czwartek, 31 marca 2011

Natural make up

Jak już pisałam, wzięłam udział w moim pierwszym konkursie makijażowym :-) Nie udało się, ale pierwsze koty za płoty :-) 
Tematem pracy był makijaż w kolorach natury. Uwielbiam taki look: delikatny, świeży i lekki, podkreślający naturalne piękno (tu modelki Kamili). 
W sfotografowaniu pomógł mi Kuba (http://www.jacobphotography.pl/). 
Dziękuję tym, którzy tu zaglądają i oddali swój głos.  












niedziela, 27 marca 2011

Recenzje: Płyn micelarny Bioderma

Zawsze kiedy czaję się na zakup nowego kosmetyku zaglądam na KWC na Wizażu. Dzięki niemu trafiłam na płyn micelarny Bioderma Sensibio H2O. Przed nim testowałam już wiele miceli, między innymi słynną Ziaję, która mi w ogóle nie przypadła do gustu. Jeśli ktoś jeszcze nie zna tego produktu, szczerze polecam!

Opis producenta: Hypoalergiczny płyn micelarny do oczyszczania twarzy i zmywania makijażu (w tym tusze wodoodporne), do codziennej pielęgnacji skóry wrażliwej. Szybko i skutecznie usuwa zanieczyszczenia i zmywa makijaż. Nie narusza warstwy hydrolipidowej. Działa łagodząco i odświeżająco.

Skład: Aqua, Peg-6 Caprylic / Capric Glycerides, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Mannitol, Xylitol, Rhamnose, Fructooligosaccharides, Propylene Glycol, Disodium Edta, Cetrimonium Bromide.

Moja ocena:Ponieważ naczytałam się wiele dobrego o tym płynie, kiedy zobaczyłam go w promocji, postanowiłam kupić dwie buteleczki: 250 ml za 29 złotych i 100 ml za 10 złotych :-) Ucieszyłam się szczególnie z maleństwa, bo idealnie sprawdza się na wyjazdy i do kuferka, który mi już nieco ciąży.
Płyn jest fenomenalny i wart swojej ceny.
  • jest niezwykle lekki i delikatny a przy tym zaskakująco skuteczny
  • nie szczypie w oczy
  • rewelacyjnie radzi sobie z makijażem; dokładnie zmywa tusz i liner bez potrzeby pocierania oka
  • skóra jest odczuwalnie oczyszczona, miękka i świeża; płyn nie ściąga, daje pełen komfort
  • nie zostawia warstwy na skórze, błyskawicznie się  wchłania
  • biorąc pod uwagę skuteczność, jest dość wydajny; wystarczy niewielka ilość by pozbyć się makijażu i zanieczyszczeń
  • bezzapachowy
  • ma wygodne, estetyczne opakowanie i mimo braku dozownika nie wylewa się w nadmiarze; ponadto płyn posiada zabezpieczenie dzięki czemu kupując produkt mamy pewność, że nigdy wcześniej nie był otwierany - mała rzecz, a cieszy :-)

To najlepszy płyn micelarny jaki  miałam do tej pory. Zdarzało mi się zużywać ogromne ilości wacików, bezskuteczne tarcie skóry i mimo to i tak budziłam się rano jako "panda". Ten płyn radzi sobie z makijażem wyjątkowo dobrze i jednocześnie delikatnie.Z łatwością można nim zrobić małe poprawki w makijażu, kiedy omsknie się ręka :-) Cena regularna jest rzeczywiście dość wysoka jak na kosmetyk do codziennej pielęgnacji, warto rozejrzeć się za promocjami. Dla mnie Kosmetyk Wszech Czasów!

  
Cena: ok. 40 zł
Pojemność: 250 ml (dostępna także pojemność 100 i 500 ml)

Więcej o produkcie TUTAJ

piątek, 25 marca 2011

Recenzje: SVR Chronolys

Od dłuższego czasu rozglądałam się za dobrym kremem na noc. Z ulgą skończyłam nawilżającego nocnego Daxa i zniechęcona drogeryjnymi "średniakami", postanowiłam sięgnąć po produkt apteczny. Wybór padł na SVR Chronolys, krem na pierwsze zmarszczki. Nie mam żadnego doświadczenia z tą francuską marką, więc kierowana ciekawością, promocyjną ceną i zachętami sprzedawcy sięgnęłam po ten krem. Stosuję go dość krótko ale myślę, że zostanie ze mną na dłużej :-) 

Opis producenta:  Preparat z magnezem i kwasem hialuronowym skutecznie zapobiegający powstawaniu pierwszych oznak starzenia się skóry. Skuteczność potwierdzona dermatologicznie. Produkt bardzo dobrze tolerowany, przeznaczony dla każdego rodzaju skóry, w tym również skóry bardzo wrażliwej. Stosować rano i/lub wieczorem na twarz i szyję. Nie powoduje powstawania zaskórników. Nie zawiera parabenów. 

Skład: Aqua, Dicapryryl carbonate, Cyclopentasilo-xane,Isohexadecane, Beheneth-25, Glycerin, aBehenyl Alcohol, Dimethicone, Butylene Glycol, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Acrylamide / Ammonium Acrylate Copolymer, Beheneth-10, Butyrospermum Parkii Butter (Shea Butter), Hydrolyzed Hibiscus Esculentus Extract, Magnesium Pca, Sodium Hyaluronate, Cucumis Melo Fruit Extract, Tocopherol, Polyisobutene, Dextrin, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/Vp Copolymer, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Xanthan Gum, Polysorbate 20, Hydroxypropyltrimonium Maltodextrin Crosspolymer, Sorbitan Isostearate, Dimethiconol, Silica, Phenoxyethanol, Chlorphenesin, O-Cymen-5-Ol, Parfum.

Moja ocena: Krem jest malutki. Ma bardzo estetyczne, solidne plastikowe opakowanie. Zawiera pompkę, która bardzo ułatwia dozowanie. Pod światło można sprawdzić, ile produktu zostało w opakowaniu. Konsystencja jest niezwykle lekka, co sprawia, że aplikacja jest bardzo łatwa. Krem naprawdę szybko się wchłania do matu, pozostawia skórę przyjemnie nawilżoną. Kiedy stosuję go wieczorem, rano skóra jest wyraźnie wypoczęta, jasna, zdrowa i matowa. Dopiero po ochlapaniu wodą, wyczuwalna jest kremowa powłoczka. Z powodzeniem można go stosować pod makijaż, podkład się na nim nie roluje.  Trudno mi ocenić właściwości przeciwzmarszczkowe, gdyż stosuję go profilaktycznie, ale z pewnością twarz jest promienna i gładka. Ze względu na lekką konsystencję, stosuję ten krem z powodzeniem pod oczy i na powieki. Dodatkowym atutem jest bardzo przyjemny zapach, który wprost uwielbiam :-) Podsumowując, jestem zadowolona, że wybór padł właśnie na ten krem. Moja skóra wyraźnie go lubi, nie zapycha, nie uczula. Jedynym minusem jest pojemność - krem nie jest szalenie wydajny.  Bardzo szybko się kończy, co przy jego cenie niestety daje się odczuć. Myślę jednak, że warto na niego polować w promocyjnej cenie. Śmiało polecam :-)

Cena: 69,99 zł (kupiłam w promocji za 49,99 zł).  
Pojemność: 30 ml

Więcej informacji o produkcie i całej linii  TUTAJ

wtorek, 22 marca 2011

Pierwszy makijażowy konkurs

Wizaż, który jest moim wirtualnym domem, zorganizował konkurs do spółki z Rossmanem. Nigdy jeszcze nie brałam udziału w makijażowych konkursach, ale tym razem postanowiłam się udzielić. Prac nie można publikować, więc wklejam tylko link i oczywiście odwiedzających bloga zachęcam do oddania głosu :-) 

czwartek, 17 marca 2011

Lazurowa sesja zdjęciowa

We wtorek zaproszono mnie na małą sesję zdjęciową. Przyznam, że mam niewielkie doświadczenie w tego typu przedsięwzięciach, więc byłam bardzo podekscytowana. Na szczęście fotograf i modelka stworzyli niesamowicie przyjazną atmosferę i cała trema szybko się ulotniła :-) Efekt pracy wygląda następująco: 



fotograf: Jakub Miszczuk (www.jacobphotography.pl)
modelka: Kamila Sikora
make up: ja

środa, 16 marca 2011

Recenzje: Joanna Naturia Body

Jestem absolutną fanką kawy! Nie wyobrażam sobie bez niej poranka i uwielbiam się nią delektować przed wyjściem z domu. Kiedy zobaczyłam w sklepie odżywcze masło do ciała o zapachu kawy, nie wahałam się ani chwili. 
Masło Joanna Naturia Body kupiłam za niecałe 10 złotych (250g). Zapach jest apetyczny i rzeczywiście przywołuje na myśl kawę ze śmietanką, ale jednocześnie nie mdli. Niewątpliwie jego zaletą jest konsystencja - lekka i łatwa do rozsmarowania. Masło nie zostawia tłustego filmu, bardzo szybko się wchłania a skóra jest przyjemnie satynowa (o ile oczywiście zachowamy umiar, sam produkt jest w mojej ocenie wydajny). Opakowanie jest plastikowe, ale solidne i poręczne, łatwo się zamyka. Za tę cenę nie spodziewałam się nowoczesnego designu ;-) 
Muszę przyznać, że jestem szczęśliwą posiadaczką bezproblemowej skóry i nie skupiłam się jakoś szczególnie na właściwościach odżywczych i nawilżających. Masło kupiłam głównie ze względu na obłędny zapach, który wydał mi się idealny na zimowe wieczory. Trudno mi więc ocenić, jak sprawdziłoby się przy większych wymaganiach. Jedyne co mi "śmierdzi" to skład, szczególnie parafina zaraz za wodą i masłem Shea. 
Podsumowując, polubiłam to masło ale nie na tyle, żeby na stałe zagościł wśród moich kosmetyków. Lubię testować inne produkty, a na zbliżające się lato wybiorę z pewnością coś o lżejszym zapachu: kwiatowym lub owocowym. 

wtorek, 15 marca 2011

Cenowe szaleństwo w Super Pharm

Sieć Super Pharm, którą bardzo lubię, obchodzi swoje 10 urodziny i z tej okazji oferuje swoim klientom bardzo fajne przeceny. Kupiłam właśnie płyn micelarny Biodermy, taki jak kilka dni temu, ale malusi, bo 100 ml i tylko za 10 złotych. Bardzo mi przypadł do gustu ten kosmetyk, rzeczywiście świetnie radzi sobie z usuwaniem makijażu. Bardzo często przemieszczam się z moim kuferkiem charakteryzatorskim, który już swoje waży, więc mała buteleczka jest wyjściem idealnym. Poza tym świetnie się sprawdzi na wszelkich wyjazdach, kiedy chcemy ograniczyć bagaż do minimum. Bardzo jestem zadowolona z tego kosmetyku.
Drugim nowym nabytkiem jest pianka głębokooczyszczająca Pharmaceris Puri - sebostatic, przeceniona z 23,49 na 18,79. Moja obecna pianka L'Oreal jest na wykończeniu, więc ta będzie jak znalazł :-) Pianka ma pojemność 150 ml, zobaczymy jak się spisze w użytkowaniu.
Ponieważ moje zakupy wyniosły powyżej 25 złotych, mogłam kupić krem nawilżający Bioderma Sebium Hydra za 10 zł (normalna cena wg Super Pharm to 54,99 zł.). Ucieszyłam się, ponieważ krem, który od niedawna stosuję niesamowicie mnie zapchał. Mam nadzieję, że nie zepsuje marce dobrego imienia i mojej sympatii do niej :-)
Myślę, że jeszcze się wybiorę, bo dziś zakupy były robione w sporym pośpiechu, a jest jeszcze kilka fajnych produktów, na które ostrzę sobie zęby ;-)

Recenzje: Podkład to podstawa

Podkład jest dla mnie podstawą w makijażu. Dobrze dobrany sprawi, że będziemy mogły ograniczyć make up do minimum a i tak będziemy wyglądały świetnie. Wybór odpowiedniego podkładu był dla mnie bardzo ważny, dlatego poszukiwania były długie i cierpliwe.
Nie mam większych problemów z cerą, dlatego szukałam czegoś lekkiego, o płynnej konsystencji. Latem ograniczałam się jedynie do kremu tonującego Ziai, ale kiedy opalenizna przybladła kolor okazał się za ciemny. Zależało mi na wyrównaniu kolorytu, dlatego nie wybierałam podkładów o mocnym kryciu. Przyglądałam się wielu ale do ostatecznych testów wybrałam cztery i dziś o nich kilka słów. 

Lancome Teint Miracle

Wiele oczekiwałam po Lancome a opis produktu brzmiał naprawdę zachęcająco: perfekcyjna cera,naturalna świetlistość, zdrowy blask. Rzeczywiście, podkład posiada wiele zalet: 

+ leciutka konsystencja bardzo ułatwia aplikację - podkład rozprowadza się świetnie, nie zostawia smug. Aplikowałam go zarówno pędzlem do podkładu jak i palcami i za każdym razem efekt był zadowalający. 
+ nie trzeba w pośpiechu go rozprowadzać, bo nie zastyga.
+ bardzo ładnie stapia się ze skórą, mimo że kolor 01 jest dla mnie za ciemny i za żółty.
+ przepięknie pachnie.
+ wystarczy naprawdę odrobinka, żeby ujednolicić skórę całej twarzy, więc jest wydajny. 
+ skóra rzeczywiście wygląda zdrowo i promiennie, efekt jest "lalkowy" ale w tym pozytywnym sensie.
+ dla skóry bez większych problemów krycie będzie odpowiednie. 
+ bardzo łatwo aplikuje się na niego bronzer i róż, wszystko się ładnie cieniuje i przenika. 
+ opakowanie jest szklane i bardzo estetyczne, posiada pompkę. 
Niestety zachwyt po nałożeniu podkładu maleje w ciągu dnia. Podkład się utlenia i ciemnieje na twarzy, a skóra w strefie T (mam cerę mieszaną) przetłuszcza się szybciej niż w przypadku stosowania innych produktów mimo utrwalenia pudrem matującym. Myślę, że osoby z cerą suchą byłyby bardzo zadowolone, ale uznałam, że za cenę 189 złotych (30ml) znajdę dla siebie coś lepszego. 
 















ArtDeco Mineral Fluid Foundation

To był mój pierwszy świadomy kontakt z podkładem mineralnym i jednocześnie największy zawód testów. 
Producent podkreśla jego łatwość aplikacji, dobroczynne działanie minerałów i mikroelementów (tlenek cynku, ditlenek tytanu, smithsonite), naturalne i jedwabiste wykończenie makijażu, przeciwdziałanie starzeniu się skóry (witamina A), promienny wygląd i brak talku i konserwantów. Niestety moja skóra nie odczuła wymienionych zalet. Możliwe, że moja ocena wynika z braku doświadczenia z minerałami, niemniej jednak: 

- aplikuje się dość łatwo (pędzlem), ale trzeba to zrobić oszczędnie i starannie, żeby nie zostawić smug. 
- występuje tylko w 4 odcieniach: 05, 15, 25 i 35. Wybrałam najjaśniejszy - 05 - nie jest wystarczająco jasny, tym bardziej, że dodatkowo ciemnieje w ciągu dnia i tworzy maskę. Nie dla bladolicych :( 
- uwidacznia rozszerzone na policzkach pory i ogólnie jest widoczny na skórze. Miałam wrażenie, że skóra jest "tępa", nieprzyjemna w dotyku. 
- najbardziej ze wszystkich przeze mnie testowanych przyczynił się do przetłuszczenia strefy T. Skóra się świeciła, szczególnie na czole i bokach nosa. 
- bardzo brudzi - po każdej rozmowie przez telefon konieczne czyszczenie ekranu :)
Podkład jest nieperfumowany, ale nie można powiedzieć, że bezzapachowy. Da się go jednak przeżyć.Posiada ładną, szklaną butelkę z pompką, która ułatwia dozowanie produktu.

Podsumowując, na tle wszystkich testowanych, ten podkład wypadł najsłabiej. Kosztował nieco ponad 100 zł za 30 ml. Znów myślę, że dla osób o suchej skórze i ciemnej karnacji ten podkład będzie odpowiedni, mnie nie zachwycił. 


 Max Factor Xperience

Jakiś czas temu używałam podkładu w kompakcie Max Factor Miracle Touch (Warm Almond) i byłam z niego niesamowicie zadowolona. Została mi po nim sympatia do marki i kiedy MF wypuścił serię Xperience, postawiłam na wielki powrót. Do kupowania szminek jeszcze dojrzewam, o tuszu będzie innym razem, dziś o podkładzie. Opis produktu: Nadaje skórze perfekcyjną gładkość. Unikalne zastosowanie elastomerów i naturalnego ekstraktu z jojoba zapewnia uczucie delikatności i jedwabistej lekkości. Podkład idealnie się rozprowadza oraz ukrywa wszelkie niedoskonałości cery. Jest beztłuszczowy i niekomedogenny.
Opakowanie produktu powstało w oparciu o opinie profesjonalnych makijażystów. Jest poręczne, łatwe w użyciu, a jednocześnie przyjazne dla środowiska.
Moje uwagi:

+ bardzo przyjemna konsystencja i łatwa aplikacja, zarówno pędzlem jak i palcami. 
+ bardzo ładnie stapia się ze skórą. Dostępny jest tylko 5 kolorach, ale dla mnie nr 45 Raw Silk okazał się strzałem w 10! (Jest jeszcze jaśniejszy - Light Ivory nr 40). Testowałam też z próbki nr 50 Beige Linen ale ten jest już zdecydowanie za ciemny.
+ moja główna uwaga: bardzo ładnie "trzyma się twarzy". Pozostał na niej najdłużej ze wszystkich podkładów, nie wymagał żadnych poprawek w ciągu dnia ale jednocześnie łatwo go zmyć zarówno pianką do mycia twarzy jak i płynem do demakijażu. Dla mnie to największa zaleta tego produktu, brawo!
+ skóra na długo pozostaje matowa, dopiero pod koniec dnia strefa T zaczyna się "ślizgać" - to kolejny wielki plus dla MF! Każdy makijaż utrwalam matującym pudrem transparentnym, ale ten podkład wyjątkowo dobrze z nim współgra. 
+ ładnie kryje i ujednolica skórę.
+ przyjemnie pachnie.
+ jestem zwolenniczką opakowań z pompką, która ułatwia dozowanie, ale przekonałam się do tubki, która pozwala na wykorzystanie kosmetyku niemal co do grama, jeśli rozetnie się opakowanie na wykończeniu. 
+ cena w porównaniu do jakości jest niewielka. Waha się w różnych punktach sprzedaży, ale na promocji można upolować ten podkład za ok. 50 złotych (30 ml). Dodatkowym plusem jest jego dostępność. 

Jeśli chodzi o słabsze strony tego produkty to odrobinkę brudzi (szczególnie zauważalne jest to na ekranie telefonu) i należy go oszczędnie nakładać pod oczy. Mimo to uważam, że to jeden z najlepszych podkładów z jakimi miałam do czynienia i na pewno będę do niego wracać! 


Bourjois Healthy Mix

Mój absolutny FAWORYT, podkład, który zostanie ze mną na długo. 
Opis produktu: Rozświetlający, owocowy podkład Healthy mix zapewnia promienny wygląd i wspaniały blask, który będzie utrzymywał się na skórze przez 16 godzin. Delikatna i kremowa formuła podkładu subtelnie integruje się ze skórą, dzięki temu efekt makijażu jest bardzo naturalny. Podkład nadaje się do każdego typu skóry. Oferuje jednorodny makijaż i pół-matowe wykończenie, które zapewnia cerze świeży, naturalny wygląd. Podkład zawiera wyciąg z moreli, imbiru, jabłek i melonów.
- Morela - dodaje blasku
- Melon - działanie nawilżające
- Jabłko - antyutleniacz
- Imbir - działanie odświeżające
Muszę przyznać, że nie czuję się oszukana ani przez producenta, ani przez reklamę, ani przez setki recenzji które przeczytałam o tym podkładzie :)

+ plastikowa ale solidna buteleczka z pompką ułatwiającą dozowanie. Nie wygląda tak reprezentacyjnie jak szklane butelki, z którymi wcześniej miałam do czynienia, ale jej niewątpliwą zaletą jest lekkość. Często taszczę ze sobą kufer i wtedy głównie doceniam takie rozwiązania :-) W trakcie użytkowania denko unosi się ku górze i wyraźnie widać, ile produktu zostało do wykorzystania. 
+ wybrałam dla siebie idealny kolor: nr 51 - Light vanilla - dzięki czemu podkład jest niewidoczny na skórze, ale jednocześnie doskonale ją ujednolica.Doskonale się stapia.
+ krycie średnie, dla osób z niedoskonałościami może się okazać niewystarczające. 
+ leciutka, niezwykle przyjemna konsystencja i łatwa aplikacja - nie smuży, nie zastyga, nie tworzy plam ani efektu maski. Łatwo go nanieść zarówno pędzlem jak i palcami. 
+ wydajny - wystarczy odrobinka żeby uzyskać oczekiwany efekt. Trudno z nim przesadzić.
+ doskonale sprawdza się pod oczami i na powiekach! wystarczy maleńka ilość - odkąd go mam nie używam korektora pod oczy - to jest jedna z jego głównych zalet, jestem tym zachwycona. Co więcej, świetnie ujednolica koloryt powieki, gdzie skóra jest niezwykle cieniutka. 
+ nie roluje się na bazach
+ utrwalony pudrem pozostaje długo matowy, nie wymaga poprawek w ciągu dnia. Ładnie trzyma się na twarzy. 
+ nie utlenia się i nie ciemnieje, kolor pozostaje identyczny jak zaraz po aplikacji - super! 
+ jest niezwykle lekki i mam wrażenie, że poprawił kondycję mojej skóry, nie zapycha. Skóra rzeczywiście wygląda bardzo zdrowo.
+ ma obłędny, owocowy zapach - uwielbiam go! 
+ Jest powszechnie dostępny i niedrogi (nie pamiętam ile za niego zapłaciłam, około 60 zł/ 30ml). Uważam, że za tę cenę jakość jest naprawdę rewelacyjna. 

Póki co jestem zachwycona tym podkładem. Cieszę się, że nie musiałam wydawać dużo pieniędzy, żeby znaleźć produkt, który spełni moje oczekiwania (uważam, że jakością przewyższa "luksusowe" znane marki). Odpowiada mi jego lekkość, choć dla niektórych na zimę może się okazać za lekki, biorąc pod uwagę niezbyt dobre krycie. Pięknie ujednolica koloryt skóry, rozjaśnia ją i sprawia wrażenie, że wygląda zdrowo, jest niezwykle naturalny. Kolor pasuje mi idealnie. Dla mnie numer 1! 


Dziś dłuuuga notatka, choć jeszcze nie opowiedziałam o pozostałych podkładach, z którymi miałam lub miewam nadal do czynienia. Blog się dopiero narodził, więc stopniowo nadrobię zaległości :) Niebawem będę również wrzucać zdjęcia makijaży z dokładnym opisem, których podkładów użyłam, aby recenzja miała też potwierdzenie w praktyce. Tymczasem! :-) 

poniedziałek, 14 marca 2011

Kolorowe zaklinanie wiosny

Jak bardzo chce mi się wiosny przejawia się w moim pragnieniu otaczania się kolorami. Na wielu różnych płaszczyznach szukam okazji, żeby ubarwić sobie te ostatnie dni. Tak też było przy okazji ostatniego makijażu. 

Na fali klejenia rzęs postanowiłam trochę zaszaleć. Na co dzień jestem zwolenniczką naturalnych, subtelnych i delikatnych barw ale ponieważ czekał mnie dzień w domowych pieleszach, pozwoliłam sobie na więcej. Przede mną jeszcze wiele ćwiczeń zanim opanuję przyklejanie rzęs i precyzyjne prowadzenie na nich kreski, ale póki co wyszło o tak:

piątek, 11 marca 2011

A róż widelec...


Mimo złego samopoczucia, wywołanego gorączką i podłym katarem, postanowiłam dzisiaj nie próżnować i zmalowałam takie oto coś. Przy okazji przekonałam się, jak fajnie aplikuje się cienie  na "wilgotno". Uwielbiam Inglota ale niektóre cienie sypią się jak szalone, co poniekąd wymusiło na mnie zaczynanie makijażu od oka zanim położę podkład. Prawdziwym wyzwaniem było natomiast przyklejenie kępek rzęs. Zdarzyło  mi się do tej pory to tylko raz, na koleżance, którą ostatnio malowałam na wielkie wyjście. Zachęcona jednak tym, że poszło mi to zadziwiająco sprawnie, pobiegłam do drogerii, kupiłam osławione na Wizażu Donegale i zabrałam się dzisiaj do roboty. Przyznam, że klejenie kogoś idzie znacznie lepiej - mam dość gęste rzęsy i trudno mi było równo wstrzelić się w przerwy między nimi, czego nie ułatwiała dodatkowo niemożność spojrzenia na siebie z góry :] Efekt jaki jest, każdy widzi... Muszę natomiast pochwalić klej Duo, który okazał się wielkim sprzymierzeńcem w tym karkołomnym zadaniu ;) Po pstryknięciu fotki kępki trafiły z powrotem do pudełka i zapowiada się, że będą się nadawały do ponownego użycia - lubię to. Pozostaje mi teraz tylko ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć aż ilość przekleństw przy robocie spadnie do zera ;) 

Do makijażu oka użyłam bazy Kobo (kocham!), cieni Inglot, linera Miss Sporty i tuszu Max Factor.

czwartek, 10 marca 2011

Bycie kobietą jest super! :-)

Jak fajnie, że jest Dzień Kobiet. Mogłam sobie beztrosko i bez większych wyrzutów sumienia kupić prezent :] Nie, żebym się jakoś szczególnie wzbraniała na co dzień, ale tego dnia byłam dla siebie wyjątkowo pobłażliwa. Kupiłam więc krem SVR Chronolys dla mojej dwudziestosześcioletniej skóry (ehhh...), micel Biodermy (tyle dobrego się o nim nasłuchałam, że grzech było nie skorzystać z promocji), kępki rzęs Donegala, zalotkę i perfumy Kenzo. Zrobiło mi się z tych zakupowych powodów tak milusio, że z niecierpliwością czekam na kolejną okazję. Już wkrótce nowonabytkowe recenzje.

piątek, 4 marca 2011

No to zaczynamy...

Nadszedł i na mnie czas, bym założyła swojego bloga :-)  Ostatnimi czasy odkrywam wiele interesujących rzeczy, które chciałam zebrać w jednym miejscu i którymi chciałabym się podzielić. Będzie więc sporo o wizażu, który od niedawna stał się moją pasją - recenzje kosmetyków, zdjęcia makijaży, inspiracje. Będą też zajawki moich zainteresowań - wątki muzyczne, fotograficzne, podróżnicze, filmowe, designerskie, reklamowe, taneczne, książkowe, modowe, rękodzielnicze - prawdziwy miks korzyści :) Zapraszam do mojego świata.
UA-49610063-1