poniedziałek, 19 września 2011

Wspomnienia z Alaski...


Już na wstępie zaznaczę, że ten post wyjątkowo nie będzie dotyczył kosmetyków. Jak zaznaczyłam na początku mojego blogowania, będę pisać o wszystkim, co nadaje smak mojemu życiu. Dzisiejszy post wynika z tęsknoty za Alaską, która sprawiła, że tego lata nigdy nie zapomnę... Zapraszam Was na opowieść i kilka slajdów z podróży. 

Alaska i Kanada fascynowały mnie odkąd pamiętam. Czytałam książki, oglądałam filmy i  wiedziałam, że to miejsca, które koniecznie muszę zobaczyć! W tym roku postanowiłam spełnić swoje marzenie.

Podróż zaczęłam już w czwartek, 04 sierpnia, podróżą z Gdańska do Warszawy, później lot do Amsterdamu, dalej do Minneapolis i wreszcie do Fairbanks. Tam czekał już na mnie M. i po kilku godzinach snu wyruszyliśmy od razu na pierwszą wycieczkę. Droga z Fairbanks do Deadhorse zajęła nam cały dzień, wyruszyliśmy o poranku, dotarliśmy wieczorem (pewnie byłoby szybciej, gdybyśmy poruszali się po asfalcie, była to jednak jedyna droga na północ, więc nie mieliśmy wyboru :-) Kto oglądał alaskańskie odcinki Ice Road Truckers skojarzy pewnie Dalton Highway). Wieczorem wybraliśmy się na krótki spacer - patrol policji ostrzegł nas jednak przed niedźwiedziem w bliskiej odległości więc wróciliśmy do naszej bazy noclegowej - samochodu :-) Najważniejsze wspomnienie tego dnia to niezwykły zapach, oszałamiająca przyroda po horyzont i brak ludzi...Dokładnie tak wyobrażałam sobie to miejsce...
Z niecierpliwością czekaliśmy na poranek, kiedy to wybraliśmy się do Prudhoe Bay - miejscowości położonej nad Oceanem Arktycznym. Moczyliśmy jedynie nogi, na kąpiel niestety nie dostaliśmy pozwolenia od przewodnika. Nie udało nam się zobaczyć niedźwiedzia polarnego ale widzieliśmy za to karibu, lisy i sowy polarne a w drodze powrotnej mieliśmy okazję przyjrzeć się wilkowi, który niespiesznie przeszedł przed maską naszego samochodu :-) Wspomnienie tego dnia to bez wątpienia ocean, olbrzymie pola naftowe należące do BP, niezwykła przyroda i ropociąg, psujący jednak ten piękny krajobraz.

Trzeciego dnia wybraliśmy się do Denali gdzie czekała na nas świetna przygoda! Środkowa po prawej, z rozdziawioną buzią, to ja :-)
Spływ rzeką Nenana, Denali 

Autobus wykorzystany w filmie Into the wild, Healy
Dzień 4 będę wspominać wyjątkowo. Rano wybraliśmy się na jeep safari szlakiem Stampede, którym szedł Christopher McCandless (kto oglądał film Into the wild z pewnością kojarzy tę postać. Po południu zaś niewielki samolot zabrał nas na lot nad górami. Mieliśmy okazje podziwiać Mt.Mc Kinley z zupełnie innej perspektywy - nie da się tego opisać słowami... Wielką niespodzianką pod koniec dnia było spotkanie z rysiem :-)
Mt. McKinley /Mt.Denali (6194 m n.p.m.)



























Dzień 5 minął nam pod znakiem podróży do Cooper Center i podziwiania niezwykłych widoków przez szybę samochodu :-)



Kolejnego dnia dotarliśmy do miejscowości Valdez,  która stanowiła dla nas bazę wypadową na kajaki i wspinaczkę na lodowiec - to była z pewnością jedna z najlepszych wycieczek! Jaskinie lodowe zapadną mi
w pamięci na długo, zresztą same zobaczcie: 



Po tak niesamowitym i pełnym wrażeń dniu, wróciliśmy do Fairbanks, przepakowaliśmy plecaki ale zanim ruszyliśmy w dalszą podróż, wybraliśmy się na typowy amerykański festyn, gdzie zaliczyliśmy coś na kształt odwróconego bungee - zostaliśmy dosłownie wystrzeleni w górę :-) Nie wiem co było bardziej ekstremalne: to przeżycie czy tamtejsze jedzenie :-) Po mocnych wrażeniach wyruszyliśmy w dalszą drogę: przez Kanadę do Skagway. Udało nam się po drodze zobaczyć pierwsze łosie a pod koniec dnia... czarnego niedźwiedzia, który jakby nigdy nic, spacerował wzdłuż drogi :-)




Dziewiąty dzień spędziliśmy w niezwykłym miejscu: popłynęliśmy promem ze Skagway do Haines, gdzie przesiedliśmy się na pontony, którymi spłynęliśmy rzeką, podziwiając orły (Chilkat Bald Eagle Preserve). Większe wrażenie tego dnia zrobiły na mnie jednak olbrzymie łososie, które płynęły pod prąd strumienia, padając z wyczerpania. Widok niesamowity, niezapomniany i jednak przygnębiający...Następnego dnia wyszliśmy w góry szlakiem Dewey Lakes Trail, wieczorem zaś wybraliśmy się na spacer po miasteczku - zdecydowanie najbardziej urokliwym ze wszystkich, jakie poznałam w tym rejonie stanu. Kolejny dzień upłynął nam na powrocie do Fairbanks, znów przez Kolumbię Brytyjską i Yukon. Widoki zapierały dech!

 

Dnia 12 wyruszyliśmy znów na jednodniową wycieczkę do Denali a kolejne trzy spędziliśmy w Fairbanks, wtedy właśnie upolowałam kosmetyczne cuda :-))) Kiedy znów wróciliśmy do Denali, wybraliśmy się na wycieczkę do Parku Narodowego; tam po raz drugi spotkaliśmy niedźwiedzia - tym razem grizzly. Wędrowaliśmy malowniczym szlakiem, wspinaliśmy się by wrócić na koniec dnia na kolację połączoną z musicalem (Music of Denali) i zrelaksować się w jacuzzi pod gołym niebem :-) Kolejny dzień spędziliśmy w podróży do Cooper Landing a po drodze odwiedziliśmy Alaska Wildlife Conservation Center, gdzie mogliśmy z bliska przyjrzeć się zwierzakom. 


Dzień 18, ze względu na wyjątkowo deszczową pogodę spędziliśmy w Anchorage, następnego dnia zaś przeżyliśmy niesamowitą przygodę w Seward, skąd statek zabrał nas do Kenai Fjords National Park. Nie wiem co podobało mi się tego dnia najbardziej: długi rejs po Pacyfiku, lodowce czy liczne zwierzęta, które obserwowaliśmy, a tu mieliśmy olbrzymie szczęście: widzieliśmy humbaki, delfiny i orki, a także foki, lwy morskie, puffiny, rozgwiazdy i orły. Miałam okazję poczuć zimno Alaski i usłyszeć dźwięk pękającego lodowca, którego nie da się opisać słowami... 








Na drugi dzień podziwialiśmy niesamowitą przyrodę Alaski z samochodu a kolejnego dnia wybraliśmy się na konną wycieczkę - znów mogliśmy podziwiać Mt. McKinley z zupełnie innej perspektywy; pogoda wyjątkowo nam to uprzyjemniła! Zaskoczyło mnie to, jak szybko zmienił się krajobraz: jeszcze trzy tygodnie temu było zielono i ciepło, kiedy wyjeżdżałam, miałam okazję zobaczyć wczesną jesień, której urok na Alasce jest absolutnie niesamowity!





Wydawało mi się, że najpiękniejsze za mną, a jednak znów spotkała mnie miła niespodzianka. Podczas lotu nad Grenlandią widziałam zorzę polarną! Niestety nie mogłam zrobić z samolotu udanego zdjęcia.

Alaska mnie nie rozczarowała, co więcej, zakochałam się w tym miejscu i już wiem, że tam wrócę. Muszę zobaczyć to miejsce zimą!A jak Wam się podoba to miejsce Chciałybyście je kiedyś odwiedzić? Ciekawa jestem z czym Wam się kojarzy Alaska :-) Dajcie znać, jeśli dotrwałyście do końca tego posta ;-) 

Tymczasem!

 

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są autorstwa mojego lub M. Proszę, nie kopiuj ich bez mojej zgody.

21 komentarzy:

  1. Wspaniala podroz, zazdroszcze! :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie na Giveaway- do wygrania bon na zakupy w sklepie internetowym (wysyłka gratis ;)).

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak Ci zazdroszczę. Alaska jest moim marzeniem od dawna... Do tego ta zorza polarna...
    Powiedz mi w jaki sposób to zaplanowałaś? Bo domyślam się ze we własnym zakresie. Jacyś znajomi w Stanach ? Bo ja nie wiem jak sie zabrać za to

    OdpowiedzUsuń
  3. Woooooooooow! To musiało być naprawdę niesamowite przeżycie, zazdroszę... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Katsuumi, dziękuję :)

    moniaa,w zasadzie nie było za dużo planowania, pojechałam do znajomych :) Trzymam kciuki, żebyś kiedyś spełniła swoje marzenie o Alasce, warto! Jeśli masz jakieś pytania, napisz.

    Gosh, było niesamowite i niezapomniane! Już kocham to miejsce i wiem, że wrócę tam najdalej za rok :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Alaska kojarzy mi się z serialem 'Przystanek Alaska' i z rogatymi zwierzętami jeleń/renifer ;)
    Świetne zdjęcia przepiękne widoki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zazdroszczę... piękne zdjęcia :) sama chętnie odwiedziłabym Alaskę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. jeeeju! wygląda tak klimatycznie a do tego Twój świetny opis :) od razu marzy mi się żeby tam pojechać :P mi Alaska kojarzy się z zimnem, śniegiem i reniferami :]
    zapraszam do siebie na rozdanko ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. zdjęcia cudowne, zazdroszczę wycieczki :) aż mi się zamarzyło pojechać tam i zobaczyć to wszystko na własne oczy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Idalio, przyznam, że serial zaczęłam oglądać tuż przed wyjazdem, mimo że wiedziałam, że nie był w ogóle kręcony na Alasce :) Dzięki :)

    dianuseeek, dziękuję :)

    pannojoanno, SheWoman, życzę, żebyście mogły kiedyś na własne oczy zobaczyć to miejsce...

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo fajne miałaś wakacje :) Czy na Alaskę potrzebna jest wiza?

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję, messalexa :) Tak, wiza jest potrzebna do wszystkich stanów USA. Do Kanady wystarczy jedynie nowy paszport.

    OdpowiedzUsuń
  12. wowww... zazdroszcze, to musiala byc fantastyczna wyprawa :D

    OdpowiedzUsuń
  13. ach czyli znajomi, to już jakiś punkt zaczepienia. Ale mimo wszystko mam nadzieję, że faktycznie uda mi się spełnić to jedno z marzeń ;) Kolejne też już mi się w głowie układają. A marzy mi się Wiśniowa Japonia, a że Korea niedaleko to i tam bym chciała się wybrać :)

    OdpowiedzUsuń
  14. One_LoVe, nie zazdrościć, pakować się i jechać ;)

    moniaaa, owszem, dużo łatwiej jak się jedzie do kogoś... Ja także mam kolejny cel: Nowa Zelandia :) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  15. Zazdroszczę przygody. Z chęcią bym się na taką wybrała. Ale koszty takich wycieczek są ogromne. Gdyby nie to już pewnie dawno bym była spakowana.
    Pozdrawiam
    http://kobieta-ja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. powiedz jak z organizacją i kosztami takiej wycieczki?

    OdpowiedzUsuń
  17. Przepiękne zdjęcia!!! Uwielbiam posty o podróżowaniu!

    OdpowiedzUsuń
  18. Zawsze podobała mi się Alaska i Kanada. Po Twoich zdjęciach podobają mi się jeszcze bardziej! :D

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze :)

Niestety z powodu olbrzymiej ilości spamu, muszę wyłączyć możliwość anonimowego komentowania. Jeśli chcecie zostawić mi wiadomość, jestem dla Was dostępna na profilu Facebook.

UA-49610063-1