poniedziałek, 7 listopada 2011

Niezastąpiony!

Carmexu przedstawiać nikomu nie trzeba. Pierwszy, w słoiczku, pojawił się w Stanach w 1937 roku, więc jakby powiedział mój brat, jest stary jak sandały Mojżesza ;-) Może nie każda z nas go używała ale z pewnością go zna. To kultowa amerykańska marka a jej produkty znane są na całym świecie nie mniej niż hamburgery czy Coca-Cola. Stosują je znani i lubiani i stosujemy je my - czyli na jedno wychodzi ;-) 


Do tej pory używałam wersji klasycznej, w słoiczku. Mimo krótkich paznokci, grzebanie paluchem było jednak dość uciążliwe. Słoiczek ostatecznie odłożyłam na półkę w łazience i używam na noc a do torebki wrzuciłam EOSa. Po letnim sezonie owocowa kulka okazała się jednak zbyt lekka dlatego niesamowicie ucieszyłam się z przesyłki od Carmexa, w której znalazłam sztyft! Używam go już od jakiegoś czasu i już wiem, że to mój ulubieniec! 

Na polskiej stronie znajdziemy dość krótka informację: Klasyczny sztyft. Doskonały na wyjścia! Zawiera filtr przeciwsłoneczny SPF 15.

Skład: petrolatum, Lanolin, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Candelilla Cera, Benzophenone-3, Ozokerite, Cetyl Esters, Theobroma Cacao Seed Butter, Cera Alba, Paraffin, Camphor, Menthol, Salicylic Acid, Aroma, Vanillin. 

Kolor i zapach: kolor jest klasyczny dla Carmexa, przezroczysto - żółty. W zapachu wyraźnie wyczuwalna jest kamfora: pachnie jak maści rozgrzewające na przeziębienie, które kojarzą mi się z dzieciństwem :) Istnieją wersje smakowe ale ja zdecydowanie wolę oryginalną. 

Opakowanie: sztyft, jak widać :) Nowy był zabezpieczony dodatkowo naklejką więc mam gwarancję, że nie był otwierany (ważny jest 24 miesiące od otwarcia). Z łatwością się wykręca i wkręca, nic się nie blokuje ani nie zacina. W mojej ocenie to opakowanie w formie pomadki jest najlepsze i najbardziej praktyczne - nie trzeba zdejmować rękawiczek i gmerać w słoiczku na mrozie brudnymi paluchami. Za tubkami też nie przepadam, choć uczciwie przyznam, że nie miałam Carmexu a jedynie inne nawilżacze. Zawsze mi się coś wylało, oblepiło, obkleiło paprochami albo po prostu wycisnęło za dużo. To opakowanie uznaję za najbardziej udane. 

Konsystencja i aplikacja: aplikacja jest znacznie łatwiejsza niż w przypadku słoiczka. Mam wrażenie, że balsam w sztyfcie jest bardziej miękki i łatwiej się go nakłada. Poprzednia wersja jest bardziej zbita i twarda - 1:0 dla sztyftu. Zaskakująco długo pozostaje na ustach ale ich nie zlepia, nie zjada się.

Działanie: nie mam mu nic do zarzucenia. Charakterystyczny jest efekt chłodzenia i mrowienia, jaki odczuwamy zaraz po aplikacji. Jednym to przeszkadza, inni uwielbiają - ja nie zwracam na to uwagi. Natomiast działanie spisuje się na medal: nawilża, wygładza, zmiękcza, chroni, koi i łagodzi spierzchnięcia. Stosuję go na co dzień: po odstawieniu efekt się utrzymuje, w przeciwieństwie do innych ochronnych pomadek, usta są nadal w dobrej kondycji. Nadaje się też jako baza pod kolorową szminkę oraz świetnie się sprawdza przy przeziębieniu :) Zawiera filtr - plusik :)

Pojemność i wydajność: 4,25 g / wydajność niższa od wersji w słoiczku, zapewne z powodu bardziej miękkiej konsystencji. Trudno mi porównać z innymi produktami tego typu, bo odkąd mam Carmex nie kupuję już klasycznych pomadek ochronnych. Myślę, że w tym przedziale cenowym (do 10 zł) nie znajdziemy nic lepszego więc nawet jeśli wydajność nie jest wielką zaletą tego produktu to i tak warto przy nim zostać. 

Dostępność: łatwo dostępny we wszystkich drogeriach sieciowych typu Rossmann, Natura, SuperPharm. Niestety nie wszystkie produkty można kupić w Polsce, w Stanach oferta jest nieco szersza choć przyznam, że na nic się nie skusiłam. Łatwy dostęp do tych produktów zaliczam na duży plus!

I bardzo ważna informacja: produkt NIE JEST testowany na zwierzętach! 

Zdjęcie zaciągnięte jest z fejsa, z oficjalnej strony Carmex Polska. Oczywiście zachęcam do polubienia a nic Was nie ominie: recenzje, konkursy, nowości, promocje - mix korzyści: 


Podsumowując, jest to mój ulubiony produkt jeśli chodzi o ochronne balsamy do ust. Bardzo fajna, miękka konsystencja, przyjemny zapach, łatwa aplikacja i przede wszystkim działanie! Lubiłam wersję w słoiczku i odkąd ją kupiłam nie używałam już żadnej innej pomadki ochronnej. Wersja w sztyfcie bije jednak na głowę i jedno i drugie. Uzależnia: wczoraj go szukałam w lekkiej panice i kiedy już pogodziłam się ze zgubą, znalazłam go w drugiej torebce. Chyba trzeba zakupić kilka sztuk i porozkładać po najczęściej używanych torebkach i kieszeniach płaszczy i kurtek :-)

Bardzo jestem ciekawa nowego sztyftu, Moisture Plus. Myślę, że jak skończę ten, wypróbuję, mimo że cena jest dwukrotnie wyższa (ok. 18 zł).  

Moim zdaniem nie ma nic lepszego, szczególnie na nadchodzący zimowy sezon - Carmex w kieszeń i heja! :) POLECAM! 

A jaką wersję Camexu Wy preferujecie? 

Dziękuję firmie Carmex i Panu Pawłowi za przesympatyczny kontakt i możliwość zapoznania się z tym produktem - odkryłam kolejny KWC! :-) Was jednocześnie zapewniam, że fakt przekazania kosmetyku do przetestowania nie wpłynął na moją ocenę.

Chciałam jeszcze napisać w pe-esie, że bardzo przepraszam za swoją chwilową nieobecność, postaram się nadgonić zaległości. Choć sama ostatnio rzadko piszę to czytam Was regularnie z niesłabnącym zainteresowaniem :) 
Drugi pees dotyczy zdjęć - przymknijcie oko na jakość ale same wiecie jak jest: ciemno od nocy do nocy...

Tymczasem!
Ala

3 komentarze:

  1. Do tej pory używałam wersji w tubce, gdyż chciałam koniecznie coś owocowego. Fajna lekka konsystencja, aczkolwiek latem przy dużym upale praktycznie płynął z tubki co nie było komfortowe.
    Ostatnio skusiłam się na Carmex Moisture Plus (różowy) jest to bardzo fajna naturalna alternatywa dla szminki. Przede wszystkim nie wysusza ust jak tradycyjne szminki, nawilża usta, jest efekt mrowienia. Efekt różu jest bardzo naturalny. Nie wiem jak będzie się spisywać zimną, ale na jesień nadaje się znakomicie. Polecam wszystkim, którzy są zadowoleni z Carmexa i szukają bardziej eleganckiej pomadki. Warto spróbować :) !!

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja jeszcze nigdy nie miałam Carmexa... Ogólnie nie lubię takich pomadek ale chyba czas to zmienic :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Edyta, dziękuję, chyba się skuszę :)
    Siouxie, za tę cenę warto się przekonać osobiście :)

    Dziękuję za odwiedziny, pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze :)

Niestety z powodu olbrzymiej ilości spamu, muszę wyłączyć możliwość anonimowego komentowania. Jeśli chcecie zostawić mi wiadomość, jestem dla Was dostępna na profilu Facebook.

UA-49610063-1