wróciłam do domu z zakupów i odczucia mam póki co pozytywne. Napiszę o nim coś więcej za jakiś czas.




Z zaskoczeniem zauważyłam, że w mniejszych miejscowościach, w zapomnianych małych drogeryjkach znalazłam produkty, o których wiele czytałam na innych blogach, m.in. marki Hean, Paese itp. Kupiłam więc na próbę róż Paese Retro Style 220 i transparentny puder sypki. Z różu już jestem zadowolona, o pudrze jeszcze niewiele mam do powiedzenia, ale jakoś pałam do niego mniejszym entuzjazmem. Na fali zakupów kupiłam też cienie Sensique ale po powrocie do domu i ochłonięciu stwierdziłam, że nie była to dobra decyzja. Na szczęście nie wykosztowałam się na nie szczególnie ;-) Pokażę Wam je w następnej notatce razem ze swatchami.

Skoro dziś już taki totalny misz masz, to chciałam na zakończenie jeszcze pokazać kubeczki, które były elementem mojego urodzinowego prezentu. Muszę się nimi pochwalić, bo jestem nimi totalnie zauroczona :-) Od razu przypomniał mi się talerzyk, który wygrzebałam jakiś czas temu na targu staroci i zapłaciłam za niego majątek - całe 2 złote :-) Bardzo przyjemnie smakuje śniadanko kiedy oko cieszą takie drobiazgi. Co o tym myślicie, podoba się Wam?



Korzystając z okazji, że moje kociaki dzieciaki nie skaczą mi po klawiaturze, z wielką ciekawością zabieram się za nadrabianie zaległości :-)

Buziaki!


poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Ala ma kota

Brakuje mi blogowania. Nie wiem co u Was słychać i sama mam w zanadrzu kilka notatek ale wypadłam chwilowo z blogosfery bo a) padła mi karta sieciowa w laptopie i muszę sobie kupić router i skonfigurować wszystko więc chwilowo mam dostęp do Internetu tylko w pracy  b) przygarnęłam trzy porzucone kociaki, które nie są jeszcze samodzielne i trzeba im we wszystkim pomagać, żeby przeżyły. Wykorzystuję więc chwilę między pracą a karmieniem moich urwisów i z niecierpliwością czekam, aż wrócę do mojego świata. Mam nadzieję, że nadal tutaj będziecie.
Buziaki! 

P.S. No zobaczcie tylko, czy Wasze serce pozostałoby niewzruszone? ;-)

wtorek, 12 kwietnia 2011

Wanted

Od jakiegoś czasu poluję na peeling morelowy St.Ives. Słyszałam o nim tyle dobrego, że postanowiłam że muszę go mieć. No i oczywiście jak się przebudziłam to się okazało, że chyba został wycofany bo nigdzie nie mogę go znaleźć :( W blogerkach siła - kochane, wiecie może gdzie mogę go jeszcze złapać?


Mój dotychczasowy peeling się skończył. Był trochę za słaby, ten mi się wydał idealny, szczególnie, że ma takie dobre recenzje. Gdyby któraś z Was pomogła w polowaniu, będę wdzięczna :)

A jak już jesteśmy przy polowaniach,  to na blogu Polish makeup bag urodzinowy giveaway. Do 25 kwietnia można się postarać o super nagrody - polecam :-) Zobaczcie same TUTAJ

http://polishmakeupbag.blogspot.com   /   http://www.cakejournal.com

Kolejne rozdanie także na blogu http://kosmetyczka-agaty.blogspot.com/ . Można brać w nim udział do 15 kwietnia. A warto, bo nagrody zacne: 



Tyle na dziś.
Buziaki.

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

make up: fioletowy soft

Dziś chciałam Wam pokazać makijaż, jaki ostatnio bardzo lubię nosić do pracy, kiedy moje oczy są względnie wypoczęte. Fioletowy kolor na zmęczonych powiekach, szczególnie kiedy zmagamy się naturalnymi cieniami, bywa bezlitosny, ale korzystając z okazji, że w ostatnich dniach miałam okazję porządnie się wyspać, zmalowałam taki soft make up. Użyłam jak zwykle bazy Kobo, cieni Inglot i maskary Bourjois, z którą nawiasem mówiąc już chyba czas się rozstać ;-)






Co o tym sądzicie?
Buziaki!

Szminkowy zawrót głowy

Mój zbiór szminek, jeszcze do zeszłej soboty, liczył sztuk jeden :-) Przez dwadzieścia parę lat dorobiłam się jednej szminki i jednego błyszczyka, co na maniaczkę makijażu brzmi dość absurdalnie. Pewnie tym wyznaniem podważam swoją wiarygodność ale co tam, mogę się wytłumaczyć: primo, wolę malować kogoś niż siebie i nie odczuwałam nigdy szalonego pożądania tego typu kolorówki, secundo, uwielbiam gadać i jeść, a najbardziej już jeść gadając, a ponieważ robię to niemal nieprzerwanie, szminka nie była mi nigdy potrzebna do szczęścia. Moje beztroskie nieposiadanie szminek, błyszczyków, pomadek itepe przerodziło się w zainteresowanie tematem, po części dzięki innym blogerkom, które z dumą prezentowały nowe łupy i zdobycze (tak, tak, wszystko przez Was :-P). No i mam, poszłam i zakupiłam i niespecjalnie zbiedniałam. Sztuk osiem, bo po co się rozdrabniać :-) Okazało się, że jak już podeszłam do półki, kolory mnie oczarowały. W głowie musowały mi pomysły i trudno mi się było zdecydować. Świadoma swojego kompletnego braku doświadczenia i nieśmiałości w malowaniu ust własnych, zakupiłam w coraz to popularniejszym sklepie na Pe kilka szminek producentów znanych mi z nazwy, ale w cenach, które pozwoliły mi wzruszyć ramionami i załadować koszyk ;-) I tak oto zapoczątkowałam swoją kolekcję :-) 


Kupiłam dwie szminki z serii Astor Paris, dwie Astor VIP, dwie IsaDora, jedną Sally Hansen i jedną Vipery (ta już pochodzi z innego źródła niż sklep na Pe ;-) ). Wygląda to mniej więcej tak: 

Z Viperą znałam się już wcześniej, od dawna używam sypkiego pudru matującego, z którego jestem bardzo zadowolona, więc sympatia do marki przeniosła się także na sympatię do szminki Cream Color. Jako pierwsza kupiła ją moja siostra, a ponieważ bardzo spodobał mi się kolor, poprosiłam ją żeby kupiła drugą dla mnie. Jestem z niej zadowolona, choć z recenzją wszystkich szminek zaczekam jakiś czas, żeby się z nimi oswoić i obiektywnie je ocenić. Na chwilę obecną mogę napisać, że łatwo się ją aplikuje, ma fajną konsystencję.  Zauroczył mnie kolor, 252 Spring, i jak sama nazwa wskazuje, będzie idealna na wiosnę. Dobrze się ją nosi, długo się utrzymuje i mam nadzieję, że moje pozytywne odczucia się z czasem nie zmienią :-)  Myślę, że za cenę 12 złotych, warto ją wypróbować.

Vipera Cream Color 252 Spring






















 Do pozostałych szminek byłam nieco sceptycznie nastawiona przez wzgląd na ceny i sklep na Pe. Póki co jednak jestem pozytywnie zaskoczona: mają świetne kolory, niezłą konsystencję i trwałość, choć zaznaczam, specem szminkowym nie jestem ;-) Myślę, że jak na mój minimalny kontakt z pomadkami, to był dobry wybór, w sam raz na pierwsze zabawy. Z pewnością nosić będę tylko te w stonowanych kolorach, ale intensywnie różowe i czerwona urzekły mnie kolorem i po prostu musiałam je kupić :-) Na razie pokażę Wam zdjęcia, z ostateczną oceną się wstrzymam. 

Astor Paris nr 300

Astor Paris nr 103

Astor VIP 100 Pink Kiss

Astor VIP 232 Red Impulse
IsaDora 68 Bermuda Pink
IsaDora 69 Pearly Coral
Sally Hansen Sunburst

Tak więc przygodę ze szminkami czas zacząć :-) O błyszczykach, w szalonej liczbie dwóch, zrobię osobną notatkę, może do tego czasu rozrośnie się trochę moja wstydliwa kolekcja ;-) 
Jestem ciekawa, co sądzicie o moich łupach, dajcie znać. 
Buziaki!

czwartek, 7 kwietnia 2011

make up

Korzystając z przywilejów, jakie daje grypa, postanowiłam wykorzystać okazję i pomalować chociaż jedno oko :-) Mogę wykorzystać naturalne światło, choć i tak moje umiejętności fotografowania makijażu pozostawiają jeszcze sporo do życzenia. No ale żeby już dłużej nie marudzić, pokazuję co mi wyszło: 





Dziś krótko i zwięźle ;-) Buziaki!

środa, 6 kwietnia 2011

Grypowy areszt domowy

Grypa uziemiła mnie w domu na dobre. Już piąty dzień, powoli zaczynam wracać do świata żywych i mogę nadrobić zaległości :-) 
W sobotę byłam z siostrą na zakupach. Kupiłam okulary przeciwsłoneczne, rozglądałam się też za kremem z filtrem do twarzy 50 (polecacie coś?), uzupełniłam też puste miejsca w matowej palecie cieni, ale o tym zrobię osobną notatkę. Nabyłam też dwa drobiazgi, które mnie ucieszyły jak dziecko: uroczy łańcuszek z River Island i szalik w panterkę z H&M (lepiej późno niż wcale ;-) ). Jak Wam się widzi? 




 Dorwałam też w sh uroczą bluzkę aż za 14 złociszy i pasek za złotych cztery (wszystko -50% :-) Pasek wymaga tylko solidnego potraktowania czyścikiem, bo jest zabarwiony czerwonym czymś. Bluzka mogłaby być rozmiar mniejsza, ale nie mogłam sobie jej odmówić a na lato luźniejsza będzie jak znalazł :-) To są bardzo przydatne akcesoria do mojej metamorfozy :-) 









Kupiłam też osiem szminek i dwa korektory, kompletnie mi padło na głowę :-) O tym jednak innym razem, ze swatchami... Buziaki! 
UA-49610063-1